Tego dnia 1710 roku zmarła Louise de La Vallière, faworyta Ludwika XIV
Gdy zaniemówiła, świat jeszcze słuchał. Po latach rozgłosu, skandalu i królewskiej namiętności, Louise de La Vallière wybrała ciszę klasztoru zamiast szeptów pałacowych intryg. Jej życie było jak dramat w trzech aktach: miłość, upokorzenie, odkupienie – rozgrywany nie na scenie, lecz w sercu najbardziej bezwzględnego dworu Europy.
6 czerwca 1710 roku, w klasztorze karmelitanek w Paryżu, zakończyła swoje życie Françoise-Louise de La Baume Le Blanc, znana szerzej jako Louise de La Vallière – niegdyś namiętna kochanka i pierwsza oficjalna faworyta króla Ludwika XIV, a później pokorna zakonnica, której duchowa przemiana zadziwiła cały dwór i historyków kolejnych epok. Miała 65 lat. Jej życie pełne było dramatów, miłości, duchowych poszukiwań i skruchy.
Związana z francuskim monarchą w latach 1661–1667, urodziła mu kilkoro dzieci, z których dwoje – Marie-Anne, późniejsza Mademoiselle de Blois oraz Louis, hrabia Vermandois – zostało oficjalnie uznanych i obdarzonych tytułami. Choć jej historia kojarzy się najczęściej z romansem, była również aktywną uczestniczką intelektualnego życia dworu: interesowała się filozofią, literaturą oraz sztuką.
Z czasem jednak Louise de La Vallière zrezygnowała z życia pełnego przepychu i uciech dworskiego świata, by poświęcić się religii. W 1674 roku na zawsze opuściła Wersal i wstąpiła do zakonu karmelitanek, przyjmując imię zakonne Louise od Miłosierdzia.
Szlacheckie korzenie i religijne wychowanie
Louise de La Vallière przyszła na świat 6 sierpnia 1644 roku w Tours, w rodzinie o długiej i bogatej historii, która szczyciła się przynależnością do noblesse de robe – elity urzędniczej Francji. Jej ojciec, Laurent de La Baume Le Blanc, sprawował funkcję gubernatora królewskiego zamku w Amboise, będącego jednym z ważniejszych punktów strategicznych w Dolinie Loary.
Był człowiekiem głęboko religijnym, praktykującym surową pobożność, jałmużnę i pokutę. W jego domowej bibliotece znajdowały się aż czterdzieści cztery dzieła w formacie folio – liczba ta, jak na XVII wiek, świadczyła o niezwykle wysokim poziomie intelektualnym gospodarza.
Rodzina Louise szczególny nacisk kładła na lojalność wobec monarchii i katolicką wiarę. Wielu jej krewnych wybrało kariery duchowne lub wojskowe, co było zgodne z ideałami epoki. Jej matka, Marie-Françoise Le Provost de La Coutelaye, również pochodziła z rodu szlacheckiego, a po śmierci męża w 1651 roku znalazła się w trudnej sytuacji finansowej.
Louise miała starszego brata, Jeana-François, który odziedziczył po ojcu tytuł markiza. Po śmierci ojca matka dziewczyny postanowiła odzyskać swój posag, co mogło oznaczać konieczność oddania dzieci pod opiekę rodziny zmarłego męża. By uniknąć tego scenariusza, rodzina La Baume Le Blanc podjęła się spłaty długów i zatrzymała majątek w rękach ojczystej linii.
Zamek, klasztor i zamiłowanie do koni
Louise oraz jej brat wychowywali się w rodzinnej posiadłości – zamku La Vallière, gdzie opiekę nad ich edukacją powierzono stryjowi – Gillesowi de La Baume Le Blanc, późniejszemu biskupowi. Louise uczęszczała do szkoły prowadzonej przez siostry urszulanki w Tours, gdzie jej dwie ciotki były zakonnicami.
Tam zdobyła wykształcenie z zakresu czytania, gramatyki, muzyki i podstaw retoryki. Wyróżniała się nie tylko zdolnościami językowymi, ale również kulturą osobistą i inteligencją. W tym okresie, dzięki obecności koni w rodzinnej posiadłości, rozwinęła swoją pasję do jeździectwa, co miało znaczenie w późniejszym życiu na dworze.
Jedna z możliwych hipotez tłumaczy jej późniejsze utykanie jako wynik wypadku z czasów młodzieńczej jazdy konnej – jednak brak na to jednoznacznych dowodów źródłowych.
Nowa rodzina, nowe obowiązki
Po śmierci ojca, a następnie w wyniku pogarszającej się sytuacji materialnej, Marie-Françoise Le Provost, matka Louise, wyszła ponownie za mąż w marcu 1655 roku. Jej nowym mężem został Jacques de Courtavel, markiz Saint-Rémy, były maître d’hôtel (czyli główny kamerdyner) Gastona, księcia Orleanu, wuja króla Ludwika XIV. Para zamieszkała w rezydencji Gastona w Blois, w otoczeniu jego młodszych córek, które wychowywały się tam po śmierci ojca.
Louise de La Vallière i jej przyrodnia siostra Katarzyna, córka markiza z pierwszego małżeństwa, zostały wprowadzone do dworskiego życia jako demoiselles de compagnie, czyli towarzyszki młodych dam. To wówczas nawiązała bliską przyjaźń z Anne-Constance de Montalais, która z czasem stała się jedną z jej najbliższych powierniczek.
Louise de La Vallière między salonem a kaplicą
W tym samym czasie Louise przebywała także w otoczeniu znanej Grande Mademoiselle – legendarnej córki Gastona z pierwszego małżeństwa. Choć na dworze w Blois edukacja dziewcząt nie była rygorystycznie prowadzona, Louise wyniosła z niego wartościowe umiejętności. W zależności od źródeł historycznych, zakres nauczania obejmował:
- malarstwo i muzykę,
- literaturę i filozofię,
- język francuski oraz łacinę,
- zasady etykiety dworskiej i savoir-vivre’u,
- a także sztukę jeździectwa i tańca.
Według Madame de La Fayette, religijną formację i nauki moralne przekazywał im Armand-Jean le Bouthillier de Rancé, późniejszy reformator zakonu trapistów. Istnieją przypuszczenia, że to właśnie on zapoznał młodą Louise z neotomistycznym spojrzeniem na życie, co miało wpływ na jej późniejsze decyzje duchowe. Współcześni jej pisarze zgodnie zauważali, że mimo młodego wieku wyróżniała się klarowną pisownią i znajomością klasyków filozofii, w tym Arystotelesa i Kartezjusza.
Pierwsze spotkanie Louise de La Vallière z królem. Miłość w cieniu intryg
W sierpniu 1659 roku, kiedy król Ludwik XIV odwiedził dwór w Blois, Louise po raz pierwszy ujrzała przyszłego władcę swego serca. Był to moment przełomowy, który wywarł na niej duże wrażenie, choć jeszcze wtedy nic nie zwiastowało burzliwej relacji, która miała się rozwinąć kilka lat później.
W tym czasie zakochał się w niej Jacques de Bragelongue, syn intendenta księcia Orleanu. Ich uczucie, jakkolwiek młodzieńcze i prawdopodobnie niewinne, zostało przerwane przez matkę dziewczyny, która przechwyciła listy i zabroniła dalszego kontaktu. Louise zdobyła jednak “dobrą reputację” – jak mawiano o niej przy dworze, była zbyt rozważna, by brać udział w nieprzyzwoitych zabawach. Sama wspominała później, że początek [jej] upadku miał swoje źródło w pewności siebie, którą zyskała dzięki pochwałom otrzymanym od księcia Orleanu.
Pałac Luksemburski i pierwsze kroki Louise de La Vallière na drodze do królewskiej miłości
W lutym 1660 roku, po śmierci księcia Gastona, jego wdowa, Małgorzata Lotaryńska, przeniosła rodzinę i świtę do Pałacu Luksemburskiego w Paryżu. Dla Louise był to początek drogi prowadzącej na sam szczyt francuskiego dworu.
Kilka miesięcy później, w kwietniu 1661 roku, młodszy brat króla, Filip I Orleański, poślubił Henrietę z Anglii – znaną jako Madame. Jej dwór organizowała Madame de Choisy, krewna La Vallière, która zadbała o to, by umieścić młodą Louise wraz z jej przyjaciółką Montalais jako filles d’honneur (damy dworu) w nowej świcie.
To właśnie tam rozpoczął się ciąg wydarzeń, który wkrótce doprowadził do jednej z najgłośniejszych i najromantyczniejszych historii miłosnych francuskiego baroku.
Intrygi, pozory i pierwsze listy
Wiosną 1661 roku, krótko po ślubie Filipa I Orleańskiego i Henriety z Anglii, na dworze zaczęły krążyć plotki o niepokojąco bliskiej relacji pomiędzy królem Ludwikiem XIV a jego nową szwagierką. Chociaż królowa Maria Teresa Habsburżanka, królowa-matka Anna Austriaczka oraz sam Filip stanowczo sprzeciwiali się tej relacji, atmosfera na dworze gęstniała od spekulacji. Król mógł być zakochany w Madame — ale istniały też sugestie, że ich flirt miał być jedynie przykrywką.
W opinii niektórych historyków — takich jak Monique de Huertas i Jean-Christian Petitfils — to właśnie Henrietta zaproponowała pewien fortel. Aby odwrócić uwagę od własnej relacji z królem, postanowiono, że ten „zakocha się” w jednej z dam dworu, by zmylić czujność królowej-matki. Wśród wybranych „kamuflaży” znalazły się dwie młode kobiety: Bonne de Pons d’Heudicourt i właśnie Louise de La Vallière.
Choć początkowo wszystko miało pozostać grą pozorów, plan szybko wymknął się spod kontroli. Król naprawdę się zakochał. Louise odwzajemniła jego uczucia, wierząc — zapewne szczerze — że ich miłość jest czysta i szczera.
Miłość zakazana, ale silna
Zakochani wymieniali listy dzięki Jacquesowi-Louisowi de Beringhenowi, królewskiemu pierwszemu ekwiprowi, który pełnił rolę pośrednika. Ich relacja nabrała intymnego charakteru latem 1661 roku, po około sześciu tygodniach flirtu. Choć oficjalnie nic nie było wiadomo, Anna Austriaczka szybko odkryła prawdę — zauważyła, że król oddala się od praktyk religijnych i poznawszy tożsamość kochanki, wezwała syna na rozmowę. Poprosiła go, by zataił romans przed żoną, przypominając mu o obowiązkach wobec Boga i kraju.
Król obiecał, że będzie ostrożny — ale nie zrezygnował z relacji.
Louise de La Vallière i dwór: między wiernością a osamotnieniem
W oczach otoczenia Louise de La Vallière była osobą wyjątkową. Opisywano ją jako kobietę naturalnie skromną, szczerą, wręcz naiwną, nieco odmienną od wyrafinowanych, często intryganckich dam dworu. Posiadała niezwykłą lojalność wobec króla, nie zabiegała o bogactwa ani tytuły. Była wysoka, szczupła, zgrabna, mimo lekkiego utykania, z błękitnymi oczami, jasnymi, srebrzysto-blond włosami i urzekającym głosem.
Według Antonii Fraser, to właśnie religijne wychowanie Louise sprawiło, że traktowała swój związek niemal jak misję duchową. Aby móc pogodzić go z własnym sumieniem, musiała postrzegać tę relację jako „czystą” i „świętą” — nie jako zwykły romans.
Pewną ciekawostkę przytacza Louis-Henri de Loménie de Brienne, który w swoich wspomnieniach twierdził, że zakochał się w Louise, nie znając jej relacji z królem. Malował jej portret, a przy jednym ze spotkań przyznał jej, że jest piękna. Wówczas zaskoczony król, obecny incognito, zażądał obrazu i nakazał Brienne’owi, by nigdy więcej z nią nie rozmawiał. Choć nie wiadomo, ile w tej historii prawdy, pokazuje ona skalę zazdrości i emocji towarzyszących dworskiej miłości.
Kaznodzieja uderza w króla
W okresie wielkiego postu w 1662 roku, na dworze występował wybitny kaznodzieja, Jacques-Bénigne Bossuet, który w serii płomiennych homilii nawiązywał do moralnych obowiązków władców. Choć nigdy nie wspomniał imion, wszyscy wiedzieli, kogo ma na myśli. Krytyka dotyczyła oczywiście króla i jego związku z La Vallière.
W tym samym czasie Ludwik XIV zaczął podejrzewać Madame (Henrietę) o romans z hrabią de Guiche. Gdy Louise odmówiła odpowiedzi na jego pytania, uciekła z pałacu do klasztoru augustianek Sainte-Pélerine w Chaillot. Było to działanie impulsywne i symboliczne — próbowała uciec od skandalu i od samego króla.
Gdy Ludwik dowiedział się o ucieczce, wstrzymał spotkanie z hiszpańskimi posłami i natychmiast rozpoczął poszukiwania ukochanej. Niepokoił się, że jej zniknięcie ujawni jego romans królowej. Louise wróciła na dwór, lecz plotki zaczęły krążyć coraz intensywniej.
Nieobecność króla na mszy wielkanocnej, do której wszyscy katolicy byli zobowiązani, wywołała publiczny skandal – wielu zaczęło otwarcie mówić o tym, że Ludwik żyje w grzechu.
Od ukrytej miłości do oficjalnego skandalu
Latem 1663 roku Louise de La Vallière zaszła w ciążę z królem. Dla całego dworu było jasne, że ich związek nie jest już tylko szeptaną plotką, lecz faktem. Król, choć nadal starał się ukrywać tę relację przed królową i opinią publiczną, zaczął podejmować konkretne działania, by zabezpieczyć przyszłość swojej ukochanej.
Po powrocie Ludwika z kampanii wojennej, La Vallière została usunięta ze służby u Madame (Henriety) i otrzymała do dyspozycji skromny Palais Brion w pobliżu Palais-Royal, gdzie przebywała w całkowitej izolacji, cierpiąc na bóle głowy i problemy ze wzrokiem. Tam, 19 grudnia 1663 roku o świcie, urodziła syna – Charlesa, który jednak zmarł w dzieciństwie, najprawdopodobniej z powodu grypy.
Dziecko zostało potajemnie przewiezione do Saint-Leu i zarejestrowane jako syn fikcyjnych rodziców – „Monsieur de Lincourt” i „Élisabeth de Beux”. Pomimo tych starań, na dworze szybko pojawiły się podejrzenia. Louise pojawiła się na pasterce w Wersalu, ale opuściła ją przed końcem z powodu niechętnych spojrzeń i szeptów. Jej bladość i wycieńczenie były dla wielu potwierdzeniem tego, co i tak już wiedzieli.
Les Plaisirs de l’île enchantée – wystawny hołd dla kochanki
W dniach od 5 do 14 maja 1664 roku król zorganizował jedno z najbardziej okazałych wydarzeń w dziejach francuskiego baroku – Les Plaisirs de l’île enchantée (pol. Uciechy zaczarowanej wyspy), pierwszą wielką uroczystość w Wersalu. Oficjalnie dedykowana królowej i królowej matce, miała jednak jeden prawdziwy cel: uhonorowanie Louise de La Vallière. Kobieta była nie tylko obecna, ale również siedziała przy stole królewskim – mimo że formalnie nie należała już do żadnej oficjalnej świty.
Niedługo potem, w czerwcu, doszło do kłótni pomiędzy Ludwikiem a jego matką. Anna Austriaczka przypomniała synowi o zbawieniu duszy, na co król odpowiedział ze łzami w oczach: „Czasem mi wstyd, ale moje namiętności są silniejsze od rozumu”. Był to jeden z pierwszych momentów, w których publicznie przyznał się do słabości, zamiast je maskować.
Louise de La Vallière od mroku do blasku
Po skandalu z udziałem Louisa i jego kochanki, król podjął decyzję, by uczynić La Vallière swoją oficjalną faworytą – czyli maîtresse-en-titre. Od tej chwili, zamiast ją ukrywać, zaczął się z nią otwarcie pokazywać: wspólne spacery, przejażdżki, polowania i bale nie były już tajemnicą.
W wrześniu 1664 roku para udała się razem do Villers-Cotterêts, gdzie odbyło się rodzinne spotkanie z księciem Orleańskim i jego żoną. Królowa, będąca wtedy w ciąży, nie mogła uczestniczyć – co tylko pogłębiło jej poczucie odrzucenia i ból.
Françoise Bertaut de Motteville, dama dworu, zanotowała w swoich wspomnieniach, że król obiecał żonie: „Po trzydziestce będę wzorowym mężem”. Problem w tym, że miał wtedy 26 lat – a Louise nie zamierzała czekać tak długo.
Na dworze jej pozycja urosła do rangi oficjalnej. Niektórzy dworzanie zabiegali o jej względy, chcąc zyskać wpływy, inni potępiali jawną grzeszność tej relacji. Jednak wśród ludu popularność La Vallière była zaskakująco duża – uważano ją za kobietę piękną, łagodną i znacznie bardziej pociągającą niż królowa.
Kolejne dziecko Louise de La Vallière i rosnąca presja otoczenia
W styczniu 1665 roku Louise urodziła drugiego syna – Philippe’a, który również został potajemnie umieszczony pod opieką rodziny Colbertów. Król odwiedzał go często i bardzo go pokochał. Chłopiec był silny i zdradzał wielką inteligencję, lecz niestety zmarł nagle w lipcu 1666 roku, prawdopodobnie na skutek zawału serca.
Tymczasem na dworze trwały zakulisowe rozmowy o wydaniu La Vallière za mąż, by zakończyć skandal. Rozważano nawet mariaż z markizem de Vardes, ale zarówno on, jak i Louise odmówili. Ich związek z królem nie był już tajemnicą, a społeczeństwo podzieliło się między tych, którzy ją potępiali, i tych, którzy widzieli w niej ofiarę własnych uczuć.
W 1665 roku pojawiła się pierwsza książka opisująca ich związek – „Les Amours du Palais-Royal” autorstwa Roger’a de Rabutin, hrabiego de Bussy. Choć autor trafił za nią do więzienia, to sam utwór uczynił z Louise postać znaną w całej Francji.
Ostatnia nadzieja
2 października 1666 roku, w rezydencji w Vincennes, Louise de La Vallière urodziła swoje trzecie dziecko z królem – córkę Marie-Anne, która jako jedyna z potomstwa La Vallière i Ludwika XIV dożyła dorosłości. Narodziny odbyły się w wielkim sekrecie. Podczas porodu przez jej pokój przechodziła sama Madame (Henrietta), zmierzająca do kaplicy. Louise, chcąc ukryć prawdziwy stan rzeczy, powiedziała, że cierpi na kolkę. Kazała też rozłożyć kwiaty, by zamaskować zapach krwi.
Jeszcze tej samej nocy, wzięła udział w medianoche – uroczystej kolacji dworskiej, nie dając po sobie poznać, że właśnie została matką. Grande Mademoiselle przyznała później, że mimo prób ukrywania ciąży, wszyscy na dworze doskonale wiedzieli o kolejnych dzieciach Louise. Kobiety nie zostają bowiem “niewidzialne”, nawet w królewskich pałacach.
Madame de Montespan wkracza do gry
Pod koniec 1666 roku na horyzoncie pojawiła się nowa postać – Françoise Athénaïs de Rochechouart de Mortemart, znana jako Madame de Montespan. Była to kobieta pełna życia, niezwykle dowcipna, piękna i błyskotliwa, należąca do literackiego kręgu précieuses i doskonale odnajdująca się w salonach arystokratycznych.
W przeciwieństwie do szczerej i skromnej La Vallière, Montespan była pewna siebie i otwarcie ambitna. Pojawiała się codziennie u królowej i u Louise, dzięki czemu miała łatwy dostęp do króla. Jej taktyka była skuteczna – zaczęła stopniowo wypierać Louise z roli faworyty. Według świadków, Ludwik XIV coraz bardziej potrzebował inteligentnych rozmów i intrygujących rozrywek, których Montespan dostarczała w nadmiarze.
Chociaż dokładna data rozpoczęcia ich intymnej relacji nie jest znana, badacze wskazują na okres między listopadem 1666 a lipcem 1667 roku.
Duma, upokorzenie i duchowa przemiana Louise de La Vallière
Louise była wciąż formalnie maîtresse-en-titre, jednak jej rola coraz bardziej przypominała funkcję zasłony dymnej dla rzeczywistego związku króla z Montespan. Wciąż mieszkała przy królu, uczestniczyła w balach, polowaniach, a nawet występowała z nim w dworskich baletach – ale jej serce wiedziało, że utraciła miejsce w jego sercu.
W kwietniu 1667 roku, La Vallière została ponownie matką. Urodziła syna Ludwika, który został oddany w tajemnicy i nie był przez króla uznany. Co więcej, z czasem zaczęły krążyć plotki, że to książę de Lauzun, a nie sam król, miał być jego ojcem. Miało to pogłębić publiczne upokorzenie Louise i osłabić jej pozycję na dworze.
W tamtym czasie, król przygotowywał się do wojny o sukcesję hiszpańską i postanowił ponownie przystąpić do komunii podczas Świąt Wielkanocnych – coś, czego nie robił przez kilka lat z powodu swojego stanu grzechu. To duchowe oczyszczenie stanowiło symboliczne zerwanie z przeszłością i było kolejnym znakiem, że Louise przestała być częścią jego przyszłości.
Legitymizacja córki Louise de La Vallière i tytuł księżnej
13 maja 1667 roku, Ludwik XIV opublikował dokument potwierdzający legitymizację swojej córki z Louise, Marie-Anne. Nadał jej tytuł Mademoiselle de Blois oraz uczynił ją dziedziczką ziemi Vaujours w Turenii i baronii Saint-Christophe w Andegawenii. Akt ten opatrzono specjalnym listem patentowym, w którym czytamy:
„Najlepszym dowodem szczególnej estymy, jaką darzymy naszą drogą i ukochaną Louise de La Vallière, jest nadanie jej najwyższych tytułów honorowych, które nasza wyjątkowa dla niej miłość, wzbudzona przez obfitość rzadkich cnót, skłania nas do jej uhonorowania.”
Choć legitymizowanie dzieci królewskich nie było niczym nadzwyczajnym we Francji, to w oczach pobożnych katolików i arystokratów takie decyzje były zgorszeniem. Sam król tłumaczył później w swoich Mémoirs, że zrobił to, by zabezpieczyć przyszłość dziecka i uhonorować La Vallière za jej miłość i oddanie.
Pożegnanie z miłością: ostatnia walka Louise de La Vallière o królewską uwagę
Po legitymizacji córki i oddaniu Louise tytułu księżnej de La Vallière i Vaujours, wydawało się, że król pragnie zakończyć związek z godnością i zadośćuczynieniem. Ale dla La Vallière nie chodziło o tytuły – jej miłość była wciąż żywa. Gdy w maju 1667 roku król przygotowywał się do kampanii wojennej we Flandrii, zabrał ze sobą tylko królową i damy dworu – w tym oczywiście Madame de Montespan.
Louise, której nie zaproszono, postanowiła udać się tam na własną rękę, towarzysząc swojej szwagierce. Przybyła 20 czerwca do królewskiego obozu pod La Fère, gdzie została zimno przyjęta przez królową Marię Teresę, która była wstrząśnięta jej obecnością. Odmówiła Louise jedzenia, zamknęła przed nią drzwi do królewskiej galerii w kościele, a na powitanie nawet się nie odezwała.
Madame de Montespan – widząc sytuację – cynicznie zauważyła: „Podziwiam jej śmiałość, że ma odwagę pokazać się przed królową.”
Publiczne upokorzenie Louise de La Vallière
Gdy Ludwik XIV przybył do obozu w Avesnes, Louise rzuciła się do jego stóp w desperackim geście. Król odpowiedział chłodno, wykonując jedynie kurtuazyjną wizytę, zgodnie z dworskimi zwyczajami. Nie wziął jej na nocne przyjęcie (cercle), nie pokazał wśród oficjeli – choć jako księżna miała do tego prawo.
Co gorsza, Montespan nadal odgrywała rolę przyjaciółki Louise – wiele kobiet dworu było zszokowanych, że dzielą wspólną komnatę, choć w rzeczywistości ta druga już dawno zastąpiła ją w sercu monarchy.
Biografowie tamtego okresu – jak Charles Dreyss czy Pierre Clément – często oceniają tę wyprawę Louise jako akt naiwnej dumy, ale nowsze badania wskazują, że była to ostatnia, dramatyczna próba ocalenia miłości.
Louise de La Vallière , matka niechcianego dziecka
Wkrótce po powrocie z frontu, 2 października 1667 roku, La Vallière urodziła kolejne dziecko – syna Ludwika. Tym razem król nie wykazał żadnego zainteresowania ani matką, ani noworodkiem. Według Elżbiety Charlotty Palatyńskiej, Ludwik XIV uwierzył w plotki, że dziecko nie było jego, lecz miało być owocem romansu Louise z księciem de Lauzun.
Publiczne upokorzenie osiągnęło szczyt, gdy Madame de Montespan zaczęła otwarcie krytykować Louise, podczas gdy król utrzymywał ją jako oficjalną faworytę tylko po to, by chronić swoją nową kochankę przed skandalem i karą kościelną za cudzołóstwo. Montespan była wtedy nadal mężatką, a „podwójny grzech” (zdrada z obydwu stron) mógł skutkować przymusowym uwięzieniem w klasztorze.
Louise musiała więc udawać, że wszystko jest po staremu, dzielić z Montespan komnaty i znosić obecność kobiety, która zajęła jej miejsce przy boku króla.
Wiara zamiast miłości
W tym samym czasie, La Vallière zaczęła powracać do praktyk religijnych, modliła się, unikała balów i uczt, nosiła pod suknią cilice – włosiennicę, narzędzie pokuty i umartwienia. Coraz wyraźniej zbliżała się do decyzji, która miała odmienić jej życie.
Choć wiele osób postrzegało jej religijność jako pozorną, mającą na celu odzyskanie łask królewskich lub przygotowanie się do wygodnego życia zakonnego, sama Louise mówiła wyraźnie: Skoro moje grzechy były publiczne, także moja pokuta musi być publiczna.
To wtedy też, mimo odrzucenia, zaczęła budować nową relację z królową, która z czasem miała jej wybaczyć i obdarzyć współczuciem. Królowa Maria Teresa była jedyną osobą, która potrafiła dostrzec w niej nie tylko dawną rywalkę, ale też kobietę skruszoną i prawdziwie cierpiącą.
Ucieczka Louise de La Vallière do Chaillot
Na początku wiosny 1671 roku, po latach cierpienia, upokorzeń i utraconej pozycji, Louise de La Vallière podjęła decyzję ostateczną – uciekła z dworu i udała się do klasztoru wizytkowego Filles de Sainte-Marie w Chaillot. Nie zabrała ze sobą nic poza listem do króla. W odróżnieniu od sytuacji z 1662 roku, tym razem Ludwik nie ruszył za nią natychmiast, lecz zauważono, że płakał podczas jazdy powozem – co zdarzało się niezwykle rzadko.
Król wysłał swojego zaufanego dworzanina, księcia de Lauzun, aby nakłonił ją do powrotu. Potem próbował jeszcze przez markiza de Bellefonds – jednego z najbliższych przyjaciół Louise.
W rozmowie z Bellefondsem Louise wyznała: Opuściłabym dwór wcześniej, ale nie byłam w stanie zobaczyć się z królem. Nadal mam słabość do Jego Królewskiej Mości, ale chcę poświęcić resztę życia dla zbawienia duszy.
Ludwik, słysząc to, podobno krzyknął w gniewie, lecz ostatecznie wysłał Jeana-Baptiste’a Colberta, by sprowadził ją z powrotem, nawet siłą – jeśli będzie to konieczne.
Starcie Louise de La Vallière z Montespan
Colbert przybył do Chaillot i przekonał Louise, by wróciła na dwór – pod warunkiem, że król pozwoli jej wstąpić do klasztoru, jeśli taka będzie jej ostateczna decyzja. Louise spędziła w klasztorze około 12 godzin, po czym udała się z powrotem na dwór.
Madame de Montespan, której bardzo zależało na usunięciu La Vallière z otoczenia króla, była tą decyzją wstrząśnięta. Według relacji, spotkała Louise z otwartymi ramionami i łzami w oczach – ale był to teatr. Za kulisami pokłóciła się z królem, sprzeciwiając się ewentualnemu powrotowi jej rywalki.
Grande Mademoiselle pisała później, że Ludwik XIV, choć zachowywał się oficjalnie z rezerwą, w głębi duszy cieszyłby się z jej odejścia. Ale… potrzebował jej – jako publicznej maski, która miała osłaniać jego rzeczywisty romans z Montespanem, dopóki ta nie uzyskała formalnej separacji od męża.
Ostatnie tygodnie Louise de La Vallière na dworze
Po powrocie z Chaillot, Louise pozostała jeszcze przez kilka miesięcy na dworze – nie z ambicji, lecz z obowiązku. Sama mówiła, że każda chwila upokorzenia jest ofiarą za jej grzechy. Nawet jej najwięksi krytycy podkreślali, że w tym okresie zachowywała się z dumą i powściągliwością.
W oczach społeczeństwa jej sytuacja była dramatyczna i upokarzająca: król widywany był w powozie z obiema swoimi kochankami, co wywoływało publiczne oburzenie i szeptane modlitwy o “nawrócenie monarchii”.
W tych ostatnich miesiącach Louise:
- poświęcała się działalności charytatywnej w swoich dobrach w Vaujours,
- zaczęła zbliżać się do królowej, która doceniła jej skruchę,
- regularnie modliła się, pościła i medytowała,
- nosiła pod suknią cilice, co świadczyło o głębokim nawróceniu.
Pod koniec 1673 roku, Louise wiedziała już, że odejdzie z dworu na zawsze. Jedyną rzeczą, która ją jeszcze zatrzymywała, była miłość do córki, Marie-Anne, która miała wtedy osiem lat. Dziewczynka była żywa, inteligentna, dobrze wykształcona – i bardzo związana z matką.
W styczniu 1674 roku, Louise towarzyszyła córce w jej pierwszym balu, z mieszanką dumy i skrupułów: Byłam zachwycona, widząc ją, ale jednocześnie miałam co do tego skrupuły… To są uczucia przeciwstawne, a jednak je czuję – napisała w liście do Bellefondsa.
Zamówiła nawet portret z dziećmi, prawdopodobnie jako ostatni ślad pamięci dla nich samych.
Moje grzechy były publiczne – więc pokuta także musi taka być. Decyzja ostateczna: karmelitanki bose
Pod koniec października 1673 roku, po długich przygotowaniach i duchowych zmaganiach, Louise de La Vallière została przyjęta jako postulantka w klasztorze karmelitanek bosych w Paryżu – instytucji surowej, wymagającej absolutnej dyscypliny, milczenia i oderwania od świata. Zanim jednak mogła przekroczyć próg klauzury, musiała uregulować sprawy świeckie.
Poprosiła króla o:
- zabezpieczenie emerytur dla matki, siostry przyrodniej i służby,
- oddanie majątku bratu,
- a także pozwolenie na przekazanie biżuterii swoim dzieciom.
Louise była w długach (głównie z powodu działalności charytatywnej), więc aby móc oficjalnie wstąpić do zakonu, jej syn, hrabia Vermandois, przekazał jej potrzebne środki.
18 kwietnia 1674 roku Louise odbyła swoje ostatnie wizyty towarzyskie. Ubrana w ceremonialną robe de cour, odwiedziła znajomych i rozdawała im drobne pamiątki – głównie klejnoty i dewocjonalia. Przyszedł czas na najważniejsze pożegnanie: z królem.
Ludwik XIV, widząc ją po raz ostatni jako damę dworu, zapłakał. Mimo ich trudnej przeszłości i licznych krzywd, to rozstanie było głęboko poruszające. Louise postanowiła publicznie poprosić królową o przebaczenie. Kiedy Louise de Prie próbowała ją odwieść od tego zamiaru, powiedziała tylko: Skoro moje grzechy były publiczne, również moja pokuta musi być publiczna.
Uklękła przed królową Marią Teresą, która w geście wybaczenia podniosła ją, uściskała i zapewniła, że przebacza z serca.
Zostawiam świat bez żalu – choć nie bez bólu
Nazajutrz, w obecności dzieci, przyjaciół i licznych członków rodziny, Louise de La Vallière opuściła dwór. W całym Wersalu panowała poruszająca cisza – nawet najbardziej plotkarscy dworzanie zamilkli wobec tego aktu odwagi i wyrzeczenia. W klasztorze natychmiast pozwolono jej założyć habit, a tej samej nocy ścięła włosy – symbol pełnego oddania się Bogu.
Od pierwszego dnia przestrzegała surowej reguły karmelitańskiej – modlitwa, post, milczenie, praca fizyczna. W liście do Bellefondsa napisała: Czuję się spokojna, zadowolona… bezpieczna.
Król zaczął mieć wątpliwości. Jej odejście publicznie ujawniało grzeszność jego życia, a wielu dworzan – zresztą bezskutecznie – próbowało rozpowszechniać plotki, że to tylko chwilowe uniesienie.
Louise poprosiła o skrócenie postulatu – nie z niecierpliwości, lecz z potrzeby pełnego odcięcia się od świata. Jej vêture, czyli ceremonia przyjęcia habitu, odbyła się ósmej niedzieli po Zielonych Świątkach, gdy w Kościele czytano Przypowieść o zagubionej owcy. Przyszło wielu dworzan – nawet tych, którzy wcześniej się z niej naigrywali.
Kazanie wygłosił biskup-designat Jean-Louis de Fromentières, który nazwał Louise „przykładem dla całego stulecia”, ale też przestrzegał ją przed trudnościami życia za klauzurą. Arcybiskup Paryża, François de Harlay de Champvallon, pobłogosławił jej habit, a czarna zasłona zakonnicy została wręczona przez królową do rąk przeoryszy – Mère Claire du Saint-Sacrement, która okryła nią głowę Louise.
Życie Louise de La Vallière w habicie: siostra Louise od Miłosierdzia
Po złożeniu ślubów 3 czerwca 1675 roku, w obecności królowej Marii Teresy, Monsieur, Madame Palatyńskiej, Mademoiselle (Marie-Louise d’Orléans) oraz Grande Mademoiselle, Louise de La Vallière stała się na zawsze siostrą Louise od Miłosierdzia.
Mszę celebrował opata Pirot, a kazanie wygłosił biskup Bossuet, który porównał przemianę dawnej kochanki króla do biblijnej Marii Magdaleny i ostro skrytykował pychę i próżność świata, kierując aluzje do obecnych.
Bossuet wręczył czarny welon, który następnie królowa przekazała przeoryszy, by ta uroczyście zasłoniła nim głowę Louise. Był to symbol śmierci dla świata i narodzin dla Boga.
W klasztorze Louise prosiła o najniższe obowiązki, mimo częstych bólów głowy i słabego zdrowia. Chciała zostać soror conversae, czyli siostrą konwerską – wykonującą prace fizyczne, ale nie uzyskała na to zgody. Zamiast tego pomagała nowicjuszkom, wykonując najtrudniejsze prace w ich imieniu.
Wierzyła, że nic nie jest dla niej zbyt niskie, skoro kiedyś żyła w tak wielkim grzechu.
Codziennie:
- modliła się w ciszy przez wiele godzin,
- pościła – często żywiąc się tylko chlebem i wodą,
- unikała kontaktu z odwiedzającymi,
- nosiła cilice i spała bez poduszki na drewnianej pryczy.
Zdarzało się, że odmawiała leczenia, nawet gdy cierpiała na erysipelazję (różę skórną) czy stany zapalne. Kiedy raz przypomniała sobie smak pałacowych potraw, postanowiła przez trzy lata nie wypić więcej niż pół szklanki wody dziennie.
Przeorysze kilkukrotnie próbowały ją przekonać do złagodzenia pokuty – jednak bez skutku. Dla niej cierpienie było jedynym językiem, w którym mogła rozmawiać z Bogiem.
Jednym z najbardziej bolesnych rozdziałów w życiu zakonnym Louise była decyzja o zerwaniu kontaktu z własnymi dziećmi.
W pierwszych latach życia klasztornego odwiedził ją jej syn, Louis, hrabia Vermandois. Przybył z Madame Palatyńską, miał zaledwie osiem czy dziewięć lat. Gdy podbiegł do matki, chcąc ją pocałować, Louise cofnęła się i odmówiła.
Mimo błagań Palatyńskiej i łez chłopca, Louise pozostała nieugięta. Choć zgodnie z regułą klasztoru miała prawo przytulić dziecko w tym wieku, odpowiedziała jedynie: Nie czynię tego dla siebie, lecz jako ofiarę. Nie wolno mi się rozpraszać. On nie należy już do mnie.
W kolejnych latach konsekwentnie unikała wszelkich spotkań z dziećmi, co było przedmiotem bolesnych komentarzy nawet wśród najbardziej surowych zakonnic. Ale Louise była przekonana, że tylko całkowite wyrzeczenie się więzi rodzinnych może być dla niej drogą do zbawienia.
Z czasem, mimo pokory i surowości, Louise zyskała duchowy autorytet. Została mianowana zakrystianką – odpowiedzialną za oratorium i liturgię.
Odwiedzali ją:
- Rancé, reformator trapistów i dawny jałmużnik księcia Orleanu,
- królowa Maria Teresa, która dwukrotnie przybyła z Madame de Montespan,
- Marguerite d’Orléans, wielka księżna Toskanii i przyjaciółka z dzieciństwa,
- oraz liczni członkowie rodziny królewskiej – zarówno z ciekawości, jak i szacunku.
Mimo tego, Louise nigdy nie opuściła klauzury, nie uczestniczyła w oficjalnych wydarzeniach i nigdy nie wspominała o przeszłości – z wyjątkiem modlitwy.
Upadek syna i jego tajemnicza śmierć
W wieku trzynastu lat Louis de Bourbon, hrabia de Vermandois, syn Louise i Ludwika XIV, został wciągnięty w libertynistyczne kręgi młodej arystokracji, zwłaszcza przez Philippe’a, kawalera de Lorraine, kochanka księcia Orleańskiego. Skandale z jego udziałem wstrząsnęły królewskim dworem – mówiło się o tajnych rytuałach i rozwiązłym stylu życia.
W reakcji na te doniesienia król zesłał syna do Normandii, a następnie wysłał go na front wojny w Niderlandach. Choć Louis był bardzo młody, chciał walczyć, by odkupić winy i odzyskać szacunek ojca. Niestety, wyczerpanie, zimno i choroba sprawiły, że zachorował na ciężką gorączkę.
Zmarł 18 listopada 1683 roku, mając zaledwie szesnaście lat. Publicznie opłakiwano jego przedwczesną śmierć – w oczach wielu miał wielki potencjał, który został zmarnowany przez zbyt wczesne zetknięcie z zepsuciem dworu.
W kolejnych stuleciach powstała nawet teoria, że Vermandois był „Człowiekiem w Żelaznej Masce”, uwięzionym do końca życia – jednak w jego epoce nikt nie wątpił, że naprawdę umarł.
Gdy wiadomość o śmierci syna dotarła do klasztoru, przeorysza miała trudności z jej przekazaniem. Louise, widząc jej zachowanie, powiedziała tylko: Rozumiem.
Udała się do kaplicy i modliła się długo w samotności. Nie zapłakała, nie skomentowała, nie poprosiła o pocieszenie. Kiedy przyjaciółka poradziła jej, że płacz może przynieść ulgę, odpowiedziała: Wszystko trzeba poświęcić. To dla mnie powinnam płakać.
Dla niej śmierć syna nie była karą, lecz bolesnym, lecz zasłużonym znakiem miłosierdzia Bożego – przypomnieniem, że dziecko poczęte w grzechu nie może być punktem oparcia. W 1685 roku Louise utraciła kolejnego bliskiego członka rodziny – księcia Conti, męża swojej córki Marie-Anne. Zmarł na ospę prawdziwą, mając zaledwie 31 lat.
Louise, zgodnie z karmelitańską regułą, nie opuściła klasztoru i nie przyjęła kondolencji, choć jej córka bardzo liczyła na matczyną obecność. Według relacji zakonnic: Nie zapytała o jego ostatnie słowa, nie prosiła o pamiątki, nie żądała modlitw. Uczyniła tylko znak krzyża i wróciła do zamiatania krużganka.
W tym samym czasie zmarła również jej matka, Marie-Françoise Le Provost. Nie zachowały się żadne zapiski o jej reakcji, ale prawdopodobne jest, że przyjęła ten cios jak wszystkie inne – jako narzędzie pokuty.
Duchowe przewodnictwo – Louise de La Vallière wciąż matką dusz
Choć Louise zerwała fizyczny kontakt z rodziną, nadal wpływała na losy najbliższych – zwłaszcza poprzez listy i rady.
Jej córka, Marie-Anne de Bourbon, została księżną de Conti, a po owdowieniu zaczęła prowadzić bardziej swobodne życie, które niepokoiło matkę. Louise przestrzegała ją przed:
- nadmiernym przywiązaniem do rozrywek,
- zbytnią światowością,
- i zatraceniem pokory.
Jednocześnie była dla niej duchową przewodniczką, nazywaną przez dworzan niewidzialną karmelitanką, która kieruje życiem Mademoiselle de Blois. Kiedy karmelitanki potrzebowały środków dla ubogich, Louise zawsze zwracała się do córki, ale potrafiła też ją ostro upominać, jeśli czuła, że jej zachowanie nie przystaje wdowie.
Umierać w bólu – to przystoi grzesznikowi
Pod koniec życia Louise de La Vallière cierpiała na wiele dolegliwości: bóle głowy, rwę kulszową, reumatyzm, choroby żołądka i nieokreślone schorzenia wewnętrzne. Nie skarżyła się, nie przyjmowała lekarstw, odmawiała nawet używania lnianej pościeli, twierdząc, że „dla grzesznicy przystoi tylko szorstkość”.
Zakonnice pozwoliły jej wstawać wcześniej niż reszta wspólnoty, by mogła w ciszy modlić się w kaplicy. 5 czerwca 1710 roku, o godzinie trzeciej rano, w drodze do kaplicy zasłabła i osunęła się przy ścianie. Znaleziono ją dwie godziny później.
Lekarze przeprowadzili upust krwi, lecz uznali, że Louise umiera. Widząc ich zabiegi, powiedziała spokojnie: Umierać w najcięższym bólu – to jest to, co przystoi grzesznikowi.
W nocy poprosiła o ostatnie sakramenty, wyspowiadała się, przyjęła komunię. Około godziny jedenastej, opat Pirot udzielił jej namaszczenia. Gdy do klasztoru przybyła jej córka, Marie-Anne, Louise nie mogła już mówić.
Zmarła w południe 6 czerwca 1710 roku, dokładnie w rocznicę śmierci sprzed 39 lat, kiedy to – symbolicznie – „umarła dla świata”, wstępując do zakonu. Gdy król Ludwik XIV dowiedział się o śmierci swojej dawnej ukochanej, miał odpowiedzieć chłodno: Dla mnie umarła w dniu, w którym wstąpiła do klasztoru.
Nie okazał żałoby, nie wysłał kondolencji, nie wsparł wspólnoty. Ale wielu wierzyło, że był to głos dumy, który miał stłumić ból – bo Louise była pierwszą kobietą, którą naprawdę kochał, i która zmarła z jego winy.
Tymczasem w klasztorze działy się rzeczy niezwykłe.
Ciało Louise wystawiono w kościele za kratą klauzury. Tłumy przybywały, by ją zobaczyć, dotknąć jej habitu, modlić się przy jej zwłokach. Potrzeba było aż czterech zakonnic, by zarządzać przedmiotami i osobami, które prosiły o „relikwie”.
Niektórzy z obecnych szeptali modlitwy:
- o jej wstawiennictwo u Boga,
- o przebaczenie dla własnych grzechów,
- o łaski dla dzieci.
Zgodnie z regułą zakonną, Louise de La Vallière została pochowana na cmentarzu karmelitanek, w grobie oznaczonym jedynie jej imieniem zakonnym: sœur Louise de la Miséricorde. Podczas rewolucji francuskiej cmentarz klasztorny został zbezczeszczony, a jej szczątki – prawdopodobnie bezpowrotnie utracone.
Ale pamięć o niej przetrwała. Louise została zapamiętana jako:
- grzesznica, która stała się świętą,
- pierwsza wielka miłość Ludwika XIV, która nie chciała być królową, lecz córką Boga,
- kobieta, która umiała kochać bez kalkulacji, cierpieć bez skargi i odchodzić bez lęku.
W jej duchowym testamencie, zawartym w Réflexions sur la miséricorde de Dieu, napisała: Niech ci, którzy naśladowali mnie w grzechu, zechcą naśladować mnie również w pokucie.