Charles Guiteau

8 września 1841 urodził się Charles Guiteau – zabójca prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jamesa A. Garfielda

Tego dnia 1841 roku we Freeport (Illinois) urodził się Charles Julius Guiteau – zabójca prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jamesa A. Garfielda

Był samozwańczym prorokiem, niespełnionym prawnikiem i człowiekiem przekonanym, że Bóg ma wobec niego wyjątkowy plan. Gdy odrzucono jego prośby o stanowisko dyplomatyczne, uznał, że jedynym sposobem na „uratowanie” kraju jest zastrzelenie prezydenta. Charles Guiteau to portret szaleństwa, religijnej obsesji i politycznego fanatyzmu, który wstrząsnął Ameryką XIX wieku.

8 września 1841 roku we Freeport w stanie Illinois urodził się Charles Julius Guiteau – człowiek, który przejdzie do historii jako zabójca prezydenta Stanów Zjednoczonych Jamesa A. Garfielda. Jego życie to opowieść o ambicji, fanatyzmie i szaleństwie, które doprowadziły do jednej z najbardziej tragicznych zbrodni w historii amerykańskiej polityki.

Wczesne życie Charlesa Guiteau i rodzina o hugenockich korzeniach

Charles Guiteau był czwartym z sześciorga dzieci Jane August Howe i Luthera Wilsona Guiteau, potomków francuskich hugenotów, którzy osiedlili się w Ameryce w XVIII wieku. Gdy Charles miał zaledwie siedem lat, jego matka zmarła (1848), a dwa lata później rodzina przeniosła się do Ulao w stanie Wisconsin, nieopodal dzisiejszego Grafton. Dzieciństwo przyszłego zabójcy prezydenta przebiegało w cieniu surowego ojca – człowieka religijnego i bezkompromisowego, który wierzył, że jego syn ma wyjątkowe przeznaczenie.

W roku 1860 Guiteau odziedziczył po dziadku tysiąc dolarów (dziś odpowiednik ok. 35 tysięcy dolarów) i postanowił rozpocząć naukę na University of Michigan. Nie zdał jednak egzaminów wstępnych z powodu braków w wykształceniu. Próbował nadrobić zaległości w Ann Arbor High School, ucząc się francuskiego i algebry, ale jego uwagę szybko odciągnęła nowa fascynacja – religijna sekta znana jako Oneida Community w stanie Nowy Jork.

Charles Guiteau i sekta Oneida Community

Oneida Community, kierowana przez Johna Humphreya Noyesa, była wspólnotą utopijną, opartą na idei wolnej miłości, wspólnego majątku i duchowej doskonałości. Guiteau, pod silnym wpływem ojca, który znał Noyesa osobiście, wstąpił do wspólnoty w czerwcu 1860 roku. Jak pisał później, miałem doskonałą i absolutną wiarę w Noyesa we wszystkim.

Jednak nawet w miejscu, które głosiło braterstwo i akceptację, Guiteau nie potrafił się odnaleźć. Członkowie sekty uważali go za aroganckiego, niestabilnego i niezdolnego do współpracy. Szybko zyskał prześmiewczy przydomek „Charles Gitout” – od angielskiego get out („wynoś się”). Po kilku nieudanych próbach zaaklimatyzowania się, Guiteau opuścił wspólnotę i przeniósł się do Hoboken w stanie New Jersey, gdzie założył własną gazetę religijną The Daily Theocrat. Pismo upadło po kilku tygodniach.

Niepowodzenia nie powstrzymały jego obsesji na punkcie Oneidy. Guiteau wrócił do wspólnoty, a następnie wytoczył proces sądowy Noyesowi, domagając się wynagrodzenia za rzekome usługi, jakie miał wykonywać na rzecz sekty. Ojciec, zawstydzony zachowaniem syna, publicznie bronił Noyesa i pisał listy, w których określał Guiteau jako człowieka „nieodpowiedzialnego i szalonego”.

Nieudana kariera prawnika i małżeństwo z Annie Bunn

Po serii rozczarowań Charles Guiteau postanowił rozpocząć karierę prawniczą. Zatrudnił się jako urzędnik w kancelarii w Chicago i zdał uproszczony egzamin adwokacki. Mimo uzyskania uprawnień, nie odniósł sukcesu – w sądzie prowadził tylko jedną sprawę, którą przegrał. W 1869 roku poślubił Annie Bunn, bibliotekarkę z Chicago. Ich małżeństwo szybko rozpadło się z powodu przemocy fizycznej i finansowej nieuczciwości Guiteau, który zatrzymywał dla siebie pieniądze z windykacji należne klientom.

W roku 1872 para przeniosła się do Nowego Jorku, uciekając przed wierzycielami. Tam Guiteau wciągnął się w politykę, wspierając Horace’a Greeleya, kandydata Partii Demokratycznej i tzw. Liberalnych Republikanów, w wyborach prezydenckich przeciwko Ulyssesowi S. Grantowi. Napisał na jego cześć przemówienie wyborcze, które wygłosił zaledwie raz – bez większego echa. Po przegranej Greeleya Guiteau był przekonany, że gdyby kandydat zwyciężył, mianowałby go ambasadorem w Chile.

Charles Guiteau między religią a szaleństwem

Po upadku małżeństwa Guiteau ponownie zwrócił się ku religii. Wydał książkę zatytułowaną The Truth, niemal w całości splagiatowaną z dzieł Johna Humphreya Noyesa. W tym czasie jego ojciec był przekonany, że syn jest „opętany przez szatana”, podczas gdy sam Charles uważał się za nowego apostoła, powołanego przez Boga do głoszenia Nowej Ewangelii.

Wędrował po wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, wygłaszając kazania, m.in. w Kościele Kongregacyjnym w Waszyngtonie, w grudniu 1877 roku. Słuchacze określali jego przemówienia jako chaotyczne i maniakalne.

W 1880 roku przebywał w Bostonie, skąd uciekł, pozostawiając za sobą długi i oskarżenia o kradzież. W czerwcu tego roku przeżył katastrofę statku SS Stonington, który zderzył się z jednostką SS Narragansett. Zginęło wielu pasażerów, lecz Guiteau wyszedł bez szwanku. Po wypadku był przekonany, że Bóg ocalił go dla wyższej misji.

Charles Guiteau i polityka. Od obsesji na punkcie urzędów do decyzji o zabójstwie prezydenta

Po katastrofie statku SS Stonington Charles Guiteau uznał, że ocalał nie przypadkiem, lecz z Bożego nakazu. W jego przekonaniu oznaczało to, że ma do spełnienia misję polityczną. W tym czasie Partia Republikańska przeżywała głęboki kryzys — była rozdarta między frakcją Stalwarts (wiernych Roscoe Conklingowi i zwolennikom trzeciej kadencji Ulyssesa S. Granta) a umiarkowanymi Half-Breeds, wspierającymi Jamesa G. Blaine’a.

Guiteau, początkowo sympatyzujący z Demokratami, niespodziewanie stanął po stronie Stalwarts. Napisał przemówienie zatytułowane Grant against Hancock, które po nominacji Jamesa A. Garfielda na kandydata Republikanów przerobił naprędce na Garfield against Hancock — zamieniając w tekście tylko nazwisko Granta na Garfielda.

Przemówienie wygłosił zaledwie dwa razy, a jego wydrukowane egzemplarze rozdawał członkom Republican National Committee. Nie miało ono żadnego znaczenia dla wyniku wyborów, ale Guiteau uwierzył, że właśnie dzięki niemu Garfield odniósł zwycięstwo. Od tej chwili był przekonany, że należy mu się nagroda w postaci stanowiska dyplomatycznego — najlepiej w Wiedniu lub Paryżu.

Charles Guiteau w Waszyngtonie – między paranoją a nędzą

W marcu 1881 roku, gdy James A. Garfield objął urząd prezydenta, Charles Guiteau przybył do Waszyngtonu. Był kompletnie spłukany, mieszkał kątem w tanich hotelach i często uciekał z nich bez zapłaty. Ubrany w wytarty garnitur, bez płaszcza i butów, godzinami przesiadywał w hotelowych lobby, czytając porzucone gazety i śledząc harmonogram prezydenta.

Pisał listy do urzędników i samego Garfielda, błagając o posadę konsula. Zjawiał się osobiście w Departamencie Stanu, próbując dostać się do sekretarza stanu Jamesa G. Blaine’a, który w końcu miał dość i 14 maja 1881 roku krzyknął do niego: Nie wspominaj mi więcej o konsulacie w Paryżu tak długo, jak żyjesz!.

Upokorzony i zdesperowany Guiteau doszedł do przekonania, że Bóg chce, aby „usunął” prezydenta. W jego umyśle nie był to akt zbrodni, lecz misja — „removal”, boskie usunięcie człowieka, który miał zniszczyć Partię Republikańską.

Zamach na prezydenta Garfielda

Guiteau uznał, że James A. Garfield musi umrzeć, by wiceprezydent Chester A. Arthur, człowiek frakcji Stalwarts, mógł „uratować partię”.

Uważał, że nóż nie wystarczy, bo — jak sam mówił — Garfield zmiażdżyłby mnie jednym ciosem pięści. Zdecydował się więc na broń palną. Pożyczył 15 dolarów od krewnego, George’a Maynarda, i udał się do sklepu O’Meara’s Store w Waszyngtonie, gdzie kupił rewolwer British Bulldog kaliber .44. Wybierał między wersją z drewnianą a z kościaną rękojeścią — wybrał tę drugą, bo lepiej będzie wyglądała w muzeum po zamachu.

Nie miał pojęcia o broni, więc przez kilka tygodni ćwiczył strzelanie. Pierwszy raz odrzut niemal go przewrócił. Broń, którą kupił, trafiła po zamachu do Smithsonian Institution, lecz zaginęła w XX wieku.

2 lipca 1881 roku Guiteau udał się na dworzec Baltimore and Potomac Railroad Station w Waszyngtonie. Wiedział z gazet, że prezydent jedzie z żoną do kurortu w Long Branch (New Jersey). Gdy Garfield pojawił się w hali, Guiteau podszedł i strzelił dwa razy z bliska.

  • Pierwsza kula tylko draśnięła bark prezydenta.
  • Druga trafiła w dolną część pleców, przebiła kręg lędźwiowy, ale ominęła rdzeń kręgowy.

Uciekając, Guiteau został schwytany przez policjanta Patricka Kearneya, który – z przejęcia – zapomniał nawet odebrać mu broni. Tłum krzyczał: Powiesić go!, ale funkcjonariusze zdołali go odprowadzić do aresztu.

Aresztowany powtarzał: Jestem Stalwartem z najczystszych Stalwartów. Arthur jest teraz prezydentem!

Śmierć prezydenta Garfielda

Prezydent James A. Garfield walczył o życie przez jedenaście tygodni. Lekarze wielokrotnie badali ranę nieumytymi rękami i niewysterylizowanymi narzędziami, pogłębiając infekcję. Według współczesnych lekarzy Garfield mógłby przeżyć, gdyby po prostu zostawiono go w spokoju.

Zmarł 19 września 1881 roku z powodu zakażenia i wycieńczenia. Chirurg Theodore Pappas i Shahrzad Joharifard w The American Journal of Surgery (2013) dowodzili, że bezpośrednią przyczyną śmierci mogło być pęknięcie tętniaka tętnicy śledzionowej i zapalenie pęcherzyka żółciowego, a nie sama rana postrzałowa.

Guiteau triumfował. Twierdził, że lekarze zabili Garfielda, ja tylko do niego strzeliłem.

Proces Charlesa Guiteau. Szaleństwo, religia i spektakl medialny

Po śmierci Jamesa A. Garfielda rząd federalny zmienił kwalifikację czynu Charlesa Guiteau z usiłowania zabójstwa na morderstwo pierwszego stopnia. Akt oskarżenia ogłoszono 14 października 1881 roku, a proces rozpoczął się miesiąc później w Supreme Court for the District of Columbia (obecnie U.S. District Court for the District of Columbia) przed sędzią Walterem Smithem Coxem.

Guiteau zażądał prawa do samodzielnej obrony, ale sąd wyznaczył mu adwokata – Leigha Robinsona, który po tygodniu zrezygnował z udziału w sprawie. Jego miejsce zajął George Scoville, mąż siostry Guiteau. Prokuratorem generalnym był Wayne MacVeagh, a w zespole oskarżycieli znaleźli się m.in. Elihu Root (późniejszy sekretarz stanu USA) i George Corkhill, prokurator okręgowy Dystryktu Kolumbii.

Proces natychmiast przyciągnął uwagę prasy. Był jednym z pierwszych przypadków w historii amerykańskiego sądownictwa, w którym poważnie rozważano obronę niepoczytalności.

Charles Guiteau i koncepcja „szaleństwa z rozkazu Boga”

Charles Guiteau utrzymywał, że nie był szalony w sensie medycznym, lecz działał z Bożego rozkazu. Twierdził, że w chwili oddania strzałów Bóg „odebrał mu wolną wolę”, więc nie można go uznać za winnego.

Sąd jednak oparł ocenę jego stanu psychicznego na teście M’Naghtena, który uznaje za niepoczytalnego tylko tego, kto nie rozumie natury swojego czynu lub jego moralnej złości.

Zeznawał psychiatra Edward Charles Spitzka, czołowy wówczas alienist (czyli ekspert od chorób umysłowych). Oświadczył: Nie mam żadnych wątpliwości, że Guiteau był i jest szalony oraz że jest moralnym potworem. Według Spitzki Guiteau był urodzonym egocentrykiem, niezdolnym do realistycznej interpretacji rzeczywistości, cierpiącym na wrodzone zniekształcenie mózgu.

Prokurator George Corkhill podsumował tę linię obrony słowami, które przytoczyły wszystkie gazety:
Nie jest bardziej szalony niż ja. To nie obłąkaniec, tylko zimny, wyrachowany łajdak, który znudził się monotonią życia darmozjada i zapragnął rozgłosu. I go dostał.

Proces jako widowisko medialne

Charles Guiteau zachowywał się w sądzie jak aktor świadomy roli, którą gra przed publicznością.
Podczas rozpraw:

  • obrażał sędziego, świadków i własnych obrońców,
  • wygłaszał swoje zeznania w formie rymowanych poematów,
  • przekazywał kartki z „radami prawnymi” widzom na sali,
  • dyktował New York Herald autobiografię, kończąc ją ogłoszeniem matrymonialnym: szukam miłej chrześcijańskiej damy poniżej trzydziestki.

Cieszył się zainteresowaniem tłumów, machał do reporterów, uśmiechał się, a nawet żartował z grożącej mu kary śmierci. Dwukrotnie próbowano go zabić w areszcie, ale uniknął zamachu.

W liście do prezydenta Chestera A. Arthura pisał, że należy go ułaskawić, ponieważ uczynił Arthura prezydentem i zwiększył jego pensję. Powtarzał też: Doktorzy zabili Garfielda, ja tylko do niego strzeliłem.

Wyrok i egzekucja Charlesa Guiteau

Mimo wielotygodniowych przesłuchań ława przysięgłych nie miała wątpliwości. 25 stycznia 1882 roku Guiteau został uznany winnym i skazany na śmierć przez powieszenie. Gdy sędzia odczytał wyrok, oskarżony wstał i krzyczał do ławy: Jesteście bandą skończonych osłów! – po czym został wyprowadzony z sali.

Na kilka tygodni przed egzekucją napisał długi poemat, w którym twierdził, że Bóg kazał mu zabić Garfielda, by powstrzymać sekretarza Blaine’a przed rozpętaniem wojny z Chile i Peru. Pisał też, że Arthur zdradził go niewdzięcznością, nie naciskając na Sąd Najwyższy USA w sprawie jego apelacji.

30 czerwca 1882 roku, dwa dni przed pierwszą rocznicą zamachu, Guiteau został powieszony w więzieniu Dystryktu Kolumbii. W drodze na szafot uśmiechał się, machał do gapiów i – jak twierdzili świadkowie – próbował tańczyć. Na rusztowaniu wygłosił ostatnią modlitwę umierającego, kończąc słowami:
Boże, to Ty natchnąłeś mnie do czynu, za który dziś mnie mordują.

Chciał, by podczas egzekucji grała orkiestra, lecz sąd odmówił. Zamiast tego odczytał własny wiersz I Am Going to the Lordy (Idę do Pana), po czym zawołał trzykrotnie Chwała! i upadł, gdy otwarto zapadnię. Zgon nastąpił po kilkunastu minutach.

Losy ciała i badania nad mózgiem Guiteau

Rodzina Charlesa Guiteau nie miała środków na pogrzeb, dlatego ciało zostało podane sekcji i pochowane w więziennym ogrodzie. Szybko pojawiły się pogłoski o planowanej kradzieży zwłok, by sprzedawać fragmenty sznura jako pamiątki. W obawie przed skandalem władze zadecydowały o ekshumacji.

Szczątki przekazano do National Museum of Health and Medicine w Maryland, gdzie zachowano mózg, powiększoną śledzionę i wybielony szkielet. Część mózgu wystawiono później w Mütter Museum w Filadelfii.

Podczas sekcji stwierdzono pogrubienie opony twardej, co sugerowało możliwą neurosyfilis, chorobę powodującą zaburzenia psychiczne. Inni lekarze uznali, że Guiteau cierpiał na schizofrenię z komponentą narcystyczną. Współczesny psycholog kryminalny Kent Kiehl ocenił jego profil jako psychopatyczny w 94%, nadając mu 37,5 punktu w skali PCL-R (gdzie 40 oznacza maksymalne nasilenie psychopatii).

Comments are closed.