Zamach gąsawski – krwawy mord elity piastowskiej i pogłębienie podziałów dzielnicowych

Goworek okazał się jednak altruistycznym politykiem i wiernym sługą Białego. Prosił Leszka, by przyjął ultimatum i odsunął go od władzy. Ten jednak chciał otrzymać władzę na własnych warunkach z własnymi ludźmi, więc odrzucił propozycję wojewody (co było równoznaczne z odrzuceniem ultimatum), czym stworzył znaczny problem Mikołajowi i Pełce. W wyniku jego decyzji do wyboru mieli postponowanego przez wszystkich księcia raciborskiego z pewną przypadłością fizyczną (od czego przydomek) bądź reprezentanta znienawidzonej linii Piastów z Wielkopolski, którego ojciec był symbolem ucisku panów krakowskich (wśród jego pryncypiów znajdowało się wprowadzenie władzy absolutnej w dzielnicy senioralnej). Zaryzykowali i princepsem obrali Władysława wielkopolskiego. I tu stajemy u progu jednej z największych zagadek polskiego średniowiecza – datacji krakowskiego panowania Władysława Laskonogiego. Wiemy, że swe rządy rozpoczął w 1202 r. i wiemy, iż już w 1206 r. księciem krakowskim nie był. Ale tu powstaje pytanie – czy tak słaby władca mógłby, w tak trudnych czasach, utrzymać się przez cztery lata na tronie senioralnym, czy może został on zdetronizowany wcześniej, a władzę do 1206 sprawował ktoś inny (Leszek Biały)? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przeanalizować, co wiemy o tych czasach. Ostatni zanany dyplomat sprzed śmierci Mieszka to potwierdzenie donacji Arnolda dla Joannitów przez papieża Innocentego III (2 sierpnia 1201 r.), kolejny z maja 1205 r., również z kancelarii papieskiej, przedstawia wyniki konsultacji w sprawie pewnego wielkopolskiego wdowca. Niestety dla historyków, tekst ma charakter prawno-publiczny i nie zawiera żadnych wskazówek w sprawie ówczesnego princepsa. Ostatni z 1206 r., wystawiony już przez kancelarię Leszka Białego, który tytułuje się dux Poloniae, rozstrzyga sprawę końca panowania Władysława Laskonogiego. Wiemy dzięki temu, że w 1206 r. księciem krakowskim był już Biały. Dalsze wnioski oparte na dyplomatach byłyby znaczącym nadużyciem źródeł. Równie enigmatycznie o tych czasach wypowiadają się kroniki. Jak na ironię, Kadłubek swoje opus magnum kończy na roku 1202. Robi jednak pewien wybieg w przód (Kadłubek zmarł w 1223 r., ale kronikę skończył na roku śmierci Mieszka III, by nie wypowiadać się o sprawach sobie współczesnych), który jest pewną podpowiedzią w rozwikłaniu tej zagadki. Otóż Mistrz wspomina o wyprawie pomorskiej Władysława z 1205 r., a skądinąd wiemy o bitwie zawichojskiej z tego samego roku, zwycięskiej dla Polski, w której dowodzili Konrad i Leszek. Zatem, jak to możliwe, by Władysław tak ugruntował swoją pozycję w Krakowie, żeby bez obawy znaleźć się na tyradzie daleko od Małopolski, a tak blisko swojej testamentowej dzielnicy? A Leszek bronił bezinteresownie spraw Małopolski (więc Laskonogiego) przed najazdem halickim, nie będąc jej władcą? Jaki z tego wniosek? Panowanie Władysława miało być, w planie politycznym możnowładztwa krakowskiego, li tylko ostrzeżeniem dla księcia sandomierskiego i kartą przetargową w renegocjacjach. Najprawdopodobniej zakończyło się po kilku miesiącach z powodu odnowienia przymierza Mikołaja i Pełki z Leszkiem (na wspólnych warunkach) albo z przyczyny naturalnej eskalacji antagonizmu między ludem krakowskim a Piastem wielkopolskim, którego korzenie sięgały czasów pierwszego panowania Mieszka w Krakowie (1173-1177). Reasumując, z poczynionych ustaleń wynika, że Władysław został zaproszony na tron małopolski w celu postraszenia tym Leszka i przyspieszenia negocjacji elekcyjnych. Jego rządy, jeśli rozpoczęte na początku lata 1202 r., mogły zakończyć się z końcem października bądź początkiem listopada (tyle mogły trwać renegocjacje) tego samego roku. Podkreślam jednak, że jest to tylko hipoteza badawcza z znacznymi znamionami prawdopodobieństwa.

Wracając do naszych Baranów -Leszek Biały, ugruntowawszy swoją polityczną pozycję w Krakowie (1202) i pokonawszy w wielkiej bitwie pod Zawichostem swego dawnego alianta Romana Halickiego, rozpoczął wzmożoną działalność na arenie międzydzielnicowej. Zostawmy Leszka przy tych zabiegach i spójrzmy na geopolitykę regni Poloniae. Na zachodzie obejmowało trzy dzielnice: opolsko-raciborską Mieszka Plątonogiego, polityka, jak się rzekło, postponowanego, ale zdolnego i gospodarnego; wrocławską młodego jeszcze podówczas Henryka Brodatego, człowieka o zadatkach na wybitnego władcę, który próbował znaleźć się w meandrach polityki czeskiej, brandenburskiej, lubuskiej, papieskiej i cesarskiej; oraz Wielkopolskę rozdartą sprawą Odonica. Poczyńmy tu przerwę, by przypatrzeć się rzeczonej postaci.

Władysław Odonic (Plwacz) był to wnuk Mieszka III i syn Odona, zbuntowanego najstarszego potomka Starego. Tenże doprowadził do wygnania ojca z kraju, sprzymierzając się z Kazimierzem Sprawiedliwym (1177), by w 1194 roku zejść ze świata wraz ze sprzymierzeńcem, nie przeżywając swojego patrem. Sprawa Odona wypchnęła Władysława poza margines wielkiej polityki piastowskiej na długie lata, ale prędzej czy później musiał się on upomnieć o władztwo wielkopolskie. Pretekstem do tego rodzaju akcesu był układ między Henrykiem Brodatym a Władysławem Laskonogim w sprawie zamiany przez tego pierwszego ziemi lubuskiej na ziemię kaliską. Wybuchła wojna domowa, młodego księcia poparł wszechwładny już wtedy arcybiskup gnieźnieński Henryk Kietlicz, który rzucił na Władysława Laskonogiego, swojego adwersarz, klątwę kościelną. Pomimo tego Laskonogi pokonał Odonica i biskupa, tym samym skazując ich na wygnanie. Obaj schronili się na dworze wrocławskim, gdzie przyjęto ich, pomimo aliansu wrocławsko-wielkopolskiego. Henryk Brodaty, nie wiedzieć czemu, w tym mniej więcej czasie nadał młodemu Władysławowi dopiero co uzyskaną przez siebie ziemię kaliską. Tak mniej więcej wyglądało zarzewie konfliktu wielkopolskiego.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*