Rak po korsykańsku – czyli rozważania o przyczynie śmierci Napoleona Bonapartego

Otrucie

Jak już wspomniałem wcześniej, de Montholon musiał zgodnie z metodą „à la Brinvilliers” stale dosypywać minimalnych ilości arszeniku do posiłków spożywanych przez cesarza, co nie było wcale trudne, zważywszy, że jako jedyny miał dostęp do wina Napoleona. W 1820r., kiedy zachorowali Noverraz oraz Marchand, de Montholon przejął ich funkcje, chociaż mógł to zrobić Ali, inny pokojowiec cesarza. Tym samym prawdopodobny zabójca miał zapewniony na własność kontakt z cesarzem. Jak chwalił się w liście do żony: „Stałem się jego jedynym lekarzem, bierze tylko to, co ja poradzę”. Jak zgodnie potwierdzają pamiętnikarze, stan Napoleona stopniowo się pogarszał począwszy jeszcze od 1815r. Cesarz schudł i zmizerniał, posiwiał i przybrał wygląd starego, schorowanego człowieka. W ostatnich tygodniach życia, jak stwierdzają zgodnie pamiętnikarze, rozpoczęła się aż do śmierci Napoleona nieprzerwana seria wymiotów spowodowanych podawaniem cesarzowi emetyku, czyli winianu antymonylopotasowego, najpopularniejszego w owym czasie środku wymiotnego. Podawany w dozach leczniczych jest nieszkodliwy dla zdrowia. W przypadku przedawkowania zawarta w nim trucizna (antymon) straszliwie wyniszcza organizm. Antommarchi przepisał cesarzowi minimalną dozę emetyku, 1/80 grama (nieszkodliwa jest nawet 1/20 grama), tzw. „dozę defensywną”. W efekcie – ku zdziwieniu lekarza – Napoleon po wypiciu lemoniady dostał ataku wymiotów i stan jego poważnie się pogorszył. 23 marca Montholon podał Napoleonowi kolejną porcję lemoniady i wówczas wymioty przerodziły się w konwulsje. Cesarz kategorycznie zakazał dalszego podawania mu emetyku, przez co zabójcy nie udałoby się ukryć osadu na fałdach błony śluzowej denata. Ponieważ pokorny Antommarchi podporządkował się rozkazowi Napoleona, stał się dla de Montholona „persona non grata”, ponieważ pozostawał jedynym świadkiem przebiegu choroby cesarza. Hrabia namówił go jednak, by ten nie przerywał kuracji antymonowej. Zapytany przez Bertranda 27 marca 1821r. Napoleon czy ulżyło mu dzięki temu leczeniu choć trochę, wpadł we wściekłość i natychmiast oddalił od siebie korsykańskiego lekarza, więc de Montholon stał się i pokojowcem, i lekarzem. Od tego dnia, jak nie trudno się domyślić, do końca życia Napoleon nie przestawał już zwijać się z konwulsji wymiotnych plując krwią.

„Coup de grace”

De Montholon, chcąc być pewien szybkiego zgonu cesarza, postanowił przed spodziewaną datą zgonu uraczyć go jeszcze trucizną rtęciową. Gdyby wszystkim zarządzał sam, podejrzenie padłoby od razu na niego, więc po usunięciu Antommarchiego zaczął sprowadzać do cesarza dr Arnotta z brytyjskiego garnizonu. Namówił go, by przepisał mu kalomel, uważany wówczas za quasi-panaceum, analogicznie do uwielbianej w XX wieku penicyliny. Podano mu go dwukrotnie: 3 i 4 maja. Chlorek rtęciawy, zwany kalomelem, jest bezpiecznym środkiem leczniczym, używanym często do przeczyszczenia organizmu. Jeśli jednak zmiesza się go z mleczkiem z gorzkich migdałów przetwarza się w piorunującą truciznę – w cyjanek rtęci. Bertrand, Marchand i Antommarchi podają w swych pamiętnikach, że od ostatnich dni kwietnia aż do śmierci Napoleona de Montholon podawał mu regularnie orszadę. Do produkcji orszady używano wówczas wody z kwiatu pomarańczowego, cukru i… mleczka migdałowego! Jak zauważa Łysiak, jedynie de Montholon w swoich pamiętnikach pisze o „oranżadzie” a nie „orszadzie”. Czyżby zwykły błąd pamięciowy?

Odkrycie Forshufvuda

Teoria II o otruciu arszenikiem brzmi bardzo przekonywająco. Pierwsze podobne wnioski wyciągnięto już w 1840r., kiedy dokonano ponownej ekshumacji, gdy Napoleon miał być przewieziony z powrotem do Francji. Okazało się, że jego ciało jest w świetnym stanie (arszenik był dobrym środkiem konserwującym), a w jego organizmie odkryto podwyższony poziom antymonu. Jednak wszystko zaczęło się w 1952 roku, kiedy szwedzki lekarz Sten Forshufvud przeczytał pamiętniki kamerdynera Napoleona – Marchanda. Dzięki swojej wiedzy o toksykologii, Forshufvud doszedł do wniosku, że Napoleon został zamordowany. By udowodnić swoje twierdzenie odnalazł kosmyki włosów cesarza, które były przekazywne z pokolenia na pokolenie, czasem też sprzedawane na aukcjach. W 1960 Forshufvud zwrócił się do profesora Hamiltona Smitha z Glasgow University, który opracował technikę pozwalającą zlokalizować nawet bardzo małe ilości arsenu, by zbadał posiadane włosy. Obydwoje wyszli z założenia, że skoro włosy rosną w tempie 1/3 cala na miesiąc, można z łatwością zbadać i porównać poszczególne odcinki włosów, następnie skojarzyć poziom arszeniku z dokładnymi datami z życia Napoleona (korzystając z pamiętnika Marchanda). Poziom arsenu wykryty przez naukowców był znacznie wyższy od współczesnego, co wystarczyło aby świat obiegła wiadomość o odkryciu prawdziwej wersji śmierci ekscesarza. Bazując na książce Forshufvuda, Waldemar Łysiak w Empirowym Pasjansie rozwinął jego tezę i chełpił się wręcz, że już jako drugi na świecie udowodnił prawdziwość tej teorii. Rzeczywistość była jednak inna…

Pukiel

Inni lekarze i toksykolodzy odnieśli się do teorii Forshufvuda z dużą rezerwą. Przeprowadzono wiele niezależnych od siebie badań, które udowodniły, że Napoleon nie zmarł otruty. Badania przeprowadzili m.in. fizycy z Uniwersytetu Milano-Bicocca i Pavia, porównując poziom arsenu w próbkach włosów Napoleon Bonaparte pobranych na różnych etapach jego życia, oraz od syna Napoleona (króla Rzymu), cesarzowej Józefiny i 10 osób żyjących obecnie. Włosy zostały umieszczone w kapsułkach i zamieszczone w rdzeniu reaktora jądrowego na Uniwersytecie w Pavii. Poziom arsenu w próbkach włosów pobranych 200 lat temu okazał się 100 razy większy niż średnia wielkość wykryta w próbkach pobranych od osób żyjących dzisiaj. Można więc założyć, że na początku XIX wieku, ludzie pochłaniali tak dużą dawkę arsenu, która dzisiaj jest uznawana za niebezpieczną dla zdrowia. Niespodzianką okazało się, że nie było wyraźnych różnic w stężeniu arsenu, gdy Napoleon był chłopcem i podczas jego ostatnich dni na Świętej Helenie. Zdaniem naukowców, w tym toksykologów, którzy wzięli udział w badaniu, jest oczywiste, że nie był to przypadek zatrucia, ale wynik ciągłego pochłaniania arsenu. Ważne jest też to, że w tym czasie, arsen były łatwo dostępny w wielu formach i częstotliwości korzystania z niego była duża, np. arsen był używany w toniku do włosów czy regularnie stosowanym przez cesarza pudrze do włosów. Co więcej, ryby występujące wokół Św. Heleny zawierają wyjątkowo wysoki poziom arsenu nawet dziś, i jak wynika z pamiętników, często lądowały na stole w Longwood House. Należy również podkreślić, że pamiątki z próbek włosów sławnych ludzi były częstym prezentem dla osób pragnących mieć pamiątkę. Aby zachować je dla potomności, włosy były posypane proszkiem arsenu, a następnie zamykane w fiolkach, bo jak już wspomniałem, były świetnymi środkami konserwującymi. Zgodnie z innymi wynikami badań ujawnionymi przez miesięcznik „Science et Vie”, taką samą koncentrację arszeniku wykazują próbki włosów Napoleona z lat 1805, 1814 i 1821. Ivan Ricordel, główny toksykolog policji paryskiej powiedzał, że gdyby arszenik miał być przyczyną śmierci Napoleona, zgon musiałby nastąpić na wiele lat przed 1821. W świetle przedstawionych wyników badań można z dużym poczuciem pewności zaprzeczyć argumentom Forshufvuda, jakoby cesarz zmarł otruty. Prawda była inna…

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*