Polskie tajemnice II wojny światowej

Polskie tajemnice II wojny światowej |Recenzja

Krzysztof Drozdowski, Polskie tajemnice II wojny światowej

Po lekturze powiem jedno – Polskie tajemnice II wojny światowej to clickbait.  Wiem, że II wojna światowa do dzisiaj budzi emocje i wciąż można znaleźć coś nowego do opowiedzenia. Tytuł książki sugeruje, że dostajemy drugiego, młodszego Wołoszańskiego. A tu trochę jednak kicha.

Krzysztof Drozdowski jest bydgoskim dziennikarzem, historykiem i prowadzącym spacery historyczne po Bydgoszczy. Zajmował się również polityką, ale swoich poglądów w niniejszej książce nie prezentuje, więc ten temat w recenzji pomijam. Jak można przeczytać na skrzydełku okładki, jest też autorem ponad 30 książek i ponad 300 artykułów. Polskie tajemnice… ukazały się w 2025 r. nakładem Repliki. Z wyglądu nic nadzwyczajnego. Nie jest to zarzut, tylko stwierdzenie faktu.

Zawartość

Wbrew tytułowi nie ma w książce tylko tajemnic, których do tej pory nie znaliśmy. Są za to sprawy bardzo znane lub trochę mniej, dywagacje autora, biogramy. Ogółem dużo różnych rzeczy. Nie znalazłem odpowiedzi na pytanie o klucz doboru zagadnień. Autor skacze z tematu na temat i raz mówi o spisku na życie Rudolfa Hessa, by po chwili przejść do sprawy karabinu UR, potem omówić zdobycie Monte Cassino czy pocisku V2, żeby skończyć dywagacjami ilu Polaków zginęło w czasie wojny. Czyli pomieszanie z poplątaniem.

Ogólne wrażenia

Nie uważam się za jakiegoś eksperta w temacie II wojny, ale z ponad 30 zagadnień dosłownie kilka było dla mnie nowością. Z drugiej strony kilka to żadne tajemnice, bo to na przykład opis zamachu na Kutscherę, zdobycie Monte Cassino, biogram Zumbacha. Zdecydowana większość, to dla mnie rozczarowanie. Dla przykładu – czy generał Langer był zdrajcą. I jest biogram generała, w którym autor niespecjalnie uwypukla kontrowersje i przytacza sprawy mające o nich świadczyć.

Ot, biogram żołnierza jakich wiele zamknięty stwierdzeniem, że nie ma dowodów na współpracę. Idąc dalej – Najgłośniejsze polskie ucieczki z Auschwitz. Opisane są może cztery, w tym Piechowski i Pilecki, ale nie ma na przykład buntu karnej kompanii. Jeszcze jeden – Wieluń czy Westerplatte. Ktoś to kiedyś ładnie nazwał – wyścig o miano pierwszego kopniętego psa. Czyli po prostu licytacja gdzie spadła pierwsza bomba czy padł pierwszy strzał. Ani to tajemnica, ani cokolwiek wnoszącego cokolwiek sensownego do jakiejkolwiek dyskusji.

Znalazłem w książce kilka błędów. Jedno zdjęcie jest podpisane raz jako pociąg Amerika, raz jako Krzeptowski. To zwykły błąd, zdarza się, nic nadzwyczajnego. W innym miejscu autor pisze Afrika Corps (czyli z angielska), a powinno być Korps. Też się przeżyje. Ale zdanie Republika Weimarska zamieniła się w rządzoną przez Fuhrera i Kanclerza Rzeszy III Rzeszę i datowanie tego momentu na rok ’35 już mnie uwiera i to nie tylko stylistycznie. Za koniec Weimaru uznaje się rok ’34 i dekret Hitlera rozwiązujący Reichsrat. A po drugie Fuhrer i kanclerz, to ta sama osoba. Hitler otrzymał tytuł Fuhrera, kiedy po śmierci prezydenta Hindenburga (co też miało miejsce w ’34 r.) połączył w swoim ręku urząd kanclerza i prezydenta. Jest to coś, co uznaję za błąd rzeczowy.

Z całą pewnością nie mogę powiedzieć, że polecam tę pozycję. Może czegoś nowego się dowiecie. Podkreślam, może. Mi się nie udało.


Wydawnictwo Replika
Ocena
recenzenta: 3/6
Autor Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.