Powrót pogubionych rzeczy

Powrót pogubionych rzeczy |Recenzja

Joanna Gromek-Illg, Michał Pawłowski, Powrót pogubionych rzeczy. Fotoopowieść o Wisławie Szymborskiej

Wyklejanki codzienności. Infografiki dokumentujące życie Wisławy Szymborskiej. Biografia w kalejdoskopie przedmiotów, rzeczy, artefaktów, które pozostawiła po sobie poetka. Reifikacja i fetyszyzacja spuścizny pisarskiej. Cienie koncepcji „szuflandyzacji” istnienia. Głęboki zachwyt kolekcjonerów codzienności, zwolenników materialnego trwania  kultury, poszukiwaczy metafizyki przedmiotów w wersji fotoopowieści trafił w 2025 roku do rąk czytelników dzięki publikacji krakowskiego Wydawnictwa  Znak, jako Powrót pogubionych rzeczy. Fotoopowieść o Wisławie Szymborskiej.

Wolę mieć w przygotowaniu igłę z nitką. Fotoopowieść

Pewnie nikogo już nie zaskoczy, że perspektywa cywilizacji określona przez Piotra Dukaja jako tzw. epoka „Po piśmie”, to kierunek nieunikniony. Człowiek współczesny uwielbia oglądać, patrzeć, przyglądać się, chce widzieć. Rynek wydawniczy na tę potrzebę reaguje w sposób oczywisty: albumy, mapy, reprinty, cymeliny,  klasery… znane przecież nie od dzisiaj, wciąż zyskują na popularności i wciąż są wydawane. Nowe gatunki – albo precyzyjniej – nowe nazwy, tworzone dla tego typu publikacji stają się zjawiskiem powszechnym i badawczo atrakcyjnym.

 W takim kontekście fotoopowieść jawi się jako fuzja epickiej opowieści z ilustracjami, czyli eklektyczna odmiana  literackiej epifazy. Tekst językowy zamieniony zostaje w tym przypadku na obraz i zaczyna nad nim dominować.

Autorka publikacji, Joanna Gromek – Illg (rocznik 1955), z wykształcenia jest polonistką i filozofem, pracowała jako nauczycielka, scenarzystka i krytyk literacki. Realizowała filmy dokumentalne m.in. o Czesławie Miłoszu, Seamusie Heaneyu i Joannie Helander oraz kabaretowe widowiska telewizyjne. Jako osoba zajmująca się wieloma dziedzinami nauki i sztuki, uznała niejako naturalnie, że forma intersemiotyczna będzie najlepszym pomysłem edytorskim w pracy poświęconej Szymborskiej. Zastosowała tę konwencję z pełną konsekwencją  i stworzyła zwizualizowaną historię.

Kształtem graficznym książki zajął się Michał Pawłowski. Materiał zdjęciowy potraktował „…nie jako dodatek ilustracyjny, lecz pełnoprawny tekst kultury, mający własną narrację, otwarty na interpretacje. Zabiegi fotoedytorskie, interwencje retuszerskie, wreszcie kolażowe eksperymenty tworzą samodzielną opowieść, kunsztowną wizualnie, estetycznie wysublimowaną.”*

 I tak oto z pracy tych dwojga twórców powstał album „Powrót pogubionych rzeczy”, z podtytułem „Fotoopowieść o Wisławie Szymborskiej”.

Czytelnicy otrzymują fotorelację z prywatnego świata poetki. Reminiscencje rzeczy gubionych, zapomnianych, odkładanych, przechowanych w słynnej komodzie Wisławy Szymborskiej, która chciała zostawić po sobie „… sporo do czytania i sporo do myślenia”**  Odbiorca bardziej tę książkę ogląda, przegląda, dostrzega… Widzi świat refleksji nie poprzez słowo, ale przez znakomicie zmontowane infografiki.

Przed odbiorcą pokaźny zbiór zdjęć, szpargałków, karteczek, fotografii, rysunków, wyklejanek, pocztówek, a do tego krótkie fragmenty wierszy, notatek, moskalików, listów, wywiadów… etc. Wszystko w interesującym autorskim pomyśle i układzie, misternie zszywanym igłą i kolorową niteczką pamięci przez autorów publikacji, aby funkcjonalnie i postmodernistycznie pokazać kim była Wisława Szymborska.

Wolę szuflady.  Kompozycja

Dziewięć rozdziałów, dziewięć historii, dziewięć obrazów to osnowa strukturalna tej pracy. Symbolicznie to kolejno otwierane szuflady życia poetki. Każda część posiada znaczący tytuł: „Przedmioty” – „Zabawna” – „Obiecująca” –  „Zgrzebna” – „Elegancka” – „Szczęśliwa” – „Sławna” – „Pogodna” – „Nieobecna”. Dziewięć etykietek, żeby nie zgubić porządku w tak sformatowanym albumie,  historii  lat 1923 – 2001, czyli pełnej biografii pisarki.

Uporządkowania tematyki dokonano w układzie chronologicznym i zilustrowano – co warto ponownie podkreślić – świetną  oprawą plastyczną. Z dostępnych zbiorów archiwalnych znakomicie zostały wybrane zdjęcia i  grafiki. Michał Pawłowski wprowadził ciekawą kompozycję każdej strony, nasycił kartki publikacji przytłumionymi barwami, nieco bagiennymi –  tak w manierze Andrew Wyetha – odcieniami kolorów. Tym samym nadał albumowi wyjątkowy styl i charakter. Każdy element i detal książki pokazuje troskę o przyjemność i dobrostan estetyczny odbiorcy. 

Z publikacji wydawnictwa Znak wyłania się portret autorki „Widoku z ziarenkiem piasku” zanurzonej w codzienności, powszedniości, trwaniu – istnieniu. Pogodnie, z uśmiechem, bez  nadmiaru znaczeń i pośpiechu. Szymborska lubiła styl zwykły, trochę przyciszony, taki bez patosu. Bawiła się, grała językiem co­dziennym i przez ten filtr tworzyła ironiczne odniesienia do tradycji. Codzienność  przeżywała bez szczególnej ostenta­cji. I taką pokazuje ją Joanna Gromek  – Illg.

Dzięki graficznym wizualizacjom wszystkich etapów życia dostrzegamy urok wybranych prywatnych przedmiotów. Takiej lekturze towarzyszy przeświadczenie, że tę książkę dużo lepiej się ogląda niż czyta. Strony przekładamy jak album z fotografiami lub ilustrowaną kronikę. Komentarze, często zgrabne stylistycznie, są wyraźnie uproszczone. Opowieść biograficzna snuje się na poziomie wiedzy popularnej, rzec można – wikipedycznej. Wybrane fragmenty tekstów, cytaty, opinie nie zaskakują poznawczo, raczej utrwalają dostępną wiedzę. Szkoda, bo  ten dysonans między znakomitą formą a przeciętną  treścią jest wyraźny. 

Trochę żal, że z klasycznej triady: docere – delectare – movere, autorzy pracy skupili się na delectare. Przy takim założeniu „Powrót rzeczy pogubionych” ma się przede wszystkim podobać! Pożyteczne musi  być po prostu przyjemne, ładne, efektowne. Kolejny piękny wolumen do księgozbioru.

Wolę stare ilustracje w prążki.  Wyklejanka

Do publikacji dodano również zakładkę – pocztówkę z pomysłowym znaczkiem i wierszem „Niektórzy lubią poezję”. Bonus od wydawcy w formie reprintu jednej ze znanych wyklejanek Szymborskiej.  Warto przypomnieć, że Szymborska zaczynała tworzyć te charakterystyczne dla siebie kolaże już na przełomie lat 60. i 70. i przez ponad czterdzieści lat  życia „produkowała” je z zapałem. Kiedy  tworzyła swoje wyklejanki dla przyjaciół, krewnych i znajomych, mawiała z autoironią: „Proszę do mnie nie przychodzić przez kilka dni, bo będę artystką”.

 Nie był to wyraz nagłej niechęci do niespodziewanych gości, ani przypływu natchnienia twórczego, które wymagałoby izolacji od świata. Powody chwilowej fuga mundi zdają się bardziej praktyczne: mieszkanie poetki wypełniało się wszędzie i gdzie się tylko da, fotosami, wycinkami z gazet i magazynów, pożółkłymi „…ilustracjami w prążki”.

Te wyklejanki niosły w przesłaniu głęboką ironię, podkreślały dystans do rzeczywistości, a efektowną formę wypełniał humor, ciepły, ale czasem i szyderczy. Leszek Kołakowski dostrzegł, że Szymborska jako kreatorka tych dowcipnych kolaży stawała się swoistym myślicielem, filozofem i demaskowała „…jako wątpliwe to, co uchodzi za najbardziej niewzruszone, ujawniała sprzeczności tego, co wydaje się naoczne i bezsporne, wystawiała na pośmiewisko oczywistości zdrowego rozsądku i dopatrywała się racji w absurdach.”** 

Twórczością i życiem autorki „Wielkiej liczby” rządził przecież paradoks, ale niestety, czytelnik  tego wymiaru i takiej perspektywy interpretacyjnej  w pracy Joanny Gromek – Illg,  nie znajdzie. A przecież wyklejanka jest wyróżnikiem, cechą szczególną poetyki Szymborskiej. Takim znakiem wodnym twórczości i w sposób oczywisty jej  licentia poetica.  

 Być może zamiarem Joanny Gromek-Illg było również stworzenie swoistego edytorskiego kolażu, układanki, takiej właśnie wyklejanki à la Szymborska. Jednak śladu ironii, paradoksu, zdziwienia światem, refleksji filozoficznej raczej czytelnicy tu nie znajdą. Mamy do czynienia z eleganckim montażem narracyjnym w uproszczonym stylu Paulo Coelho i swego rodzaju banalność paranaukowych  rozważań.

Wolę mieć zastrzeżenia. Koniecznie

Fotoopowieść o Wisławie Szymborskiej trąci efekciarstwem, łatwizną intelektualną, taką trochę taniochą i cienkuszem myślowym. W porównaniu z wydaną w 1997 roku pracą Anny Bikont i Joanny Szczęsnej „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej” publikacja krakowskiej oficyny nie zaskoczy materią poznawczą, nie zadziwi nowatorstwem analizy i interpretacji intersemiotycznej dorobku polskiej noblistki.

Nie olśni nowymi koncepcjami, dokumentami podważającymi status quo biografistyki autorki „pryszczatego” wiersza o śmierci  Stalina pt. „Ten dzień”. Raczej wpisuje się  w na wskroś współczesną tzw. recepcję uproszczoną dzieła artystycznego.  

Niewykluczone, że był to pomysł na popularyzację postaci autorki „Stu pociech”.  Efekt jednak nie zadowoli i całość pozostawi niedosyt, jakiś brak podstawowy:  “Bezsilna nasza mowa, / jej dźwięki nagle – ubogie. / Szukam wysiłkiem myśli, / szukam tego słowa – / ale znaleźć nie mogę. / Nie mogę.”** Często zabiegi popularyzacyjne zubożają potencjalną głębię myśli, a tekst nie wydobędzie pełni i gęstości intelektualnej twórczości portretowanego pisarza.

Cytowana już wcześniej, Agnieszka Warnke, ten proces dostrzegła i określa w swoim artykule. Czytelnika można zaciekawić tym: Co zapisywała [poetka] w pêle-mêle? Jakie filmy oglądała nielegalnie? Dlaczego maturę zdała “dzięki” Hitlerowi?”*  O kuluarach tworzenia poezji i kulisach życia prywatnego noblistki, która znana była z tego, że niechętnie opowiadała o sobie, łatwo buduje się  manipulacyjną potrzebę ułudy, jakoby czytelnik odkrywał jakąś niezwykłą tajemnicę, podążał za rozwiązaniem zagadki. Jednak czy tędy droga? Do sukcesu komercyjnego pewnie tak, ale do  istoty rzeczy, na dotarcie do źródła to za mało.

Ci, spośród czytelników, którzy są  poszukiwaczami  metafizyki przedmiotów jako dziedziny filozofii odnajdą umiarkowaną satysfakcję w „Powrocie pogubionych rzeczy”. Jednak jeżeli uruchomią potrzebę i mechanizm interpretacji naddanej, to  może w pełni się udać.  Cierpliwi odbiorcy z zapałem zajmujący się kolejnymi pamiątkami z szuflad komody Szymborskiej, będą mogli  dumać nad badaniem istoty, natury i przyczyn istnienia przedmiotów w ogóle. 

Mogą też rozważać  ich właściwości lub relacje z innymi bytami oraz miejsce w rzeczywistości. I być może w wędrówce przez kolejne strony odnajdą,  na Gombrowiczowską modłę, nowe sposoby sakralizacji powszedniości wielkich twórców jako materii do snucia wszelkich biograficznych opowieści i publikowania ich wciąż od nowa. Jednak taka metodologia recepcji lub raczej percepcji dzieł typograficznych będzie również marketingowym nadużyciem, tworzeniem  fetyszu, a to budziłoby kolejne zastrzeżenia.

Podsumujmy więc bez odwołania do precedensowych zachowań. Książka jest poprawna, bardzo efektowna graficznie, gwarantuje estetyczną przyjemność odbioru. Jednak nie zabiera w wielką podróż, nie jest intelektualną przygodą. Być może wypełni przerwę pomiędzy innymi lekturami. Trochę szkoda, trochę żal, lekkie rozczarowanie zostanie, bo  to przecież  Szymborska pisała, że Czytanie to wielka przygoda./ Każdy wiersz to podróż.


Wydawnictwo Znak
Ocena recenzenta: 4/6
Jolanta Szacik-Jankowska


Cytaty śródtytułów pochodzą z wiersza W. Szymborskiej pt. „Możliwości”, z tomu „Ludzie na moście”.

*Agnieszka Warnke „Powrót pogubionych rzeczy. Fotoopowieść o Wisławie Szymborskiej”.

**Michał Rusinek „O rozumieniu wyklejanek”.


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.