Riotinto, czyli tam, gdzie czerwona rzeka prowadzi od starożytnych kopalń po marzenia o Marsie

Riotinto, czyli tam, gdzie czerwona rzeka prowadzi od starożytnych kopalń po marzenia o Marsie

W Andaluzji Riotinto łączy historię górnictwa, niezwykły krajobraz i współczesne badania naukowe. Czerwona rzeka, dawne i czynne kopalnie, jarosyt oraz historia Maríi Pérez González pokazują region, w którym przeszłość wydobycia spotyka się z pytaniami o przyszłość badań kosmicznych.

María zawsze była ciekawa świata. Czasem nawet stawała się nerwowa, gdy długo nie dostawała odpowiedzi na swoje pyta nie. Chciała wiedzieć wszystko. Od najmłodszych lat broniła słabszych koleżanek i nie godziła się z niesprawiedliwością. Jako nastolatka zaczęła się malować i inaczej ubierać, a to martwiło jej ojca. Zabraniał jej robić makijaż.

Wtedy María zaczęła się malować w lusterkach samochodów przed domem. Nieustęp liwa i odważna, zawsze chciała postawić na swoim. Oj ciec groził jej starszej siostrze Cristo, że wyrzuci ją z domu, gdy ta zrobi sobie kolczyk na języku. Żeby zachęcić siostrę, kolczyk zrobiła sobie najpierw María podczas klasowej wycieczki na kanaryjską wyspę La Palmę. To dodało odwagi Cristo. A kiedy obie miały już swoje kolczyki, ostatni dowiedział się o tym tata. Pedro się zdenerwował, ale żadnej z córek z domu nie wyrzucił.

Sąsiadki mówiły do mamy Maríi, też Cristo (a właściwie Cristobaliny): „To nie przystoi, żeby dziewczynka włóczyła się godzinami z chłopakami”. Cristo odpowiadała wtedy, że „z armią kolegów jej córka jest bezpieczniejsza”. To po niej María odziedziczyła wygląd i charakter. A pasje po ojcu.

Mieszkańców San Bartolomé de la Torre, niewielkiej górniczej wioski w andaluzyjskiej prowincji Huelva, musiał szokować widok kobiety naprawiającej samochody. Lecz Maríi to nie peszyło – w razie wątpliwości dzwoniła do któregoś kolegi. Miała też sporo koleżanek, ale rozmowy o sukienkach i kosmetykach ją nudziły. Wolała motocykle i sport.

Szesnastoletnia María zapisała się do technikum, aby uczyć się spawania i kotlarstwa. Później jako pierwsza kobieta w Andaluzji została technikiem w metalurgii. Pedro odmówił płacenia za szkołę córki. Bał się. Wiedział, że dziewczynie trudno będzie odnaleźć się w tak zmaskulinizowanych zawodach. Ale María była nieugięta. Początkowo koledzy z klasy się do niej nie odzywali, a nauczyciele patrzyli ze zdumieniem. Mijały miesiące, a nastolatka wkładała całe swoje serce w pracę. Czuła, że musi dać z siebie dwieście procent, aby udowodnić, że się „nadaje”. Dlatego nauczycielom z technikum, którzy widzieli jej zaangażowanie i wysiłek, było przykro, gdy żadna z firm nie chciała jej przyjąć na praktyki. Wiele zakładów z sektora przemysłowego w regionie rozwijało się i szukało akurat pracowników, zadzwonili do wszystkich kolegów z klasy Maríi z wyjątkiem niej, w końcu była kobietą. Firmy tłumaczyły, że nie mają nawet osobnych szatni dla kobiet.

Na początku XXI wieku o każde miejsce pracy w branży tradycyjnie uważanej za „męską” trzeba było walczyć. María nie dawała za wygraną i z czasem uzyskała wszystko. Praco wała w zakładach mechanicznych jako operatorka w fabryce, na lotnisku w Pamplonie. Nie obawiała się zmieniać pracy. Kiedy warunki przestawały jej odpowiadać, buntowała się i odchodziła. Walczyła o coś lepszego.

W domu Maríi zawsze były tradycyjnie wyznaczone role społeczne: mama zajmowała się domem i wychowaniem córek, a ojciec, górnik, utrzymywał rodzinę. Mama wspierała córki od samego początku. Starsza Cristo związała swoje życie ze sportem, a młodsza María ostatecznie – podobnie jak wcześniej jej dziadek i ojciec – z kopalnią. Jeden z kolegów Maríi wspomniał jej, że szukają kogoś do pracy w kopalni. Dawniej dostawano się tam po znajomości, ale María postanowiła nie podawać się za wnuczkę i córkę górników, tylko po prostu wysłać CV. Pierwsze testy zdała śpiewająco, zaskoczyła komisję wiedzą spawacza, mechanika i metalurga. Mama Maríi wspomina, że kiedy córka wysłała jej zdjęcia z pierwszego dnia pracy w ko palni, wyglądała jak „komar przy gigantycznych maszynach”. Choć z bólem serca, musiała zaakceptować i ten wybór córki.

Ojciec Maríi zrozumiał wtedy, że może się już po niej spodziewać wszystkiego. Był dumny z córki, że dopięła swego i przebiła szklany sufit, zostając pierwszą kobietą w Hiszpanii, która pracuje pod ziemią jako górnik wiertacz.

Tekst jest fragmentem książki Gdzie słońce spędza zimę, która czeka na Ciebie tutaj:

Kiedy w 2015 roku María rozpoczynała pracę w kopalni Matsa w Almonaster la Real, traktowano ją jako „eksperyment społeczny”. Mimo upływu lat María wciąż czuje „niewidzialną presję”. Koledzy traktują ją dobrze, ale nadal ma poczucie, że zawsze musi dać z siebie wszystko. Na co dzień pracuje siedem set metrów pod ziemią. Wierci otwory w komorach, które później strzelcy wypełniają materiałami wybuchowymi i detonują. Praca nie jest najłatwiejsza, zmianowa. Dwa po ranki, dwa popołudnia, dwie nocki i cztery dni wolne.

W Hiszpanii do 1994 roku kobiety oficjalnie nie mogły pracować w górnictwie podziemnym. Ale były tam od samego początku. Nie istnieją jednak w zbiorowej wyobraźni. Pierwsze wzmianki o kobietach w hiszpańskim górnictwie pochodzą z XVI wieku. Początkowo powierzano im zadania pomocnicze: od transportu materiałów po selekcję skał. Pracowały na zewnątrz i wewnątrz kopalni. Wykonywały niebezpieczną i słabo płatną pracę. Niejednokrotnie zmagały się ze stygmatyzacją. Dopiero oficjalną zgodę na pracę kobiet w hiszpańskich kopalniach przyznał w 1993 roku Trybunał Konstytucyjny.

María Pérez Gonzaléz pracuje dziś w pobliżu Riotinto, najstarszego czynnego zagłębia górniczego na świecie. Rio tinto leży na terenie prowincji Huelvy w Andaluzji. Region ten jest największym producentem minerałów w Hiszpanii, stąd pochodzi czterdzieści procent z nich. Przez Huelvę prze chodzi tak zwany Iberyjski Pas Pirytowy, który rozciąga się od wybrzeża Portugalii aż do okolic Sewilli i liczy ponad dwieście pięćdziesiąt kilometrów. Słynie ze złóż miedzi, ołowiu, cynku, złota, srebra i cyny. Stąd wydobywa się rocznie ponad pięćdziesiąt tysięcy ton miedzi, a ta otacza nas na co dzień w telefonach, samochodach, przewodach elektrycznych czy instalacjach wodociągowych.

Riotinto znaczy dosłownie „czerwona rzeka”. Jej nazwa nie jest metaforą – woda naprawdę przybiera barwę rdzy. Żeby dotrzeć do źródeł, trzeba przejechać przez górnicze miasteczko Nerva. Za nim krajobraz zmienia się w pejzaż po bitwie: na zboczach piętrzą się hałdy ziemi, równe szeregi pozostawione po wydobyciu. Julio Macías Oliva, były górnik, dziś przewodnik po parku górniczym, mówi, że w tych zwałach tkwi jeszcze odrobina metalu. Kiedyś może znów się przydadzą – na razie jedynie służą jako kruszywo przy budowie dróg.

Julio prowadzi mnie ścieżką, którą mieszkańcy nazywają żartobliwie „szlakiem cholesterolowym”. Lekarze zalecają tu spacery wśród sosen i eukaliptusów, ale droga prowadzi do czegoś więcej niż do zdrowia. Na jej końcu rodzi się rzeka, od której nazwę wziął cały górniczy region – rzeka o barwie ognia i żelaza.

Jej źródło znajduje się za gęstym lasem, obok nieczynnej już kopalni żelaza Peña del Hierro. Po deszczu kolor rzeki blednie – zamiast intensywnej czerwieni staje się brunatny i mętny. Woda nie jest jednak zanieczyszczona.

– Już starożytni Rzymianie ochrzcili to miejsce jako czerwone. Dziś wiemy, że to żywa rzeka – pełna mikroorganizmów, mchów, porostów, mikroalg, a przede wszystkim bakterii – tłumaczy Julio Macías Oliva.

Okoliczne tereny są dość zielone, a kolor rzeki wyraźnie zakłóca tę harmonię krajobrazu. Riotinto to nie tylko czerwień. W pobliżu wyrastają skały jarosytu – różowe i szarawe. To właśnie ten minerał nadaje wodzie barwę. Kilka lat temu odnaleziono go także na Marsie. A ponieważ powstaje wyłącz nie w obecności wody, naukowcy uwierzyli, że i tam musiała ona istnieć. Niewykluczone, że w jakimś miejscu na Czerwonej Planecie wciąż jest woda, podobna do tej w Riotinto, czyli z mnóstwem mikroorganizmów, bakterii, które żyją z utleniania się metali.

Gdy naukowcy znajdują na Marsie jarosyt, przyjeżdżają do Riotinto na dalsze badania. Tutaj rozwijano już takie projekty jak na przykład Moonwalk. Przybywali tu astronauci z Europejskiej Agencji Kosmicznej i z NASA, aby testować moduły i skafandry kosmiczne, a nawet małe roboty, które w przyszłości zostaną wysłane na Marsa.

Niektóre agencje turystyczne tak właśnie promują podróże po tutejszym parku górniczym: „Mars bez opuszczania Ziemi”. Nie chodzi jednak tylko o walory naturalne parku górniczego, lecz także o bogatą historię tego miejsca. Przeszłość zagłębia Riotinto sięga przynajmniej pięciu tysięcy lat. W rejonie znaleziono ślady obecności tajemniczej cywilizacji Tartessos, kultury fenickiej powiązanej z rdzennymi ludami Półwyspu Iberyjskiego, a nawet z epoki chalkolitu z prehistorii. Byli tu również Fenicjanie i Grecy, aż do otwarcia swojej kopalni w VI wieku przed naszą erą w Lawrio.

Prawdziwy rozkwit Riotinto przypada na czasy Imperium Rzymskiego, o czym świadczą między innymi ślady izotopów ołowiu z zagłębia odkryte w lodzie na Grenlandii. Schyłek starożytności i początek średniowiecza to trudny okres dla lokalnych kopalni. Odrodzenie potencjału górniczego na stąpiło w XVIII wieku, już za panowania pierwszego króla z dynastii Burbonów – Filipa V. Najpierw zagłębie znalazło się pod zarządem Szwedów, by pod koniec XVIII wieku po wrócić do hiszpańskich właścicieli.

Podboje Napoleona w XIX wieku zakłóciły pracę kopalni. Dopiero po prawie stu latach wznowiono wydobycie, tym razem pod zarządem prywatnej firmy. Jednak brak inwestycji, zwłaszcza w kolej i badania nowych złóż, sprawił, że kopalnie musiały zostać sprzedane. Do lat siedemdziesiątych XIX wieku materiały z kopalni do stolicy prowincji transportowano na osłach, pokonując ponad osiemdziesiąt kilo metrów. W 1873 roku kopalnie kupili dwaj Niemcy, a następnie sprzedali je brytyjskiemu konsorcjum, co rozpoczęło drugi przełomowy okres w historii Riotinto.

Pojawia się nowa organizacja pracy, ośmiogodzinne zmiany – rano i w nocy. Wraz z Brytyjczykami pojawiają się bardziej zaawansowane technologie, prace wydobywcze przenoszone zostają na powierzchnię, powstaje także długo wyczekiwana sieć kolejowa. W 1913 roku Riotinto zatrudnia rekordowe dwadzieścia sześć tysięcy pracowników i staje się jedną z naj potężniejszych firm w Hiszpanii. W 1954 roku dwie trzecie firmy górniczej przejmuje konsorcjum z kapitałem hiszpańskim, które ostatecznie tworzy spółkę RTM (Río Tinto Minera S.A.).


Tekst jest fragmentem książki Gdzie słońce spędza zimę. Historie z Andaluzji, Agnieszka Zielińska, Wydawnictwo Czarne.

Fot. Koryto Río Tinto w dawnej strefie przemysłowej Zarandas-Naya, Minas de Riotinto. Social Fader, Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Comments are closed.