Prezydent, który miał szansę przeżyć zamach, zmarł w męczarniach przez niewiedzę swoich lekarzy. Historia leczenia Jamesa Garfielda pokazuje, jak brudne ręce i medyczna rutyna potrafiły być bardziej zabójcze niż kula. To lekcja o cenie ignorancji, którą Ameryka zapłaciła najwyższym urzędem w państwie.
Niektóre tragedie rodzą się z jednej chwili szaleństwa, a inne – z serii drobnych decyzji, które w sumie tworzą morderczą spiralę. Leczenie Jamesa Garfielda, 20. prezydenta Stanów Zjednoczonych, jest symbolem tej drugiej kategorii. W lipcu 1881 roku ambitny przywódca padł ofiarą zamachu w stołecznym dworcu Baltimore&Potomac.
Kula nie uszkodziła najważniejszych organów. Zgodnie z opinią wielu współczesnych chirurgów, taka rana nie powinna była być śmiertelna. Jednak Garfield zmarł 79 dni później – nie z powodu kuli, lecz wskutek sepsy, błędów w leczeniu i medycznej pychy.
W skrócie:
- Rana Garfielda nie była z natury śmiertelna, ale codzienne sondowanie brudnymi palcami i narzędziami wywołało sepsę. Ignorowano zasady antyseptyki znane w Europie od lat.
- „Szef” leczenia, Doctor Willard Bliss, zmonopolizował decyzje i błędnie upierał się, że kula tkwi po prawej stronie. To wymusiło kolejne, traumatyczne manipulacje raną i poszerzyło obrażenia.
- Alexander Graham Bell przywiózł działający wykrywacz metalu, lecz badanie zafałszowało metalowe łóżko sprężynowe. Bliss nie pozwolił przeskanować lewej strony, gdzie faktycznie była kula.
- Zastosowano rektalne „żywienie” z jaj, bulionu, whisky i opium, co doprowadziło do ciężkiego niedożywienia. Waga prezydenta spadła z ok. 95 do 59 kg, co obniżyło odporność i zdolność gojenia.
- Latem 1881 roku ulga przyszła tylko częściowo dzięki improwizowanej „klimatyzacji” z lodem. Mimo chwilowych popraw, ropnie i infekcje narastały, a ból nasilała prawdopodobna neuropatia septyczna.
- 6 września przeniesiono Garfielda do Elberon nad oceanem, gdzie spędził ostatnie dwa tygodnie. Zmarł 19 września 1881 roku; dominująca diagnoza to sepsa, choć istnieje hipoteza pęknięcia pseudoaneuryzmy tętnicy śledzionowej.
- Charles Guiteau twierdził, że „postrzelił, ale zabili lekarze”; sąd skazał go na śmierć mimo obrony niepoczytalnością. Społeczeństwo śledziło biuletyny zdrowotne i po śmierci obarczyło lekarzy winą moralną.
- Skutkiem politycznym była Ustawa Pendletona (1883) i ograniczenie „systemu łupów”. Sprawa Garfielda przyspieszyła w USA przyjęcie antyseptyki i standardów higieny w chirurgii.
Chłopak z biednej chaty: kim był James Garfield?
James Abram Garfield urodził się 19 listopada 1831 roku w Moreland Hills w stanie Ohio, w ubogiej rodzinie rolniczej. Jego ojciec, Abram Garfield, zmarł zaledwie półtora roku po narodzinach syna, pozostawiając matkę, Elizę, z pięciorgiem dzieci. Rodzina żyła w biedzie, lecz dzięki determinacji i wsparciu krewnych zdołała utrzymać gospodarstwo. Młody James, nazywany „Jimmy”, był bystrym i ambitnym chłopcem. Matka szybko dostrzegła jego potencjał i z całych sił zachęcała go do nauki.
W wieku szesnastu lat Garfield uciekł z domu, marząc o życiu marynarza. Zatrudnił się jako chłopiec do koni przy kanałach Ohio i Erie, gdzie prowadził konie wzdłuż wąskich szlaków holowniczych. Podczas tej pracy kilkanaście razy wpadł do wody, co skończyło się ciężką malaryczną gorączką (wówczas nazywaną „ague”) i tygodniami choroby.
To doświadczenie uświadomiło mu, że lepiej wykorzystać umysł niż siłę mięśni. Wrócił więc do nauki – najpierw w Geauga Academy, a później w Western Reserve Eclectic Institute (dziś Hiram College), gdzie łączył obowiązki sprzątacza, nauczyciela i studenta. Następnie ukończył z wyróżnieniem Williams College, opanowując m.in. łacinę, grekę, niemiecki i hebrajski.
Garfield był ambidekstrą. Według legendy potrafił równocześnie pisać po grecku i łacinie, używając obu rąk. Choć lista wielojęzycznych prezydentów USA potwierdza, że znał oba języki i ich nauczał, nie ma wiarygodnych źródeł potwierdzających tę niezwykłą umiejętność pisania jednocześnie dwoma alfabetami. Bez wątpienia jednak wyróżniał się talentem językowym – potrafił prowadzić kampanię wyborczą po niemiecku i uczył się hebrajskiego.
Choć wywodził się z ubóstwa, Garfield szybko wyrósł na wybitnego nauczyciela, mówcę i duchownego w Kościele Uczniów Chrystusa. W latach pięćdziesiątych XIX wieku rozpoczął karierę polityczną w Ohio, łącząc działalność duszpasterską z wykładami i zaangażowaniem w lokalną politykę. Gdy wybuchła wojna secesyjna, zorganizował 42. regiment piechoty Ohio, wyróżniając się w bitwach pod Middle Creek i Chickamauga.
Awansował do stopnia generała majora i został szefem sztabu Armii Cumberland. W grudniu 1863 roku zrezygnował z kariery wojskowej, by objąć mandat w Kongresie, gdzie z czasem stał się jednym z najbardziej wpływowych republikanów swoich czasów.
Rodzina Garfielda i ich zdrowie
James Garfield ożenił się z Lukrecją „Crete” Rudolph w 1858 roku. Małżeństwo przetrwało liczne kryzysy, w tym śmierć córki Little Trot oraz romans Jamesa z dziennikarką. Para doczekała się pięciorga dzieci, a Lukrecja Garfield odegrała później kluczową rolę w walce o fachową opiekę medyczną dla męża podczas jego agonii.
Garfield był wysoki (ok. 183 cm) i atletyczny, lecz jego zdrowie bywało chwiejne. Według strony Doctor Zebra w młodości zmagał się z malarycznymi gorączkami (ague) i częstymi przeziębieniami, które leczono wówczas metodami homeopatycznymi. W 1875 roku cierpiał na bolesną szczelinę odbytu, którą operował mu późniejszy generał armii i architekt szpitala Johns Hopkins, John Shaw Billings. Nie był jednak człowiekiem schorowanym – raczej silnym, energicznym i niezwykle pracowitym.
Jako kongresman, Garfield zyskał reputację erudyty i znakomitego mówcy. Słynął z błyskotliwych wystąpień, szerokiej wiedzy historycznej i biegłości matematycznej. W 1876 roku opublikował w czasopiśmie New England Journal of Education krótką, oryginalną demonstrację twierdzenia Pitagorasa, którą uczniowie do dziś nazywają dowodem Garfielda.
W 1880 roku został niespodziewanie nominowany przez Partię Republikańską na prezydenta podczas zjazdu, na którym początkowo występował jedynie jako delegat. Jego powiązania z frakcją Half-Breed oraz umiarkowane poglądy polityczne okazały się kompromisem, który zjednoczył partię. W listopadowych wyborach pokonał generała Winfielda Hancocka minimalną różnicą głosów, obejmując urząd jako dwudziesty prezydent Stanów Zjednoczonych.
Sprawca zamachu: kim był Charles Guiteau?
Charles Julius Guiteau, urodzony w 1841 roku, był prawnikiem, kaznodzieją i samozwańczym pisarzem, który cierpiał na poważne zaburzenia psychiczne. Według portalu Salon.com psycholodzy podejrzewają u niego kombinację osobowości narcystycznej, schizofrenii oraz możliwą neurosyfilis. Jego życie było pasmem porażek – próbował studiować prawo, głosić kazania, a nawet mieszkał w komunie wolnej miłości Oneida, skąd ostatecznie został wyrzucony.
Guiteau wierzył, że jego broszura wyborcza przyczyniła się do zwycięstwa Jamesa Garfielda w 1880 roku i że w nagrodę powinien otrzymać posadę ambasadora we Francji lub Austrii. Gdy administracja zignorowała jego pisemne prośby, popadł w obsesję. Początkowo planował wysadzić prezydenta dynamitem, lecz ostatecznie wybrał pistolet British Bulldog, przekonany, że taki zamach przyniesie mu wieczną sławę.
Guiteau twierdził później, że zabicie Garfielda było „aktem patriotycznym”, mającym uratować Republikę przed nepotyzmem i spoils system – systemem łupów polegającym na rozdawaniu stanowisk partyjnym działaczom. Jego paranoiczne urojenia mieszały się z religijnym fanatyzmem; był przekonany, że działa z boskiego natchnienia.
2 lipca 1881 roku zamachowiec wynajmował pokój w Waszyngtonie i często przesiadywał w Lafayette Park, obserwując prezydenta. W jednym z listów proponował Garfieldowi, by powierzył mu stanowisko w konsulacie w Paryżu, pisząc, że wkrótce poślubi bogatą pannę i będzie godnie reprezentować USA.
Zbrodnia na dworcu: 2 lipca 1881 roku
James Garfield rozpoczął prezydenturę rozdarty między frakcje Republikanów i prowadząc walkę z nepotyzmem. 2 lipca 1881 roku wyruszał wraz z synami, Jamesem i Harrym, na uroczystość akademicką w Massachusetts. Na dworcu Baltimore and Potomac w Waszyngtonie spotkał sekretarza stanu Jamesa Blaine’a. Tymczasem Charles Guiteau, przygotowujący się do zamachu, nawet wyszlifował buty, by – jak sam mówił – „dobrze wyglądać podczas aresztowania”.
Gdy prezydent wszedł do holu stacji, zamachowiec wyszedł z cienia i oddał dwa strzały z niewielkiej odległości. Pierwszy pocisk jedynie drasnął ramię Garfielda, drugi wbił się w dolną część pleców, przebił jedenaste żebro, minął najważniejsze narządy i zatrzymał się za trzustką. Garfield osunął się na podłogę, lecz zachował przytomność i krzyknął: Mój Boże, co to jest?
Guiteau nie uciekł daleko – ochroniarze i świadkowie natychmiast go obezwładnili. Według relacji, w chwili zatrzymania wypowiedział słowa, które przeszły do historii: Tak, postrzeliłem go, ale to lekarze go zabili.
Wśród świadków zdarzenia znajdował się Robert Todd Lincoln, syn zamordowanego Abrahama Lincolna. Ironią losu, Robert Lincoln był obecny przy trzech z czterech zamachów na prezydentów USA – podczas śmierci Lincolna, Garfielda oraz w 1901 roku, gdy zginął William McKinley.
James Garfield na stole operacyjnym: pierwsze godziny leczenia
Prezydent James Garfield został przeniesiony do małego biura na piętrze dworca, gdzie wkrótce zebrało się kilku lekarzy. Pierwszy przybył Smith Townsend, miejski oficer zdrowia. Jego pierwszą decyzją było podanie brandy i amoniaku, by pobudzić pacjenta. Następnie, bez znieczulenia, włożył palec i sondę w ranę, próbując zlokalizować kulę – w ten sposób prawdopodobnie wprowadził pierwszą infekcję.
Wkrótce pojawił się Doctor Willard Bliss – nazwisko nieprzypadkowe, bo „Doctor” było jego prawdziwym imieniem. Bliss, znany chirurg z doświadczeniem z wojny secesyjnej i osobisty znajomy Garfielda, został wezwany na miejsce przez sekretarza wojny Roberta Lincolna, który uznał go za autorytet. Po przybyciu Bliss przejął pełną kontrolę nad leczeniem, usuwając pozostałych lekarzy i organizując własny zespół specjalistów, w skład którego weszli David Hayes Agnew, Frank Hamilton i Joseph Janvier Woodward.
Bliss i jego współpracownicy codziennie próbowali „wyłuskać” kulę, przekonani, że jej pozostawienie w ciele doprowadzi do zatrucia. Każdego dnia w ranę wkładano sondy, palce, metalowe narzędzia i końcówki drenażowe – wszystkie niezdezynfekowane. Zespół lekarzy gromadził się regularnie, czasem w liczbie kilkunastu osób.
W epoce, gdy odkrycia Josepha Listera dotyczące antyseptyki i dezynfekcji były znane już od prawie 15 lat, wielu amerykańskich medyków wciąż odrzucało teorię drobnoustrojów. Zwłaszcza weterani wojenni nosili na fartuchach plamy krwi i ropy jako swoiste „odznaki doświadczenia” – symbole praktyki, które w rzeczywistości przyczyniały się do tragicznego końca pacjentów.
Walka z niewidzialnymi wrogami: brak antyseptyki i „dobry smród chirurgiczny”
Leczenie Jamesa Garfielda było fatalne, ponieważ amerykańska medycyna lat 80. XIX wieku znacznie odstawała od europejskiej. Choć Louis Pasteur i Robert Koch dowiedli istnienia bakterii, a brytyjski chirurg Joseph Lister opracował skuteczne procedury antyseptyczne, większość lekarzy w Stanach Zjednoczonych uznawała je za przesadę.
Wciąż dominowała tzw. teoria miazmatyczna, według której choroby powodują wyziewy i „złe powietrze”. Koncepcja drobnoustrojów wydawała się im śmieszna i „niepraktyczna”. Wielu chirurgów utrzymywało, że brudne ręce i zakrwawione fartuchy są dowodem doświadczenia – określano to pogardliwie jako „dobry smród chirurgiczny”.
Tymczasem w Europie standardem stawały się już takie praktyki jak mycie rąk w chlorowanej wodzie czy dezynfekcja narzędzi kwasem karbolowym (fenolem). Już w 1846 roku Ignaz Semmelweis zauważył, że śmiertelność kobiet w klinice położniczej spada z 12% do 2%, jeśli lekarze dezynfekują ręce po autopsjach. W latach 60. XIX wieku Lister wprowadził antyseptykę do chirurgii, udowadniając, że mycie rąk i narzędzi oraz stosowanie środków dezynfekujących ratuje życie.
Willard Bliss i większość jego zespołu nie wierzyli jednak w te odkrycia lub uznawali je za zbyt eksperymentalne. W rezultacie Garfield padł ofiarą medycznego konserwatyzmu i ignorancji.
Jeden z lekarzy, dr E. L. Patee z Kansas, pisał rozpaczliwe listy do Lukrecji Garfield, błagając, by nie pozwalała dalej sondować rany: Saturate everything with carbolic acid… God help you. Jego ostrzeżenia zostały całkowicie zignorowane – podobnie jak nowoczesna wiedza, która mogła uratować życie prezydenta.
Rekordowe sondowanie i brak znieczulenia
Podczas pierwszego badania, przeprowadzonego na podłodze dworca, lekarze w ogóle nie zastosowali etru ani chloroformu – James Garfield był więc przytomny i cierpiał potworny ból. W kolejnych dniach podawano mu morfina, lecz Willard Bliss często sondował ranę bez dodatkowego znieczulenia.
W następnych tygodniach rana była stale poszerzana. Początkowy kanał o długości kilku centymetrów przekształcono w 50-centymetrową jamę, biegnącą od żeber aż do pachwiny. Jak opisał Matthew Rozsa, trzycalowa rana zamieniła się w nacięcie długości stopy i ośmiu cali, z którego sączyła się ropa.

Do 12 lekarzy wielokrotnie wkładało nieumyte palce i narzędzia do pleców prezydenta, powodując rozległe zakażenie. Prawdziwa lokalizacja kuli – po lewej stronie, w miękkiej tkance przy kręgosłupie – pozostała nieznana aż do autopsji. Bliss i jego współpracownicy uparcie szukali jej po prawej stronie, błędnie interpretując tor pocisku i tym samym przyspieszając tragedię.
Konflikty w zespole medycznym
Nie tylko brak antyseptyki był problemem. Willard Bliss uchodził za człowieka ambitnego, autorytarnego i nieznoszącego sprzeciwu. Gdy na miejsce przybył Jedediah Hyde Baxter, osobisty lekarz Jamesa Garfielda, Bliss odmówił mu dostępu do pacjenta.

Lukrecja Garfield wymusiła, by do opieki dopuszczono jej zaufaną lekarkę Susan Edson oraz kuzyna prezydenta, Silasa Boyntona. Bliss zgodził się, lecz tylko pod warunkiem, że będą pełnić funkcje pielęgniarzy, a nie konsultantów medycznych. W ten sposób zablokowano możliwość wprowadzenia nowocześniejszego, bardziej ostrożnego podejścia do leczenia.
Co znamienne, Boynton i Edson byli zwolennikami homeopatii oraz mniej inwazycznych metod terapeutycznych – czyli dokładnie tych, które mogłyby ograniczyć cierpienie i ryzyko zakażenia prezydenta.
Próba technologii: Alexander Graham Bell i detektor metalu
Wyścig z czasem i z bakterią skłonił lekarzy do zwrócenia się o pomoc do słynnego wynalazcy – Alexandra Grahama Bella. Bell, znany jako twórca telefonu, zaprojektował urządzenie zwane induction balance – prototyp wykrywacza metalu. Testy przeprowadzone na innych osobach wykazały, że instrument potrafi wykryć metal znajdujący się na głębokości kilku centymetrów.
W sierpniu 1881 roku Bell przybył do Białego Domu, by przeprowadzić próbę na Jamesie Garfieldzie. Napotkał jednak dwie przeszkody. Po pierwsze, Garfield leżał na metalowym łóżku sprężynowym – rzadkim wynalazku w tamtym czasie – co zakłócało sygnał urządzenia. Po drugie, Willard Bliss był przekonany, że kula znajduje się po prawej stronie ciała, i nie pozwolił Bellowi zbadać strony lewej.
Bell usłyszał sygnał w miejscu wskazanym przez Blissa, ale – jak się później okazało – wykrył jedynie metalowe pręty łóżka. Była to zmarnowana szansa: gdyby wynalazca mógł przeskanować cały tułów, prawdopodobnie zlokalizowałby kulę. Bell udowodnił później, że jego urządzenie działało poprawnie – wykrywało metal bezbłędnie podczas badań innych pacjentów.
Gorączka, chłód i pierwsze „klimatyzatory”
Lato 1881 roku w Waszyngtonie było wyjątkowo gorące i wilgotne. Biały Dom nie posiadał systemu klimatyzacji, a James Garfield cierpiał na wysoką gorączkę i osłabienie. Aby złagodzić upał, inżynierowie Marynarki Wojennej skonstruowali improwizowane urządzenie chłodzące: powietrze tłoczono przez wentylatory do skrzyni wypełnionej lodem, a następnie kierowano je do pokoju prezydenta.
Aparatura potrafiła obniżyć temperaturę o około 11°C (20°F), co przynosiło choremu chwilową ulgę. W wielu opracowaniach rozwiązanie to uznawane jest za pierwszą wersję klimatyzacji, choć sukces był połowiczny – zwiększona wilgotność i hałas urządzenia utrudniały odpoczynek pacjentowi i męczyły personel.
W pogoni za zdrowiem: dieta, lewatywy i głodzenie
James Garfield początkowo był karmiony płynnymi pokarmami – bulionem, mlekiem i płatkami owsianymi, których szczerze nie znosił. Z czasem jego dieta stała się jeszcze bardziej osobliwa: zgodnie z ówczesną praktyką lekarze zaczęli stosować tzw. żywienie doodbytnicze. Do odbytu wprowadzano mieszankę żółtek jaj, bulionu wołowego, whisky, mleka i kropli opium. Tego typu lewatywy miały dostarczać kalorii, lecz – jak zauważa historyk Ira Rutkow – praktycznie pozbawiały pacjenta wartości odżywczych.
W efekcie Garfield dramatycznie schudł – z około 95 kg do 59 kg. Według Jeffreya Reznicka, lekarze niemal zagłodzili go na śmierć.
Pacjent cierpiał też na chroniczne skurcze brzucha, prawdopodobnie spowodowane stosowaniem dużych dawek chininy (5–10 ziaren dziennie), morfina oraz calomelu (chlorku rtęciowego). Wśród ówczesnych lekarzy panowało przekonanie, że stałe pokarmy mogą zaszkodzić, jeśli kula uszkodziła jelita, dlatego ograniczano pożywienie i kontynuowano rektalne karmienie, które w rzeczywistości pogłębiało wyniszczenie organizmu.
Tajemnicze bóle nóg i „tygrysie pazury”
W ostatnich tygodniach życia James Garfield cierpiał na silny ból stóp. Według relacji stewarda Białego Domu, cytowanej przez Doctor Zebra, prezydent skarżył się: Moje stopy czują się, jakby tysiące igieł przebijały je jednocześnie. Steward masował mu palce, by przynieść chwilową ulgę w cierpieniu.
W liście do znajomego Garfield porównał uczucie w nogach do „tygrysich pazurów” – objaw ten prawdopodobnie wskazywał na neuropatię spowodowaną posocznicą, czyli zakażeniem ogólnoustrojowym, które powoli niszczyło jego nerwy i organizm.
Transfer do Elberon: ostatnia podróż
6 września 1881 roku, z powodu wysokiej gorączki, ropiejących ran i narastających duszności, zespół medyczny zdecydował o przeniesieniu Jamesa Garfielda do nadmorskiego kurortu Elberon (w obrębie Long Branch, New Jersey). W ciągu jednej nocy wolontariusze zbudowali bocznicę kolejową, która prowadziła wprost do Francklyn Cottage – eleganckiej rezydencji położonej tuż przy plaży.
Prezydent został przewieziony w specjalnym wagonie wyściełanym miękkimi poduszkami, a podróż, trwająca około 24 godzin, przebiegała powoli i ostrożnie. Wzdłuż torów gromadziły się tłumy ludzi, którzy dekorowali drogę kwiatami, oddając w ten sposób hołd cierpiącemu przywódcy.
Początkowo chłodniejsze, morskie powietrze przyniosło mu pewną ulgę. Garfield mógł wreszcie patrzeć na ocean z okna swojej sypialni – marzenie, o którym wspominał jeszcze w Waszyngtonie. Jednak infekcje nadal się rozwijały. W wyniku sepsy w jego ciele tworzyły się liczne ropnie, które lekarze starali się opróżniać, wprowadzając drenaż. Wkrótce pojawiły się też objawy choroby serca, prawdopodobnie spowodowane zakażeniem i przerostem mięśnia sercowego.
Jak zginął James Garfield? Ostatnie godziny i przyczyny śmierci
18 września 1881 roku James Garfield zapytał swojego przyjaciela, pułkownika A. F. Rockwella, czy przejdzie do historii. Rockwell zapewnił go, że tak właśnie będzie. Prezydent odparł spokojnie: Nie, moja praca jest już skończona.
Następnego dnia, 19 września późnym wieczorem, Garfield poczuł silny ból w klatce piersiowej. Poprosił szefa sztabu, generała Davida Swaima, by przyłożył mu rękę do serca. „Och, Swaim, nie możesz tego zatrzymać? Och, och, Swaim!” – były to jego ostatnie słowa. Chwilę później stracił przytomność i zmarł około godziny 22:30.
Autopsja ujawniła ropień w jamie brzusznej, pęknięcie tętniaka tętnicy śledzionowej oraz rozległe zapalenie płuc. W ciele znaleziono ropę i żółć, a zespół medyczny odkrył, że kula tkwiła 5 cm poniżej lewej nerki, a nie po prawej stronie, jak błędnie przypuszczał Willard Bliss.
Spory o przyczynę zgonu
Tradycyjnie uznaje się, że James Garfield zmarł wskutek sepsy spowodowanej zakażeniem rany i błędnym leczeniem. W 2013 roku chirurdzy Theodore Pappas i Shahrzad Joharifard przedstawili jednak alternatywną hipotezę: według nich prezydent zginął z powodu pęknięcia pseudoaneuryzmy tętnicy śledzionowej, która powstała w wyniku uszkodzenia ściany naczynia przez kulę.
Zdaniem badaczy sepsa mogła być skutkiem ostrego, kamieniowatego zapalenia pęcherzyka żółciowego, a nie bezpośrednio zakażenia rany postrzałowej. Choć diagnoza ta pozostaje kontrowersyjna, jedno pozostaje pewne – nieumiejętne sondowanie rany i brak zasad antyseptyki wprowadziły zakażenie, które dramatycznie zmniejszyło szanse Garfielda na przeżycie.
Chirurg i historyk Ira Rutkow, autor biografii „James A. Garfield” (2006), zwrócił uwagę na jeszcze jeden kluczowy czynnik – niedożywienie. Uważał, że Garfield odniósł niezagrażającą życiu ranę i w dzisiejszych warunkach opuściłby szpital po kilku dniach, lecz lekarze „niemal go zagłodzili”.
Rzeczywiście, ograniczenie pożywienia do płynnych lewatyw mogło poważnie osłabić jego odporność, spowolnić proces gojenia i w konsekwencji przyspieszyć śmierć prezydenta.
Proces Charlesa Guiteau i reakcja społeczeństwa
Po aresztowaniu Charles Guiteau natychmiast przyznał się do strzelania, ale zaprzeczył, jakoby zabił prezydenta. W liście skierowanym do opinii publicznej napisał: Generał Garfield zmarł z powodu błędów lekarzy. Zgodnie z opinią jego własnych lekarzy nie został śmiertelnie postrzelony. Lekarze, którzy źle się nim zajęli, powinni ponieść odpowiedzialność za jego śmierć, a nie ja.
Podczas procesu w 1882 roku obrona Guiteau argumentowała, że oskarżony był niepoczytalny. Ława przysięgłych odrzuciła jednak tę linię obrony i skazała go na śmierć. 30 czerwca 1882 roku został powieszony, a w swoim ostatnim oświadczeniu powtórzył: „Tak, postrzeliłem go, ale to lekarze go zabili.”
Społeczeństwo amerykańskie z zapartym tchem śledziło stan zdrowia prezydenta, a gazety publikowały niemal codziennie biuletyny medyczne z Białego Domu. Jego śmierć wywołała powszechny żal, ale także gniew wobec niekompetencji lekarzy. W Cleveland ponad 150 tysięcy osób oddało hołd ciału Jamesa Garfielda, a na całej trasie pogrzebowej tysiące ludzi dekorowało drogi kwiatami.
Dziedzictwo Garfielda i reformy polityczne
James Garfield zapisał się w pamięci jako uczciwy i inteligentny polityk, który potrafił zjednoczyć podzieloną Partię Republikańską. Jego głównym celem była walka z korupcją i systemem łupów – nepotystyczną praktyką, w której zwycięzcy wyborów rozdawali stanowiska swoim partyjnym zwolennikom.
Paradoksalnie, to właśnie jego śmierć przyspieszyła reformę, o którą zabiegał. W 1883 roku Kongres USA przyjął Ustawę Pendletona, tworząc system egzaminów i kwalifikacji dla urzędników federalnych, który ograniczył polityczne nominacje i zapoczątkował nowoczesną służbę cywilną.
Jak zauważa publicystka Candice Millard, śmierć Garfielda miała też symboliczny wymiar narodowy – wspólny żal po jego odejściu zjednoczył Północ i Południe, które po raz pierwszy od czasów wojny secesyjnej odczuły wspólnotę emocji i narodowej straty.
Stan medycyny w drugiej połowie XIX wieku
Aby zrozumieć, dlaczego leczenie Jamesa Garfielda zakończyło się tak tragicznie, trzeba spojrzeć na stan amerykańskiej medycyny drugiej połowy XIX wieku. W 1847 roku węgierski lekarz Ignaz Semmelweis udowodnił, że mycie rąk roztworem chloru drastycznie zmniejsza liczbę zgonów kobiet w połogu. Kilka lat później Louis Pasteur wykazał związek między drobnoustrojami a chorobami, a Joseph Lister w latach 60. XIX wieku wprowadził do chirurgii karbolowy kwas (fenol), stosując go do dezynfekcji ran, narzędzi i sal operacyjnych. Europa zaczynała epokę antyseptyki, a wyniki Listera były jednoznaczne – śmiertelność pooperacyjna dramatycznie spadała.
W Stanach Zjednoczonych sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Choć część lekarzy znała odkrycia Pasteura i Listera, większość nadal wierzyła w miazmatyczną teorię chorób, według której infekcje przenosiły się przez „złe powietrze”, a nie bakterie. Wielu medyków – zwłaszcza weteranów wojny secesyjnej – wywodziło się ze środowiska, w którym liczyła się szybkość, rutyna i odporność, a nie sterylność. Willard Bliss był typowym przykładem tego pokolenia: lekarzem polowym, przyzwyczajonym do amputacji i improwizowanych zabiegów. Brudny fartuch był dla niego i jemu podobnych oznaką doświadczenia, nie zaniedbania.
Tylko nieliczni, jak Joseph Janvier Woodward, wojskowy lekarz i mikrobiolog, który jako jeden z pierwszych wprowadził mikroskop do armii, rozumieli znaczenie badań nad mikroorganizmami. Ich głos jednak ginął w konserwatywnym środowisku medycznym.
Amerykańskie szpitale zaczęły stosować zasady aseptyki dopiero pod koniec lat 80. XIX wieku, wiele lat po śmierci Garfielda. Nawet w dużych ośrodkach, takich jak Nowy Jork, lekarze często przenosili bakterie z jednego pacjenta na drugiego, nie zmieniając ubrań ani nie czyszcząc narzędzi.
Narodziny nowoczesnej chirurgii antyseptycznej wymagały nie tylko wiedzy, ale też zmiany mentalności – porzucenia przekonania, że brud to dowód praktyki. Tragedia Garfielda stała się w tym sensie przestrogą dla całego pokolenia lekarzy, którzy zbyt długo trzymali się dawnych nawyków, nie rozumiejąc, że to właśnie ich czyny, a nie kula zamachowca, odebrały prezydentowi życie.
Dlaczego James Garfield zginął? Analiza błędów lekarskich
Przypadek Jamesa Garfielda pokazuje, że w medycynie sama wiedza nie wystarczy – równie ważne są pokora, otwartość na nowe odkrycia i gotowość do odrzucenia błędnych przekonań. Analiza jego leczenia ujawnia ciąg tragicznych błędów, które wspólnie doprowadziły do śmierci prezydenta.
Najpoważniejszym z nich było lekceważenie zasad antyseptyki. Większość lekarzy z zespołu Willarda Blissa nie myła rąk ani narzędzi, mimo że odkrycia Louisa Pasteura i Josepha Listera były znane od lat. W rezultacie do rany wprowadzono bakterie, które wywołały posocznicę. Równie fatalny był upór w poszukiwaniu kuli. Lekarze uważali, że pocisk pozostający w ciele stanowi śmiertelne zagrożenie, choć w rzeczywistości wielu pacjentów żyło z kulami bez powikłań. Bliss uparcie sądził, że pocisk znajduje się po prawej stronie, i kazał sondować ranę w tym miejscu, co doprowadziło do jej dramatycznego poszerzenia, powiększenia uszkodzeń i rozprzestrzenienia infekcji.
Katastrofalne skutki przyniosło również zlekceważenie wynalazku Alexandra Grahama Bella, który opracował wykrywacz metalu, mogący wskazać lokalizację kuli. Bliss nie pozwolił mu jednak przeskanować lewej strony ciała i nie usunął metalowego łóżka, które zakłócało działanie urządzenia. Gdyby Bell mógł przeprowadzić pełne badanie, najpewniej odnalazłby kulę, a dalsze cierpienia prezydenta mogłyby zostać uniknięte.
Kolejnym błędem była niewłaściwa dieta. Z obawy przed uszkodzeniem jelit lekarze wprowadzili tzw. żywienie doodbytnicze, polegające na podawaniu mieszaniny żółtek jaj, bulionu, whisky, mleka i opium przez lewatywy. W praktyce doprowadziło to do skrajnego niedożywienia i anemii, które osłabiły organizm i pozbawiły go zdolności regeneracji.
Dodatkowym cierpieniem był brak znieczulenia i empatii. Lekarze wielokrotnie sondowali ranę bez użycia eteru ani chloroformu, powodując potworny ból i stres, które jeszcze bardziej wyniszczały chorego.
Na to wszystko nałożyły się konflikty personalne i brak współpracy wśród medyków. Bliss odsunął od leczenia innych specjalistów – w tym Jedediaha Baxtera, Susan Edson i Silasa Boyntona – ograniczając ich rolę do pielęgnacji. W efekcie uniemożliwił zastosowanie ostrożniejszych, nowocześniejszych metod, które mogłyby zwiększyć szanse Garfielda na przeżycie.
Część historyków uważa, że nawet przy zachowaniu zasad antyseptyki prezydent mógłby umrzeć z powodu uszkodzenia tętnicy śledzionowej, jednak większość ekspertów jest zgodna, że to infekcja i sepsa były decydujące. Według raportu Harvard Medical School z 2013 roku, pierwotna rana postrzałowa z broni kalibru .44 została poszerzona do 50 centymetrów, co jednoznacznie wskazuje na iatrogenną tragedię – śmierć spowodowaną nie przez kulę zamachowca, lecz przez błędy i upór lekarzy.
Leczenie Jamesa Garfielda w świetle medycyny XXI wieku
Współcześni lekarze podkreślają, że rana Jamesa Garfielda byłaby dziś łatwa do wyleczenia. Pacjent trafiłby natychmiast do szpitala, otrzymałby płyny dożylne, szerokospektralne antybiotyki oraz znieczulenie. Wykonano by tomografię komputerową lub USG, by dokładnie zlokalizować kulę, a następnie prawdopodobnie pozostawiono by ją w ciele, jeśli nie zagrażałaby narządom wewnętrznym. Zastosowanie drenażu zapobiegłoby powstawaniu ropni, a antybiotyki skutecznie zwalczyłyby infekcję. W takich warunkach Garfield opuściłby szpital po kilku dniach, całkowicie wracając do zdrowia.
Historia jego leczenia pozostaje ostrzeżeniem przed pychą i zamknięciem na nową wiedzę. Paradoksalnie jednak, śmierć Garfielda stała się impulsem do przyspieszenia rewolucji antyseptycznej w USA. Publiczne oburzenie wobec lekarzy zmusiło amerykańskie uczelnie medyczne do wprowadzenia higieny i zasad sterylizacji.
Wkrótce pojawiły się podręczniki opisujące metody Josepha Listera, a w szpitalach zaczęto systematycznie dezynfekować narzędzia i ręce. Choć zmiana nie nastąpiła z dnia na dzień, to właśnie sprawa Garfielda – obok wcześniejszej tragedii Ignaza Semmelweisa – wstrząsnęła środowiskiem medycznym i na trwałe odmieniła historię nowoczesnej chirurgii.
Prezydent, który mógł zmienić historię
Przypadek leczenia Jamesa Garfielda to historia o tym, jak upór, pycha i ignorancja mogą zniweczyć osiągnięcia nauki. Żadna kula nie przeszyła jego serca ani aorty – pocisk zatrzymał się w miękkiej tkance, gdzie mógł pozostać bez szkody dla życia. Zabił go nie zamachowiec, lecz system medyczny, który odrzucał istnienie bakterii i nie potrafił współpracować.
W perspektywie historycznej Garfield pozostaje postacią tragiczną, ale i symboliczną – człowiekiem o wielkim intelekcie i poczuciu obowiązku, który mógł znacząco przyczynić się do modernizacji kraju i obrony praw obywatelskich. Jego śmierć wstrząsnęła Ameryką i stała się impulsem do reformy służby cywilnej oraz unowocześnienia medycyny. 79 dni agonii prezydenta przyniosło w efekcie zmiany, z których świat korzysta do dziś.
W chwili zamachu James Garfield sprawował urząd zaledwie cztery miesiące, ale zdążył wyraźnie zaznaczyć kierunek swojej polityki. Walczył z frakcjami w Partii Republikańskiej i próbował obsadzać stanowiska według kompetencji, nie lojalności partyjnej. W swoim inauguracyjnym orędziu zapowiedział reformę służby cywilnej, ochronę praw Afroamerykanów oraz priorytet dla edukacji podstawowej. Pragnął, by każdy obywatel „mógł głosować bez obawy przed terrorem” i by rząd federalny gwarantował równą ochronę wszystkim obywatelom.
Choć jego prezydentura była krótka, Garfield zdążył powołać do administracji kilku reformatorskich urzędników i powstrzymał falę nominacji patronackich, które od lat zatruwały życie publiczne. Wspierał rozwój rolnictwa, nauki i kolejnictwa, widząc w innowacjach i edukacji przyszłość kraju. Był gorącym zwolennikiem powszechnej oświaty – uważał, że każdy mieszkaniec Stanów Zjednoczonych powinien mieć dostęp do szkół publicznych, a rząd ma obowiązek wspierać biblioteki i uczelnie.
Jego śmierć była tragedią osobistą i narodową. Ameryka straciła nie tylko prezydenta, lecz także wizjonera, który mógł zmienić jej historię.
Leczenie Jamesa Garfielda: ciekawostki i mniej znane fakty
Domowy chłodnik i pierwsza klimatyzacja – jeden z marynarzy ocalił Jamesowi Garfieldowi chwilowo życie, konstruując prowizoryczny „lodowy klimatyzator”, który obniżał temperaturę w jego pokoju o 11°C. Dziś uznaje się to za pierwszy przypadek zastosowania klimatyzacji w Białym Domu.
„Tygrysie pazury” – świadkowie wspominali, że w czasie ataków bólu Garfield mówił o „tygrysich pazurach” zaciskających się na jego nogach. Dzisiejsi badacze interpretują to jako objaw neuropatii septycznej, spowodowanej postępującym zakażeniem nerwów.
Kłopotliwe imię doktora – główny lekarz prezydenta naprawdę nazywał się „Doctor” Willard Bliss. To nietypowe imię stało się źródłem licznych karykatur i żartów, zwłaszcza po jego błędnych decyzjach. Z jego nazwiskiem zaczęto ironicznie łączyć powiedzenie „Ignorance is Bliss” (Nieświadomość to błogosławieństwo), nawiązujące do słów poety Thomasa Graya.
Dlaczego nie użyto rentgena? Technologia promieni rentgenowskich (X-ray) została odkryta dopiero w 1895 roku, czyli czternaście lat po zamachu. Gdyby istniała w 1881 roku, lekarze bez trudu zlokalizowaliby kulę, a Garfield prawdopodobnie przeżyłby.
79 dni agonii: chronologia cierpienia
Uraz, który w normalnych warunkach mógłby zagoić się w ciągu kilku tygodni, stał się dla Jamesa Garfielda koszmarem trwającym niemal trzy miesiące. 2 lipca 1881 roku prezydent został postrzelony, a natychmiastowe wprowadzenie brudnych palców i sond do rany zapoczątkowało infekcję. W pierwszych dniach jego stan był zmienny – chwilami wydawało się, że odzyskuje siły, innym razem gorączka sięgała 39°C.
Lekarze codziennie sondowali ranę, coraz bardziej pogłębiając obrażenia i ryzyko zakażenia. W połowie lipca pojawiły się pierwsze ropnie, a przez lipiec i sierpień Garfield przeżywał naprzemienne nawroty gorączki, dreszcze i przyspieszone tętno – od 90 do 120 uderzeń na minutę. Z powodu nudności i bólu nie mógł przyjmować stałych pokarmów, dlatego lekarze wprowadzili rektalne karmienie mieszaniną jaj, bulionu i whisky, które miało dostarczać energii, ale w rzeczywistości go wyniszczało.
31 lipca Alexander Graham Bell po raz pierwszy użył swojego „induction balance” – wczesnej wersji wykrywacza metalu – by zlokalizować kulę. Urządzenie zareagowało na prawej stronie tułowia, gdzie Willard Bliss błędnie uważał, że znajduje się pocisk. W rzeczywistości sygnał pochodził od metalowego łóżka sprężynowego, na którym leżał prezydent.
W sierpniu stan chorego pogarszał się: ropnie powiększały się, a lekarze, nacinając je bez dezynfekcji, tworzyli kolejne kanały dla bakterii. Garfield miał coraz większe trudności z oddychaniem z powodu infekcji płuc i osłabienia serca. Pod koniec sierpnia jego waga spadła poniżej 60 kilogramów, a bóle nóg porównywał do „ataku tygrysa”. Mimo cierpienia zachowywał poczucie humoru i godność, żartując z pielęgniarkami i wspominając młodość.
We wrześniu lekarze uznali, że duszne powietrze Waszyngtonu tylko pogarsza jego stan. 6 września 1881 roku przewieziono Garfielda do nadmorskiego kurortu Elberon w stanie New Jersey, gdzie morska bryza przyniosła mu chwilową ulgę. Tam, w otoczeniu fal oceanu, spędził ostatnie dwa tygodnie życia. Jego stan chwilami się poprawiał, lecz infekcja postępowała. W połowie miesiąca powróciły dreszcze i wysoka gorączka, a 19 września doszło do pęknięcia tętniaka tętnicy śledzionowej, które spowodowało masywny krwotok. James Garfield zmarł tego wieczoru, otoczony rodziną i lekarzami, którzy jeszcze niedawno wierzyli, że uda się go uratować.
Ta długa agonia wstrząsnęła Ameryką i obnażyła tragiczną przepaść między wiedzą a praktyką ówczesnej medycyny. Przypadek Garfielda uświadomił opinii publicznej, jak kruchy jest związek między życiem a zaufaniem do lekarzy. W czasach, gdy w Europie zasady antyseptyki ratowały tysiące istnień, wielu amerykańskich chirurgów wciąż je wyśmiewało. Dopiero po tej tragedii środowisko medyczne w USA zaczęło dostrzegać, że brudne ręce i narzędzia mogą zabijać.
W literaturze i prasie z końca XIX wieku pojawił się motyw „nieszczęsnego prezydenta”, którego zabiła nie kula, lecz ignorancja i rutyna. Autorzy sztuk teatralnych i powieści przedstawiali Garfielda jako człowieka o ogromnym potencjale, którego śmierć była ironią losu – symbolem starcia między nauką a uporem. Współcześnie jego historia służy jako studium przypadku w podręcznikach medycznych i na uniwersytetach, przypominając studentom, że postęp w medycynie wymaga odwagi, pokory i samokrytyki.
Historia Garfielda pokazuje, że medycyna to nie tylko technika, ale także etyka i odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Bibliografia:
- Ackerman K. D., The Garfield Assassination Altered American History, But Is Woefully Forgotten Today, „Smithsonian magazine” [dostęp: 17.09.2025].
- Bellamy J., A Stalwart of Stalwarts: Garfield’s Assassin Sees Deed as a Special Duty, „Prologue Magazine”, 2016, vol. 48, No. 3.
- Doenecke J., James A. Garfield: Life Before the Presidency, Miller Center [dostęp: 17.09.2025].
- Pastusiak L., Prezydenci Stanów Zjednoczonych, Warszawa 1999.
- James A. Garfield, History.com, [dostęp: 17.09.2025].
- James A. Garfield, National Park Service [dostęp: 17.09.2025].
- Pendleton Act (1883), National Archives [dostęp: 17.09.2025].


