Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń

Z okopu do Europy |Recenzja

Radosław Sikorski, Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń

Radosław Sikorski to postać dobrze znana jako polityk jednej z dwóch głównych opcji politycznych. Jednak zdecydowana większość Polaków zapewne nie ma świadomości, że poza polityką, człowiek ten zajmował się również dziennikarstwem. Zaskoczeni? Przyznam, że ja też, choć czytając kilka jego pierwszych tekstów z lat 90. XX wieku, przypomniałem sobie, że co nieco z jego sporego dorobku czytałem. Tak czy inaczej, Z okopu do Europy. Trzy dekady w centrum wydarzeń, to zbiór artykułów Radosława Sikorskiego, wywiadów z nim, czy fragmentów przemówień w różnych europejskich instytucjach.

Nie taki zły, jak go malują

Sikorski jest postacią dosyć kontrowersyjną. Dla jednych to uosobienie wszystkiego, co w Polsce złe, dla drugich – wręcz przeciwnie. Osobiście, długo uważałem go za buca, zapatrzonego w siebie samego. Jednak ostatnimi czasy moja opinia systematycznie ulega zmianie. Ta ewolucja, czy może bardziej transformacja światopoglądowa, umocniła się po lekturze tej książki.

Więcej o książce, i samą książkę, znajdziesz tutaj:

Wyłania się z niej człowiek nieco inny, niż pokazują to nam nasze rodzime media. Podoba mi się to, że nie gryzie się w język. Jego diagnozy, w większości są trafione, a styl wypowiedzi – klarowny. Sikorski nie owija w bawełnę, czasem uszczypliwie komentując nawet osoby, z którymi współpracuje. Większość z was uzna pewnie, że to cecha dupka, a dla mnie wręcz przeciwnie – szczerość, to cecha człowieka, który ma dystans do siebie oraz innych, i nie czuje, że musi coś udawać. To pewnie wynik jego edukacji w Wielkiej Brytanii. I za to mam do niego ogromny szacunek.

Przemiany nie do końca przemyślane

Mnie osobiście najbardziej podobały się pierwsze rozdziały, które obejmowały lata 90. ubiegłego wieku. Czemu? Anuż z kilku powodów. Po pierwsze – w klarowny, choć nieco nie-polski sposób, opisuje to, co działo się na polskiej scenie politycznej tuż po obaleniu u nas komunizmu. Dla mnie to czasy, które pamiętam jak przez mgłę.

Przypominają mi się te ciągłe debaty w telewizji, ciągłe uszczypliwości naszych polityków, którzy kłócili się dosłownie o wszystko. Jednak nie bardzo rozumiałem, w czym leży problem. Dla mnie było dziwne, że opozycja nie była w stanie pogodzić się w tym, co przecież „wszyscy” chcieli zrobić… Paradoks, a może zwykłe warcholstwo.

„Porozumienie okrągłostołowe w dużej mierze tłumaczy, dlaczego Polska – zamiast cieszyć się odzyskaną niepodległością – pogrąża się w konflikcie. Robotnicy są wściekli, ponieważ to oni rzekomo pokonali socjalizm, a teraz muszą ponosić największe koszty wprowadzenia kapitalizmu. Komuniści czują się urażeni, ponieważ oddali władzę, a teraz – zamiast wdzięczności za jej pokojowe przekazanie – wciąż (w ich mniemaniu) spotykają się z prześladowaniami. Lewicowe skrzydło dawnej opozycji jest sfrustrowane, ponieważ ich wygodna dominacja skończyła się zbyt wcześnie. Prawica wciąż czeka na marsz triumfalny i utyskuje na ataki ze strony w przeważającej mierze lewicowych mediów.

I to prawdopodobnie najbardziej trwały i powszechny skutek porozumień Okrągłego Stołu – nieufność i gorycz, jakie zasiały wśród klasy litycznej. Zamiast pomóc w przejściu od komunizmu do demokracji dziedzictwo Okrągłego Stołu odciąga uwagę od osiągnięć Polski” (s. 55).

Po drugie – Radosław Sikorski wszystko opisuje z perspektywy człowieka, który w aktywny sposób brał udział w omawianych wydarzeniach. Choć jestem trochę rozczarowany, że w publikacji teksty te zostały skrócone. Nieco razi jednak jego narzekanie na ataki wobec jego osoby, ale podejrzewam, że będąc w tej samej sytuacji, co on, postąpiłbym podobnie. Albo jeszcze gorzej ;D

Po trzecie – w ciekawy sposób daje czytelnikowi podsumowanie podstawowych problemów, z jakimi borykała się nowa III RP. A tych było, co nie miara. Wojskowe Służby Informacyjne (WSI), które na wszystkim trzymały łapy. Brak porozumienia w środowiskach opozycji antykomunistycznej. Dyktatorskie zapędy Lecha Wałęsy, który ostatecznie oparł swoją władzę na dawnych komunistycznych aparatczykach. Czy wreszcie kłopot z pozbyciem ruskich i zniwelowaniem wpływów radzieckich/rosyjskich na niemal każdym poziomie funkcjonowania polskiego państwa. niektórzy o tym zapomnieli, a młodsi nie mają o tym wcale pojęcia.

Po czwarte – jest tutaj sporo opisów postaci z pierwszych stron gazet. Ludzi, którzy ukształtowali naszą polską rzeczywistość w taki sposób, w jaki dziś funkcjonuje. Jest tutaj Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz, Antoni Macierewicz czy Adam Michnik. Sikorski nie upiększa ich. Czasem zarzuca im poważne błędy, które ocierają się nawet, jeśli nie o zdradę, to o ideologiczny fanatyzm i zwykłą głupotę. Zwłaszcza ocena Michnika jest dosyć ciekawa, i chciałoby się ja przytoczyć w całości. Ale pozwolę sobie tylko na mały fragment:

„Komuniści zręcznie stworzyli iluzję, że da się pogodzić pełne półki znane z kapitalizmu z socjalistyczną etyką pracy. Jedyną rzeczą, która mogła powstrzymać przegranych transformacji przed zaufaniem lewicy, mogło być wspomnienie czterdziestu pięciu lat komunistycznej opresji i kłamstw. Michnik pomógł im zapomnieć.

Każdy od czasu do czasu popełnia błędy, ale Michnik wywindował się do roli moralisty i proroka. jego rozważania polityczne oraz język wciąż tkwią w epoce oporu przeciwko totalizmowi. Nikt nie neguje, że Michnik odegrał heroiczną rolę w ruchu oporu. Problem polega na tym, że jest zbyt próżny, aby z tej roli zrezygnować. Zachowuje się tak, jakby nic się nie zmieniło. Oskarża i potępia, histerycznie, egotycznie, bez polotu” (s. 61).

Polska i EU „naszych czasów”

Kolejny ciekawy rozdział to ten poświęcony naszej polityce czasów przed i po-covidowych. Wbrew moim obawom, wcale nie było tutaj jakiś specjalnych narzekań czy inwektyw wobec jego własnych przeciwników politycznych. I to jest na plus – dosyć mam narzekania i słuchania wciąż tych samych zarzutów, którymi obie partie się przerzucają. Niczego to nie wnosi, a tylko umacnia wpływy rosyjskie, niszcząc nasze znaczenie na arenie międzynarodowej.

Bardzo interesujące wydały mi się jego przewidywania, prognozy i możliwości rozwoju, bądź upadku wspólnoty europejskiej. W perspektywie tych kilkunastu, czy kilku lat – wiele z nich okazało się trafnych.

Co ciekawe, można odnieść wrażenie, że wiele z tego, jak dziś funkcjonuje Unia Europejska, jest, może nie realizacją w całości, ale w sporej części tego, o czym pisał i mówił Radosław Sikorski. I zgodzę się z tym, że integracja powinna postępować dalej. Inaczej zjedzą nas więksi – Chiny, Indie, Brazylia, Stany Zjednoczone, może nawet Rosja.

Książkę czytało mi się z przyjemnością. Nie ukrywam, że teksty zamieszczone w tej książce rzuciły nowe światło na pewne mankamenty wewnętrznej, polskiej polityki, a także tego, w jaki sposób funkcjonuje Unia Europejska. Nie wszystkie wnioski są optymistyczne. Sikorski ukazuje nam, jak wiele błędów popełniono, ale sugeruje, że ostatecznie, daliśmy radę. To jest coś naprawdę budującego, taki stonowany optymizm. Zdecydowanie wolę taki rodzaj przekazu, niż ciągłe wieszczenie upadku, rozbioru czy końca świata. A przy tym, co warto podkreślić – jest tutaj spora doza samokrytyki i poczucia humoru.

Jeśli książka została wydana po to, aby „odczarować” postać Sikorskiego, coraz śmielej sygnowanego na następcę Donalda Tuska, to udało się to uzyskać. Z lektury można wywnioskować, że to człowiek nie tylko rzutki, inteligentny i z poczuciem (iście brytyjskiego) humoru, ale i obeznany z wieloma wymiarami spraw międzynarodowych. Ma znajomości, pewną renomę, a do tego, nie boi się krytyki, wobec siebie, jak i wobec innych.

Jeśli ktoś uważa, że rząd Tuska kłania się Niemcom albo Brukseli, musi zrewidować ten obraz. Bowiem Radosław Sikorski otwarcie mówi politykom z tych instytucji, że nie wszystko im wolno, że nie mogą zniweczyć dotychczasowego dorobku, kładąc na szali swoje własne, partykularne interesy. Prościej – często zarzuca im hipokryzję, ale w taki sposób, żeby nikt się nie obraził. Rzetelne wywody są – przynajmniej w mojej ocenie – bardziej skuteczne, niż machanie szabelką w Parlamencie Europejskim czy na spotkaniach różnych grup władzy, choćby Grupy Wyszehradzkiej czy Trójkąta Weimarskiego. No, ale ocenę tego pozostawiam wam. Ja zostałem przekonany.

Sądzę, że te książkę powinni przeczytać wszyscy, którym głęboko na sercu leży dobro Polski, którzy pragną zrozumieć, dlaczego w ten, a nie inny sposób funkcjonuje nasza scena polityczna. I przede wszystkim – jak „ugryźć” Unię, aby stała się dla nas bardziej zrozumiała.

Z okopu do Europy – podsumowanie

Publikacja liczy sobie 448 stron. całość podzielona jest na pięć większych rozdziałów. Pierwszy kreśli losy polskiej sceny politycznej na początku lat 90. I początku lat 2000. Rozdział drugi, to diagnoza stanu geopolitycznego za naszą wschodnią granicą. Rozdział trzeci – to dzieje walk w Afganistanie, przemian w państwach bloku komunistycznego czy sytuacji na Kubie czy w Korei Północnej.

Kolejny rozdział to wywiady z wielkimi „zamierzchłych” już czasów, w tym z Margaret Thatcher czy z Henrym Kissingerem. Choć mi najbardziej podobał się ten, przeprowadzony z Normanem Daviesem. I wreszcie rozdział piaty – to diagnoza stanu Unii Europejskiej i roli, jaką odgrywa, i może odgrywać w niej Polska. Dla mnie bomba. Polecam.


Wydawnictwo Znak Horyzont
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.