Władysława zmarła przedwcześnie w wieku 48 lat na nerki, z którymi miała problem od czasu przymusowych prac u austriackiego bauera. Pobyt na robotach w gospodarstwie wspominała bardzo dobrze, bo natrafiła na dobrych ludzi, którzy leczyli jej chore nerki i troszczyli się o nią jak rodzina. Henryk zmarł 27 lat później. Są pochowani w jednej mogile na nowym cmentarzu Mostonu.
Małżeństwo Anny Świłło było bardzo udane, pomimo iż Henryk nie mógł mieć dzieci. Żyli ze sobą 33 lata i 3miesiące, zaznaczyła Anna. Od lat jeździ na groby teściów, męża i innych żołnierzy Armii Andersa: wojennego inwalidy śp. Edwarda Śliżewskiego, śp. Pani Kosowskiej, śp. Jana Szmigiel – st. wachmistrza kawalerii WP.
W rozmowie ze mną wspominała lotników Dywizjonu 303, których spotykała np. w polskim klubie na Cheetham Hill w Manchesterze, gdzie pracowała w barze. Mówiła, że byli wspaniałymi mężczyznami – prawdziwymi dżentelmenami. Jeden z nich – poważny i bardzo przyzwoity – to Roman Mieczysław Stadtmüller z Krakowa – kpt w specjalności pilota z Dywizjonu Bombowego 300 i 301 (300 DB, 301 DB nr sł. RAF P-0875 stopień RAF F/Lt, odznaczony Virtuti Militari – VM V kl., 2x Krzyżem Wielkim – KW i Krzyżem za Wybitną Służbę Lotniczą – Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym – Distinguished Flying Cross (DFC jest najwyższym brytyjskim odznaczeniem lotniczym i trzecim najwyższym wojskowym odznaczeniem przyznawanym za odwagę).
Przychodził w odwiedziny do nieistniejącego już dziś polskiego Domu Opieki przy 84 Dudley Road, który prowadziły Siostry Misjonarki. Tam opowiadał siostrom i innym osobom o Dywizjonach Bombowych i o bombardowaniu Berlina. W tym domu pani Anna miała drugą pracę w kuchni i przysłuchiwała się opowiadaniom kapitana. Zmarł 29 V 1996 r. w Manchesterze. Jego spopielone szczątki spoczęły na Cmentarzu Południowym w Manchesterze. Dzieci pilota do dziś mieszkają na Wyspie Ostatniej Nadziei, w mieście, które przyjęło po wojnie ich ojca – tego cholernego Polaka, który wraz z innymi polskimi pilotami Polskich Sił Powietrznych dla bryt. RAF-u przyczynili się do odwrócenia losów wojny na Zachodzie. Ci cholerni Polacy! to uwaga rzucona pod adresem lotników, z którymi nie umiał porozumieć się pewien brytyjski sierżant. To określenie przylgnęło już na stałe do polskich lotników jako symbol Ich waleczności i uporu w bitwie o Anglię.
Tam, gdzie Anna Świłło sprzątała groby na nowej działce cmentarza, mogiły brytyjskich Obrońców są perfekcyjnie wypielęgnowane. Groby należące do polskich sektorów też są zadbane. Jednak na starej stronie cmentarza panoszące się zarośla i kołtuny zieleni pochłonęły żołnierskie mogiły. Różnice te wzbudzały refleksje o zasługach naszych żołnierzy, Ich nominacjach oraz opłakanym stanie mogił. Za życia Ich los był dramatyczny, wojenny, tułaczy. Przemijający czas i angielska pogoda stały się Ich kolejnym – pośmiertnym wrogiem. Poumierały całe rodziny i nie było już komu walczyć z czasem i chwastami. Dzieci czy wnuki niektórych z Nich mieszkały w Polsce lub za oceanem. Nie przyjeżdżały na groby swych bliskich pochowanych w Manchesterze.
Kamienie mogił swymi polskimi inskrypcjami błagalnie prosiły rzadkiego tam przechodnia o chrześcijańską przysługę – Zdrowaś Mario – i milkły… Żałosny widok sprawiał, że łzy kręciły się w oczach.
Niech śpią w pokoju… Requiescat In Pace.
Xenia Jacoby
Zdjęcia Xenia i Krzysztof Zych







































