
Jak się zdaje, prace prowadzone były nie do końca zgodnie z wytycznymi. Swoje uwagi krytyczne, w większości słuszne, opublikował także sam Włodzimierz Błaszczyk. W tej sytuacji w maju rada konserwatorska podjęła decyzję o zorganizowaniu zespołu do planowego prowadzenia badań archeologicznych obejmujących teren całego zamku. Wówczas to pojawiła się propozycja prof. Rudolfa Jamki o zatrudnieniu młodego, pochodzącego z Będzina, archeologa (jeszcze na ostatnim roku studiów) Włodzimierza Błaszczyka, który mógłby taki zespół zorganizować i poprowadzić. Propozycję przyjęto i w lipcu zespół pod kierownictwem Blaszczyka rozpoczął pracę.
Tak sekwencję wydarzeń widział ówczesny (od 1954 roku) wojewódzki konserwator zabytków Roman Romański, którego poznałem gdy kończył, a ja zaczynałem przygodę z będzińskim zamkiem. Sam Błaszczyk przedstawia to nieco inaczej, na s. 199 mówiąc, że „pierwsza faza” badań miała miejsce od 2 do 18 sierpnia 1955 roku. O latach wcześniejszych oczywiście ani słowa, a tej małej kontrowersji pewnie nikt już nie rozstrzygnie, bo i kogo to po półwieczu może obchodzić.
Grupa Błaszczyka musiała mocno zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Kolejne posiedzenie rady konserwatorskiej we wrześniu zapoznała się z nowymi wynikami badań i zatwierdziło zmiany w projekcie. Ustalono także, że cały nadzór archeologiczny nad badaniami w roku następnym (1955) sprawował będzie prof. R. Jamka.

Po przerwie zimowej prace budowlane ruszyły w kwietniu 1955 roku. Dokończono wówczas odbudowę budynku mieszkalnego wraz z wieżą kwadratową, wyremontowano wewnętrzne odsadzki poszczególnych pięter dla stropów żelbetowych, wykończono wszystkie pozostałe otwory okienne i drzwiowe. Głównym zadaniem do realizacji na ten rok było wykonanie czterech stropów żelbetowych (trzech w części mieszkalnej, jednego w wieży kwadratowej). Z Sulejowa dostarczono niezbędne drewno na wykonanie gontów (sam dach układała grupa cieśli z okolic Siewierza). Wewnętrzne elementy drewniane (stropy, powały, schody, stolarkę okienna i drzwiową i in.) wykonano z drewna modrzewiowego w stolarni p. Zielińskiego. Jesienią odbudowa zamku była już praktycznie zakończona.
Równolegle z odbudową zamku szły badania archeologiczne (o nich sam Błaszczyk pisze tak szeroko, że już szerzej się nie da) oraz – co oczywiste – przeróżne narady na wszelkich możliwych szczeblach (m.in. w maju u generalnego konserwatora zabytków w Warszawie) na których zatwierdzano to, co już zrobiono, lub miało zostać zrobione.
Jarosław Krajniewski