Umberto Eco, Rozważania niepoważne
Umberto Eco w „Rozważaniach niepoważnych” skraca dystans, puszcza oko, uruchamia rym, satyrę i rysunek, a jednocześnie pilnuje intelektualnej precyzji. Ta książka śmieje się z wielkich systemów, ale zna ich wagę.
Najpierw jest uśmiech. Potem szybkie zderzenie z faktem, że Eco wcale nie napisał lekkiego drobiazgu do przekartkowania między kawą a tramwajem. „Rozważania niepoważne” mają formę zabawy, ale wymagają czujności. Każdy żart ma zaplecze: nazwisko, pojęcie, spór, szkołę, aluzję literacką albo akademicki kod.
Eco prowadzi czytelnika przez filozofię, literaturę, semiotykę i środowiskowe piosenki naukowe, a jednak całość trzyma lekkość. Autor żartuje z rzeczy, które naprawdę rozumie. Wyciąga z nich mechanizmy i sprawdza, jak działają w rytmie satyry.
O autorze i o książce
Eco przedstawia bardzo konkretną genezę tomu. Rysunki satyryczne z historii filozofii powstawały podczas konferencji na Uniwersytecie w Turynie. Rymowanki zostały później odczytane w barach na placu św. Marka we wrześniu 1958 roku, podczas Międzynarodowego Kongresu Filozofii w Wenecji. Pierwsze wydanie ukazało się pod joyce’owskim pseudonimem Dedalus, w limitowanej edycji.
Polskie wydanie składa się z kilku części. Najpierw pojawia się blok „O filozofii niepoważnie”, gdzie Eco bierze na warsztat presokratyków, Arystotelesa, Anzelma z Aosty, Tomasza z Akwinu, scholastyków, Rogera Bacona, Kartezjusza, Giambattistę Vica, Kanta, Hegla, Marksa, Crocego, egzystencjalizm oraz filozofię analityczną.
Potem przychodzi część „O literaturze niepoważnie”, z Proustem, Mannem, Joyce’em, Edypem, Dantem, Saussure’em, Manzonim i metafizyką. Dalej mamy „..chansons à boire na kongresy naukowe”, czyli piosenki uczonych po godzinach. Całość domyka „Tło filozoficzne (całkiem poważnie)” opracowane przez Tomasza Stawiszyńskiego.
Gra z powagą
Eco zaczyna od presokratyków i pyta o to, z czego zrobiony jest świat. Próba odpowiedzi zamienia się u niego w żywą, lekko absurdalną kłótnię. Tales ma wodę, Anaksymander nieskończoność, Anaksymenes powietrze, Empedokles żywioły, Pitagoras liczby, Parmenides byt, Heraklit ruch, Demokryt atomy. Żart wyrasta z realnego sposobu, w jaki znamy dziś część ich dorobku.
Arystoteles dostaje u Eco sylogizm, akt i możność, pluralizm, porządkowanie świata i lekkie ukłucie w ambicję systematyzowania wszystkiego. Anzelm z Aosty pojawia się z dowodem ontologicznym i sporem z Gaunilonem. Tomasz z Akwinu dostaje swoje Summae, pięć dróg, scholastyczny rytm pytań i odpowiedzi oraz czułą złośliwość wobec wielkich intelektualnych konstrukcji. Eco potrafi tu zachować rzadką równowagę. Bawi się systemami.
Kartezjusz wprowadza metodę i pewność myślenia, Pascal wnosi serce i napięcie religijne, Vico pojawia się jako autor wizji historii oraz kultury, Kant jako mistrz aparatu krytycznego, Hegel jako człowiek przeciwieństw i syntez, Marks jako autor myślenia o bazie, nadbudowie, ekonomii oraz praktyce politycznej. Fragment o Marksie pokazuje, jak Eco potrafi zmieścić w rymie bazę, strukturę, nadbudowę, dialektykę i pytanie o praktykę.
Literatura, semiotyka i żarty dla tych, którzy siedzieli z przodu
Część literacka jest nieco inna. Proust, Mann i Joyce nie zostają ustawieni w równym szeregu jako nazwiska z kanonu. Eco traktuje ich jak materiał do gry: z pamięcią, stylem, mitem, mieszczaństwem, językiem, literacką obsesją i gęstością aluzji. Najbardziej wymagający jest Joyce, bo przy nim Eco wyraźnie lubi szarżować językiem. Tam zaczyna się zabawa dla czytelników.
Dante spotyka Saussure’a, znaczone tęskni za znaczącym, metafizyka dostaje własny mały podręcznik, a czytelnik bez przygotowania może przez chwilę poczuć się jak na seminarium. Ta hermetyczność nie jest wadą w prostym sensie. Ona pokazuje, z jakiego świata wyrasta tom: z kultury czytania, sporów, konferencji, przypisów, rozmów po wykładach i żartów opowiadanych ludziom, którzy znają temat.
Cienka kreska, szybka puenta
Rysunki mają w tej książce bardzo konkretną funkcję: pracują jako skróty pojęciowe. Sylogizm Sokratesa, sofizmaty, katharsis Arystotelesa, dowód Anzelma, Abelard z odpowiedzią „tak i nie”, Mikołaj z Kuzy ze zbieżnością przeciwieństw, Spinoza pytający o metody, Kant niby mimochodem krytykujący, mały Schopenhauer z wolą, Nietzsche z biletem na wieczny powrót…
Każdy obrazek łapie trudny koncept i sprowadza go do jednej sceny.
Piosenki kongresowe
Najbardziej osobliwa część tomu to chansons à boire. Sokrates, Bacon, Malebranche, Spinoza, Kant, kicz, Lévi-Strauss, Stalin, Merleau-Ponty i inni trafiają do piosenek pisanych jak uczona zabawa przy stole. Eco sam zaznacza, że część podobnych tekstów pominął, bo były zbyt długie i wymagały znajomości zapomnianych melodii. Ten szczegół mówi sporo o charakterze całego tomu: nie wszystko ma być natychmiast strawne, wygodne, podane jak treść do szybkiego skanowania.
Ta część bywa nierówna w odbiorze. Gdy czytelnik łapie kontekst, działa świetnie. Gdy kontekst ucieka, zostaje rytm środowiskowego żartu. Ale nawet wtedy widać, że Eco nie dopisuje przypadkowych śmieszków. Każda piosenka wyrasta z konkretnego kodu intelektualnego.
Stawiszyński jako bezpiecznik dla czytelnika
Końcowe „Tło filozoficzne (całkiem poważnie)” Tomasza Stawiszyńskiego robi w polskim wydaniu ważną robotę. Po rymach, rysunkach i aluzjach dostajemy spokojniejsze objaśnienie kontekstów. Presokratycy, Arystoteles, Anzelm, Tomasz, scholastycy, Bacon, Kartezjusz, Vico, Kant, Hegel, Marks, Croce, egzystencjalizm i filozofia analityczna zostają uporządkowani w sposób pomocny dla czytelnika, który chce wiedzieć, dlaczego dany żart w ogóle jest żartem.
Po lekkiej, rymowanej jeździe przychodzi spokojniejsza część objaśniająca. Może mniej błyskotliwa literacko, ale potrzebna. Dzięki niej książka nie zamyka się wyłącznie w klubie wtajemniczonych. Nadal wymaga uwagi, lecz daje narzędzia do czytania.
„Rozważania niepoważne” pokazują Eco jako autora, który śmieje się z filozofii. Jego żart nie obniża rangi wielkich idei, lecz sprawdza, czy potrafią oddychać poza salą wykładową. Lekka forma niesie tu ciężką wiedzę, a erudycja nie udaje, że musi być ponura.
Pozycja z pewnością obowiązkowa dla czytelników Umberto Eco. Także dla osób po humanistyce i dla tych, którzy lubią filozofię. Dla studentów jako odtrutka na podręczniki i dla osób, które chcą zobaczyć, że Kant, Hegel, Marks, Joyce i Saussure mogą wejść w żart bez utraty sensu.
Czytelnik zupełnie początkujący będzie miał momenty zagubienia. Książka nie prowadzi od podstaw. Zakłada, że odbiorca coś kojarzy albo ma ochotę sprawdzać. W zamian daje coś rzadkiego: poczucie, że wiedza może być żywa, towarzyska, zaczepna i nadal uczciwa.
„Rozważania niepoważne” są małą książką o dużej gęstości. Moja ulubiona część to filozoficzna: szybka, celna, inteligentna, oparta na prawdziwych pojęciach i sporach. Część literacka jest bardziej hermetyczna, ale ma świetne momenty, zwłaszcza tam, gdzie Eco gra językiem i tradycją. Piosenki kongresowe bywają najtrudniejsze; najmocniej zależą od kodów środowiskowych, lecz dobrze pokazują Eco jako autora, który traktował wiedzę także jako formę wspólnej zabawy.
Eco stworzył erudycyjny tomik, który czasem wymaga zatrzymania, czasem przypisu, czasem sprawdzenia nazwiska. Przypomina, że wielkie idee nie muszą stać na cokołach z miną obrażonego profesora. Mogą rymować, fałszować przy kongresowym stole, wygłupiać się w rysunku i nadal mówić coś sensownego. Po tej lekturze filozofia nie robi się łatwiejsza.
Wydawnoctwo Noir sur blanc
Agnieszka Cybulska