Sylwia Winnik, Ocalona. O miłości, która narodziła się w Auschwitz
„Ocalona” to wzruszająca opowieść o Grecie i Letycji, które nawzajem uczą się życia, choć bardziej z naciskiem na tę pierwszą. Greta to młoda studentka historii, która nie bardzo radzi sobie z własnymi uczuciami, co rusz uciekając z dala od realnego świata. Letycja to starsza kobieta, która przeżyła II wojnę światową i stojąc u kresu własnego życia, opowiada o swoich traumach, marzeniach i nadziejach, jednocześnie ucząc młodszej kobiety tego, co w życiu naprawdę ma wartość.
Kłopoty
Książka jest ciekawa, bo opowiada o przyjaźni, o nieprzemijalności nadziei czy tęsknocie do bycia kochanym. Same opisy życia w obozie koncentracyjnym są niejako tłem do historii o kontaktach damsko-męskich i wynikających z tego tytułu komplikacjach. Jest więc o kobiecym czekaniu na ukochanego (mit Penelopy), o rozstaniach i powrotach, o życiowych klęskach które są udziałem kobiecej części społeczności.
Sam temat jest piękny, ale momentami ma się wrażenie, że jest tego w powieści za dużo, że czasem obie bohaterki prawią same komunały. I właśnie z tego powodu mam kłopot z oceną powieści. Nie nudziłem się, ale jednocześnie denerwowało mnie, że bohaterki mówiąc o rzeczach wzniosłych, sięgają po wyświechtane teksty.
Zraziło mnie też takie mieszanie w historii Letycji, bowiem o jej losach dowiadujemy się z kilku perspektyw, które poprzeplatane są fragmentami wspomnień rzeczywistych postaci. Taka pajęczyna, nawet jeśli rozumiem koncepcje Autorki, mnie się nie spodobała. Było tego za dużo. Być może takie odczucie wynika z faktu, iż mam za sobą naprawdę ogromną ilość tak zwanej literatury obozowej, i nic już nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A może czytanie o tylu tragicznych przeżyciach i śmierciach stało się powszednie, tak, że nie umiem przejść do porządku dziennego, gdy ktoś zaledwie dotyka tego tematu w powieści?
Zwierzenia Pani Letycji zdają się być tak jakoś przyspieszone, jakby pozbawione głębi. Choć w swych poglądach zawiera wiele życiowych mądrości, to podane są one w takiej formie, że człowiek czuje, że ktoś próbuje nas oszukać. Nie przeczę, że osoba po przejściu Auschwitz nie jest swoistym „życiowym geniuszem”, z ogromną dozą życiowych prawd, ale tutaj było tego za wiele. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy Letycja nie traktuje z góry Grety, którą bezustannie pouczała w kwestiach moralności i postępowania. Nie mówią, że nie miała racji, ale w jakiś stopniu deprecjonowała jej wybory, i umniejszała chaos w sercu studentki, do którego przecież miała prawo.
Podobne odczucia mam do zakończenia powieści, które było przewidywalne już niemal od początku. Zresztą, było ono szybkie, jakby Autorka gdzieś się spieszyła. Szkoda, bo potencjał był ogromny.
Ale i zalety
Jedynym ciekawym wątkiem była kwestia miłości, która stała się udziałem Letycji i Karola. To coś tak niezwykłego, jak lot na Marsa, tym bardziej, że miała ona miejsce w piekle na ziemi. Ciekawie czytało się o próbach nawiązania kontaktu między tą dwójką, ograniczoną nie tylko surowym regulaminem obozu, ale i zwykłą zazdrością innych uwięzionych. Bo zawsze jest miejsce na ludzką podłość, która czasem wynika z przypadku czy głupoty.
Podoba mi się również takie ogólne przesłanie doświadczonej kobiety – że niezależnie od okoliczności i środków, zawsze jest miejsce na miłość, nadzieję i troskę o bliskich; że nawet w czasach największego bezprawia, bezduszności, trzeba pozostać człowiekiem; że są takie rzeczy, których najokrutniejszy nawet oprawca nie może drugiemu człowiekowi odebrać.
Kolejny plusik za ukazanie, że każdy człowiek, którego w życiu napotkamy, ma swoją ciekawą opowieść. W naszym zabieganym świecie wiele tracimy przez naszą nieumiejętność zagadania tego drugiego człowieka, który być może, jest kimś więcej niż tylko schorowanym staruszkiem/staruszką. Może czasem warto byłoby się zatrzymać, by usłyszeć czyjś głos – rozsądku, świadectwo historii… Bo kto wie, czy taka, w naszym współczesnym rozumieniu pretensjonalna rozmowa, nie odmieni naszego życia na lepsze. I pal licho, że taki starszy człowiek nie przemówi do kogoś po raz ostatni w swym życiu?
Podsumowanie
„Ocalona” to powieść skierowana dla tych, którzy szukają głębszego sensu w życiu, ale tak trochę idących na skróty. Lubię powieści pisane przez Sylwię Winnik, ale w tej czegoś brakuje. Może nie tyle mniejszej dawki życiowych mądrości, co zadumy, głębi i pozwolenia czytelnikowi, aby w swoim tempie wciągnął się w historię z powieści. Tutaj wszystko było za szybko, w formie podanej dla mało wymagających czytelników, którzy pędząc w metrze czy tramwaju, czytają po łebkach. Polecam, ale tak trochę bardziej na kredyt w uznaniu całej dotychczasowej twórczości Autorki.
Wydawnictwo Muza
Ocena 4/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Muza. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.