Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Żołnierz września – opowiem wam historię niezwykłego człowieka…

Żołnierz września – opowiem wam historię niezwykłego człowieka…

Ernest Niżałowski ma dziś 99 lat. Urodził się 29 marca 1915 r. na Węgrzech w polskiej rodzinie i jako obywatel Polski. W Budapeszcie, gdzie mieszkał razem z rodziną, skończył szkołę podstawową, gimnazjum i studia.

Jego ojciec w okresie I wojny światowej walczył na różnych frontach, a rodzinę w tym czasie wspomagał ks. Wincenty Danek, opiekun Polonii węgierskiej, który uczył młodych Polaków nie tylko religii, ale również miłości do Polski, do Ojczyzny.

Por. pilot rez. Ernest Niżałowski
(źródło zdjęcia www.varsoviana.net)

Młodemu Ernestowi nauki i opieka duszpasterska księdza Danka zapadła głęboko w serce i pamięć. Przez 21 lat był skautem węgierskim i współorganizatorem Światowego Zlotu Skautów w miejscowości Gödöllö w 1933 roku. Z Polski przyjechało na ten zlot około 500 harcerzy. W 1934 roku, dzięki pomocy Polskiej Ambasady na Węgrzech i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Węgier oraz Głównej Kwatery Skautów Węgierskich, Ernest Niżałowski stworzył drużynę harcerską Polonusów im. Stefana Batorego. Pierwsze mundury harcerskie i materiał na następne, drużyna dostała od 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej.

Ernest Niżałowski w dzień pracował, a wieczorami uczył się. Pomagał rodzinie finansowo i opłacał swoje wykształcenie. Ośmioletnie gimnazjum skończył w ciągu czterech lat.

Po ukończeniu studiów w 1936 roku postanowił wstąpić do Wojska Polskiego, czemu rodzice z radością przyklasnęli. Jego ojciec napisał o marzeniu syna do krewnego z Warszawy, pułkownika w stanie spoczynku Alfreda Niżałowskiego, komendanta 4 Pułku Szwoleżerów i 1 Pułku Strzelców Konnych. Ernest wyjechał do Polski. Jako, że słabo mówił po polsku, wstąpił do junaków, gdzie pilnie uczył się języka. Potem w Biurze Poborowym Wojska Polskiego zgłosił się do lotnictwa. Został zaszeregowany do I Pułku Lotniczego w Toruniu, do I Batalionu Balonów Zaporowych, a po trzech miesiącach przeniesiony został do szkoły pilotów przy 5 Pułku Lotniczym w Lidzie koło Wilna. Gdy zdobył dyplom pilota samolotów RWD 8, PWS 26, został wysłany do szkoły podchorążych w Dęblinie, którą skończył w randze podporucznika lotnictwa jako pilot samolotu łącznikowo -zwiadowczego P 23 Karaś.

Czynną służbę wojskową zakończył w listopadzie 1938 roku i powrócił na Węgry, gdzie rozpoczął kolejne studia na wydziale prawa i pracował w lokalnej gazecie. Gdy w końcu sierpnia 1939 r. w Polsce ogłoszono powszechną mobilizację, wrócił do swojej przybranej ojczyzny, by walczyć z Niemcami. Nie dotarł jednak do swojego pułku i trafił do Modlina. Od razu rzucił się w wir walki i brał czynny udział w kampanii wrześniowej. Za zniszczenie dwóch niemieckich czołgów odznaczony został Krzyżem Walecznych.

Walczył aż do 28 września, do rozkazu złożenia broni. Wraz z żołnierzami wrócił do Warszawy, na Mokotowie dostał się do niemieckiej niewoli i został przewieziony do wojskowego obozu jenieckiego w Malborku. Po kilku miesiącach uciekł z obozu i po wielkich trudnościach przedostał się na Węgry. W przygranicznym mieście Sopron został zatrzymany przez węgierską żandarmerię jako żołnierz polski. Następnie przebywał trzy miesiące w więzieniu w Sárvár, a potem został przewieziony do Budapesztu do 502 Wojskowego Oficerskiego Obozu Internowanych. Jako żołnierz polski otrzymał żołd i pozwolenie na mieszkanie wraz z rodziną, ale miał obowiązek systematycznego stawiania się w obozie. Pracował jako tłumacz, angażował się w różne inicjatywy pomocy dla uchodźców, przeprowadzał grupy Polaków do Jugosławii, Włoch i Francji. Nawiązał też współpracę z Henrykiem Sławikiem, który na Węgrzech stał na czele Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi, potem został również mianowany delegatem Ministra Pracy Rządu RP na Uchodźstwie. Organizował pomoc dla internowanych wojskowych i dla uchodźców cywilnych, pomagał im w wyjazdach na Zachód, we współpracy z delegatem węgierskiego rządu Józefem Antallem wystawiał uchodźcom dokumenty, które wielu z nich – zwłaszcza uciekającym z Polski Żydom – uratowały życie.

Ernest Niżałowski znając realia węgierskie był bardzo pomocny.

Nie znamy więcej faktów z życia naszego bohatera w czasie wojny, być może film wyjaśni nam nieco więcej.

Po wojnie wstąpił najpierw do wojska, a potem do policji i pracował jako tłumacz w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W lutym 1949 r. został zatrzymany przez służbę bezpieczeństwa na podstawie fałszywych oskarżeń. Przez 8 miesięcy był przetrzymywany w piwnicy budynku przy ulicy Andrássy, gdzie aktualnie znajduje się muzeum, znane jako „Dom Terroru”. Następnie Ernest Niżałowski został przewieziony do więzienia wojskowego, w którym panowały bardzo trudne warunki, był maltretowany, a w końcu skazano go na karę śmierci przez powieszenie. Dwa dni przed terminem wyrok zmieniono na 8 lat więzienia. Wyszedł na wolność po 25 lipca 1953 r. na mocy amnestii dla więźniów politycznych.

Po wyjściu z więzienia nadal pracował jako tłumacz, aktywnie działał wśród węgierskiej Polonii, a od 1958 roku w Polskim Stowarzyszeniu Kulturalnym im. Józefa Bema oraz wśród polskich katolików. Od 1993 r. na Węgrzech działa Stowarzyszenie Polskich Katolików im. Św. Wojciecha, które w 1998 roku odzyskało Dom Polski, z którym Ernest Niżałowski był związany od wczesnego dzieciństwa, podobnie jak z ks. Wincentym Dankiem, który był jego fundatorem i opiekunem aż do swojej śmierci w 1945 r. Z inicjatywy polskich katolików na Węgrzech powstał pomnik-popiersie ks. Wincentego Danka, odsłonięte 1 maja 2005 r. w 60-rocznicę śmierci.

W 1999 r. pan Ernest Niżałowski za całokształt swojej działalności przedwojennej, za pracę dla Polaków na Węgrzech został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przebywającego wówczas z oficjalną wizytą na Węgrzech.

W 2001 roku panu Ernestowi Niżałowskiemu ponownie przyznano polskie obywatelstwo, które odebrano mu w 1946 roku. Odbyło się to bardzo uroczyście, przy współudziale premiera Węgier Árpáda Goencza i węgierskich ministrów, nadano mu też rangę porucznika w stanie spoczynku.

Dziś pan Ernest Niżałowski jest częstym gościem w Domu Polskim. Jego żona dawno już zmarła. Opiekują się nim troskliwie w ostatnich latach życia siostry zakonne ze Stowarzyszenia Katolików Polskich im. Św. Wojciecha. W miarę swoich sił bierze on jeszcze czynny udział w różnych uroczystościach polonijnych, a ludzie zgromadzeni wokół Domu Polskiego zastępują mu rodzinę, której opowiada o swoim bogatym i owocnym życiu.

Niezwykły człowiek…zwykłe życie, o którym on sam i nam opowiedział…


Małgorzata Korwin-Mikke

Partnerzy



Przewiń do góry