Wigilia w domu ziemiańskim w świetle wspomnień 

***

Zofia z Radziwiłłów Skórzyńska[10], Świadectwo czasu minionego:

Wielka, prawie taka, jaką ustawia się w kościołach, szopka pod choinką. Za nią  łagodny blask lampi owiniętej różowa bibułką. Nasza czwórka leży przed nią na dywanie w mrocznej bibliotece, najważniejszym pokoju w domu. Usunięto gdzieś dębowy stół, na którym leżały zawsze wybrane przez Ojca reprodukcje i różne albumy.

Teraz choinka jest najważniejsza. Jest piękna, zielona i gęsta, obwieszona niezliczoną ilością kul, jabłek, złoconych szyszek oraz wykonanych przez nas zabawek i łańcuchów.

Starannie i ze znawstwem wybrana w lesie przez naszych stangretów, wprowadzała się do naszego domu prawie na cały miesiąc, bo aż do drugiego lutego. /…/

W całym domu ślicznie pachniało w tym czasie świerkowym lasem.

Choinkę ubierało młodsze rodzeństwo Mamy: Wuj Staś i Ciocia Jadwinia z Kurozwęk. /…/Biedna Ciocia Jadwinia prawie płakała, gdy ktoś pomylił kolejność obowiązujących tego dnia czynności lub nie dość uroczyście śpiewał kolędy, wręczał prezenty, zasiadał do składającej się z dziewięciu dań wilii (3 zupy, 3 ryby i 3 desery…). /…/

Ubieranie choinki trwało długo, całe przedpołudnie. Panowie szli na polowanie, żeby nie przeszkadzać w przygotowaniach. My, dzieci, przeżywaliśmy nasz adwent siedząc na schodkach w japońskim przedpokoju. Drzwi do biblioteki zasuwano. Ubraną i oświetloną choinkę można było zobaczyć dopiero po wilii, po żmudnym skosztowaniu wszystkich dziewięciu potraw.[11]

***

Antoni Belina Brzozowski[12], Kozłówka w moich wspomnieniach 1924-1942.

Te niezapomniane Boże Narodzenie celebrowane z całą tradycją. Wszyscy ubrani świątecznie oczekiwali przybycia kolędników, by następnie przejść do teatru, gdzie sala była dosłownie wypchana całą służbą domową i folwarczną. Przy stołach zastawionych jedzeniem w atmosferze nadzwyczaj rodzinnej wystawiano na podium szopkę graną częściowo przez nas, a częściowo przez dzieci i dorosłych z folwarku. Tego dnia kolację wigilijną podawano o ósmej wieczorem. Stół zaś uginał się od świątecznych potraw. Świeczniki rzucały ciepłe światło na biały obrus, srebro i kryształy. Po tradycyjnym dzieleniu się opłatkiem w małym salonie goście przechodzili do jadalnego, gdzie służba domowa w świątecznych ubraniach podawała potrawy, od zupy grzybowej począwszy, poprzez różnego rodzaju ryby, sałaty, kończąc na kompotach, kutii i tych okropnych kluskach z makiem. Ciocia Marynka i wuj Adam po krótkim pacierzu rozpoczynali tę całą ceremonię, która trwała prawie aż do dziesiątej wieczór. Choinka w małym salonie tonęła w glorii łańcuchów, świecidełek i świec. Wszyscy śpiewali kolędy, których głos rozchodził się po pałacu. Pod choinką nie kończące się, zapakowane w kolorowe papiery prezenty, które podawano domownikom i gościom. Około jedenastej wieczorem od zasypanego śniegiem tarasu ogrodowego przychodziły dzieci z folwarku czy wsi. Drzwi otwierano i Ciocia Marynka w asyście gości rozdawała cukierki i ciasteczka. Osobno w stołowym obydwoje wujostwo rozdawali prezenty służbie domowej i ich rodzinom. O dwunastej w nocy wszyscy szli do kaplicy na Pasterkę. Ksiądz z Kamionki celebrował Mszę świętą, a organista wygrywał z całą mocą kolędy, wtórując śpiewom. Kaplica tak była szczelnie nabita, że mimo mrozu, okna i drzwi były otwarte, tak było duszno. Ci, co się już nie mogli pomieścić, stali na dworze, tupiąc nogami. Tego dnia dopiero koło drugiej w nocy goście rozchodzili się do swoich pokoi.[13]

***

Anna Branicka – Wolska[14], Listy nie wysłane.

Teraz – wilia. Jadalny też był dziś odświętny i inny niż co dzień. W czterech rogach pokoju stały wielkie snopy: żyto, pszenica, jęczmień i owies. To dla urodzaju. Na stole pod obrusem służba rozłożyła grubą warstwę siana. Talerze nie stały tak pewnie jak zwykle, kieliszki się chwiały. Zasiedliśmy do stołu.Dziś trzeba ładnie siedzieć, by nie usłyszeć nagany i aby wuj Władek nie ruszał brwiami srogo. Na talerzach dymiła zupa migdałowa lub barszcz czerwony z małymi uszkami. Do wyboru. Jedliśmy powoli, podnosząc pełne łyżki ostrożnie do buzi. Potem służący w najlepszych liberiach i białych rękawiczkach zebrali talerze i wnieśli na półmiskach dwa wielkie szczupaki. Były pokryte złotym majonezem, przyozdobionym kolorowymi galaretkami. Potem podano karpie z wody, sos „mousselin” i kartofle. Później nasz wielki przysmak i marzenie – łamańce z makiem. Na stole ustawiono w srebrnych koszach bakalie: figi, mandarynki, daktyle, malagę i różne orzechy. Denerwowaliśmy się, gdy starsi pomału i spokojnie tłukli orzechy srebrnymi dziadkami i wcale im śpieszno nie było do drzewka. Przecież czekają prezenty. Boże, prezenty!

W końcu Mama wstała, za nią wszyscy. Chcieliśmy pędem biec na górę, ale nas powstrzymano. Pochód po schodach zdawał nam się wiekiem. Wuj Marcelek zasapywał się ciągle, przystawał, wszyscy czekali. /…/ W końcu dochodziliśmy do drzwi, które Mama wolno otwierała, patrząc z uśmiechem w nasze przejęte, rozognione buzie. Wujcio Władek zaczynał basem: „Wśród nocnej ciszy” i wszyscyśmy mu wtórowali. Choinka lśniła niezliczonymi płomyczkami świeczek. Pod nią, pod zielonymi rozłożystymi gałęziami, stał drewniany żłobek, a w nim na sianie leżał maleńki, śliczny Pan Jezusek z uśmiechniętą twarzyczką i złotą aureolą wokół główki. Na stołach i kanapce leżało dużo paczek, wszystkie owinięte w kolorowe bibułki i z gałązkami świerku zatkniętymi za sznurki.[15]

przyg. Beata Woźniak

Artykuł pierwotnie opublikowany 27 grudnia 2016 roku 

Muzeum Romantyzmu w Opinogórze

Przypisy:

 

[1] Maria Dorota Leopoldyna Czapska herbu Leliwa, pseud.: Dorota Obuchowicz, Maria Strzałkowska, Dorota Thun (właściwie: hrabianka Hutten-Czapska) ur. 6 lutego 1894, Praga, zm. 11 czerwca 1981, Maisons-Laffitte k. Paryża –historyk literatury, eseistka, autorka wspomnień, siostra Józefa Czapskiego, wnuczka Emeryka Hutten-Czapskiego. Pochodziła z najzamożniejszej gałęzi rodu Czapskich, która posiadała olbrzymie, odziedziczone po Radziwiłłach latyfundia w okolicy Mińska Litewskiego i na Wołyniu.

[2] M. Czapska, Europa w rodzinie, Warszawa 1989, s. 194-195.

[3] Maria z Grocholskich (1879-1973) – córka Stanisława hr. Grocholskiego (1835-1907) — syna Henryka i Xawery z Brzozowskich, oraz Wandy hr. Zamoyskiej (1846-1922) — córki Zdzisława i Józefy z Walickich. 14 marca 1899 roku poślubiła w Pietniczanach Hieronima Sobańskiego herbu Junosza (1871-1919).

[4] W okresie rosyjskiego zaboru Polski wieś znajdowała się w powiecie olhopolskim w guberni podolskiej i była własnością polskiej rodziny Belina-Brzozowskich (m.in. należała do Zenona Beliny-Brzozowskiego). Dwór murowany, piętrowy, od frontu z sześciokolumnowym portykiem, wybudowany w latach 1879-1880 przez Jana Tadeusza Brzozowskiego.

[5] Wieś nad rzeką Boh, obecnie część miasta Winnica. Siedziba rodu Grocholskich wybudowana w kształcie kwadratowej forteczki przez Michała Grocholskiego (zm. 1765 r.) i jego syna Marcina (1727-1807) na wyspie między odnogami Bohu. Przebudowa w stylu klasycystycznym za czasów Michała Grocholskiego (1765-1833) przez jego żonę Marię Śliźniównę

[6] Marii z Grocholskich Hieronimowej Sobańskiej Wspomnienia Nikłe, wyd. Primum 2002, s. 41.

[7] Maria Małgorzata z Radziwiłłów Potocka (1875 Berlin – 1962 Kraków) – córka Ferdynanda Radziwiłła. 16 czerwca 1903 roku wyszła za mąż za Franciszka Salezego Potockiego. Po ślubie aż do końca 1916 r. mieszkała z mężem w ich majątku ziemskim w Peczarze, mieli też pałac w Krakowie na rogu Brackiej i Rynku, gdzie mieszkali po utracie majątku peczarskiego, który znalazł się na terenie ZSRR. Po 1945 pałac przejęło państwo, zaś Potockim zostawiono kilka pokoi.

[8] Joanna z Tyszkiewiczów, żona księcia Leona Sapiehy.

[9] Maria Małgorzata z Radziwiłłów Franciszkowa Potocka,  Z moich wspomnień (pamiętnik), opracował, przedmową i przypisami opatrzył Eligiusz Kozłowski, Londyn 1983, s. 66-67.

[10] Zofia Maria Antonina z Radziwiłłów Skórzyńska ( ur. 1928 w Sichowie na Kielecczyźnie) – córka Zofii i Krzysztofa Mikołaja Radziwiłłów. 1 stycznia 1951 roku poślubiła Zygmunta Skórzyńskiego. Małżeństwo skończyło się rozwodem. Dzieci: Piotr, Jan i Dorota.

[11] Zofia z Radziwiłłów Skórzyńska, Świadectwo czasu minionego. Wspomnienia z dzieciństwa i fragmenty wojennych losów rodziny Radziwiłłów z Sichowa, Warszawa 1994, s. 44-45.

[12] Antoni Belina Brzozowski (1914 Sokołówek – 1995 Montreal).Najmłodszy syn Zenona Brzozowskiego (1877–1940) i Izabelli z Krasińskich (1877–1960). Miał sześcioro rodzeństwa, z których dwie siostry poślubiły rodzonych braci Zamoyskich z Kozłówki, synów Adama i Marii z Potockich, Jadwiga – Aleksandra (Leszka) w 1925 roku, a Maria – Michała w 1926 roku. Od tego czasu rodzina Brzozowskich często gościła w Kozłówce. W 1946 roku w Asyżu poślubił Irenę Plater-Zyberk.

[13] A. Belina Brzozowski, Kozłówka w moich wspomnieniach 1924-1942, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce 2005, oprac. G. Antoniuk, s. 75-77.

[14] Anna Branicka – Wolska (ur. 1928 Wilanów) – córka Adama Branickiego herbu Korczak i Marii Beaty Antoniny Potockiej herbu Pilawa. Mieszkała w pałacu w Wilanowie, którego właścicielem był jej ojciec. We wrześniu 1944 r. rodzina przeniosła się do Nieborowa, skąd 21 stycznia 1945 r. została wywieziona przez NKWD na Łubiankę, a następnie do obozu internowania w Krasnogorsku. We wrześniu 1947 została zwolniona i wróciła do Warszawy, ale jeszcze przez jakiś czas od powrotu była przetrzymywana przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. W 1948 podjęła pracę w Bibliotece Instytutu Badań Literackich. 13 listopada 1954 r. wyszła za mąż za Tadeusza Wolskiego. Synowie: Mikołaj Władysław i Xawery Aleksander. W styczniu 2016 roku ukazały się jej wspomnienia „Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich”.

[15] A. Branicka – Wolska, Listy nie wysłane, Warszawa 1990, s. 262-263.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*