Szykuj sanie latem

Szykuj sanie latem |Recenzja

Jędrzej Morawiecki, Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu

To historia ludzi porzucających wszystko, by odnaleźć sens w cieniu tajgi – między wiarą a manipulacją, marzeniem a upadkiem. Tam prowadzi czytelnika książka Szykuj sanie latem, odsłaniając utopię, która miała być rajem, a okazała się lustrem rosyjskiej duszy.

Eks-milicjant, który w zatłoczonym trolejbusie doznaje objawienia i ogłasza się nowym Mesjaszem. Brzmi to jak początek dziwnej baśni albo ponurego żartu historii, prawda? Wyobraź sobie, że podążasz za nim aż na kraniec świata – do syberyjskiej tajgi, gdzie powstaje utopijna osada odcięta od cywilizacji….

Książka Szykuj sanie latem Jędrzeja Morawieckiego oferuje Ci wyprawę do „Nowego Jeruzalem” na Syberii, miejsca, gdzie wiara w lepsze jutro zderza się z brutalną rzeczywistością współczesnej Rosji. Autor zabiera Cię w podróż pełną śniegu i marzeń, w głąb lat 90. – czasu rozpadu ZSRR, gdy wielu Rosjan szukało duchowej alternatywy dla chaosu rodzącego się kapitalizmu i postkomunistycznej pustki. W 1991 roku, Siergiej Torop – bo tak nazywa się ów milicjant – przybrał imię Wissarion i zaczął gromadzić wyznawców głęboko w syberyjskiej głuszy. Powstała wspólnota, która miała być arkadią bez pieniędzy i grzechu, żyjącą w harmonii z naturą i Bogiem.

Morawiecki już na pierwszych stronach swojej opowieści wciąga nas obrazowym językiem i osobistą anegdotą. Pisze, jak pewnego marcowego dnia 1999 roku przemarznięty dotarł do Republiki Chakasji, by zbadać fenomen sekty Wissariona. Nie miałem wtedy pojęcia, że za dwadzieścia lat trafi do aresztu, do Strefy wjadą uzbrojone oddziały policji i oficerowie Federalnej Służby Bezpieczeństwa, a „The Guardian” napisze, że długowłosy Chrystus z posiwiałą brodą został za pakowany do państwowego helikoptera i wywieziony z tajgi – wyznaje po latach.

To zdanie otwiera dwie dekady historii: od euforii początku, gdy wydawało się, że w syberyjskiej bajce można zbudować Miasto Słońca, po gorzki finał, gdy utopia pęka niczym lód pod pierwszym słońcem wiosny. Już w tym wstępie czuć emocje – nostalgię, zdumienie i przeczucie nadciągającej katastrofy. Morawiecki wprowadza też szerszy kontekst kulturowo-historyczny: marzec 1999 to czas, gdy Polska wstępuje do NATO, ku rozczarowaniu spotkanych przez autora Rosjan przekonanych o naszych „słowiańskich korzeniach”.

Ten drobny epizod wplata historię Polski i Rosji w osobiste doświadczenie reportera, podkreślając napięcie między Wschodem a Zachodem. Dzięki takim szczegółom książka od razu przykuwa uwagę – od pierwszych stron czujemy, że ta reporterska opowieść będzie czymś więcej niż tylko relacją o egzotycznej sekcie.

Jędrzej Morawiecki – autor książki Szykuj sanie latem i znawca Rosji

Kim jest autor, który zabiera nas w tak niezwykłą podróż? Jędrzej Morawiecki (ur. 1977) to nie tylko reporter, ale i badacz z imponującym dorobkiem. Jest profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, doktorem literaturoznawstwa oraz socjologii, a także doktorem habilitowanym nauk o kulturze i religii. Mówiąc prościej – ma solidne kompetencje, by pisać o religijności i społeczeństwie.

Od końca lat 90. przemierzał dawne imperium radzieckie jako dziennikarz wędrowny, a zdobyte doświadczenie zaowocowało wieloma publikacjami. Przez dekadę związany był z „Tygodnikiem Powszechnym”, pracował też dla agencji Reuters, a jego teksty gościły na łamach m.in. „Polityki”, „Gazety Wyborczej”, „National Geographic” czy „Rzeczpospolitej”. Co więcej, Morawiecki to laureat Nagrody im. Beaty Pawlak za reportaże międzykulturowe oraz stypendysta Ministerstwa Kultury – doceniano go właśnie za umiejętność opisywania świata, który dla wielu jest trudno dostępny.

Najważniejsze jednak, że autor Szykuj sanie latem od ponad dwóch dekad zgłębia temat syberyjskiego mesjasza. Już w 1999 roku rozpoczął badania terenowe w tzw. Zonie, czyli enklawie sekty Wissariona otoczonej tajgą. Odbył wiele wypraw na Syberię – zna tę społeczność od podszewki. Ma na swoim koncie zarówno książki naukowe (np. Syberyjska sekta wissarionowców jako fenomen społeczno-religijny z 2010 roku), jak i zbiory reportaży (Łuskanie światła. Reportaże rosyjskie).

To unikalne połączenie naukowca i literata sprawia, że Morawiecki patrzy na swoich bohaterów z empatią badacza, ale opisuje ich językiem żywym, sugestywnym i przystępnym. Jego wcześniejsze dokonania dowodzą, że potrafi on słuchać świata z czułością i nieufnością jednocześnie – jak napisano w nocie wydawniczej. W książce Szykuj sanie latem wykorzystuje całe to doświadczenie, by opowiedzieć historię sekty Wissarionowców w sposób wielowymiarowy: socjologicznie wnikliwy, a zarazem fabularnie wciągający niczym powieść przygodowa.

Utopia w sercu tajgi – o czym jest książka Szykuj sanie latem?

Na pozór to opowieść jak z filmu: w dzikiej syberyjskiej tajdze powstaje osada wiernych wyznawców samozwańczego proroka. Książka Szykuj sanie latem przedstawia losy tej wspólnoty – od jej narodzin po dramatyczny kres – ale robi to na tle szerokiego pejzażu rosyjskiej duszy i historii. Morawiecki zabiera Cię do świata, który miał być duchową alternatywą dla putinowskiej Rosji, a okazał się jej lustrzanym odbiciem – tak pisze wydawca i to niezwykle trafne!

Sekta Wissariona, zwana też Kościołem Ostatniego Testamentu, w latach 90. przyciągnęła tysiące ludzi marzących o ucieczce od zgiełku i zepsucia cywilizacji. Wyobraź sobie sceny niczym z mitu: uczniowie budują wioski w głębi tajgi, jedzą proste wegańskie potrawy, chodzą w długich chitonach (staromodnych szatach) nawet podczas syberyjskich mrozów, modlą się wśród drzew.

To miała być bajka, nowy Eden. Rzeczywiście, sekta zbudowała własne Nowe Jeruzalem: konglomerat wiosek u stóp świętej Góry, gdzie zamieszkał Wissarion z rodziną i gdzie obowiązywały surowe zasady (m.in. wegańska dieta, życie bez pieniędzy). W szczytowym momencie w osiedlach Zony żyło około 3000 osób gotowych porzucić dotychczasowe życie dla tej utopii. Co ich tam sprowadziło? Autor stawia to pytanie i szuka odpowiedzi: pragnienie prawdy, tęsknota za czystą wiarą, bunt przeciw konsumpcjonizmowi lat transformacji? A może typowo rosyjska potrzeba udziału w czymś wielkim i mistycznym, nawet za cenę poświęceń?

Morawiecki przedstawia losy konkretnych ludzi, którzy uwierzyli w syberyjskiego mesjasza. Poznajemy m.in. Wadima Riedkina, byłego perkusistę radzieckiego boysbandu, który został prawą ręką Wissariona, czy Igora Nowikowa, aktora porzucającego scenę dla misyjnej pracy w tajdze. Są tam byli wojskowi, artyści, inżynierzy – inteligencja, której nie kojarzylibyśmy z łatwowiernością.

Ich historie splatają się w przejmujący obraz zbiorowej wiary i manipulacji. Autor z niezwykłą wrażliwością rekonstruuje, jak początkowy entuzjazm tych idealistów stopniowo zmienia się w uwikłanie w niepokojący eksperyment społeczny. Szykuj sanie latem to jednak nie tylko saga o sekcie.

To również wnikliwy portret współczesnej Rosji – kraju, w którym, jak pisze Morawiecki, nadzieja na odnowę bywa brutalnie tłumiona przez powrót dawnych demonów. Kolejne rozdziały pokazują bowiem, że idylliczna wspólnota zaczyna przypominać miniaturowe autorytarne państwo: z hierarchią władzy, kontroli i ostracyzmem wobec krytyków.

W tle czai się reżim Władimira Putina – początkowo odległy, z czasem coraz bardziej obecny, bo rzeczywistość dogania utopię. Książka ani przez moment nie nuży banalnym opisem; zamiast tego zaskakuje Cię zwrotami akcji niczym powieść – od euforii „święta w lesie” po dramat ucieczek, rozłamów i w końcu interwencji rosyjskich służb. A wszystko to Morawiecki opisuje emocjonalnie, ale bez taniej sensacji: z jednej strony odczuwasz grozę i smutek upadku pewnego marzenia, z drugiej – dostajesz materiał do głębokiej refleksji nad granicą między wiarą a zniewoleniem.

Struktura i wydanie książki

Reportaż Morawieckiego ma nietypową, przemyślaną konstrukcję, która sama w sobie niesie znaczenie. Książka podzielona jest na rozdziały chronologiczne, obejmujące kluczowe lata rozwoju sekty (1999, 2002, 2004 i dalsze) oraz przeplatana osobliwymi interludiami zatytułowanymi „SimRus – Symulator Ruskiego Miru”. To jakby poziomy gry komputerowej, które czytelnik kolejno przechodzi – od Level 1 do Level 6 – zanurzając się coraz głębiej w „ruski mir”, czyli rosyjski świat i mentalność.

Te fragmenty, podpisane pseudonimem Nadieżda Achmatowa (gra słów łącząca „nadzieję” z nazwiskiem słynnej poetki Achmatowej), dodają książce poetyckiego i eseistycznego wymiaru. W tych wstawkach autor puszcza wodze literackiej fantazji: raz stylizuje narrację na radziecką piosenkę wojskową, innym razem wciela się w głos rosyjskiej matki czy dziennikarki opisującej absurdy współczesności.

Dzięki temu struktura nie jest typowa dla reportażu – Szykuj sanie latem przypomina kolaż gatunków. Mamy tu elementy gonzo (autor-autostopowicz jadący plackartnym wagonem kolei transsyberyjskiej w głąb tajgi), fragmenty historii alternatywnej (symulacja „co by było, gdyby Rosję odgrodzić od świata”) oraz klasyczną narrację non-fiction opartą na rozmowach i obserwacji.

Ta rytmiczna kompozycja, podzielona na „levele” niczym kolejne kręgi wtajemniczenia, sprawia, że książkę czyta się z rosnącym zaciekawieniem. Każdy segment odkrywa nową warstwę: od intymnych zwierzeń wyznawców po szerszą analizę rosyjskiej „duszy” i aktualnej polityki (znajdziemy odniesienia aż po inwazję na Ukrainę w 2022 roku, co czyni reportaż boleśnie aktualnym).

Wydanie książki również zasługuje na pochwałę. Znak Literanova przyzwyczaił czytelników do wysokiej jakości edytorskiej i tutaj nie jest inaczej. Szykuj sanie latem ukazała się w twardej oprawie o poręcznym formacie 135×205 mm– to elegancki tom, który dobrze leży w ręku mimo 368 stron objętości.

Okładkę zaprojektowała Magda Kuc. W środku znajdziemy fotografie (co prawda nieliczne) autorstwa Filipa Łepkowicza i Macieja Skawińskiego, które dokumentują świat sekty. Zdjęcia te pełnią ważną rolę – przypominają nam, że opisywana „bajka” działa się naprawdę, że to nie legenda, lecz fakt (widać choćby świątynię ze śniegu czy codzienne życie w Zonie).

Pod względem edytorskim wydanie jest dopracowane: czytelny układ typograficzny serii Znaki na Ziemi, wyróżnienia rozdziałów i wstawek są estetyczne i przejrzyste. Na końcu czeka na dociekliwych bibliografia oraz przypisy – choć skromne, to dowód, że autor odrobił pracę domową i opiera się na solidnych źródłach. Przypisy nie dominują narracji, są dyskretne (zebrane na końcu książki), więc jeśli chcesz po prostu chłonąć historię bez naukowych detali, nic nie będzie Ci przeszkadzać.

Redakcja (pod okiem Pawła Goźlińskiego, znanego edytora literatury faktu) zadbała o językową poprawność – tekst jest płynny, wolny od błędów i niezrozumiałych skrótów myślowych. Całość prezentuje się więc bardzo profesjonalnie i atrakcyjnie dla oka. Można śmiało powiedzieć, że forma książki dorównuje treści – jest przemyślana, dopracowana i wiarygodna.

Plusy i minusy reportażu – analiza stylu i treści

Plusem numer jeden jest styl pisarski Morawieckiego. Autor potrafi pisać lekko o sprawach ciężkich niczym syberyjska zima. Jego język jest obrazowy, pełen plastycznych porównań i emocji, a przy tym pozostaje klarowny. Znajdziesz tu zarówno dramatyczne sceny (np. pierwsze zimowe zgromadzenia wyznawców w lesie, gdy mróz sięga -30°C, a wiara musi ogrzać zziębnięte ciała), jak i elementy czarnego humoru oraz ironii.

Morawiecki nie boi się stawiać pytań retorycznych ani bawić konwencją – momentami puszcza do czytelnika oko, by za chwilę uderzyć go mocnym faktem. Takie rytmiczne zmiany tonu sprawiają, że lektura angażuje emocjonalnie. Czytelnik raz się uśmiecha pod nosem, raz ma ciarki na plecach. Przykładem może być opis spotkania autora z samym Wissarionem – nie zdradzając szczegółów powiem tylko, że Morawiecki przedstawia go jednocześnie jako charyzmatycznego proroka i zwykłego człowieka z krwi i kości.

Czuć szacunek dla wiary bohaterów, ale i krytycyzm wobec mechanizmów sekty. Balans między empatią a obiektywizmem to kolejny atut książki. Autor nigdy nie wyśmiewa swoich rozmówców; stara się zrozumieć, skąd wzięła się ich „tęsknota nienasycona” – by użyć pięknego określenia z jednej z jego wcześniejszych prac. Zarazem nazywa rzeczy po imieniu, gdy trzeba: jeśli widzi manipulację, duchowe nadużycia czy hipokryzję, opisuje je bez ogródek. Dzięki temu merytoryczna głębia idzie w parze z literacką pasją.

Plusem numer dwa jest niezwykła oryginalność i kompleksowość tego reportażu. Na polskim rynku mieliśmy już książki o Rosji i jej nowych prorokach (choćby krótsze reportaże Białą gorączką Jacka Hugo-Badera czy teksty Wacława Radziwinowicza), ale Szykuj sanie latem wybija się na tle innych pozycji.

Morawiecki poświęcił tematowi pół życia i to widać – zamiast pobieżnej sensacji dostajemy pełnokrwisty epos reporterski, który łączy wątki religijne, historyczne i polityczne. Autor odnosi losy sekty do szerszego zjawiska: rosyjskiej duszy targanej sprzecznościami. W książce aż roi się od trafnych spostrzeżeń i analogii. Na przykład równolegle zestawiony jest Wissarion i Putin – jeden w purpurze proroka na Górze, drugi w garniturze na Kremlu. Obaj roszczą sobie prawo do prowadzenia „owieczek” ku lepszemu światu, choć metody i ideologie mają różne – i to porównanie wypada błyskotliwie i niepokojąco zarazem.

Morawiecki odważnie pokazuje, że Rosja stała się współczesną sektą: pełną rytuałów, przemocy i ślepej wiary w przywódcę. Takie diagnozy zapadają w pamięć. Dodatkowo, autor wzbogaca narrację o fakty historyczne – sięga choćby do XIX wieku, by przypomnieć, że rosyjska ziemia zawsze rodziła rozmaitych proroków i że carskie władze celowo tolerowały sekty, by osłabiać Cerkiew.

Dla miłośników historii to prawdziwa gratka: dostajemy lekcję o dawnych ruchach religijnych, o „strannikach” i starowiercach, co pomaga zrozumieć genezę współczesnych kultów. Ta bogata kontekstowość sprawia, że książka nadaje się idealnie na portal historyczny – nie jest to bowiem tylko relacja z egzotycznej podróży, ale też analiza zjawisk społecznych na tle dziejów.

Oczywiście, żaden utwór nie jest pozbawiony wad, choć w przypadku Szykuj sanie latem są one subiektywne i nieznaczne. Dla niektórych czytelników minus może stanowić właśnie ta literackość i złożona forma narracji. Jeśli ktoś oczekuje linearnej kroniki wydarzeń opisanej chłodnym reporterskim stylem, może poczuć się zaskoczony eksperymentalnymi wstawkami.

Fragmenty te, pełne metafor i odniesień (np. dialogi wyobrażonych postaci, aluzje do rosyjskiej literatury i filmu – Bułhakow, Dostojewski, Tarkowski przewijają się w tle), wymagają chwili skupienia i otwartości na intelektualną grę. Nie jest to jednak wadą samą w sobie – raczej kwestia gustu.

Innym potencjalnym minusem może być ciężar emocjonalny książki. Morawiecki opisuje rzeczy trudne: złamane życiorysy, zawiedzione nadzieje, a w końcu brutalną akcję służb, która kładzie kres pewnej epoce. To nie jest lektura lekka ani wesoła – momentami przytłacza tragizmem (autor nie szczędzi szczegółów, np. opisu biedy i głodu wśród rodzin, które oddały sekcie cały majątek). Jednak ów ciężar równoważony jest przez wspomniany styl i empatię, co czyni narrację znośną, a nawet oczyszczającą w sensie katharsis.

Książka nie daje prostych odpowiedzi. Po lekturze wciąż może pozostać w Tobie pytanie: jak to możliwe, że ludzie wykształceni dali się uwieść utopii? Autor przedstawia wiele powodów, ale ostateczną ocenę pozostawia czytelnikowi. Dla jednych to zaleta (bo skłania do myślenia), dla innych może być niedosyt. Nie jest to więc minus, a raczej cecha – ta książka wymaga zaangażowania, ale odwdzięcza się bogactwem treści.

Dla kogo jest książka Szykuj sanie latem? Subiektywna ocena końcowa

Jeśli interesujesz się historią, kulturą i fenomenami społecznymi – ta książka jest dla Ciebie. Szykuj sanie latem polecam szczególnie miłośnikom literatury faktu, którzy cenią sobie zarówno solidną wiedzę, jak i porywającą narrację. Pasjonaci dziejów Rosji znajdą tu świeże spojrzenie na rosyjski mesjanizm i mechanizmy władzy. Czytelnicy reportaży podróżniczych zanurzą się w surowy klimat Syberii niczym w najlepszej prozie przygodowej.

A jeśli fascynują Cię tematy religijne – sekty, nowe ruchy duchowe – lektura dostarczy zarówno faktów, jak i refleksji nad naturą wiary. Książka spodoba się fanom pióra Kapuścińskiego, Hugo-Badera, Jagielskiego, a także tym, którzy docenili niedawne reporterskie bestsellery o rosyjskiej duszy.

To opowieść uniwersalna w swoim przesłaniu, bo traktuje o odwiecznym konflikcie między utopią a tyranią, wiarą a zwątpieniem, wolnością a potrzebą poddania się silnemu przywódcy. Nie jest to jednak pozycja dla każdego – jeśli oczekujesz prostej sensacji lub szybkiej akcji jak z thrillera, możesz poczuć się przytłoczony głębią analiz i bogactwem kontekstu. Natomiast dla czytelnika cierpliwego i dociekliwego będzie to prawdziwa uczta intelektualna i emocjonalna.

Uważam, że książka Szykuj sanie latem to jeden z najlepszych reportaży ostatnich lat w polskiej literaturze faktu – „totalny reportaż”, jak głosi wydawca, bo angażuje wszystkie zmysły i zmusza do myślenia. Moja ocena jest oczywiście subiektywna.


Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.