Barry Coward, Peter Gaunt, Stuartowie. Anglia, 1603–1714
Prawie dziewięćset stron historii Anglii brzmi jak… coś niełatwego. Ani w napisaniu, ani przeczytaniu. W końcu mówimy o epoce, w której dzieje się wszystko naraz: wojna domowa, egzekucja króla, republika, powrót monarchii, rewolucja, a w tle religijne napięcia i początki imperium. Stuartowie. Anglia, 1603–1714 obiecuje właśnie taki szeroki, przekrojowy obraz. I rzeczywiście go daje. Tylko niekoniecznie w formie, jakiej można by się spodziewać.
Już na starcie widać, że to nie będzie książka „do czytania dla przyjemności”. Autorzy nie prowadzą czytelnika przez historię jak opowieść. Nie ma tu ciągu wydarzeń, który wciąga i niesie dalej. Zamiast tego pojawia się raczej gęsta, momentami ciężka analiza tego, jak działało państwo: relacje między monarchą a parlamentem, konflikty religijne, finanse, gospodarka, napięcia społeczne. Postacie takie jak Karol I Stuart czy Oliver Cromwell oczywiście się pojawiają, ale rzadko stają się osią narracji. Funkcjonują bardziej jako element większego układu niż bohaterowie historii.
I tu zaczyna się główny problem (ale nie będzie problemem, jeśli podejdzie się do tej książki tak, jak na to zasługuje). Przy tak fascynującym materiale trudno oprzeć się wrażeniu, że książka momentami gubi to, co w tej epoce najbardziej przyciąga. Zamiast napięcia i dynamiki pojawia się rozwlekłość. Wprowadzeń jest dużo (naprawdę dużo), a konkretne wydarzenia potrafią się pojawiać dopiero po długim rozbiegu. Nawet czytanie wybranych fragmentów „od środka” nie zawsze pomaga, bo styl pozostaje ten sam: analityczny, spokojny, momentami aż za bardzo zdystansowany.
Dochodzi do tego drobiazg, który z czasem zaczyna irytować: powracające zapowiedzi w stylu „jak się dalej przekonamy”. Problem polega na tym, że to „dalej” potrafi się oddalać o kolejne dziesiątki stron. Przy takiej objętości łatwo stracić cierpliwość, zwłaszcza jeśli ktoś szuka konkretu i szybkiego wejścia w sedno.
A jednak nie da się tej książki skreślić jednym zdaniem.
Pod warstwą ciężkiego stylu kryje się naprawdę solidna praca. Autorzy pokazują epokę Stuartów szeroko i szczegółowo. Widać wyraźnie, jak skomplikowane były podziały religijne. Nie tylko między katolikami a protestantami, ale także wewnątrz samego protestantyzmu. Dobrze wypadają fragmenty dotyczące funkcjonowania państwa: finansów, relacji między władzą a parlamentem, napięć politycznych. Ciekawe są też wątki związane z rozwojem opinii publicznej i wczesnych mediów od pamfletów po prasę, która już wtedy potrafiła wpływać na nastroje społeczne.
Pojawiają się też konkretne, zapadające w pamięć detale: skala sprzedaży gazet na początku XVIII wieku, rola ambony jako narzędzia komunikacji politycznej, czy opisy sporów między różnymi nurtami Kościoła anglikańskiego. W takich momentach widać potencjał tej książki i to, jak dużo można z niej wyciągnąć.
Trzeba jednak jasno powiedzieć: to bardziej podręcznik niż opowieść. I to raczej dla osób, które mają już jakieś pojęcie o epoce albo są gotowe się naprawdę skupić. Bez tego łatwo się pogubić. Zwłaszcza że liczba nazwisk, pojęć i kontekstów potrafi przytłoczyć.
Ostatecznie wszystko rozbija się o oczekiwania. Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak działała Anglia w XVII wieku religijnie, politycznie, społecznie, znajdzie tu naprawdę dużo. Jeśli jednak liczy na wciągającą historię pełną postaci i wydarzeń, może poczuć spore rozczarowanie.
Epoka Stuartów ma w sobie ogromny potencjał. Ta książka pokazuje go w pełnym przekroju.
Wydawnictwo Astra
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Astra. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.