Po chwili, rozsiani po całym polu, słyszymy nagłe wołanie Przemka117 klęczącego nad dołem: „Chłopaki, chodźcie!”. Po takim wezwaniu nikt nigdy się nie ociąga. Lecimy do Przemka i bez słów wiemy od razu o co chodzi. Otóż Przemek dokopał się dość głęboko do czegoś metalowego mieniącego się miejscami kolorem zielonym. Biorąc zawsze bezpieczeństwo jako priorytet, postanowiliśmy odprowadzić Sławka i Jaśka do samochodów oddalonych od miejsca akcji i dopiero wtedy, delikatnie okopując znalezisko, próbować je zidentyfikować. Czy jest to tzw. „śmieć wojenny”, czy też może jakiś zwykły kawał metalu??? Po delikatnym rozkopaniu okazuje się że jest to tylko duży kawał osłony od kopaczki do kartofli… Cóż – i takie znaleziska się zdarzają. Dół, w którym siedzi Jasiek pokazuje głębokość zalegania rolniczego artefaktu.
Zakopaliśmy nasz wykop i rozpoczęliśmy ponownie dalsze sprawdzanie pola metr po metrze. Już po chwili Jezus (nasz nowy członek) podchodzi do mnie i pokazuje pięknego pozłacanego orzełka oficerskiego z czapki z I WŚ. Po tym „trafieniu”, zwyczajowo, pada propozycja wspólnego polowego posiłku. W menu – jak zawsze – przygotowany przez Przemka117 smakowity kociołek. Szkoda, że nie ma możliwości przesłania Wam w sposób cyfrowy tego smaku, który po „łazikowaniu” pełnym emocji, jak i kopaniu, jest po prostu jak obiad u babci po tygodniowej głodówce! Niech żyje kociołek Przemka! Hip-hip-hurra!
Po super uczcie wracamy w teren. Pole zaskakuje nas co i rusz z to nowymi i zadziwiającymi artefaktami. Wśród nich odnajdujemy srebrny kabłączek skroniowy i kolejną fibulę – tym razem jej część obejmującą sprężynę. Niestety, jak to w życiu, wszystko to co dobre szybko się kończy. Koledzy mają na dodatek przed sobą trochę drogi do swoich domów. Paweł musi zmierzyć się przed warszawskimi korkami, a Przemek z Jezusem, Sławkiem i Jaśkiem z trasą do Łodzi. Jednak zanim to uczynią zabieram wszystkich do mnie na tradycyjnego kartoflaka popijanego oranżadą (niestety, mleko prosto od krowy pojechało wcześniej do mleczarni), po czym mama zarzuciła stół naleśnikami z powidłami z buraków cukrowych! Takie specjały regionalne to tylko można zjeść po akcji Sakwy, w domu, u Kilera!
Dziękuję Wam wszystkim, jak zwykle, za super spędzony czas i efektywną pracę w terenie. Artefakty po przygotowaniu raportu i przesłaniu do WKZ w Płocku trafiły następnie do regionalnego Muzeum Wisły w Wyszogrodzie. Podziękowania związane z tą akcją należą się Panu Zdzisławowi Leszczyńskiemu – za pomoc organizacyjną, począwszy od załatwienia pozwoleń jak i pełną i profesjonalną, merytoryczną współpracę z naszym stowarzyszeniem podczas badań. Mamy nadzieję, że w 2015 roku zorganizujemy poszukiwania w okolicach Wyszogrodu ponownie, ale tym razem być może na większą skalę, także z udziałem innych stowarzyszeń i poszukiwaczy, którzy będą chcieli pomóc nam w pracach. Kto wie… Może pokusimy się po raz pierwszy o coś w rodzaju ogólnopolskiego zlotu??? Na pewno będziemy o tym pisać.
/Kiler/
Tekst pochodzi z Sakwa.org




















