Pamiętniki Hitlera

6 maja 1983 ujawniono, że Pamiętniki Hitlera to mistyfikacja

Tego dnia 1983 roku Pamiętniki Hitlera, po zbadaniu przez nowych ekspertów, zostały ujawnione jako mistyfikacja

Zaczęło się jak sensacyjne odkrycie, które mogło na zawsze zmienić historię XX wieku. Gdy świat obiegła wieść o istnieniu rzekomych zapisków Führera, Pamiętniki Hitlera stały się medialnym świętym Graalem. Ale im bliżej przyglądano się ich treści i pochodzeniu, tym bardziej wszystko zaczynało się rozpadać – aż został tylko wstyd, pieniądze i oszustwo w wielkim stylu.

W latach 1981–1983 niemiecki fałszerz Konrad Kujau stworzył serię sześćdziesięciu tomów dzienników, które miały rzekomo należeć do Adolfa Hitlera. Dokumenty te, znane później jako Hitler-Tagebücher (Pamiętniki Hitlera), zostały przedstawione jako autentyczne zapiski przywódcy III Rzeszy. W rzeczywistości stanowiły one jedno z najbardziej spektakularnych fałszerstw XX wieku.

Zakupu dzienników dokonał w 1983 roku renomowany zachodnioniemiecki magazyn informacyjny Stern, płacąc za nie 9,3 miliona marek niemieckich (równowartość około 2,3 miliona funtów brytyjskich lub 3,7 miliona dolarów amerykańskich). Stern nie ograniczył się jedynie do publikacji na własnych łamach – sprzedał prawa do publikacji innym mediom, w tym takim gigantom jak The Sunday Times.

To właśnie ta brytyjska gazeta poprosiła o konsultację jednego z najwybitniejszych historyków tamtych czasów, Hugh Trevora-Ropera, pełniącego funkcję niezależnego dyrektora w redakcji. Zadaniem Trevora-Ropera była weryfikacja autentyczności pamiętników. Po zapoznaniu się z dokumentami uznał je za autentyczne. Kto, pytałem sam siebie, mógłby sfałszować sześćdziesiąt tomów, skoro sześć służyłoby jego celowi? – pisał później. Jednak już podczas konferencji prasowej zapowiadającej publikację zmienił zdanie, twierdząc, że nie jest już przekonany o ich wiarygodności.

Wkrótce po tym również inni historycy zakwestionowali autentyczność dokumentów. W końcu rygorystyczne badania kryminalistyczne, które wcześniej nie zostały przeprowadzone, jednoznacznie wykazały, że dzienniki były fałszerstwem.

Kim był fałszerz? Konrad Kujau i jego droga do oszustwa

Konrad Kujau, urodzony w Niemczech Wschodnich, miał za sobą burzliwą przeszłość. Już wcześniej znany był z drobnych przestępstw i oszustw, jednak jego zainteresowanie tematyką nazistowską otworzyło przed nim nowe możliwości.

W połowie lat siedemdziesiątych rozpoczął działalność na rynku pamiątek nazistowskich, które przemycał ze wschodnich Niemiec na Zachód. Początkowo były to autentyczne przedmioty, jednak Kujau szybko odkrył, że może znacznie zwiększyć ich wartość, dodając sfałszowane dokumenty, podpisy czy notatki, które rzekomo pochodziły od wysokich funkcjonariuszy III Rzeszy.

Z czasem zaczął tworzyć fałszywe obrazy przypisywane Hitlerowi, wiersze, listy oraz inne dokumenty. Jego pierwsze próby napisania dzienników pojawiły się już w połowie lat 70., a ich liczba rosła wraz z rosnącym popytem. Kujau perfekcyjnie naśladował charakter pisma Hitlera i styl jego wypowiedzi, choć jak się później okazało, wiele detali zdradzało amatorszczyznę.

Po drugiej stronie tej mistyfikacji znajdował się Gerd Heidemann, dziennikarz Sterna, zafascynowany nazistowską przeszłością. To on “odkrył” pamiętniki i doprowadził do ich zakupu przez redakcję. Co więcej, w toku transakcji przywłaszczył sobie znaczną część przekazanych środków, co dodatkowo pogłębiło skalę oszustwa.

Próby uwierzytelnienia – kiedy ekspertyza zawiodła

Już w kwietniu 1982 roku Kujau i Heidemann rozpoczęli działania mające na celu potwierdzenie autentyczności dzienników. Skontaktowali się z przedstawicielami Niemieckiego Archiwum Federalnego (Bundesarchiv), a także z Maxem Frei-Sulzerem, byłym szefem działu kryminalistycznego policji w Zurychu.

Choć nie ujawnili wprost, że chodzi o rzekome dzienniki Hitlera, przedstawili “nowy materiał historyczny”, przekazując do analizy jedynie pojedyncze strony. Były to jednak falsyfikaty przygotowane przez Kujaua – podobnie jak próbki pisma, które rzekomo miały pochodzić od Hitlera, a w rzeczywistości również były jego dziełem.

Następnie dokumenty trafiły do Ordwaya Hiltona, znanego amerykańskiego eksperta z zakresu kryminalistyki. Hilton nie znał języka niemieckiego i nie był specjalistą w dziedzinie dokumentów Trzeciej Rzeszy, co znacząco osłabiło wartość jego opinii. Na podstawie dostarczonych próbek stwierdził jednak, że “po prostu nie było wątpliwości”, że oba dokumenty zostały napisane przez tę samą osobę – którą uznał za Hitlera.

W czerwcu 1982 roku redakcja Sterna była już w posiadaniu 35 tomów dzienników. Na początku kolejnego roku podjęto decyzję o publikacji materiałów. W tym celu przygotowano specjalny prospekt dla potencjalnych partnerów medialnych, takich jak Newsweek, Time, Paris Match, a także syndykaty gazet należących do Ruperta Murdocha.

W szwajcarskim banku wynajęto skarbiec, który wypełniono nazistowskimi pamiątkami – miało to stworzyć atmosferę wiarygodności i autentyczności wokół znaleziska. Wśród eksponatów znajdowały się listy, rękopisy oraz dokumenty – wszystkie sfałszowane.

Pamiętniki Hitlera – eksperci, negocjacje i… coraz większe wątpliwości

Pierwszym zawodowym historykiem, który miał okazję przyjrzeć się dziennikom, był Hugh Trevor-Roper. W przeszłości zdobył on uznanie dzięki pracom dotyczącym III Rzeszy i działalności brytyjskiego wywiadu podczas II wojny światowej. Mimo swojej sławy i doświadczenia, Trevor-Roper nie miał do dyspozycji pełnych tomów dzienników, a jedynie wybrane fragmenty oraz ustne zapewnienia osób zaangażowanych w zakup.

Z początku był sceptyczny, ale ogrom materiału i zapewnienia o jego autentyczności zrobiły na nim wrażenie. Fałszywie zapewniono go, że przeprowadzono testy chemiczne papieru i wykazano, iż pochodzi sprzed 1945 roku. Powiedziano mu również, że redakcja Sterna zna personalia oficera Wehrmachtu, który miał rzekomo uratować dokumenty z rozbitego samolotu i przechowywać je przez dekady.

Pod koniec spotkania Trevor-Roper był już przekonany: Teraz jestem przekonany, że dokumenty są autentyczne; że historia ich tułaczki od 1945 roku jest prawdziwa; i że standardowe opisy nawyków pisarskich Hitlera, jego osobowości, a nawet, być może, niektórych wydarzeń publicznych, mogą w konsekwencji zostać zrewidowane.

Słowa te pojawiły się na łamach The Times 23 kwietnia 1983 roku, nadając całej sprawie rangę sensacji historycznej.

Gra o wielką stawkę – negocjacje międzynarodowe

Jeszcze tego samego dnia do Zurychu przybył Rupert Murdoch wraz ze swoim zespołem negocjacyjnym. Wstępnie uzgodniono umowę, w której News Corporation miała zapłacić 2,5 miliona dolarów za prawa do publikacji w Stanach Zjednoczonych oraz dodatkowe 750 000 dolarów za rynek brytyjski i krajów Wspólnoty Narodów.

W międzyczasie Newsweek również wykazywał zainteresowanie, lecz postawił warunek – uwierzytelnienie dzienników przez Gerharda Weinberga, uznanego historyka i autora Przewodnika po przechwyconych dokumentach niemieckich z 1952 roku, który do dziś uchodzi za fundamentalne źródło w tej dziedzinie.

Weinberg, po przyjeździe do Zurychu, podobnie jak Trevor-Roper był pod wrażeniem oprawy i dokumentów. Uspokoił go także wcześniejszy entuzjazm brytyjskiego historyka. Choć miał pewne wątpliwości, stwierdził: Trudno było uwierzyć w to, że ktokolwiek wykuł setki, a nawet tysiące stron pisma ręcznego. Zaznaczył jednak: Czułbym się bardziej komfortowo, gdyby sprowadzono niemieckiego eksperta od Trzeciej Rzeszy, który już wyrobił sobie reputację, aby przyjrzeć się materiałowi.

Pomimo ostrożnych sugestii co do dalszych analiz, oferta Newsweeka została ustnie przyjęta. Hensmann, reprezentujący Sterna, przekazał Murdochowi informację o konkurencyjnej ofercie, dając mu szansę na podbicie stawki.

Murdoch, rozwścieczony próbą przebicia cen, postanowił się wycofać. Ostatecznie 15 kwietnia 1983 roku odbyło się spotkanie z kierownictwem Sterna, które jednostronnie podniosło cenę do 4,25 miliona dolarów. Murdoch odmówił. Dopiero po kilku dniach rozmów zawarto nową umowę – Murdoch uzyskał prawa do publikacji w USA za 800 000 dolarów, a w Wielkiej Brytanii i Australii za 400 000 dolarów.

Stern zawarł także porozumienia z innymi mediami:

  • Paris Match (Francja) – 400 000 dolarów,
  • Grupo Zeta (Hiszpania) – 150 000 dolarów,
  • Holandia – 125 000 dolarów,
  • Norwegia – 50 000 dolarów,
  • Panorama (Włochy) – 50 000 dolarów.

Newsweek, mimo zaawansowanych negocjacji, nie podpisał umowy. Późniejsze relacje oparł jedynie na kopiach dzienników, które widział podczas rozmów.

Konferencja prasowa – początek końca

22 kwietnia 1983 roku Stern opublikował oficjalny komunikat prasowy, informując świat o istnieniu i planowanej publikacji dzienników Hitlera. Na 25 kwietnia zapowiedziano wielką konferencję prasową w Hamburgu.

Wieść o sensacyjnym odkryciu spotkała się z błyskawiczną reakcją środowiska naukowego. Eberhard Jäckel, wybitny historyk specjalizujący się w historii Trzeciej Rzeszy, wyraził “skrajną sceptyczność”. Podobne zdanie miał Karl Dietrich Bracher z Uniwersytetu w Bonn.

Znany i kontrowersyjny historyk David Irving, już wtedy uchodzący za osobę o silnych skłonnościach rewizjonistycznych, zaczął odbierać telefony z redakcji BBC, Newsweeka, The Observer i Bild Zeitung, informując wszystkich: “To fałszywki.”

Były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt również od początku nie dawał wiary doniesieniom o autentyczności dzienników.

Mimo tych ostrzeżeń, redakcja The Sunday Times przygotowała się do opublikowania artykułów na temat sensacyjnego odkrycia. Tymczasem Trevor-Roper, już w Hamburgu, zadawał Heidemannowi coraz bardziej dociekliwe pytania. Gdy nie otrzymał jednoznacznych odpowiedzi i usłyszał sprzeczne wersje historii, jego wątpliwości tylko się pogłębiły.

Podczas samej konferencji prasowej zarówno Trevor-Roper, jak i Weinberg, otwarcie zakwestionowali autentyczność dzienników. Żałuję, że normalna metoda weryfikacji historycznej została poświęcona na rzecz – być może nieuniknionego – dziennikarskiego sensacyjnego ujęcia sprawy. – powiedział Trevor-Roper. The Guardian określił jego wystąpienie jako przejaw „moralnej odwagi”.

Fałszerstwo na oczach świata – kryminalistyka rozwiewa wszelkie złudzenia

Po coraz głośniejszych wątpliwościach środowiska naukowego i medialnego, redakcja Sterna musiała zmierzyć się z realnym zagrożeniem – zarzutami rozpowszechniania nazistowskiej propagandy. W tej sytuacji prawnicy magazynu zdecydowali się przekazać trzy kompletne tomy dzienników do Niemieckiego Archiwum Federalnego (Bundesarchiv), by przeprowadzić pełne badania kryminalistyczne.

W międzyczasie – 28 kwietnia 1983 roku – Stern mimo wszystko opublikował specjalne wydanie zawierające rzekome poglądy Hitlera na temat m.in. Nocy Kryształowej, lotu Hessa do Szkocji i Holokaustu. Tego samego dnia Heidemann nabył od Kujaua cztery ostatnie tomy.

Niedługo później – 1 majaThe Sunday Times kontynuował publikację, prezentując czytelnikom genezę dzienników i ich powiązania z katastrofą lotniczą z 1945 roku, a także sylwetkę Heidemanna. Co zaskakujące, tego samego dnia David Irving, wcześniej stanowczo potępiający dzienniki jako fałszywe, ogłosił nagłą zmianę zdania, twierdząc, że są one autentyczne.

Swoją nową opinię uzasadnił analizą stylu pisma – wskazał na pochyłość i zmniejszający się rozmiar liter w tekście z kwietnia 1945 roku, które miały świadczyć o chorobie Parkinsona u Hitlera. Irving powołał się przy tym na dzienniki osobiste doktora Theodora Morella, osobistego lekarza Führera. Historyk sugerował, że sposób pisania miał odpowiadać opisanym objawom choroby.

Jednak już następnego dnia Bundesarchiv przekazało pierwsze ustalenia. Wykorzystanie światła ultrafioletowego wykazało obecność rozjaśniaczy optycznych w papierze – substancji, które nie były stosowane przed 1953 rokiem. Okazało się również, że oprawa jednego z tomów zawierała poliester, nowoczesny materiał niestosowany w czasach III Rzeszy.

Co więcej, przeszukiwanie archiwów ujawniło błędy merytoryczne, a niektóre fragmenty tekstu były niemal identyczne z cytatami z książki Hitler: Reden und Proklamationen 1932–1945 autorstwa Maxa Domarusa – co jednoznacznie wskazywało, że Kujau korzystał z publikacji wtórnych jako źródeł.

Upadek – Stern przyznaje się do porażki

4 maja 1983 roku piętnaście tomów zostało wyjętych ze szwajcarskiego sejfu i rozesłanych do zespołów kryminalistów – cztery trafiły do Bundesarchiv, a jedenaście do specjalistów w Sankt Gallen w Szwajcarii. Już 6 maja pojawiły się pierwsze jednoznaczne wyniki:

  • użyta farba drukarska zawierała składniki niewystępujące w czasie II wojny światowej,
  • papier miał nowoczesny skład chemiczny,
  • tusz był zbyt świeży – pomiary wyparowania chlorku wykazały, że dzienniki powstały nie wcześniej niż w ciągu ostatnich dwóch lat,
  • znaleziono liczne błędy faktograficzne.

Niektóre z nich były tak podstawowe, że świadczyły o powierzchownym przygotowaniu fałszerstwa. Pomimo prób zachowania twarzy, Bundesarchiv poinformowało o wynikach najpierw rząd Niemiec Zachodnich – który natychmiast wydał własny komunikat. Stern, próbując ubiec władze, opublikował oświadczenie zaledwie pięć minut później – przyznając, że dzienniki są falsyfikatami.

Pamiętniki Hitlera i kulisy mistyfikacji – aresztowania i proces

Gdy wiadomość o fałszerstwie trafiła do opinii publicznej, Konrad Kujau przebywał w Austrii wraz ze swoją żoną oraz kochanką, którą przedstawił jako… pomoc domową. Po przeczytaniu w prasie, że wskazano go jako autora pamiętników, a także że Stern zapłacił aż 9 milionów marek, skontaktował się z prawnikiem oraz prokuratorem w Hamburgu. Zgodził się oddać w ręce policji na granicy z Niemcami Zachodnimi.

W jego domu znaleziono zeszyty identyczne jak te wykorzystane do stworzenia rzekomych pamiętników. Wciąż twierdził, że dokumenty pochodzą ze Wschodu, ale był rozgoryczony faktem, że Heidemann – jego wspólnik – ukrył przed nim skalę pieniędzy otrzymanych od Sterna. 26 maja, po trzynastu dniach od zatrzymania, Kujau złożył pełne zeznanie, obciążając dziennikarza: twierdził, że ten od początku wiedział o fałszerstwie.

Jeszcze tego samego wieczoru Gerd Heidemann również został aresztowany.

Proces pełen groteski – sprawiedliwość w cieniu farsy

Po ponad roku intensywnego śledztwa, 21 sierpnia 1984 roku w Hamburgu rozpoczął się długo oczekiwany proces Gerda Heidemanna i Konrada Kujaua. Obaj oskarżeni zostali postawieni przed sądem pod zarzutem oszukania redakcji Sterna na kwotę 9,3 miliona marek niemieckich.

Choć sprawa miała poważny ciężar gatunkowy, wielu komentatorów już od początku sądziło, że proces przerodzi się w spektakl – a nawet farsę. Historyk Robert Harris wspominał, że atmosfera na sali przypominała bardziej kabaret niż poważne postępowanie karne. Sprawa była pełna absurdalnych momentów – jeden z sędziów musiał zostać odwołany, gdyż zasnął w trakcie rozprawy. Kilka dni później całe zgromadzenie salwowało się śmiechem, widząc… oprawione majtki Idi Amina zawieszone na ścianie w mieszkaniu Heidemanna.

Proces trwał niemal do lipca 1985 roku. Ostatecznie:

  • Heidemann został skazany na cztery lata i osiem miesięcy więzienia,
  • Kujau usłyszał wyrok czterech lat i sześciu miesięcy.

Sędzia Hans-Ulrich Schroeder, ogłaszając wyrok, stwierdził: “Zaniedbania Sterna skłoniły mnie do złagodzenia wyroków wobec głównych sprawców.”

Podczas procesu ujawniono również, że Heidemann przywłaszczył sobie 1,7 miliona marek, natomiast Kujau otrzymał 1,5 miliona za swoje dzieła. Co najmniej 5 milionów marek pozostało niezidentyfikowanych – zniknęły bez śladu.

Życie po skandalu – skutki i upadki

Po odbyciu wyroków obaj oszuści zostali zwolnieni z więzienia w 1987 roku. Konrad Kujau, mimo że chorował na raka gardła, otworzył w Stuttgarcie galerię, w której – z ironicznym przekąsem – sprzedawał fałszywe obrazy Salvadora Dalego i Joana Miró, podpisując je jednak już własnym nazwiskiem. Wkrótce znów popadł w konflikt z prawem – został aresztowany za fałszowanie… prawa jazdy. Zmarł w 2000 roku na nowotwór.

Gerd Heidemann również nie zaznał spokoju. W 1992 roku Der Spiegel ujawnił, że w latach 50. współpracował ze Stasi, czyli enerdowską tajną policją. W kolejnych dekadach jego sytuacja życiowa pogarszała się – w 2008 roku miał ponad 700 tysięcy euro długów i żył z zasiłku. Wciąż był zgorzkniały, twierdząc, że padł ofiarą systemu.

Afera miała katastrofalne skutki dla Sterna – dwóch jego głównych redaktorów, Felix Schmidt i Henri Nannen, zostało zmuszonych do rezygnacji. Otrzymali sowite odprawy (około miliona dolarów każdy), ale ich reputacja legła w gruzach.

W redakcji doszło do protestów i strajków – dziennikarze oskarżali kierownictwo o pominięcie standardowych procedur weryfikacji i dziennikarskiej rzetelności. Skandal sprawił, że Stern – niegdyś wzór śledczego dziennikarstwa – przez wiele lat postrzegany był jako symbol czekowej dziennikarki, nastawionej na sensację i szybki zysk. Odzyskanie zaufania zajęło redakcji niemal dekadę.

Z perspektywy Instytutu Historycznego w Niemczech, afera odegrała również pozytywną rolę: powstrzymała tendencję do eufemistycznego i bezkrytycznego przedstawiania III Rzeszy w zachodnioniemieckiej kulturze popularnej.

Pamiętniki Hitlera – historia, która przeszła do popkultury

Skandal zainspirował liczne produkcje:

  • w 1986 roku Robert Harris opublikował bestsellerową książkę Selling Hitler: The Story of the Hitler Diaries,
  • na jej podstawie w 1991 roku powstał serial dokumentalno-fabularny Selling Hitler (ITV),
  • w 1992 roku Helmut Dietl nakręcił film Schtonk!, który zdobył trzy nagrody Deutscher Filmpreis i był nominowany do Oscara,
  • w 2021 roku niemiecka telewizja RTL wyemitowała serial Faking Hitler.

W 2004 roku jeden z dzienników został sprzedany na aukcji za 6400 euro, a w 2013 roku Stern zapowiedział przekazanie pozostałych egzemplarzy do Bundesarchiv – jednak do dziś do tego nie doszło.

Brian MacArthur, jeden z dziennikarzy The Sunday Times zaangażowanych w sprawę, podsumował całą aferę słowami:

… Odkrycie pamiętników Hitlera było tak kuszącą ciekawostką, że wszyscy chcieliśmy wierzyć, że są one autentyczne. Co więcej, po zawarciu umowy musieliśmy wierzyć w ich autentyczność, dopóki nie przekonaliśmy się, że są one falsyfikatami. … Nieliczni z nas, którzy byli wtajemniczeni w sekrecję, karmili się adrenaliną: zamierzaliśmy napisać najbardziej zdumiewającą sensację w naszej karierze.

W 2023 roku, niemal cztery dekady po wybuchu afery, wszystkie 62 tomy sfałszowanych dzienników opublikowano w formie drukowanej oraz cyfrowej dzięki współpracy März Verlag i Norddeutscher Rundfunk. Wydawnictwo Bertelsmann, właściciel praw, zadeklarowało ich przekazanie państwu niemieckiemu, a Leibniz-Institut für Zeitgeschichte otrzymał zadanie zbadania społecznego i historycznego odbioru dzienników.

Comments are closed.