Zgasić słońce| Recenzja

R. T. Szmidt, Zgasić słońce. Szpony smoka

Pośród wielu historii kontrfaktycznych zwykle królują takie, w których technologia rozwija się swoją drogą inaczej niż w rzeczywistości biegnie tylko szeroko pojęta polityka. Wśród innych – schematycznych wręcz prawidłowości – jest też ta, kto w tej historii dzierży globalną prawie władzę. W każdej z tych kwestii inaczej jest u Roberta Szmidta.

„Zgasić słońce” to najnowsza powieść Roberta Szmidta, uznanego już autora sci-fi i fantasy, będąca czymś w rodzaju rozwinięcia historii autorstwa tegoż samego pisarza, znanej czytelnikom z antologii „Inne światy”. „Zgasić słońce jest powieścią na wskroś wyjątkową. W mojej ocenie na tyle nietypową, że wymagającą przeczytania przez każdego pasjonata tego typu literatury. Na kolejnych kartach książki, która zdaje się być początkiem jakiegoś cyklu Szmidt w sposób niemalże mistrzowski łączy ze sobą historię (akcja rozgrywa się na początku XX wieku w czasie kiedy rzeczywiście Carstwo Rosyjskie i Japonia toczyły wojnę), wątki fantasy (są SMOKI !!!), science fiction (choć nie dotyczy przyszłości, mamy typowe dla sci-fi mechy bojowe, latające okręty wojenne i nowy pierwiastek) oraz folklor japoński, czego wyrazem jest nawiązanie do mitologii Kraju Kwitnącej Wiśni.

„Zgasić słońce” nie jest jedynie powieścią wojenną, zawierającą wspomniane wątki i motywy. Autor prawdziwie realnie maluje obrazy zarówno ludzkich emocji jak i szaleńczej walki o przetrwanie oraz woli życia w każdej sytuacji. Niejako między wierszami, ale na konkretnych przykładach ukazuje też mroczniejszą stronę psychiki człowieka i jego gotowość do zapłacenia niemal każdej ceny, jeśli tylko walczy o sprawę, w którą wierzy. W mojej ocenie najnowsza powieść Schmidta jest więc naprawdę warta poznania, przynajmniej z tego powodu.

Mroczna wizja, którą rysuje przed nami „Zgasić słońce” znacząco wyróżnia się spośród innych dostępnych na polskim rynku wydawniczym pozycji. To wizja z jednej strony pogrążonego w wojnie świata, w którym bardzo mocno dominuje Imperium Japońskie. Z drugiej jednak to wizja zjednoczonego Starego Kontynentu, w którym szansę na własną niepodległość zauważają Polacy, wybierając przy tym zaskakującą opcję. A przy tym fenomenalnie opisana postać Piłsudskiego – jeszcze nie Marszałka. I zakończenie, które wgniata w fotel! Ot i to co z Roberta Schmidta lubimy najbardziej podane w świetnym sosie historii alternatywnej. W skrócie – dla mnie niemalże cud, miód i malina. Jedna z najlepszych powieści tego typu w ostatnich latach.

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Ocena recenzenta: 6/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*