Wilm Hosenfeld

Wilm Hosenfeld. “Sprawiedliwy wśród narodów” Niemiec

Wilm Hosenfeld – Niemiec, który uratował Żyda

Jedną z najbardziej poruszających scen filmu “Pianista” jest ta, w której wygłodzony Żyd Władysław Szpilman spotyka w zniszczonej i zimowej Warszawie Niemca. Zrezygnowany i pozbawiony sił Szpilman czeka na niechybną śmierć, która spotkała już większość polskich Żydów z rąk hitlerowców. Tymczasem, jak to potem ujmie we wspomnieniach „jedyny człowiek w niemieckim mundurze jakiego spotkałem”[1] chronił go, przekazał żywność, pierzynę i informacje o zbliżających się Rosjanach. Kim był człowiek, który go uratował?

Nazywał się Wilm Hosenfeld. 12 grudnia widział się ze Szpilmanem po raz ostatni:

Niech pan posłucha! – Wziąłem go za rękę i zacząłem gorąco perswadować. – Dotąd nie zna pan mojego nazwiska. Nie zapytał pan o nie, lecz ja bym chciał, żeby je pan zapamiętał. Nie wiadomo, jaki będzie dalszy przebieg wojny. Ma pan daleką drogę do domu. Ja zaś, jeśli przeżyję, zacznę z pewnością natychmiast pracować, tu, na miejscu, w tym samym Polskim Radiu, w którym pracowałem przed wojną. Gdyby panu przytrafiło się coś złego, a ja mógłbym pomóc, niech pan zapamięta: Władysław Szpilman, Polskie Radio[2].

Niemcowi faktycznie przytrafiło się po wojnie coś złego, ale Szpilman był wobec tego faktu bezradny.

Tablica upamiętniająca spotkanie Hosenfelda ze Szpilmanem na budynku w którym do niego doszło (dziś Al. Niepodległości 223).
Fot. Wikimedia Commons

Film, jak i wyżej opisana historia, oparte są na wspomnieniach Szpilmana. Listy i dziennik Hosenfelda zostały opublikowane w Niemczech w 2004 roku, wydanie polskie pojawiło się w 2007 roku. Oprócz upamiętnienia poprzez kinematografię Hosenfeld został uhonorowany pośmiertnie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś na kamiennicy, w której wspomniana scena miała miejsce, widnieje tablica pamiątkowa.

W 2008 roku izraelski instytut Yad Vashem uznał go za jednego ze „Sprawiedliwych wśród narodów”. Mniej jednoznaczna debata miała miejsce w małej niemieckiej miejscowości Thalau, gdzie Hosenfeld mieszkał z rodziną i był nauczycielem. Jego potomkowie (dzieci oraz wnukowie) starając się o upamiętnienie swojego przodka spotkali się z negatywną reakcją mieszkańców, którzy między innymi podkreślali nazistowską przeszłość Hosenfelda nim stał się przeciwnikiem reżimu Hitlera.

Debata ta, przedstawiona w wydanym w 2021 roku filmie „Dobry i zły nazista” ostatecznie skończyła się postawieniem w 2018 roku upamiętniającej Hosenfelda tablicy na terenie szkoły w której pracował, która jednocześnie jest także w pobliżu lokalnego kościoła co symbolicznie przypomina o katolickim światopoglądzie bohatera monumentu. 

Żołnierz i katolik

Historię Hosenfelda znamy głównie poprzez jego zapiski, relacje rodziny oraz świadków, którzy mieliz nim styczność na różnym etapie jego życia. Urodził się w roku 1895 w katolickiej rodzinie, niedaleko Fuldy w Hesji. Wstąpił do organizacji młodzieżowej Wandervogel – Wędrowny Ptak. Było to stowarzyszenie typu skautingowego, które zbudowano na opozycji wobec porządku panującego w ówczesnych Niemczech. Jej główna aktywność to integracja członków poprzez wędrówki na łonie przyrody. Krzewiła ona poczucie solidarności i kult pracy dla dobra ogółu.

W roku 1914 wybuchła I wojna światowa, a Hosenfeld niesiony, jak wielu w ówczesnej Europie, poczuciem patriotyzmu graniczącego z nacjonalizmem, ruszył do walki za ojczyznę. Był weteranem frontu zachodniego, wschodniego i bałkańskiego – wielokrotnie odnosił rany. Doświadczenia te kształtowały jego charakter. W listach pisanych w czasie drugiej wojny światowej często wracał myślami zarówno do poprzedniego konfliktu jak i swojego aktywizmu w Wędrownym Ptaku. Pod koniec pierwszej  wojny światowej wrócił do organizacji, gdzie poznał swoją przyszłą żonę – Annemarie Krummacher.

Pochodziła ona z rodziny protestanckiej. Atmosfera w jakiej wychowała się Annemarie była przepełniona wolnomyślicielstwem, pacyfizmem, a także protestancką tradycją. Będą mieli piątkę dzieci, mąż i ojciec poświęci się także swojemu wyuczonemu zawodowi, wychowywaniu lokalnej młodzieży, Wilm Hosenfeld został bowiem nauczycielem.

Niemieccy żołnierze w czasie pierwszej wojny światowej, doświadczenia frontowe kształtowały charakter Hosenfelda

Wspomniane zostało pochodzenie Hosenfelda z katolickiej rodziny i warto ten fakt jeszcze raz podkreślić. W materiałach które się po nim zachowały się pełno jest jego odniesień do katolickich uroczystości, wartości moralnych czy duchowości. W tym kontekście należy wspomnieć o sytuacji katolików w III Rzeszy. Pomimo podpisania konkordatu nowego rządu z Watykanem (rok 1933), niedługo po zdobyciu władzy przez nazistów,  stosunki katolickiego Kościoła z hitlerowcami były napięte.

Do końca istnienia reżimu nazistowskiego toczyć się będzie cicha wojna o dusze Niemców. W okresie przed wybuchem wojny w dzienniku Hosenfelda znajdziemy kilka wpisów z krótkimi komentarzami na temat kolejnych napięć między Kościołem a rządem: „To wielka niesprawiedliwość, jaką wyrządza się nam, katolikom”[3].

15 kwietnia 1933 roku Hosenfeld dołączył do SA – nazistowskich bojówek które szczególnie odznaczały się na drodze dojścia do władzy Hitlera, a 1 sierpnia 1935 roku został członkiem partii nazistowskiej. Oba te wydarzenia nie musiały oznaczać większej akceptacji dla poszczególnych działań nazistów. Z posiadanych materiałów należy jednak uznać, że Hosenfeld z pewnością dał się ponieść duchowi „nowych zjednoczonych Niemiec”.

Więcej możemy powiedzieć o jego stosunku do polityki zagranicznej Hitlera w ostatnich pokojowych latach III Rzeszy. Postawa Hosenfelda wpisuje się w tą, którą próbują streścić historycy (m.in. Kershaw czy Stargardt). W owym czasie w społeczeństwie niemieckim popierano dążenia do odbudowy mocarstwowej pozycji Niemiec w Europie, ale przerażenie budziła perspektywa nowej wojny światowej – nie pokrywało się to z osobistymi planami Hitlera, które jednak prezentował je wyłącznie w wąskim gronie doradców, na zewnątrz deklarował się jako zwolennik pokoju[4]. Odczucia te pojawiły się we wpisach Hosenfelda. W kryzysie sudeckim, gdy Europa stanęła przed widmem wojny(26 września 1938) pisał: „Groźba wojny! Dziś wieczorem przemówienie Hitlera! Nie podobało nam się. […] Nie chce ustąpić. Obawiamy się, że będzie wojna”[5], a dzień później „Człowiek zaczyna sobie uświadamiać wielkie niebezpieczeństwo, jakie kryje w sobie dyktatura w czystej postaci ustrojowej. Co przeszkodzi Hitlerowi (…) wtrącić naród w wojnę?”[6].

W obliczu drugiej wojny światowej

27 sierpnia 1939 Hosenfeld napisał pierwszy list do rodziny jako żołnierz armii, która miała najechać Polskę. 1 września napisał w uniesieniu patriotycznym: „Muszą ustać wszelkie wewnętrzne spory światopoglądowe, każdy musi być Niemcem i stać murem za swoim narodem”[7]. Nicholas Stargardt w książce „Wojna Niemców” przedstawił postawę Hosenfelda w tym okresie jako charakterystyczną dla „przeciętnego” Niemca.

Tkwiło w nim przekonanie o usilnym pokoju przez Hitlera dążeniu do, które zostało odrzucone przede wszystkim przez intrygi Anglii, która dążyła do osłabienia Niemców. Przyczyny konfliktu widział tak jak je przedstawiała reżimowa propaganda, podobnie oceniał postawę Polski. W jego przekonaniu była ona opętana przez antyniemieckich fanatyków manipulujących własnym narodem. 30 września 1939 roku pisał:

Żyje tutaj wielu Niemców. Byli od zawsze uprzywilejowani, zarabiali najlepiej, a niemieccy chłopi mieli najbardziej dochodowe gospodarstwa. Ale na początku roku rozpoczęła się niebywała antyniemiecka nagonka. Okropności, o których czytało się w gazetach, zdarzyły się naprawdę. Rozmawiałem już z tak wieloma ludźmi, ciągle słyszy się to samo. Od kiedy na własne oczy zobaczyłem brutalność naszych żołnierzy wierzę w każdą podłość nieodpowiedzialnie podjudzanych Polaków[8].

Wilm Hosenfeld w początkowym okresie wojny bez wątpienia podzielał wiele uprzedzeń wyniesionych z historii konfliktów polsko-niemieckich, a także przemyconych z propagandy nazistowskiej. Pod wpływem obserwowania poczynań Niemców w okupowanym kraju, jak i własnych relacji z Polakami stopniowo je odrzucał, by stać się zagorzałym krytykiem nazistów.

Warszawa w czasie okupacji niemieckiej, Adolf Hitler Platz (dziś plac Piłsudskiego), w tle pałac Saski.

Hosenfeld w czasie wojny stacjonował głównie w Warszawie- od lipca 1940 roku do początku stycznia 1945 roku. W Pabianicach, do których dotrze pod koniec drugiego tygodnia wojny, będzie pilnował obozu dla polskich jeńców, co będzie trwało do końca października, a następnie będzie przebywał w Węgrowie i od maja 1940 roku w Jazdowie.

W Warszawie będzie pełnił na przestrzeni kilku lat różne funkcje, m.in. w ramach służby wartowniczej, oficera wychowania fizycznego, w czasie powstania warszawskiego oficera sztabu odpowiedzialnego za wywiad. W czasie pobytu w Warszawie awansuje na kapitana. W grudniu 1944 roku obejmuje funkcję dowodzenia kompanią, z którą w okolicach miasteczka Błonie pod Warszawą stoczył krótką walkę z oddziałem Armii Czerwonej, po której dostaje się do niewoli.

Ratować każdego

Niemal od początku okupacji Hosenfeld przejawiał wiele empatii bez względu na narodowość. Cofając się na chwilę do pierwszej wojny światowej, warto odnotować sytuację gdy w czasie walk natrafił na rannego przeciwnika – rumuńskiego żołnierza. Pomógł mu, opatrzył ranę, podzielił się wodą, papierosem i chlebem. W swoich wspomnieniach pisał:

on chwyta moją rękę; klękam obok niego, on patrzy na mnie ciemnymi oczyma, z taką nadzieją i obsypuje moją dłoń żarliwymi pocałunkami. I nic nie mówi. Teraz i mnie łzy napływają do oczu[9]

Rannego zabrał później inny oddział, co uspokoiło Hosenfelda. Podobne odczucia towarzyszyły mu, gdy miał opiekować się jeńcami polskimi w Pabianicach w 1939 roku. Pod koniec września pisał do żony:

Wczoraj przyszły dwie młode kobiety, które twierdziły, że wśród jeńców są ich mężowie. Kiedy wyszedłem przez bramę uwiesiły się na mnie i tak błagalnie prosiły mnie, żebym wpuścił je do obozu, że nie mogłem tego nie zrobić. (…) Nie mogłem już patrzeć na ich smutek i rozczarowanie, miałem niestety coś innego do roboty i nie mogłem im już towarzyszyć. ‘To dobry człowiek’, powtarzały ciągle pojmanym żołnierzom, najchętniej rzuciłyby mi się na szyję i ja też chętnie bym to zrobił, ale zostawiłem je bo łzy cisnęły mi się do oczu. Miałem to szczęście znaleźć mężów innych kobiet.  Ach, to szczęście i radość z ponownego spotkania, to jest nie do opisania. Kiedy patrzę na to, coś mną wstrząsa[10].

Podobnych gestów, często banalnych (jak przekazywanie przypadkowo spotkanemu polskiemu dziecku podarunku) było pełno w materiałach Hosenfelda. Był on zafascynowany polską religijnością. Hosenfeld dzielił się tym, co miał z polskimi jeńcami, nawiązywał przyjaźnie z Polakami, odwiedzał rannych żołnierzy niemieckich przywożonych z frontu wschodniego. W Warszawie jako oficer do spraw sportu dbał o swoich polskich pracowników.

W marcu 1944 roku, gdy wydawało się, że będzie przeniesiony i że stracą z nim kontakt, przekazali mu „certyfikat wdzięczności” – podpisało się pod nim 27 osób: „Drogi Kapitanie! Mieliśmy honor pracować razem z Tobą, chcemy poświadczyć i docenić Ciebie jako troskliwego ojca i wzorcowego szefa. Gdybyśmy mogli, zawsze chcielibyśmy razem pracować z Tobą”[11].

Żydzi oczekujący na transport z Umschlagplatzu (plac przeładunkowy) w Warszawie, który skieruje ich wprost do komór gazowych. Zagłada polskich Żydów wstrząsnęła Hosenfeldem.

Hosenfeld po raz pierwszy skonfrontował się z brutalną okupacyjną rzeczywistością przy okazji wysiedleń Polaków z ziem okupowanych wcielonych do III Rzeszy (m.in. Kraju Warty). Na stacji w Sokołowie zimą 1939 roku obserwował przywożonych wagonami bydlęcymi przesiedleńców:

To jest celowe działanie, ci ludzie mają być chorzy, biedni, bezradni, mają umrzeć. (…) Czy jesteśmy barbarzyńcami jak nazywają nas w gazetach na całym świecie?[12]

W czasie pobytu w Warszawie, od zaprzyjaźnionych Polaków, z którymi spędzał czas, wielokrotnie dowiadywał się o kolejnych prześladowaniach. To, które nim wstrząśnie najmocniej wydarzy się w 1942 roku. 22 lipca zaczęła się akcja likwidacyjna żydowskiego getta w Warszawie. Żydów wywożono do Treblinki – tam byli gazowani w komorach. Tym sposobem zamordowano blisko 300 000 ludzi w 2 miesiące. Hosenfeld nie był wtedy w getcie (bywał w nim bardzo rzadko), dowiadywał się o tym co się dzieje z miejskich plotek. 25 lipca pisał:

Jeśli prawdą jest to, co się opowiada w mieście, i to przez wiarygodnych ludzi, to bycie niemieckim oficerem nie przynosi chwały, to nie można dłużej w tym uczestniczyć. (…) Ale to wszystko to szaleństwo, to przecież nie jest możliwe[13].

29 lipca pisał:

Na przykładzie niesłychanej zbrodni wyrzynania Żydów uwidacznia się krwawy dyletantyzm rządów Hitlera.(…) Kto dziś jeszcze wierzy, że wojna przeciwko Rosji była konieczna albo przeciw Polsce?[14].

Ostatni komentarz pokazuje ewolucję poglądów Hosenfelda. 13 sierpnia pisał:

Człowiek ciągle na nowo zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że jest w naszym narodzie taka zezwierzęcona hołota. Czy z więzień albo zakładów dla obłąkanych wypuszczono przestępców i ludzi nienormalnych, a teraz używa się ich tutaj jako oprawców? (…) Co z nas za tchórze, my, którzy chcemy być lepsi, przyzwalamy na to wszystko. Dlatego i my zostaniemy ukarani, dotknie to także nasze niewinne dzieci, bo tolerując te zbrodnie, czynimy się współwinnymi[15].

Odrzucenie nazizmu i jego liderów było pełne, jednak nadal utożsamiał się z państwem niemieckim. Hosenfeld był dumny z osiągnięć militarnych Wermachtu, a gdy losy wojny zaczęły się odwracać, wzrastał w nim lęk co do przyszłości jego ojczyzny.

Władysław Szpilman, uwieczniony w „Pianiście” polski Żyd uratowany przez Hosenfelda.

Empatia Hosenfelda i jego odraza do nazistowskiego terroru miała skutek w jego działalności, która celowała w ratowaniu możliwie największej liczby ofiar. Najbardziej znaną osobą uwiecznioną w kinematografii, wspomnianą na samym początku artykułu, jest polski Żyd, pianista Władysław Szpilman. Polską rodziną, z którą być może nawiązane więzi były najsilniejsze, była rodzina Cieciorów pochodząca z Szamotuł.

Stanisława Cieciorę, na prośbę jego żony, Wilm Hosenfeld pomógł zwolnić z obozu jenieckiego w Pabianicach i od tej pory nawiązała się między nimi przyjaźń. W czasie gdy Niemiec był już w Warszawie, rodzina Cieciorów dała o sobie znać, prosząc o udzielenie ochrony bratu Stanisława – Antoniemu, który był księdzem poszukiwanym przez Gestapo.

Hosenfeld pod zmienionym nazwiskiem zatrudnił go przy pracy w obiektach sportowych. Ksiądz utrzymywał w tym okresie bliskie stosunki z Wilmem, często razem jedli, rozmawiali, podróżowali. Także w czasie powstania warszawskiego, gdy ksiądz był w niebezpiecznych sytuacjach, odnajdywał Hosenfelda i prosił o pomoc – ten robił, co mógł, choć z listów wynika, że w pewnym momencie wykraczało to po za jego możliwości.

Był jeszcze jeden przedstawiciel rodziny Cieciorów uratowany przez Hosenfelda, nazwiskiem Koszel. Został aresztowany w ramach represji za akcje podziemia w Warszawie. Był na ciężarówce, gdy przechodził Hosenfeld. Gdy ten zorientował się, co się dzieje powiedział eskortującym Niemcom, że potrzebuje pracownika, a następnie (pozornie przypadkowo) wybrał właśnie Koszela.

Późną jesienią 1939 roku Hosenfeld pomógł uwolnić aresztowanego Joachima Pruta mieszkającego w Pabianicach – skutkiem była m.in. przyjaźń jego rodziny z Hosenfeldem trwająca do końca okupacji. W Warszawie przy obiektach sportowych pracował dla Hosenfelda Leon Warm, Żyd, który uciekł z transportu do Treblinki. Pracował pod przybranym nazwiskiem Warczyński, o czym Hosenfeld wiedział, ale trzymał to w tajemnicy. Z relacji księdza Cieciory wiemy także o kolejnym Żydzie, Józefie Kufirskim, którego chronił Hosenfeld.

W czasie powstania warszawskiego Hosenfeld przesłuchiwał polskich jeńców i interweniował na rzecz ich humanitarnego traktowania, co odrzucał początkowo jego przełożony generał Stahel. W końcu zmienił stanowisko, choć sam Hosenfeld uważał, że nie było to związane z jego naciskami, a zimną, pragmatyczną kalkulacją.

Wilm Hosenfeld w sowieckiej niewoli

Finał historii Hosenfelda to niewola w Związku Radzieckim. Okres ten powinno podzielić się na dwa etapy. W pierwszym utrzymywał on wysokie morale i nadzieję na nadciągającą wolność, z czasem pogodził się z tym, że daty zwolnienia w warunkach sowieckich nie da się sprecyzować. Sowieci pierwotnie obiecali zwolnić wszystkich Niemców (nie będących zbrodniarzami) do końca 1948 roku, ale kierownictwo ZSRR przedłużyło ten proces na następny rok.

W 1949 roku Hosenfelda zaczęto z powrotem przesłuchiwać co skutkowało dla niego pobytem w areszcie śledczym. W 1950 roku uznano go za zbrodniarza wojennego i skazano na 25 lat niewoli. Istotnym powodem wyroku była działalność wywiadowcza, jaką pełnił w czasie powstania warszawskiego. Ten zwrot w położeniu Hosenfelda bardzo nim wstrząsnął.

Niewiele mamy informacji o ostatnim okresie jego życia, jedną z nielicznych jest relacja dr Meyer-Reicheneckego w liście do syna Wilma, gdzie pisał:

Razem z nimi było 250 skazanych wojskowych, wśród nich ‘okolony brodą, znerwicowany człowiek, który powoływał się na Polaków i cały czas czytał z Biblii’. ‘Ten’ przesyła mi ‘serdeczne pozdrowienia’, chce ‘dalej wytrzymać z pomocą Boga i Maryi’. To może być tylko Pana ojciec![16].

Hosenfeld odbywał swoją karę w łagodnej formie. Większość czasu spędził w szpitalu w Stalingradzie (tam znajdował się jego obóz) z powodu złego stanu fizycznego i psychicznego.

W tym okresie nie próżnowała rodzina i ludzie, którym pomógł w czasie wojny. Pierwsza interwencja wyszła od niemieckiego komunisty, Horlego który w czasach rządów Hitlera był prześladowany – w okresie wojny stacjonował w Warszawie, gdzie spoufalał się z Hosenfeldem.

Mimo jego koneksji w komunistycznych środowiskach, interwencja nie odniosła skutku. Zaświadczenie o udzielonej pomocy przysłał także ksiądz Cieciora. W 1950 roku Leon Warm odwiedził rodzinę Hosenfelda, gdzie odkrył, że oficer z Warszawy, który go chronił, jest ciągle w niewoli. Skontaktował się ze Szpilmanem który, jak do tej pory nie znał nazwiska swojego wybawiciela. Pianista zdecydował się na krok, który jak później relacjonował, wymagał przełamania wewnętrznej odrazy, bowiem prosił o pomoc Bermana, odpowiedzialnego za aparat represji w stalinowskiej Polsce. Ten po kilku dniach poinformował, że Sowieci są nieprzejednani w sprawie Niemca.

Wilm Hosenfeld zmarł w Stalingradzie 13 sierpnia 1952 roku, według obecnego lekarza szybko i bezboleśnie.

Hubert Kordulewski


Bibiliografia:

Evans Richard, Trzecia Rzesza u władzy, Oświęcim 2016.

Hosenfeld Wilm, Staram się ratować każdego, Warszawa 2007.

Stargardt Nocholas, Wojna Niemców, Naród pod bronią 1939-1945, Poznań 2017.

Szpilman Władysław, Pianista, Kraków 2018.

Vinke Hermann, I only see the person in front of me. The life of German Officer Wilm Hosenfeld, Star Bright Books, 2019.


Przypisy:

[1] Szpilman Władysław, Pianista, Znak Horyzont, Kraków 2018, str. 187.

[2] Tamże, str.179.

[3] Hosenfeld Wilm, Staram się ratować każdego, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2007, str. 228.

[4] Evans Richard, Trzecia Rzesza u władzy, Napoleon V, Oświęcim 2016, str. 619-622

[5] Hosenfeld Wilm, dz. Cyt., str. 238-239.

[6] Tamże, str.239.

[7] Tamże, str. 247.

[8] Tamże, str. 256.

[9] Tamże, str. 170.

[10] Tamże, str. 253-254.

[11] Vinke Hermann, I only see the person in front of me. The life of German Officer Wilm Hosenfeld, Star Bright Books, 2019, str. 207.

[12] Hosenfeld Wilm,dz. Cyt., str. 293.

[13] Tamże, str. 601-602.

[14] Tamże, str. 603-604.

[15] Tamże, str. 611.

[16] Tamże, str. 929.

Comments are closed.