Przy ul. Rybaki 19 w Poznaniu w czasie okupacji działał dom publiczny przeznaczony dla Niemców. Po wojnie jego kierowniczka, Stanisława Muślewska, została oskarżona o udział w znęcaniu się nad Polkami i zmuszanie ich za pomocą przemocy do stosunków seksualnych z niemieckimi żołnierzami. Zachowane akta sprawy zawierają zeznania kobiet obciążających Muślewską, jej własne wyjaśnienia oraz argumenty przedstawione przez obronę.
Stanisławę Muślewską aresztowano w maju 1945 roku. W kolejnych tygodniach śledczy przesłuchiwali ją oraz kobiety, które przebywały w domu publicznym przy ul. Rybaki 19. Ich zeznania zawierały oskarżenia o bicie, wyzwiska, donoszenie niemieckiej policji oraz przymuszanie do przyjmowania niemieckich żołnierzy. Muślewska zaprzeczała zarzutom, a jej obrońca przedstawiał wersję, według której kobiety przebywały w domu publicznym dobrowolnie i nie były przez oskarżoną zmuszane do stosunków seksualnych.
Proces „burdelmamy” z Poznania
W przypadku domu publicznego dla Wehrmachtu w Poznaniu, oprócz wspomnianych wcześniej niemieckich akt osobowych Marianny Kowalskiej, która po kilkumiesięcznym pobycie w tym burdelu została za karę wywieziona do KL Auschwitz-Birkenau, przetrwała również dokumentacja powojennej sprawy karnej dotyczącej Stanisławy Muślewskiej, „burdelmamy” z domu przy ul. Rybaki 19. Poznański dom publiczny dla Wehrmachtu funkcjonował od października 1939 do stycznia 1945 r. i jest bodaj jedną z najlepiej opisanych w źródłach instytucją przymusowego nierządu z okresu II wojny światowej na terenie Kraju Warty.
Muślewska pełniła funkcję kierowniczki żołnierskiego domu publicznego w Poznaniu od połowy 1941 r. Tak twierdzi cytowana już kilkukrotnie Janina Pohl-Mizerska:
Umiejscowiono go [puff – J.O.] w dotychczasowym domu samotnych na Rybakach; zaangażowano niebywającą u kontroli, natomiast przez nasze podopieczne dobrze znaną dawną ich koleżankę, niecieszącą się ich najlepszą opinią i sympatią – na stanowisku puff-mamy.
Muślewską aresztowano w maju 1945 r. jako podejrzaną o to, że „zmuszała Polki biciem do nierządu” z Niemcami. Oskarżoną przesłuchano 23 maja. Skończyła wtedy czterdzieści cztery lata. Zapytana o to, w jaki sposób została kierowniczką domu przy ul. Rybaki 19, odpowiedziała:
byłam prostytutką za czasów polskich i kiedy Niemcy weszli do Polski, wysłali ogłoszenie, żeby wszystkie prostytutki się zgłaszały, na to ja się bałam kary i się zgłosiłam do badania lekarskiego. Doktor powiedział, żebym poszła do domu bezdomnego [przytułek – J.O.], a ja […] odpowiedziałam, że nie pójdę, więc powiedzieli, że mi dadzą pracę w tym domu [publicznym – J.O.], a ja na to przystałam.
W tych kilku zdaniach kobieta zwraca uwagę, że „pracę” na Rybakach otrzymała przypadkiem w obawie przed karą. Jednocześnie nie mogła już pracować legalnie na ulicy. Rola kierowniczki przypadła jej ze względu na wiek. Podobno wybrały ją same pracownice seksualne, a nie władze niemieckie, co jest bardzo – nawiązując do słów Pohl-Mizerskiej –mało prawdopodobne. Niemcy sami wybierali nadzorców.
Kolejne pytania śledczego były zdawkowe i chaotyczne. Dotyczyły m.in. liczby kobiet w domu publicznym. Muślewska podała ostatni stan – sześćdziesiąt pięć kobiet przypadających na osiemdziesiąt trzy pokoje. Twierdziła, że nie miała i nie mogła mieć stosunków seksualnych z Niemcami. Zaprzeczała również oskarżeniom o znęcanie się nad „pracownicami”. O „klientach” domu publicznego mówiła wprost: „[Burdel – J.O.] był wyłącznie dla Niemców”.
W sporządzonych tego samego dnia Zapiskach przesłuchania świadka Stanisława bardzo konkretnie opisywała swoje obowiązki w domu publicznym: „Pilnowałam porządku, kontrolowałam kartki żołnierzy niemieckich, […] wpuszczałam ich na wspólną salę, gdzie wybierali sobie dziewczynki polskie do załatwienia się”. Po raz kolejny wyparła się oskarżeń o bicie innych kobiet, znęcanie się nad nimi i donoszenie na nie Niemcowi, Paulowi Malbergowi, inspektorowi Policji Kryminalnej w Poznaniu. Równocześnie w wyjątkowo lakoniczny sposób opowiedziała, jak funkcjonował burdel. Mężczyźni kupowali bilety wstępu, przekazywali je burdelmamie, a ta wpuszczała ich do wspólnej sali, gdzie odbywała się „prezentacja” kobiet. Po wybraniu dziewczyny para udawała się do osobnego pokoju.
W sprawie przeciwko Stanisławie Muślewskiej zeznawało pięć dawnych przymusowych pracownic seksualnych z burdelu w Poznaniu. Pierwsza z nich, Bronisława Paka miała czterdzieści pięć lat. Oskarżała burdelmamę o donoszenie Malbergowi wszelkich przewinień „przeciwko Niemcom i ich dyscyplinie”. Świadkini wspominała też o przemocy psychicznej i fizycznej:
Wyzywała nas od najgorszych gnoji [sic!], paskudztw i świń. Biła po twarzy każdą dziewczynę za najmniejsze przewinienie. Jeżeli któraś z nas głośniej się zachowywała, brała ją pod zimny natrysk nawet w zimie. Jeżeli któraś z nas nie chciała iść na salę ogólną do Niemców, to ją do tego zmuszała siłą. Tłumacząc, że jest dużo wojska niemieckiego i czekają.
Na mocy tych oskarżeń Stanisława Muślewska została aresztowana i 12 czerwca 1945 r. umieszczona w więzieniu karno-śledczym w Poznaniu.
Kolejną świadkinią zeznającą pod koniec lipca była Helena Polak, urodzona w 1914 r. Ona również zwracała uwagę na sadyzm oskarżonej:
Dziewczynom, które znajdowały się w domu publicznym przy ulicy Rybaki 19 do południa kazała im pracować i popołudniu. Kazała przyjmować Niemców. Która nie chciała zejść na dół, to biła i nie dała wolnego. Wyzywała nas od kurew i straszyła inspektorem kryminalnej policji Malbergiem.
Helena, podobnie jak Bronisława, oprócz przemocy cielesnej, opisuje przymuszanie do nierządu. Bez względu na rolę Muślewskiej w tym procederze z zeznań kobiet wynika, że musiały pozostawać w ciągłej gotowości na „odwiedziny” żołnierzy. Czasami „pracowały” bez przerwy.
Tego samego dnia przesłuchano także dwudziestodziewięcioletnią Annę Śmiszek, która również wspominała o znęcaniu się nad kobietami. Świadkini, podobnie jak inne przymusowe pracownice seksualne, opowiadała o biciu po twarzy, wyzywaniu, donoszeniu do inspektora policji kryminalnej. Jako jedyna wspomniała o karaniu za przyjmowanie klientów innej narodowości: „Jeżeli któraś z nas chodziła z Polakiem, to [Stanisława – J.O.] wyzywała od suk, przypisywała tym [kobietom – J.O.] Niemców”.
W zeznaniach kolejnej świadkini po raz pierwszy pojawiła się narracja w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Wszystkie wcześniejsze, mimo że składane przez konkretne kobiety, charakteryzowały się pewnym stopniem uogólnienia. Dwudziestosiedmioletnia Waleria Ostrowska wspominała: „Obywatelka Muślewska ciągle mnie biła za byle błahostkę. A gdy […] powiedziałam jej, że jest puff mutter, to za to mnie wyzwała i zbiła. W stosunku do nas była ordynarna, wyzywała nas od najgorszych”.
W ostatnim przesłuchaniu z 26 lipca 1945 r. wzięła udział również dwudziestosiedmioletnia Marta Kiret, która potwierdzała oskarżenia innych kobiet, zarówno w kwestii donosów do policji kryminalnej, jak i przemocy fizycznej. W jej zeznaniach pojawił się jeden nowy szczegół: „[Muślewska – J.O] Biła za to, że [kobiety – J.O.] spóźniały się z przepustki i kazała nam tak pracować”. Zgodnie z tą relacją kobiety z domu przy ul. Rybaki 19 bito, a następnie zmuszano do stosunków seksualnych z Niemcami. Marta Kiret za takie przeciwstawienie się burdelmamie zapłaciła trzydniowym aresztem. Kierowniczka burdelu w Poznaniu stosowała nie tylko kary cielesne, ale również groziła „podopiecznym” interwencją służb.
Akt oskarżenia przeciwko Muślewskiej sporządzony przez Prokuratora Specjalnego Sądu Karnego w Poznaniu został wystawiony 11 lipca 1945 r. Kobietę oskarżono o to, że:
w okresie okupacji niemieckiej 1939‒1945 w Poznaniu, idąc na rękę władzy okupacyjnej niemieckiej […], wzięła udział w znęcaniu się nad osobami spośród polskiej ludności cywilnej w ten sposób, iż za pomocą bicia oraz umieszczania przebywających tam prostytutek Polek pod zimnym natryskiem zmuszała je do spółkowania z żołnierzami niemieckimi.
W sprawie karnej przeciwko Muślewskiej ofiarami były seksualne pracownice, które złożyły zeznania i które w akcie oskarżenia traktowano jako ofiary cywilne zmuszane do nierządu w czasie wojny.
1 września 1945 r. obrońca z urzędu, adwokat Jacek Wyszkomski, zwrócił się do Sądu Specjalnego w Poznaniu z prośbą o dopuszczenie do rozprawy nowych świadków zeznających na korzyść oskarżonej. Zgłoszono m.in. Stanisławę Matuszczak (Wydział Zdrowia Zarządu Miejskiego w Poznaniu), pracownice seksualne Janinę Gałuszkę i Agnieszkę Tytek oraz kierownika kantyny Jana Ruskowiaka. Obrońca Muślewskiej dowodził przede wszystkim, że kobieta w trakcie swojej pracy w burdelu przy ul. Rybaki 19 miała do czynienia z „prostytutkami rejestrowanymi” utrzymującymi dobrowolne stosunki seksualne z Niemcami. Obrona nie brała pod uwagę okoliczności, w których każdą kobiet zmuszano do uprawiania nierządu wyłącznie pod niemiecką kuratelą. Wszelkie inne formy prostytucji ulicznej (tajnej) były przecież surowo karane.
W liście adwokata pojawiają się liczne szczegóły dotyczące zachowania pracownic seksualnych, burdelmamy czy organizacji tej instytucji. Pracownic seksualnych, twierdziła obrona, oskarżona do niczego nie zmuszała, a w burdelu przebywały z własnej woli. Jednym z argumentów obrońcy była historia dwóch młodych dziewcząt „uratowanych” przez Muślewską:
Pewnego razu doprowadzono do domu publicznego dwie panienki przymusowo i to z małego miasteczka, które nigdy nie oddawały się Niemcom, gdyż siedziały na swoich stancjach, gdzie cerowały bieliznę, skąd nie schodziły do ogólnej sali i […] dzięki oskarżonej panienki te po kilku tygodniach zostały zwolnione.
Tekst jest fragmentem książki Przemilczane, która czeka na Ciebie tutaj:
Najważniejsze w tej relacji są dwa fakty. Po pierwsze ‒ ofiary znalazły się w poznańskim domu publicznym pod przymusem. Po drugie – wcześniej nie pracowały seksualnie. Pohl-Mizerska przytacza bardzo podobną historię, ale jej dramaturgia różni się od wersji adwokata Muślewskiej:
Kiedyś rankiem przybiegła jedna z pensjonariuszek zawiadomić mnie przed badaniami, że wieczorem przywieziono trzy młode „nie takie” dziewczyny, które zorientowawszy się, gdzie się znalazły, strasznie rozpaczają. Będą doprowadzone do kontroli, więc trzeba coś zrobić, by im pomóc. Uprzedzone, zorganizowałyśmy się z Jabłońską tak, by z nimi porozmawiać możliwie swobodnie. Okazało się, że zabrane na roboty, pracowały w domu i kancelarii treuhändera [powiernika – J.O.] pewnego majątku, który sprowadziwszy kamratów na libację kazał i im brać w niej udział. Gdy odmawiały i broniąc się przed gwałtem kogoś podrapały – oskarżono je o nierząd i jakieś jeszcze przestępstwo i przywieziono z aresztu na Rybaki. Były to młode inteligentne dziewczyny, najmłodsza jeszcze dziecko. Po badaniu zapowiedziano: obóz – albo Rybaki, i nie czekając zresztą na ich decyzję, małą zabrano nie wiadomo dokąd, dwie starsze osadzono na Rybakach. Pouczone przez nas i sąsiadki zamykały się na klucz w pokoju, nie wpuszczając nikogo przez chyba szesnaście dni. Opłaty uiszczały za nie inne pensjonariuszki, dostarczając im też posiłków. Po tych dniach twardego uporu, wywieziono je i nigdy nie dowiedzieliśmy się o ich losie.
Według adwokata Muślewską cały czas kontrolowały niemiecka policja i prostytutki konfidentki. Mimo to oskarżona „opiekowała się troskliwie dziewczynami”. Skarżące ją kobiety to według obrony „najgorszy typ prostytutek”, „zawodowe pijaczki awanturujące się przy byle okazji”. Jedna z nich, Anna Śmiszek, mimo zwolnienia zgłosiła się z powrotem dobrowolnie do domu publicznego. Oskarżona twierdziła, że: „dziewczyny mogły się starać o zwolnienie i […] ilekroć takie starania były, oskarżona je popierała”. Niestety, nie wspomniała, kto i kiedy o tym decydował.
Dodatkowo kobiety miały podobno codziennie wolne do godziny 13:00. Zawsze wracały spóźnione godzinę lub kilka godzin, bardzo często pijane. Oskarżona używała wobec nich przemocy, ponieważ bała się częstych inspekcji i konfidentek: „musiała je upominać, a nieraz wyłajać, aby utrzymać porządek”. List adwokata oskarżonej wyjaśnia także, w jaki sposób kobieta otrzymała stanowisko. Została przydzielona do domu przy ul. Rybaki 19 przez Urząd Pracy i płacono jej 160 RM miesięcznie.
Stanowisko oskarżonej […] było jednym pasmem udręki, gdyż dziewczyny jej nie słuchały, upijały się, biły się o Niemców, z którymi się zaręczały, że zrzucały się ze schodów, wyrywały sobie włosy, robiąc sobie wzajemne sceny zazdrości.
Stanisławę Muślewską zobowiązano również do raportowania Niemcom o każdym przewinieniu swoich „podopiecznych”, czego podobno nigdy nie zrobiła. Próbowała uchronić też dziewczyny przed emocjonalnymi relacjami z niemieckimi żołnierzami często zostającymi na noc. Według niej pracownic seksualnych nigdy nie zmuszano do obcowania z Niemcami, wręcz przeciwnie „dziewczyny chciały, aby zakład był otwarty dłużej i w tym celu opłacały prywatnych sanitariuszów”.
Tekst jest fragmentem książki Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej. Wydanie rozszerzone, Joanna Ostrowska, Wydawnictwo Znak Literanova.
