Z Polski Ludowej do Wolnej Europy okładka

Z Polski Ludowej do Wolnej Europy |Recenzja

Marek Walicki, Z Polski Ludowej do Wolnej Europy

Czy człowiek, który od najwcześniejszych lat igrał z losem i szczęściem, może długo pożyć i zdziałać coś, co będzie stanowiło dorobek dla przyszłych pokoleń? Okazuje się, że tak. Zaświadcza o tym niniejszy zbiór wspomnień Marka Walickiego, Z Polski Ludowej do Wolnej Europy.

Książka wciąga już od pierwszych stron, choć w okresie dorosłym, nieco bojowy i przygodowy charakter bohatera nieco przybladł. Ale wróćmy do okresu młodzieńczego.

Wyobraźcie sobie podlotka, który rozkręca niewypały i poniemiecki sprzęt wojskowy. Zapytacie po co? Po przejściu frontu, gdy jeszcze władza komunistyczna nie zdążyła się ukonstytuować, stolica i jej najbliższe okolice, ogołocone były z żywności.

Najpierw powstanie warszawskie, później systematyczne niszczenie jej dzielnic przez Niemców, a później przejście czerwonoarmistów – zawsze głodnych, zawsze łasych. Ojciec Walickiego chorował, matka nie miała miejsca, gdzie mogłaby pracować. Wszystko było zniszczone, a przecież jakoś trzeba było przetrwać.

Aby zdobyć prowiant trzeba było mieć coś do wymiany. Gdy nie ma się nic, wszystko co znajdzie się pod ręką, nawet broń, może stać się cennym towarem. Warto zaznaczyć, że wszystkie te ustrojstwa przechowywał pod łóżkiem, nie patrząc czy mieszkanie nie wyleci w powietrze… głupota czy brak świadomości zagrożenia?

A podobnych pomysłów Autor miał sporo, na szczęście, zazwyczaj wszystko kończyło się pomyślnie. I można rzec, że tak przez całe, bogate w przygody, życie.

Kim jest Marek Walicki?

Najprościej rzecz ujmując, to polski dziennikarz Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. jako nastolatek należał do Szarych Szeregów, później członkiem Związku Harcerstwa Polskiego. Gdy komuniści podporządkowali sobie tą ostatnią organizację, Walicki zdecydował się zbiec z kraju. Przebywał w Niemczech, a od 1955 roku w Stanach Zjednoczonych, gdzie stykał się z emigracyjną polską diasporą.

Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z Markiem Walickim. Nie była mi znana nawet jego działalność w Radiu Wolna Europa. Zresztą o samej instytucji również wiem niewiele. To nie czasy, którymi się interesuję, więc wiele spraw poruszanych w publikacji było dla mnie zaskoczeniem.

Bohater książki jest nietuzinkowy, niejednokrotnie bezkompromisowy aż do bólu. Wszystko co czyni, ma głębszy sens (no, może pomijając dzieciństwo). Podoba mi się wyniesiona z dzieciństwa kindersztuba, która jest kodeksem moralnym tego człowieka po dzień dzisiejszy.

Początkowo, gdy okazało się, że należał do rodziny szlacheckiej, sądziłem, że będzie to kolejna bufonada człowieka, który w życiu niemal wszystko miał. Tak, byłem uprzedzony. Iluż to potomków zamożnych rodów arystokratycznych, co rusz wydaje swoje biografie, opisując swój „ciężki” żywot. Wiecie, bale, spotkania, rozmowy, wyjazdy.

Tutaj również mamy z nimi do czynienia, ale są to zazwyczaj krótkie wzmianki. Nie ma szerszej charakterystyki śmietanki towarzyskiej stolicy. Są tutaj ukazani jak slajdy w dawnym albumie. I chyba to dobry zabieg.

Szybko okazało się, że bohater nie jest zwykłym szlachcicem. Już od pierwszych chwil można w nim zauważyć zamiłowanie do drugiego człowieka, oddanie rodzinie, przyjaciołom i ojczyźnie, co czasem graniczyło z największą głupotą. Widać dopisywało mu szczęście, bowiem z każdej opresji wychodził cało.

Opowieść Marka Walickiego czyta się świetnie. Już od pierwszych stron wyznania wciągają. Zresztą jego wspomnienia można podzielić na trzy etapy.

Pierwszy dotyczy dzieciństwa i okupacji niemieckiej. Przyznać trzeba, że bagaż doświadczeń małego Warszawiaka jest przeogromny. Niezwykła odwaga, czasem może nawet bardziej młodzieńcza głupota trzymają w napięciu. Imponuje mi jednak ówczesna zaradność dzieciaków. Twarde, zahartowane, czasem upierdliwie ciekawskie. Jakże tych cech charakteru brakuje współczesnym dzieciakom, z moim synem włącznie.

Kolejny okres – ucieczka z Polski Ludowej powala. Moment, gdy młody Walicki przekraczał granicę PRL-u z Czechosłowacją trzymał w ogromnym napięciu, niczym świetny thriller. I kolejny raz jestem pod wrażeniem odwagi, i tym razem ogromnego szczęścia, które mu towarzyszyło.

Okres trzeci – na emigracji – opowiada już o jego dorosłym życiu, gdy żyjąc w Wolnej Europie mógł spełniać swoje marzenia. Wówczas, po raz kolejny, wykazywał się niezwykłym umiłowaniem ojczyzny, o którą starał się walczyć zza granicy.

Choć ten „heroiczny” czas zasługuje na uwagę, to mnie nieco znużył. Więcej tu było miejsca na „pochwalenie” się kogo Autor znał, spotykał czy z kim współpracował. Zdecydowanie mniej miejsca poświęcono swadzie, przekorze czy anegdotkom, które były tak liczne w poprzednich rozdziałach. Trochę szkoda, bo z pewnością nie jedną historię mógłby przytoczyć.

Podsumowanie

Książka liczy sobie 280 stron oraz dwadzieścia dwa rozdziały (choć całość wydzielono na dwie części). Całość zapewnia czytelnikowi naprawdę ogromną dawkę emocji i fascynacji niezwykłą biografią. Z pewnością zaciekawi szerokie grono czytelników, choć tym razem, nie będę podejmował próby wyszczególnienia grup docelowych. To książka na weekend – i uczy, wciąga, czasem śmieszy. Zazdroszczę Walickiemu, mimo zaznanych tragedii, tak barwnego i ciekawego życia.

W pozycji znajdziecie sporo zdjęć ze zbiorów samego Autora. Początkowo czarnobiałe, które, wraz z rozwojem technologii, zaczęły nabierać barw.


Wydawnictwo Ossolineum
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Ossolineum.

Comments are closed.