Z dala od wielkiego świata i pośpiechu, na uboczu dużej metropolii natura zaczęła demolować działkę polskiej nekropolii. To, co uczyniła ludzka ręka na polskim cmentarzu – zaniedbanie i czas zmieniały nie do poznania. Czas poszarpał i nadgryzł starą nekropolię. Angielska pogoda z deszczem dopomogły glonom i mchom pozarastać nagrobki. Proces wietrzenia i ruchy ziemi zaczęły wywracać kamienne krzyże. Wandale cmentarni kończyli demolkę, niszcząc groby i łamiąc metalowe krzyże, z których pozostał tylko jeden. Współczesny świat pełen nowości i wydarzeń nie zmienił tu nic na lepsze od 65 lat. Proces zarastania, butwienia, wietrzenia i czernienia na cmentarzu w Moston czekał na dzień, w którym miała pęknąć ludzka niemoc. Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie… kard. St. Wyszyński.
Z więzienia, ale czy na wolność?
Pani Gienia, która jako niemowlę wraz z rodzicami z Podola (dzisiejsza Ukraina) została zesłana do Archangielska, cudem przeżyła piekło zesłania. Podczas jazdy autem na cmentarz opowiadała mi o zsyłce na Syberię. Sama niewiele pamiętała z czasu łagrów. Sierociniec musiał zastępować jej rodziców. Opowieść o losie swych najbliższych, o amnestii, polskich zesłańcach – więźniach łagrów zgłaszających się do służby wojskowej w Polskiej Armii w ZSRR oraz formowaniu WP w okręgu Buzułuku oparła o wspomnienia jej rodziców oraz innych znajomych osób, zesłanych w tym samym czasie. O życiu w łagrze nie mówiono chętnie. Nie chciano przywoływać na nowo upiorów tamtego piekielnego czasu. Nie chciano wywoływać duchów przeszłości. Jej mama Anastazja niewolniczo pracowała w tartaku, dusząc się drzewnym kurzem, a ojciec Andrzej trafił do więzienia na rok. Został wydany przez kogoś za to, że rzekomo posiadał ukryty pistolet. Po odbyciu kary wyszedł z więzienia, ale czy na wolność?
Dzięki niemu i wiadomościom, jakie posiadał z więzienia, informował Polaków o amnestii. Zaczął namawiać i przekonywać ich do wydostania się z Syberii wraz z Wojskiem Polskim. Ci, którzy nie wierzyli w amnestię, nie zdecydowali się na żołnierską tułaczkę i na zawsze pozostali na nieludzkiej ziemi. Wydostanie się na wolność z białego krematorium zesłańcy zawdzięczali dwóm generałom: Sikorskiemu i Andersowi. Wyzwoleni zesłańcy nazywali gen. Andersa – Mojżeszem Polaków – zbawicielem, który przez morze wyprowadził swój lud – polski Naród na wolność.
Wielu z nich, przeszedłszy szlak bojowy i wojenną tułaczkę, po wojnie dotarło do Manchesteru. Nikt ich tu nie chciał i nie witał z radością. Pani Gienia mówiła o tym, jak cenny był przekaz ludzki z ust do ust młodszemu pokoleniu, dotyczący wydarzeń deportacji, ponieważ małe dzieci i urodzeni tam podczas katorgi nie wiedzieliby nic o swoim losie oraz kolejach losu swych najbliższych. Tak było w jej przypadku. Dzięki przekazywanym opowiadaniom towarzyszy niedoli utrwalano opowieści. Jak przez mgłę pamiętała pewne wydarzenia z dzieciństwa i dalekiej przeszłości. Dlatego że wywózka rzuciła ją daleko na wschód i wraz z innymi nieszczęśnikami jako dziecko zstąpiła do syberyjskiego piekła – pamiętała o niedoli swych rodaków za ich życia.
Po Ich śmierci też od Nich nie odstąpiła. Jako społecznik chodziła sprzątać Ich groby. Pomimo upływu czasu każdego roku pielęgnowała pamięć i dbała o mogiły żołnierskie, podobnych do niej wojennych tułaczy.
Inni społecznicy na tym cmentarzu to małżeństwo Bożena i Jerzy Bockenheimowie z polskiej parafii Miłosierdzia Bożego w Manchesterze, których losy wojenne były również naznaczone piętnem przeklętego Sybiru. Pani Bożena Twarowska-Bockenheim jako małe dziecko była deportowana podczas lutowej nocy 1940 r. wraz z rodzicami Janiną i Jerzym oraz rodzeństwem z Kostopola k/Równego na Wołyniu. Trafili do Archangielska. Jej mąż Jerzy, wtedy 8-letni chłopiec, został także wywieziony w 1940 r. ze Lwowa. Wraz z mamą Ernestyną, siostrą Elżbietą i babcią trafił do Tymipołatyńskiej Obłasti k/Ałma Aty w Kazachstanie tuż przy chińskiej granicy. Pracowali w sowchozie przy krowach i przy zbiorze zbóż. Jego ojciec Tadeusz ukrywał się przed Niemcami, którzy chcieli go siłą wcielić do niemieckiego wojska. Zdecydował ujawnić się aparatowi NKWD, gdy dowiedział się o wywózce jego rodziny. Zaaresztowany został wywieziony na Syberię innym transportem.
Państwo Bockenheim także poświęcali się na cmentarzu Moston regularnie od kilkudziesięciu lat. Tych troje ludzi wiernych sumieniu wracało co roku na groby Polaków. Mimo to nie umieli poradzić sobie z kołtunami zieleni i zarastającą dżunglą.
Kiedy 25 X 2014 r. pojechałam kolejny raz na Moston, spotkałam tam na nowej stronie cmentarza pewną kobietę, która podczas silnego wiatru i deszczu samotnie sprzątała groby. Podeszłam do niej i przywitałam się. Zaskoczona moją otwartością niewiele mówiła o bliskich zmarłych. Była to pani Anna Świłło z Heywood k/Manchesteru. Po roku znowu spotkałyśmy się na tym samym cmentarzu i Annie rozwiązał się język.
Jak wspominała, przyjechała do Anglii na zaproszenie swego wujka Henryka Krysa – żołnierza 2. Korpusu Polskiego. Było to w latach 70., za czasów Gomułki. W Rochdale zapoznała swego męża Henryka Świłło, który był usynowiony przez żołnierza – Karpatczyka pana Henryka Świłło seniora. On to po kampanii włoskiej wraz z innymi żołnierzami gen. Andersa nie mógł wrócić do komunistycznej Polski. We Włoszech w miejscowości Trani poznał swą żonę Władysławę z domu Borek z Dukli, która była już w 5 miesiącu ciąży z innym mężczyzną, którego poszukiwała w Italii wśród żołnierzy 2. Korpusu. Wcześniej zapoznała go na robotach przymusowych w Austrii i tam ta nastoletnia dziewczyna bez pamięci zakochała się w starszym od siebie mężczyźnie. Dosłownie wpadła mu w ramiona, a romans zakończył się ciążą. Koleje losu rozdzieliły ich i dziewczyna za wszelką cenę chciała znaleźć swego ukochanego, z którym się rozstała. Kiedy stęskniona pojechała za nim do Włoch, tam natrafiła na żołnierzy 2. Korpusu – jego kolegów, którzy powiedzieli jej, że on jest już w związku z inną kobietą. Tak zakończył się dla Władysławy etap wejścia w dorosłość. Nigdy więcej nie widziała na oczy swego ukochanego, który nie wiedział, że został ojcem. Załamaną, brzemienną kobietą zainteresował się Henryk Świłło, który postanowił ożenić się z nieszczęsną. Po wyzwoleniu wraz z innymi żołnierzami gen. Andersa przybyli do Anglii, gdzie w Manchesterze urodził się przedwcześnie syn, któremu Władysława nadała imię po swym szlachetnym mężu. Z tego małżeństwa przyszło na świat dwoje kolejnych dzieci.