Pierwszym historycznym tytułem Obrotów został Edward Shawcross i jego opowieść o II Cesarstwie Meksykańskim. Rynek podpowiadałby zapewne temat znacznie bardziej rozpoznawalny, ale ArtRage przez nowy imprint zaczyna od Maksymiliana Habsburga, Napoleona III, meksykańskiej wojny domowej i krótkiego cesarstwa, które od początku miało znacznie więcej problemów niż szans (ciekawe, czy to założona analogia do Wydawnictwa…).
Maksymilian mógł sobie nosić tytuł cesarza Meksyku, ale uznawano go jedynie w centralnych stanach kraju.
Właściwie w tym zdaniu mieści się cały problem II Cesarstwa Meksykańskiego. Maksymilian miał tytuł, dwór, ministrów, pałace, europejską świtę i kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy francuskich oraz meksykańskich, a mimo tego w części kraju nadal rządził Benito Juárez, w innych miejscach trwała wojna partyzancka, zaś poza większymi ośrodkami cesarska administracja bywała bardziej założeniem niż rzeczywistą władzą.
Trzy lata później cesarz siedział już w dawnym klasztorze w Querétaro i czekał na egzekucję. Obok niego Miguel Miramón, były konserwatywny prezydent Meksyku, oraz Tomás Mejía, generał pochodzący z ludu Otomí. Shawcross rozpoczyna od nich książkę, a dopiero później cofa się o 20 lat, próbując wyjaśnić, jak w ogóle doszło do sytuacji, w której młodszy brat Franciszka Józefa został meksykańskim cesarzem.
Odpowiedź jest o wiele ciekawsza niż historia ambitnego Habsburga, który dał się namówić na egzotyczną koronę na, dosłownie, drugim końcu świata. Maksymilian zajmuje na okładce miejsce centralne, aczkolwiek sama książka jest równie mocno opowieścią o Meksyku, Napoleonie III i Stanach Zjednoczonych, o słabości państwa po uzyskaniu niepodległości, sporze liberałów z konserwatystami, europejskim imperializmie i zmianie układu sił w obu Amerykach. Tak – właśnie od takiej książki Obroty postanowiły rozpocząć swoją podróż z rynkiem książki historycznej.
Historia była przed Obrotami
Obroty powstały jako imprint ArtRage skupiony na non-fiction. Oficjalnie katalog został podzielony na eseistykę, literaturę faktu i historię, a wydawnictwo zapowiada około dziesięciu tytułów rocznie. Ostatni cesarz Meksyku będzie miał premierę 14 września 2026 roku i obecnie jest jedyną książką znajdującą się na stronie Obrotów w kategorii „Historia” (Yakuza w zapowiedziach).
Sądziłam początkowo, że historia została dołożona do szerszego pomysłu na wydawanie non-fiction (jak to często bywa). Krzysztof Cieślik (współwłaściciel wydawnictwa ArtRag) wyprowadził mnie z błędu już w pierwszej odpowiedzi.
Właściwie historia była przed Obrotami, można powiedzieć. Pomysł na imprint był taki, żeby wydawać historię i esej. Ostatecznie wydajemy eseje, szeroko pojętą literaturę faktu i historię. Ale książka historyczna miała od początku być filarem Obrotów i mamy nadzieję, że tak będzie. Książka historyczna ma się w Polsce chyba lepiej niż nam się wydawało, gdy przymierzaliśmy się do kupowania pierwszych tytułów, Rebis, Znak Horyzont i PIW wydają mnóstwo świetnych rzeczy, bardzo ciekawe są też Prześwity, więc chwilę nam to zajęło. Ale nadal chcemy, żeby historia była w Obrotach ważna albo wręcz najważniejsza.
A co do pierwszego pytania, czyli dlaczego, to – cóż, przede wszystkim z powodu zainteresowań. Lubimy książki historyczne, dużo czytamy, świat nas, by tak rzec, interesuje. Oczywiście moglibyśmy tu opowiadać trochę banałów o tym, że jak człowiek nie zna historii, to coś tam, ale chodzi przede wszystkim o to, że lubimy czytać książki historyczne i, cóż, chcemy wiedzieć więcej. A że nie mamy czasu za bardzo czytać tego, czego nie wydajemy, to najlepszy sposób, żeby się dokształcić (hehe).
Ta odpowiedź podoba mi się bardziej od jakiejkolwiek deklaracji o misji edukacyjnej. Cieślik nie próbuje przekonywać, że Obroty powstały, aby ratować pamięć historyczną Polaków, ani że polski rynek potrzebował kolejnego wydawcy. Przeciwnie, podczas poszukiwania pierwszych książek sami zorientowali się, że konkurencja jest mocniejsza, niż początkowo zakładali. Zaczynają więc na rynku, na którym dobrych książek rzeczywiście trochę jest.
Inna sprawa, że obok nich nadal dobrze sprzedaje się historia potraktowana znacznie mniej poważnie. Bellona w zeszłym roku wznowiła Spowiedź Hitlera. Szczerą rozmowę z Żydem Christophera Machta i nadal opisuje ją jako wynik odnalezienia przez autora zapisków Eduarda Blocha z rzekomego spotkania z Hitlerem w kwietniu 1945 roku. Sam utwór od pierwszego wydania zawierał informację, że jego paradokumentalna konstrukcja jest fikcją literacką; Bloch wyemigrował do Stanów Zjednoczonych już w 1940 roku. Fikcja historyczna ma swoje miejsce. Problem widzę w chwili, gdy wydawca promuje ją językiem odnalezionego źródła i sensacyjnego odkrycia, zwłaszcza jeśli nazwisko tego wydawcy przez lata było dla czytelnika historią samą w sobie. Obroty startują, na szczęście, z zupełnie innej strony.
Meksyk miał już jednego cesarza. Skończył podobnie
Ile faktycznie wiemy o historii Meksyku, z takiej podstawowej wiedzy wyniesionej ze szkoły? Poza Majami czy Aztekami większość osób, nawet ogólnie zainteresowana historią, raczej niewiele więcej wie. Shawcross nie zaczyna całej sprawy od Napoleona III ani Maksymiliana. Najpierw trzeba zrozumieć Meksyk, który w pierwszej połowie XIX wieku nie potrafił znaleźć ustroju zapewniającego mu trwałą stabilność.
Po uzyskaniu niepodległości był już cesarstwem Agustína de Iturbidego, lecz eksperyment skończył się szybko. Iturbide abdykował, wyjechał, wrócił do kraju przekonany o własnej popularności, został zatrzymany i rozstrzelany. Republika, która przyszła później, również nie przyniosła spokoju. Kolejne bunty, przewroty, zmiany konstytucyjne i rywalizacja politycznych frakcji stały się stałą częścią życia państwa. A potem przyszła wojna ze Stanami Zjednoczonymi.
W 1847 roku Amerykanie weszli do miasta Meksyk, a traktat pokojowy oznaczał utratę ogromnych obszarów na północy. Nawet amerykański negocjator uważał warunki narzucone pokonanemu państwu za zawstydzające.
José María Gutiérrez de Estrada ostrzegał przed takim scenariuszem już wcześniej. W 1840 roku przewidywał nawet dzień, kiedy amerykańska flaga może zawisnąć nad Pałacem Narodowym. Proponował sprowadzenie monarchy z Europy. W ówczesnym Meksyku była to propozycja tak niebezpieczna politycznie, że sam musiał wyjechać, a człowiek, który opublikował jego tekst, trafił do więzienia. Po wojnie z USA podobne pomysły przestały wyglądać równie absurdalnie.
Konserwatyści coraz mocniej wiązali przyszłość kraju z Kościołem, tradycją oraz europejskimi monarchiami i obawiali się dalszej ekspansji protestanckiego sąsiada. Liberałowie z tego samego doświadczenia wyciągali przeciwny wniosek: Meksyk potrzebował głębszych reform, ograniczenia potęgi Kościoła i zerwania z odziedziczonym po kolonii porządkiem. Później przyszła wojna domowa, a wraz z nią Benito Juárez. A na drugim brzegu Atlantyku problemem Meksyku zainteresował się Napoleon III.
Napoleon III widział w Meksyku znacznie więcej niż Meksyk
Wojna secesyjna dała Francji kilka lat swobody. Stany Zjednoczone, od dawna traktujące ingerencję europejskich mocarstw na zachodniej półkuli jako zagrożenie, były zajęte własnym konfliktem. Napoleon III uznał ten moment za okazję do rozbudowania francuskich wpływów, zabezpieczenia interesów gospodarczych i stworzenia w Meksyku monarchii związanej z Europą.
W książce pojawia się przy okazji bardzo ciekawy wątek samego pojęcia „Ameryka Łacińska”. Shawcross przypomina o francuskim panlatynizmie i o tym, jak w połowie XIX wieku przeciwstawiano katolickie, „łacińskie” społeczeństwa południa protestanckiej, anglosaskiej ekspansji Stanów Zjednoczonych. Francuscy myśliciele popularyzowali nową nazwę również dlatego, że pomagała uzasadniać szczególne miejsce Francji w tej części świata. Francuski projekt wymagał jednak odpowiedniego monarchy.
Maksymilian był młodszym Habsburgiem, człowiekiem dobrze wykształconym, zainteresowanym nauką, sztuką, podróżami i polityką, a przy tym nieposiadającym własnego tronu. Nie zgodził się od razu, żądał dowodów poparcia Meksykanów oraz gwarancji międzynarodowych, w tym początkowo brytyjskich.
Z czasem mnożyły się informacje, które powinny studzić entuzjazm. Brytyjczycy ostrzegali, że monarchia zależna będzie od francuskiej armii, Stany Zjednoczone nie ukrywały wrogości wobec europejskiego cesarstwa, a austriaccy dyplomaci radzili Maksymilianowi wycofanie się. On sam zaczął natomiast rezygnować z warunków, które wcześniej uważał za konieczne. W przypadku Wielkiej Brytanii znalazł nawet geopolityczne uzasadnienie, dlaczego jej formalne poparcie nie jest już potrzebne. Carlota (księżniczka Charlotta) również była już głęboko związana z planem. Shawcross pisze, że oboje przywykli do myśli o cesarskiej przyszłości i na tym etapie nie chcieli rezygnować. No i pojechali.
Dlaczego akurat ta książka?
To po prostu świetnie napisana książka, czyta się ją jak powieść – i to chyba główny powód. Ale oprócz tego pokazuje ona mało znany w Polsce epizod historii światowej, w który uwikłany były zresztą dwa ówczesne mocarstwa (a jeśli liczyć Austro-Węgry, to trzy) – odpowiada Cieślik, kiedy pytam o wybór pierwszego tytuły w serii (trzeba oczywiście doprecyzować chronologię. Przez zasadniczą część wydarzeń opisanych przez Shawcrossa istniało Cesarstwo Austriackie. Austro-Węgry powstały dopiero w 1867 roku, kiedy meksykańskie cesarstwo Maksymiliana kończyło już swoje krótkie życie).
Meksyk stanowi centrum książki, jednak cały konflikt jest znacznie szerszy. Francja prowadzi własną politykę imperialną, Stany Zjednoczone w coraz większym stopniu określają granice europejskiej swobody działania w obu Amerykach, Austria pojawia się poprzez dynastię Habsburgów, Carlota wnosi powiązania z Belgią i Francją, a Wielka Brytania prowadzi własną ostrożną grę dyplomatyczną.
Maksymilian okazuje się bardzo wygodnym bohaterem do przeprowadzenia czytelnika przez ten świat, choć sam Shawcross zajmował się nim długo przed pomysłem napisania popularnej książki.
Jego doktorat na University College London dotyczył francuskiego imperializmu w Ameryce Łacińskiej, a jeden z rozdziałów był poświęcony inwazji na Meksyk i powstaniu II Cesarstwa. Badania przekształcił najpierw w monografię akademicką, później zaś w swoją pierwszą książkę popularnohistoryczną, The Last Emperor of Mexico, wydaną w 2022 roku. Tak sam opisuje swoją drogę od doktoratu do książki.
W polskim wydaniu dodaje, że materiał opiera się na dziesięciu latach badań nad II Cesarstwem Meksykańskim i Cesarstwem Francuskim oraz kwerendach prowadzonych w mieście Meksyku, Wiedniu, Paryżu i Londynie. To zaplecze jest potrzebne, aczkolwiek po kilkudziesięciu stronach przestaje się o nim pamiętać, bo Shawcross potrafi opowiadać.
Cesarz za liberalny dla ludzi, którzy go sprowadzili
Gdyby Maksymilian rzeczywiście był konserwatywnym Habsburgiem przywiezionym przez Francuzów, by cofnąć reformy Juáreza, jego historia byłaby prostsza. Problem polegał na tym, że poglądy nowego cesarza rozczarowały część ludzi odpowiedzialnych za jego koronę.
Maksymilian uważał się za monarchę nowoczesnego i oświeconego. Chciał rozwijać edukację, naukę i sztukę, interesował się poprawą losu najuboższych, w tym ludzi funkcjonujących w systemie peonażu, nie traktował rdzennej ludności i kultur prekolumbijskich z pogardą charakterystyczną dla wielu współczesnych mu Europejczyków i Meksykanów. Plany gospodarcze miał równie ambitne. Sieć kolejowa i telegraficzna, rozwój przemysłu, handel transatlantycki, nowoczesne państwo zdolne z czasem rywalizować z potęgami epoki. Konserwatyści oczekiwali innego cesarza. Liberałowie mieli Juáreza.
Maksymilian próbował prowadzić politykę umiarkowaną i godzić obozy, które niedawno prowadziły ze sobą krwawą wojnę. W epilogu Shawcross ocenia tę próbę dość surowo. Liberalni przeciwnicy mieli już własnego przywódcę i nie potrzebowali jego europejskiego odpowiednika, nienawiść między partiami była głęboko zakorzeniona, zaś przygotowana przez Maksymiliana konstytucja nigdy nie została wprowadzona, ponieważ cesarstwo nie osiągnęło dostatecznej stabilności.
W tym miejscu dużo lepiej rozumiem, co Cieślik ma na myśli, gdy opisuje przyszłą historię Obrotów:
W tej chwili nie chcielibyśmy składać jakichś bardzo definitywnych deklaracji, ale na pewno szukamy przede wszystkim tytułów, które są ciekawe i dobrze napisane. Nie będziemy raczej sięgać po typowe prace naukowe. Zakładamy, że sporo będzie historii z nieco innej perspektywy, choćby post- czy dekolonialnej, natomiast nie zamykamy się też na bardziej popularne tematy i perspektywę bardziej tradycyjną. Niemniej w przyszłym roku wydamy najpewniej znakomitą książkę Pankaja Mishry „From the Ruins of Empire”, szykujemy też jeszcze jedną rzecz na temat kolonialnych Indii i historię współczesną Iranu, a także książkę o powstaniach chłopskich we Włoszech. To chyba powinno mniej więcej naprowadzać na odpowiedni kierunek. Powiedzmy, że biografie wielkich mężów nie są na pewno pierwszym wyborem i ich raczej się nie należy spodziewać.
Maksymilian wygląda przecież jak bohater z klasycznej historii wielkich ludzi. Cesarz, Habsburg, brat Franciszka Józefa, europejska polityka, wojna i tragiczna śmierć. U Shawcrossa bardzo szybko przestaje wystarczać.
Carlota chciała tej korony równie mocno
Carlota jest jedną z postaci, którym autor oddaje dużo więcej miejsca, niż można byłoby oczekiwać po książce nazwanej Ostatnim cesarzem Meksyku. Córka króla Belgów Leopolda I była od młodości bardzo poważna, religijna i przekonana, że jej pochodzenie nakłada na nią obowiązki polityczne. Shawcross zwraca uwagę, że przy jej ambicji problem stanowiła po prostu płeć. XIX-wieczna księżniczka potrzebowała odpowiedniego męża, jeśli rzeczywiście chciała rządzić. Maksymilian otwierał taką możliwość.
W Meksyku nie ograniczała się do funkcji reprezentacyjnych. Angażowała się w sprawy państwa, zastępowała męża, a kiedy sytuacja zaczęła się pogarszać, ruszyła do Europy zabiegać o pomoc. Tam jej stan psychiczny gwałtownie się pogarszał.
Po spotkaniu z Napoleonem III zaczęła podejrzewać, że podana jej oranżada została zatruta. W Rzymie przekonywała Piusa IX, że ludzie z jej otoczenia próbują ją zamordować na polecenie francuskiego cesarza, przestała ufać jedzeniu i wodzie podawanym w hotelu, szukała nawet schronienia w Watykanie. Maksymilian otrzymał w Meksyku wiadomość o jej chorobie. Mimo tego ostatecznie został.
Cesarz, którego protektor zaczął się wycofywać
Napoleon III tymczasem coraz mniej wierzył w przedsięwzięcie, które sam pomógł stworzyć. Jedną z najbardziej wymownych scen Shawcross opisuje w styczniu 1866 roku. Francuski cesarz ogłosił przed zgromadzeniem, że wyprawa meksykańska dobiega końca i nastąpi wycofanie wojsk. Maksymilian nie miał jeszcze o tym pojęcia, ponieważ wiadomość musiała pokonać Atlantyk. W tym czasie zajmował się aranżacją wnętrz i projektowaniem ogrodów.
Ten szczegół można byłoby wykorzystać do bardzo taniej kpiny z oderwanego od rzeczywistości arystokraty. Shawcross prowadzi historię rozsądniej. Maksymilian otrzymywał sprzeczne sygnały, informacje przepływały z ogromnym opóźnieniem, Napoleon III sam potrafił w krótkim odstępie czasu mówić o wycofaniu armii i zapewniać o pragnieniu utrzymania cesarstwa. Problem Maksymiliana polegał również na tym, że niezwykle długo potrafił dopasowywać kolejne informacje do nadziei na uratowanie własnego państwa. W marcu 1865 roku Napoleon III uspokajał go jeszcze, że wojna secesyjna prędko się nie skończy. Zanim list dotarł do Meksyku, Konfederacja skapitulowała.
Sytuacja zmieniła się zasadniczo. Stany Zjednoczone kończyły wojnę z olbrzymią armią weteranów, a generałowie pokroju Ulyssesa S. Granta traktowali europejską monarchię w Meksyku jako zagrożenie. Napoleon III musiał brać pod uwagę konflikt z państwem, którego przez kilka lat mógł praktycznie nie uwzględniać. Francuzi zaczęli się wycofywać, a cesarstwo Maksymiliana miało jeszcze problemy znacznie bardziej przyziemne.
Za francuską interwencję miał zapłacić Meksyk
Finanse są w tej książce zadziwiająco interesujące. Napoleon III chciał rozszerzać francuskie wpływy przy możliwie ograniczonych kosztach dla Francji. W praktyce oznaczało to obciążenie nowego cesarstwa kosztami interwencji, dzięki której powstało. Traktat z Miramare i dwie pożyczki nałożyły na Meksyk zobowiązania niemożliwe do udźwignięcia. Shawcross ocenia w epilogu, że Napoleon III doprowadził cesarstwo Maksymiliana do bankructwa, zanim zdążyło ono rzeczywiście powstać.
W pewnym momencie żołnierze cesarscy nie otrzymywali wynagrodzenia ani prowiantu, austriackim i belgijskim ochotnikom zalegano z półtora miliona dolarów żołdu, urzędnicy czekali miesiącami na wypłaty.
Cesarstwo miało więc uzyskać polityczną niezależność dzięki obcemu wojsku, które nie mogło zostać na zawsze, a finansową samodzielność przy zadłużeniu wynikającym w znacznej mierze z kosztów jego własnego powstania. Maksymilian odziedziczył problemy wszystkich poprzednich meksykańskich rządów i otrzymał jeszcze kilka nowych.
Historia mniej oczywista, aczkolwiek nie za wszelką cenę
Przy pierwszych zapowiedziach Obrotów można odnieść wrażenie, że wydawnictwo zamierza z zasady omijać popularne tematy. Zamykamy się na II wojnę światową. Na pozostałe dwa [Napoleon, Rzym] tematy już niekoniecznie, ale zakładamy, że Napoleon też za prędko się nie pojawi. Rzym może szybciej, każdy chłop interesuje się Rzymem.
Nie powstaje więc katalog zbudowany według reguły „byle nikt wcześniej o tym nie pisał”. Przy tematach ogranych wymagania będą po prostu większe. Cieślik rozwija to przy pytaniu o historiografię.
Wydaje mi się, że na razie sięgamy głównie po książki dotykające tematów u nas mniej obecnych. Natomiast gdybyśmy wydawali coś na temat rewolucji francuskiej, to zdecydowanie nie sięgnęlibyśmy po pierwszą ciekawszą pozycję. Ale też – nie będziemy publikować za bardzo książek typowo naukowych, więc nie mamy ambicji, żeby to były wyłącznie nowatorskie tytuły. Zależy nam raczej na tym, żeby czytelnicy poznali ciekawą historię, spojrzeli nieco inaczej na świat. Nie jesteśmy historykami (no, chyba że mowa o historii literatury), więc nie będziemy udawać fachowców. Jesteśmy amatorami w źródłowym sensie, będziemy sięgać po to, co interesuje nas i naszym zdaniem może zainteresować także czytelników. Ale przy tym całym krygowaniu się (uzasadnionym i szczerym) możemy powiedzieć, że np. Homa Katouzian to jeden z najwybitniejszych historyków zajmujących się współczesnym Iranem, a książka Timothy’ego Brooka o globalizacji w XVII wieku była przyjęta znakomicie nie tylko przez media, ale i przez samych historyków.
Katouzian rzeczywiście od lat zajmuje się nowożytną i współczesną historią Iranu, nacjonalizmem, rewolucjami i państwem irańskim, pracując w Oksfordzie. Brook natomiast zbudował Vermeer’s Hat na historii globalnej XVII wieku oglądanej przez przedmioty pojawiające się na obrazach Vermeera; książkę szeroko recenzowano także w środowisku historyków.
Oczywiście nie każda książka ma przynosić przewrót w historiografii. Autor powinien wiedzieć, o czym pisze, książka ma wytrzymać konfrontację z wiedzą historyczną, ale jej czytelnikiem nie musi być człowiek piszący doktorat z danego zagadnienia, a więc Shawcross pasuje tutaj bardzo dobrze.
W Querétaro było już za późno
Kiedy francuska armia wychodziła z Meksyku, Maksymilian nadal rozważał kilka możliwości. Abdykację brano pod uwagę wielokrotnie. W jego otoczeniu pojawiali się jednak Miramón, Márquez, Mejía i inni ludzie przekonujący, że wojnę można jeszcze prowadzić. Ostatecznie cesarz pojechał do Querétaro.
Miał tam około dziewięciu tysięcy ludzi. W stronę miasta maszerowały trzy armie republikańskie, które po połączeniu miały dawać przeciwnikowi przewagę mniej więcej trzech do jednego. Maksymilian formalnie sprawował naczelne dowództwo, lecz decyzje wojskowe oddawał generałom, którzy sami nie byli zgodni co do dalszego postępowania. Oblężenie zakończyło się klęską.
Po schwytaniu cesarza prowadzono jeszcze zabiegi dyplomatyczne, przygotowywano obronę sądową, pojawiały się również plany ucieczki. Maksymilian znowu zwlekał z ostateczną decyzją. W celi urządził się najlepiej, jak pozwalały warunki. Miał łóżko, umywalnię i stolik, a kilka rzeczy osobistych starannie poukładał obok srebrnego świecznika. Kiedy ktoś coś przestawiał, natychmiast wracał i poprawiał układ.
19 czerwca 1867 roku Maksymilian, Miramón i Mejía zostali rozstrzelani. Dwa dni później Leonardo Márquez oddał kontrolę nad stolicą, a republikanie ostatecznie zamykali epizod cesarstwa. Maksymilian miał trzydzieści cztery lata.
Shawcross nie kończy wraz ze śmiercią Maksymiliana
Epilog jest jednym z powodów, dla których oceniam książkę wysoko. Można było zamknąć ją egzekucją, pokazać triumf republiki i zostawić czytelnika z wygodnym finałem. Shawcross idzie dalej; przypomina, że oficjalna pamięć Meksyku przez długi czas spychała II Cesarstwo do historii reakcyjnych zdrajców i europejskich imperialistów. Tacy ludzie rzeczywiście znajdowali się w jego centrum, aczkolwiek obok nich istnieli liberałowie, dawni bohaterowie meksykańskich wojen i ludzie, którzy przy wszystkich zastrzeżeniach woleli europejską ingerencję od groźby dalszej ekspansji Stanów Zjednoczonych.
Juárez zwyciężył, ale jego zwycięstwo nie rozpoczęło długiej epoki spokojnej demokracji. Po kolejnych konfliktach władzę przejął Porfirio Díaz i stworzył autorytarny system, który zapewnił państwu pewną stabilność kosztem politycznej wolności. Napoleon III poniósł tymczasem klęskę w tym, co uzasadniało znaczną część wyprawy. Francuska interwencja miała powstrzymać amerykańską hegemonię; zakończyła się wycofaniem wojska pod presją Stanów Zjednoczonych i dodatkowym osłabieniem Meksyku. W pałacu Chapultepec zostały komnaty Maksymiliana, dla Shawcrossa są pozostałością świata europejskiej polityki dynastycznej, który tracił już siłę nawet na własnym kontynencie.
Shawcross prowadzi narrację bardzo sprawnie. Potrafi wykorzystać korespondencję, raport dyplomatyczny albo pozornie błahy szczegół i nie zamienia książki w demonstrację własnej erudycji. Jako historyk mam jednak problem z decyzją dotyczącą aparatu naukowego. Sam autor wyjaśnia na końcu, że ze względu na brak miejsca zrezygnował z obszernej bibliografii, a przypisy ograniczył do wskazywania lokalizacji cytatów (cieszę się, że są chociaż przy cytatach).
Dla czytelnika, który chce poznać historię Maksymiliana, zapewne ma to niewielkie znaczenie. Dla kogoś, kto po przeczytaniu konkretnego fragmentu chce sprawdzić podstawę źródłową albo pójść dalej w literaturę przedmiotu, jest to duża strata (zwłaszcza w książce powstałej po dziesięciu latach pracy i kwerendach w kilku najważniejszych archiwach dla tego tematu). Nie wpływa to jednak na samą jakość narracji. Shawcross zrobił rzecz, której oczekuję od dobrej popularyzacji: po kilkuset stronach wiem znacznie więcej, a kilka rzeczy, które wcześniej wydawały się proste, przestało tak wyglądać.
Czy czytelnik ArtRage pójdzie za wydawcą do Meksyku?
Obroty mają przewagę, której nowy imprint zwykle nie posiada. Za nimi stoi marka ArtRage i grupa czytelników przyzwyczajonych do tego, że sam wybór wydawnictwa bywa rekomendacją. Cieślik nie ukrywa, że liczą również na ten kredyt zaufania.
Skłamalibyśmy mówiąc, że nie, choć zdajemy sobie sprawę, że będziemy też musieli trafić do innych osób. Zakładamy, że dla części naszych czytelniczek i czytelników to będą rzeczy ciekawe, zwłaszcza niektóre z nich. Na pewno postaramy się podchodzić do wydań z pieczołowitością (choć wpadki się pewnie zdarzą, nie da się ich uniknąć, ale będziemy się starali) i będziemy chcieli dopilnować, by wszystko było jak należy. To jest, w naszym przekonaniu, rzecz podstawowa, która sprawia, że ludzie nabierają zaufania. Zależy nam na tym, żeby tego zaufania nie zawieść, dlatego przy książkach pracujemy z redaktorami doświadczonymi w materii historycznej. Nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej.
To akurat uważam za istotniejsze od pięknych deklaracji programowych. Przy historii bardzo szybko wychodzi, czy wydawca potraktował książkę poważnie. Nazwy instytucji, terminologia, stopnie wojskowe, tytuły, geografia, daty, transliteracja nazwisk, kontekst epoki – błędy w takich rzeczach potrafią zniszczyć zaufanie do całej publikacji, nawet gdy oryginał jest dobry. Cieślik deklaruje, że mają tego świadomość.
„Uczę się”
Na podstawie pierwszych zapowiedzi można już próbować wymyślić Obrotom profil: historia pozaeuropejska, kolonializm, inne perspektywy, mniejsze zainteresowanie wielką polityką i biografiami. Cieślik studzi podobne zapędy:
Jeszcze nie. Ten kierunek będzie dokładniej widać za rok. Na pewno też będziemy trochę eksperymentować, sprawdzać, co ma szansę się przebić do czytelników. Nie mamy jeszcze doświadczenia, więc przynajmniej do końca 2027 roku nosimy plakietki „Uczę się”.
Zapytałam, czym za pięć lat półka historyczna Obrotów powinna różnić się od oferty innych wydawnictw.
Jak wspomnieliśmy, mamy całkiem silny rynek książki historycznej w Polsce. Chcielibyśmy, żeby nasze książki przybliżały czytelnikom głównie – choć nie tylko – to, czego naprawdę nie znają. Nie będziemy wydawać przekrojówek, dajmy na to, o cywilizacjach starożytnych – to robi Rebis. Będziemy też starali się unikać pozycji zanadto ogólnych. Ale przede wszystkim postaramy się dbać o to, co wydajemy, żeby czytelnicy książek historycznych nie narzekali na zbyt wiele pomyłek redakcyjnych, na pewno będziemy współpracować ze znakomitymi tłumaczami, więc od tej strony, podobnie jak w ArtRage, możemy zagwarantować solidną jakość. Jeśli czymś będziemy się wyróżniać, to zakładałbym, że tematami, ale o tym już wspomniałem. Chcielibyśmy, żeby nasi czytelnicy spojrzeli na świat z innej perspektywy, choćby tak jak robi to Mishra w „From the Ruins…” czy Walter Rodney w „How Europe Underdeveloped Africa”. Chcielibyśmy pewnie także, ale nie chcę tu obiecywać, pokazywać mikrohistorie, trochę w stylu Ginzburga. Historia jako narracja o wygranych i przegranych albo po prostu jako opowieść o wielkich ludziach interesuje nas mniej. Może to też dobra odpowiedź na pytanie, dlaczego pierwszy jest Maksymilian Habsburg.
W moim mniemaniu jest to rzeczywiście najlepsza odpowiedź na pytanie o wybór Shawcrossa. Maksymilian wygląda na bohatera z książki należącej do starego modelu historii. Wielki ród, cesarz, wielka polityka, bitwy, Napoleon III, tragiczny finał. Po kilkudziesięciu stronach okazuje się jednak, że bez meksykańskich konserwatystów i liberałów, Juáreza, Carloty, francuskich generałów, wojny secesyjnej, długów, europejskich banków, doktryny Monroego i lęku przed Stanami Zjednoczonymi sam Habsburg niewiele tłumaczy, i nnie trzeba go przy tym rehabilitować.
Shawcross przyznaje mu inteligencję, liberalne poglądy, zainteresowanie reformami i sporo osobistych zalet. Równocześnie pokazuje człowieka niezdecydowanego, nadmiernie przywiązanego do własnej wizji monarchii i podejmującego fatalne decyzje polityczne. Maksymilian otrzymywał ostrzeżenia, wiedział o problemach przedsięwzięcia i mimo tego przyjął koronę. Później kilkakrotnie mógł odejść, został, zapłacił za to życiem, a cesarstwo, które miało ustabilizować Meksyk, dołożyło krajowi kilka kolejnych lat wojny, długów i przemocy.
Na początek przegrany
Obroty mają dziś jedną książkę w kategorii historycznej. Jedna książka nie pozwala jeszcze oceniać serii, tym bardziej że sam wydawca zamierza eksperymentować przynajmniej do końca 2027 roku. Pierwszy wybór mówi jednak trochę o ambicjach.
Shawcross wziął temat mało obecny w Polsce i potraktował go jako fragment dużo szerszej historii XIX wieku. Nie próbuje sprzedawać tajemnicy ani „nowych faktów, które zmienią wszystko”, nie ogłasza rehabilitacji Maksymiliana, nie sprowadza też cesarstwa do groteskowego epizodu z europejskim księciem w roli głównej. Pokazuje, dlaczego monarchia mogła wydawać się części Meksykanów rozsądnym rozwiązaniem, skąd wzięły się francuskie ambicje, dlaczego Maksymilian przyjął koronę mimo coraz bardziej oczywistych problemów, a później dlaczego Napoleon III musiał wycofać się z przedsięwzięcia, w które wcześniej tak wiele zainwestował.
Pierwszym bohaterem historycznych Obrotów jest więc człowiek, który stracił koronę, państwo, żonę, politycznych protektorów i ostatecznie życie. Całkiem dobry wybór dla wydawnictwa deklarującego, że historia wielkich zwycięzców interesuje je mniej.
Wydawnictwo Obroty/ArtRage
Agnieszka Cybulska