Szkody. Opowieść o świecie minionym

Szkody. Opowieść o świecie minionym |Recenzja

Hania Hoffman, Szkody. Opowieść o świecie minionym

Na Śląsku ziemia potrafi się zatrząść jak na amerykańskim filmie. Otworzą się drzwi szafki, spadnie obraz ze ściany, czasem pęknie sufit czy ściana. Czasami to ściana nośna, a pęknięcie jest tak duże, że można w nie wsadzić rękę. Najgorzej jest na wiosnę, kiedy uszkodzenia się pogłębiają. To nie Warszawa, gdzie z powodu lekkiego pęknięcia budynków wstrzymano drążenie linii metra. Tutaj ziemia odzywa się często.

Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do regałów z książkami, które co jakiś czas wykonują meksykańską falę, spadających lamp i pęknięć. Jednak, gdy szkody górnicze zabierają pamięć rodzinną, siedlisko, w którym rodziły się i umierały pokolenia to jest trudno. Hania Hoffman i jej Szkody. Opowieść o świecie minionym to opowieść właśnie o tym niematerialnym uszkodzeniu. O Śląsku, który wpada w otchłań ziemi i niepamięci.

Śląsko-wielkopolska rodzina

Rodzina autorki to matka Ślązaczka i ojciec Wielkopolanin. Nie jest to aż tak egzotyczny miszung jak by się wydawało. Od końca XIX w. Wielkopolska i Śląsk mają silny związek. Z Poznaniem głęboko związany był w swoje karierze politycznej Wojciech Korfanty. Mamy również wspólne punkty w pamięci i doświadczeniu.

Dom stojący gdzieś pod Rybnikiem, na ziemi, która coraz bardziej się rusza jest jedynym, co w tej chwili łączy Hanię Hoffman z przeszłością. Tutaj zostały powidoki ludzi, których być może nie rozumieliśmy, którzy byli dziwni, nudni i w ogóle zbyt sztywni – jak się nam wydawało w dzieciństwie. Dopiero powolne doszukiwanie się rodzinnej historii pozwala na wrażliwość i czułość – choć często nie ma już do kogo. Przedstawiony czytelnikowi kalejdoskop opowieści skłania do zastanowienia się nad własną rodziną. Co najważniejsze w sposób szczery i pozbawiony ozdobników.

Oprócz historii rodzinnych, tych trudny, które pozostawiają ślad na wiele pokoleń, mamy tutaj opis dziewczyny, która dorastała w latach 80. i 90. Są książeczki „G”, zeszyty „Złotych myśli”, obrzydliwe rajstopy (chyba nemezis każdego dzieciaka z tych lat), nagrywanie piosenek z listy Niedźwiedzkiego na kasetę, a także kiczowato kolorowe i niestabilne lata 90., gdy emocjonowaliśmy się zbieranie kart telefonicznych oraz kolorowych karteczek.

Gdzieś w nas…

Pod warstwą wspomnień dzieciństwa i młodości, odchodzenia kolejnych bliskich Hania Hoffman prowadzi terapię zbiorową naszego społeczeństwa. Tych często szorstkich, a nawet oschłych dziadków, zabieganych, ciągle narzekających rodziców, nieubłaganego stałego iskrzenia, wyczuwalnej na nienazwanym poziomie nadciągającej domowej awantury. Opisując doświadczenie wielu pokoleń wstecz pokazuje przeżycia i doświadczenia, które ukształtowały takie postawy. O tych szkodach, które wstrząsają od ponad wieku nie tylko ziemią, ale również rodzinami.

Jednak trudno tutaj oczekiwać oceny i rozliczeń. To po prostu czuła i mądra opowieść o ludziach, w których historia odbiła się wielkim piętnem. Widać, że autorka wpierw przepracowała wszystkie swoje doświadczenia i osiągnęła wewnętrzny spokój, który pozwala jej pisać bez negatywnych emocji. Daje tym samym wielu z nas – dzieciaków lat 80. i 90. – przykład, że warto zmierzyć się z rodzinną historią również dla siebie.

Szkody. Opowieść o świecie minionym – czy warto?

Szkody. Opowieść o świecie minionym niewątpliwie trafi do mojego osobistego kanonu książek o Śląsku, które w każdych okolicznościach będę podsuwać pod nos znajomym z innych regionów. Dla mojego pokolenia to również wehikuł czasu, który przypomni nam, jak wiele mamy ze sobą wspólnego (bo komu magnetofon nie wciągnął taśmy niech pierwszy rzuci tazosem).


Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.