Cuda-dziwy po 50 latach
Armia brytyjska, oczywiście, zapoznała się z tym „raportem”. Nie potraktowała go jednak serio, wykazując w nim wiele nieścisłości. W „raporcie” pomylone jest: czas akcji, miejsce akcji i numery ewidencyjne brytyjskich oddziałów wojskowych. Mamy więc typowy „raport radia Erewań”: nie tu, nie wtedy i o kimś zupełnie innym. Pomimo stwierdzenia przez historyków aż tylu poważnych braków, „raport Reichardta” rozszedł się po świecie lotem błyskawicy, przedstawiany wszędzie, jako dowód na porwanie batalionu przez zamaskowany w obłoku statek UFO. Prawie nikt z piszących o porwaniu piątego batalionu nie pisze kiedy sporządzono raport, sugerując tym samym, że jest on wręcz meldunkiem, sporządzonym na gorąco w ogniu walki. Dodaje to sprawie odpowiedniej dozy tajemniczości i niesamowitości. W opowiadaniach wielu autorów pojawia się UFO, które porywa na oczach licznych świadków cały, uzbrojony po zęby brytyjski batalion idący właśnie do szturmu. Podstępnie porwany batalion znika. Całkowicie. Bez śladu. Niektórzy idą już zupełnie „na całość” pisząc, że UFO porwało wtedy cały pułk Norfolk! Teraz już Państwo wiecie, że raport nie został sporządzony w ogniu walk kampanii tureckiej. Powstał pięćdziesiąt lat po bitwie, której chce dotyczyć, a poważni historycy brytyjscy twierdzą, że zawarte w nim miejsce, czas i losy bohaterów wydarzeń nie mogą być prawdziwe. Ale prawdziwe było zaginięcie Batalionu. Turcy naprawdę zarzekali się, że batalion nigdy nie dotarł do pozycji tureckich. Cóż więc mogło się stać się z zaginionym Batalionem?
Straszliwa prawda
Tak naprawdę, piąty batalion pułku Norfolk był „Zaginionym Batalionem” tylko do 23 września 1919 roku. Tego dnia Pierre Edwards, oficer dowodzący Zespołem Rejestracji Grobów Wojennych w Gallipoli pisze w swym raporcie: „Znaleźliśmy 5-ty Norfoldzki. Jest wszystkiego 180 ciał. 122 Norfolk, trochę Hants i Suffolk. Mogliśmy zidentyfikować tylko dwóch szeregowych, Barnaby i Cottera. Nie pochowane ciała leżały rozrzucone na terenie około mili kwadratowej w odległości nie większej jak 800 jardów poza turecką linią frontu. Wielu naszych żołnierzy zostało zabitych na farmie, należącej do mieszkającego tutaj Turka. Właściciel farmy mówił nam, że kiedy ucichły walki i mógł wrócić do swojej farmy, zastał ją usłaną rozkładającymi się ciałami angielskich żołnierzy. Turek uprzątnął ciała z farmy, wrzucając je do niewielkiego kanionu. Wszystkie te obserwacje potwierdzają początkową teorię, że nasi nie posunęli się zbyt daleko i zostali sprzątnięci jeden po drugim za wyjątkiem tych, którzy weszli do farmy”. Turcy nie brali jeńców. Pierre Edwards przyznał się po latach, że w swoim raporcie z miejsca znalezienia zwłok żołnierzy piątego batalionu pominął jedną drastyczną sprawę. – Wszystkie angielskie trupy miały przestrzelone głowy! (Polakom zaraz coś się przypomni!)
Makabryczny prezent od „zaginionego” oficera
Arthur Webber, wtedy żołnierz piątego batalionu, do swojej śmierci w roku 1969 noszący turecką kulę w głowie, opowiadał, że gdy dostał postrzał w twarz, był świadkiem, jak Turcy zabijali Anglików. Zabijali rannych i wziętych do niewoli, strzelając do nich i przebijając ich bagnetami. On sam ocalał tylko dlatego, że wziął go w obronę będący razem z Turkami niemiecki oficer. Nie ma się co czarować. Turcy wyrżnęli najbezczelniej w świecie cały piąty batalion. Na początku w walce, ale później zabijając już bezbronnych żołnierzy angielskich. Rannych i jeńców. Dziwne, że, gdy przegrali wojnę, nie chcieli przyznać się do zbrodni? Z 267 żołnierzy „zaginionego batalionu” znalazło się 180. Leżą na wojskowym cmentarzu w tureckim Helles. Pozostałych nie odnaleziono. Nie odnaleziono nie tylko ich. Ze wszystkich Brytyjczyków zabitych w kampanii tureckiej nie znaleziono 14 000 poległych.
Cztery lata po wojnie z Turcji do Wielkiej Brytanii przywieziono złoty zegarek kieszonkowy, należący do „zaginionego” oficera piątego batalionu, Frank’a Beck’a. Makabryczną przesyłkę odebrała jego córka, Margaretta Beck. Akurat w dniu swego ślubu.
Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w Kurierze Galicyjskim