Portret mordercy | Recenzja

Patryk Pleskot, „Portret mordercy. Artysta, który zabił prezydenta

Zabójstwo pierwszego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej zaledwie w tydzień po wyborze należy do najbardziej niechlubnych kart w historii naszego kraju. Odium zbrodni jest tym straszniejsze, że Gabriel Narutowicz zginął bez żadnego wyraźnego powodu. Sprawca mordu kierował się tak niezrozumiałymi pobudkami, że doprawdy trudno odnieść wrażenie, że istnieje w nich jakakolwiek logika. Atmosferę tamtych traumatycznych chwil doskonale przedstawia Antoni Słonimski pisząc „mieliśmy Polskę, mieliśmy pierwszego prezydenta i zabił go Polak”. Trudno nie zgodzić się z tą krótką diagnozą. Czytaj recenzję książki Patryka Pleskota pod tytułem: „Portret mordercy. Artysta, który zabił prezydenta

O autorze

Autorem recenzowanej pozycji jest Patryk Pleskot, który bardzo dobrze czuje się w tematyce związanej z wydarzeniami grudnia 1922. Czytałem jego książkę „Niewiadomski. Zabić prezydenta” i już wtedy byłem pod ogromnym wrażeniem erudycji, dociekliwości i sprawności języka piszącego. Tym większe pozytywne zdziwienie przeżyłem sięgając po „Portret mordercy”. Połączenie kilku gatunków literackich w jednym tomie (a tak jest w tym przypadku) wymaga nie lada sprawności w operowaniu piórem, umiejętności łączenia wątków, pozbycia się wszelkiej przypadkowości oraz reagowania na to, co dzieje się na papierze. Każda pomyłka w tak skomplikowanej układance może okazać się wielce kosztowana.

Tutaj, jednak proces twórczy oby się jednak bez niedociągnięć, a efekt końcowy jest nietuzinkowy. Część pierwsza zawiera nieco sfabularyzowaną opowieść o tym, jak doszło do strzałów w „Zachęcie”, a także co działo się na krótko przed i po nich. Kolejna, to niezwykle drobiazgowy, a przez to niemal doskonały portret psychologiczny winowajcy. Z kolei ostatnia ma związek z procesem, wyrokiem i jego reminiscencjami po stu latach od uderzenia młotka w stół sędziowski. Już na tym etapie Autorowi należą się wielkie słowa uznania.

O książce

W odniesieniu do tytułu książki trzeba zaznaczyć, że jest on jak najbardziej zasadny. Większa bowiem część jej treści opowiada o psychice Eligiusza Niewiadomskiego i jego pokrętnej motywacji. Przyznam szczerze, że czytając o tej skąd inąd niezwykle złożonej psychicznie postaci odczuwałem jedynie dwa uczucia. Jednym z nich był wstręt do popełnionego uczynku, drugim zaś chęć znalezienia sprawiedliwej odpłaty za popełnione przez tego malarza zło.  Szeroki, wieloaspektowy, linearny, uporządkowany oraz udokumentowany źródłowo życiorys mordercy na pewno pozwala zrozumieć jego życie, ale nadal nie jest odpowiedzią dlaczego? Patryk Pleskot zastosował w tym tej części nawet odniesienia do psychologii, ale to nie rozwiało wszystkich wątpliwości. A może nie da się ich po takim czasie już rozstrzygnąć?

Kontynuując ten wątek pozwolę sobie na osobistą uwagę. Po lekturze- moim zdaniem- Eligiusz Niewiadomski nie był w pełni władz umysłowych w chwili popełnienia zarzuconego mu czynu. Udowodnił to na procesie,  gdzie mówił o wszystkim dookoła, ale nie o tym, co najważniejsze, nie potrafił właściwie (niepatetycznie) umotywować swojego postępku i ewidentnie odgrywał wcześniej przygotowaną rolę, z której nie wyszedł ani na moment. Niestety rację mieli ci, którzy twierdzili, że skazanie go na śmierć tylko umocni jego kult, a sam Niewiadomski dążył do tego od początku do końca. Szkoda, że nikt tego wówczas nie zauważył. W samym procesie (przedstawionym w iście reporterskim stylu)  także popełniono masę błędów, których Autor słusznie nie omieszkał wytknąć.

Jeszcze bardziej przerażające jest, że nawet dziś w niektórych środowiskach mord na prezydencie Narutowiczu nie budzi żadnego oburzenia. Co więcej, grupy te powtarzają argumentację prawicy sprzed wieku. Powtórzę zatem jeszcze raz – prezydent padł ofiarą sytuacji. Czego by wówczas nie uczynił, jakiej decyzji by nie podjął, któraś strona politycznego sporu byłaby niezadowolona. Podobnie żadna kara wymierzona w stosunku do mordercy, w obliczu jego zachowania nie wydaje się miarodajna. Mamy więc do czynienia z klasycznym przykładem konfliktu tragicznego.  Natomiast jego zabójstwa nie usprawiedliwia absolutnie nic. Tutaj Czytelnik dochodzi do pointy. Okazuje się, że wbrew pozorom Polska sprzed stu lat i Polska dzisiejsza w istocie niewiele się różnią (rzecz jasna w sensie gry politycznej), a sam przypadek mordu na pierwszej osobie w państwie dowodzi tylko tego, co może się wydarzyć jeśli ktoś nie włączy hamulca. Władza podobnie jak w grudniu 1922 znów będzie leżała na ulicy.

… i o jego warsztacie

Jeśli chodzi o stronę warsztatową „Portretu mordercy” nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń. Mamy tu wszystko, co potrzebne do tego typu publikacji – skomplikowaną sytuację, spór moralno-etyczny, odrobinę fabuły, a nawet fikcji literackiej, skrótowy sposób podawania informacji, które nie zaburzają głównego toku narracji oraz reporterskie śledztwo. Okazuje się, że sto lat to nie tak dużo, a emocje nadal potrafią rozgrzać do czerwoności. Wszystko to z kolei podane zostało wraz z  pięknym, literackim językiem i zamknięte sugestywną okładką. Brawo! 

Podsumowując, z największą przyjemnością odsyłam Państwa to tej pasjonującej lektury. Polecam ją zwłaszcza prawnikom i wszystkim tym, którzy kochają paragrafy. Może dzięki niej Polska XX-lecia stanie się nam wszystkim bliższa, bardziej plastyczna i wyobrażalna. Szkoda, że tak wtedy, tak i dzisiaj, w niektórych sytuacjach nawet litera prawa okazuje się bezsilna.

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ocena recenzenta: 6/6

Dominik Majczak

Comments are closed.