Sołdat | Recenzja

Nikołaj Nikulin: Sołdat. Od Leningradu do Berlina. Frontowa prawda w opowieści szeregowego żołnierza Armii Czerwonej

Wojna zawsze była podłością, a armia – instrumentem zabójstwa. Nie ma wojen sprawiedliwych, wszystkie one są – mimo różnych uzasadnień – nieludzkie. Żołnierze zawsze byli nawozem. Zwłaszcza w naszym wielkim mocarstwie i szczególnie w czasach socjalizmu[1]. Proste zdania, żadne górnolotne słowa, jedynie porażająca prawda frontowego życia na wojnie – taka jest właśnie książka Nikołaja Nikulina, żołnierza Armii Czerwonej, któremu jako jednemu z nielicznych udało się dojść do samego Berlina.

Kiedy z ogromnym impetem III Rzesza wdziera się w bezkres ziem Związku Radzieckiego, Nikołaj ma zaledwie kilkanaście lat. Dopiero co skończył szkołę, a o wojaczce nie wie nic. Wszystko, co do tej pory znał, kochał – obraca się w pył, a on sam przywdziewa mundur radzieckiego sołdata. Po latach spisuje wszystkie wspomnienia na kartkach papieru. Jak sam przyznaje: wróciłem z wojny porażony psychicznie – nie od razu udało mi się z tym uporać. Wtedy nie istniało pojęcie „syndromu wietnamskiego” czy „syndromu afgańskiego”, nie leczyli nas psychologowie. Każdy ratował się na własną rękę. Jedni pili, drudzy stawali się bandytami… (…). Ja ratowałem się pracą, ale kiedy senne koszmary nie dawały mi spokoju, próbowałem pozbyć się ich, przelewając nieznośny ból serca na papier. W pewnym stopniu jest to spowiedź śmiertelnie wystraszonego chłopaka…[2]

Błędem jest natomiast podchodzenie do tego szczególnego pamiętnika jak do obiektywnego zapisu frontowego życia sołdatów. Autor wielokrotnie podkreślał, że jest to jego subiektywna opowieść, jego relacja jako naocznego świadka tych strasznych wydarzeń. Widział niewiele i wybiórczo – nie brał udziału w historycznych bitwach, jednakże to, co przeżył – głód, strach, wielokrotne ocieranie się o śmierć, opisuje z niesamowitą dokładnością i realizmem. Próżno też szukać ścisłego porządku chronologicznego. Pojawia się wiele nieścisłości co do opisanych zdarzeń. Ma to jednak swoje uzasadnienie – czas, jaki minął od opisywanych wydarzeń do roku 1975, kiedy autor postanowił  przelać tę historię na papier.

W Sołdacie poruszono bardzo ważną kwestię: los radzieckich żołnierzy. Zwykło się mówić o czerwonoarmistach jako o gwałcicielach i złodziejach – i są ku temu dowody. Tutaj wizerunek sowieckiego wojaka jest trochę inny. Następuje wyraźne rozgraniczenie pomiędzy szeregowymi a oficerami. Niżsi rangą są tu przedstawieni w lepszym świetle niż ich dowódcy – zapewne dlatego, że jednym z tych taplających się w błocie okopów był sam Nikulin. Pułkownicy siedzą w ziemiankach, piją wódkę (tego zawsze było pod dostatkiem) i wydają bezsensowne rozkazy. Zwykły żołnierz jest mięsem armatnim. Autor opisuje bez ogródek krwawe sceny walk na pierwszej linii frontu, kiedy to bezmyślni dowódcy posyłali młodych i niedoświadczonych chłopców wprost na niemieckie karabiny maszynowe. Nie ma tam górnolotnych frazesów i bohaterstwa – jest jedynie strach, ból i śmierć: Wyszedłem na pole bitwy, nie krzyczeliśmy: „Za Ojczyznę! Za Stalina!”, jak piszą w powieściach. Tam słychać było ochrypłe wycie i ordynarne przekleństwa, póki kule i odłamki nie zamknęły krzyczących gardeł. Nie w głowie był Stalin, kiedy stawała przy nas śmierć [3].

W jego wspomnieniach czytamy również o brutalnej naturze radzieckiej dyscypliny wojskowej, w tym słynnego Rozkazu 227[4] Józefa Stalina „Ani kroku w tył” – miał zapobiegać dalszym dezercjom wśród żołnierzy radzieckich, a był jedynie kolejną przyczyną śmierci młodych chłopców. W książce znajdziemy także brutalne opisy gwałtów – zarówno na radzieckich żołnierkach, które bardzo często zmuszano do współżycia z dowódcami, jak i na Niemkach. Kobiety gwałcono bez względu na wiek, traktowane były jako łupy wojenne.

Książka liczy trzysta dziewiętnaście stron, została wydana przez Ośrodek Karta we współpracy z działem literatury faktu Wydawnictwa Naukowego PWN. Konsultacji historycznych udzielił prof. nadzw. dr hab. Zbigniew Wawer.

Wspomnienia radzieckiego żołnierza poprzedzone są dwoma wstępami. Pierwszy od wydawnictwa Ośrodka Karta, sporządzony przez Agnieszkę Knyt, wyjaśnia pewne zawiłości, które dla czytelnika mogłyby stać się kłopotliwe (chociażby nazewnictwo radzieckich stopni wojskowych) oraz wskazuje na niezwykły fenomen tej książki – realizm wojny: „nie ma tu hurrapatriotycznych opisów walk, jedynie surowa prawda okopów”. Drugi natomiast jest wstępem napisanym przez autora, dla którego te zapiski były swojego rodzaju terapią, „oczyszczeniem” z przerażających wspomnień.

Komu polecam ową pozycję? Wszystkim! Jest to niezwykła historia o ludziach i czynach, opisana przez niezwykłego świadka tych wydarzeń. Dzięki temu staje się ona szalenie ciekawą książką. Poznajemy historię przez pryzmat bardzo osobistych przeżyć – często tragicznych, a zarazem wspaniałych czynów. W czasie czytania niemalże na własnej skórze odczuwamy przenikający chłód rosyjskiej zimy, stajemy się świadkami makabrycznych wydarzeń… Zachęcam do lektury!

Ocena recenzenta: 6/6

Anita Świątkowska


[1] N. Nikulin, Sołdat. Od Leningradu do Berlina. Frontowa prawda w opowieści szeregowego żołnierza Armii Czerwonej, s. 123.
[2] Tamże, s. 318.
[3] Tamże, s. 50.
[4] Rozkaz Nr 227 z 28 lipca 1942. Został wydany jako następstwo klęsk i dezercji z Armii Czerwonej w początkowym okresie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz w obliczu sukcesów niemieckiej operacji Fall Blau (opanowanie Kaukazu i południowej Rosji – koniec czerwca 1942 r.) i zbliżania się wojsk hitlerowskich do Stalingradu

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*