Alice Lugen, Imperium gniewu. Paradoksy putinowskiej Rosji

Imperium gniewu |Recenzja

Alice Lugen, Imperium gniewu. Paradoksy putinowskiej Rosji

Rosja od niepamiętnych czasów jest krajem, w którym równocześnie dzieją się przeciwstawne sobie rzeczy. Z jednej strony mamy kult władcy, a z drugiej prześladowania Kościoła prawosławnego, który w odpowiedniej dla rządzących chwili. podnoszony jest z kolan.

Rosja to kraj ogromnych kontrastów – kulturalnych, ideologicznych, religijnych, prawnych, społecznych, mentalnych… W Rosji nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli ma się pieniądze, kontakty z tymi na górze, albo żyłkę do oszukiwania ludzi. Z jednej strony mamy ogromne pieniądze, a z drugiej nieludzką biedę. Książka Alice Lugen o putinowskiej Rosji to subiektywny przegląd tych bardziej znanych problemów, z którymi boryka się rosyjski niedźwiedź. Ale do rzeczy.

Ale co znajdziemy w środku? Ano będzie trochę o samym Władimirze Putinie, rosyjskiej biedzie (tutaj ukazanej z perspektywy wsi na skraju imperium), problemach społecznych, indoktrynacji nie znającej żadnych granic, o tym, jak wygląda „ruski mir” po wprowadzeniu kolejnych sankcji przez zachodnie państwa. Będzie o tym, jak Rosja buduje swój potencjał militarny, tworząc instytucje przypominające nazistowskie jednostki Hitlerjugend, czy o problemach z industrializacją państwa.

Święty Putin

Pierwszy tekst dotyczy samego prezydenta Rosji. W imperialnym społeczeństwie jest to postać niezwykła, taki marvelowski super bohater, ale w ruskich warunkach. Wiecie na przykład, że w Cerkwii i w rosyjskiej Dumie złożono już kilka projektów, wedle których Putin miał zostać ogłoszony świętym za życia? Ja nie wiedziałem.

Albo, że jeśli macie jakiś problem z urzędnikami, dobry dyktator, przepraszam, pierwszy demokrata Rosji, przybędzie z drżącymi rękoma i od ręki rozwiąże wszystkie problemy? Tak przynajmniej głosi kremlowska propaganda, która tak wżarła się w dusze większości Rosjan, że trudno jest już odróżnić prawdę od kłamstwa. Świetnie oddaje ten stan ducha fragment z książki:

„Gdyby prezydent wiedział, co się dzieje w zakładzie X lub Y, ewentualnie w miejscowości X lub Y, z pewnością ukróciłby wszelkie nieprawidłowości. Szkopuł w tym, że nie ma świadomości. Dlatego nie ponosi jakiejkolwiek winy, choćby wszystko stało na głowie. Wielu Rosjan głęboko w to wierzy. Gwałtownie sprzeciwiają się oskarżaniu Putina o patologie, jakie namnożyły się w kraju pod jego rządami. Twierdzą, że zrobił porządek w jednym czy drugim miejscu, ale przecież Rosja duża, a Putin jeden. Wiadomo. Wódz nie może być wszędzie i non stop pilnować każdego” (s. 22-23)

Rosyjskie Hitlerjugend

Władimir Putin to człowiek przebiegły, który lubuje się w historii. Niczym dawny rzymski wódz, uczy się na cudzych błędach, i w twórczy sposób przystosowuje to, co u innych się sprawdzało. Z tego też powodu, konsekwentnie planując politykę podbojów, zaczął tworzyć struktury, które służyć mają rozbudowaniu nie tylko narodowej dumy, ale i militaryzacji społeczeństwa.

Jednym z tego typu tworów jest Junarmia (potocznie – armia młodych), w której młodzi Rosjanie mają możliwość zapoznania się z obsługą broni, wojskowym drylem i wszystkim, co będzie można później wykorzystać na potrzeby armii.

W struktury tej organizacji, finansowanej przez państwo, wciela się już nawet przedszkolaki, które przekupuje się drobnymi podarkami. Jeśli taki maluch wyrazi chęć wstąpienia w szeregi Junarmii, nie ma przebacz. Wszystko jest odnotowane, i miejsce dla dziecka czeka, niezależnie od tego, czy rodzice wyrażą na to zgodę. Ot co – państwo pamięta, państwo wymaga, państwo jest najważniejsze!

„Junarmia rozrasta się w coraz szybszym tempie. Chwali się tym, że w lutym 2025 roku z okazji Dnia Obrońcy Ojczyzny tylko w Moskwie przystąpiło do niej pięciuset uczniów. Liczy już 2 126 500 chłopców i dziewcząt. Mali junarmiści mówią, że gdy dorosną, pokonają wszystkich wrogów z Zachodu” (s. 46).

Życie na rosyjskiej wsi

Jeśli byliście kiedyś na polskiej wsi, macie świadomość, jak wygląda swojskie życie. Czasem bywa biednie, ale jakoś wiąże się koniec z końcem. Prawie każda miejscowość ma dostęp do lekarza, korzysta z dróg, ma dostęp do telewizji, prądu czy Internetu. Mogłoby się wydawać, że taki jest standard życia. Ale nic bardziej mylnego, jeśli weźmiemy pod uwagę rosyjską wieś. Tam króluje tylko bieda, alkohol i w zasadzie – życie pierwotne.

Autorka pisze między innymi – „Zamożna Rosja gardzi głubinką. W pewien sposób brzydzi się nią z powodu zacofania i brudu. Uznaje za odrażające: brak łazienek, sprzątanie domu octem i mycie się w miednicy. Kwestie mentalne oraz różnice w wykształceniu budują przepaść niemożliwą do przebycia, znacznie utrudniają komunikację. Głubinka nie rozumie specjalistycznych terminów, zapożyczeń i wielu frazeologizmów używanych przez wykształconych mieszkańców miast, którzy z kolei nie wiedzą, co oznaczają regionalizmy. […] Część Rosjan patrzy na mieszkańców prowincji jak na dzikusów lub bohaterów rycin w podręczniku do prehistorii, co to jeszcze nie wynaleźli koła i odziani w zwierzęce skóry łupią narzędzia otoczakowe przy wejściu do jaskini” (s. 48-49)

Na rosyjskiej wsi brak podstawowych dóbr cywilizacji – prądu, lekarzy, drogi w zasadzie nie istnieją, a pod oknem często przechadzają się dzikie zwierzęta (wilki, niedźwiedzie, itd.). Domy przypominają lepianki, a częściej to rozsypujące się rudery, w których ludzie żyją w letargu, bez perspektyw, bez nadziei.

„Bywa, że w wioskach, którym za karę odcięto prąd, tylko niektórzy narobili długów, pozostali płacili w terminie, więc czuli się pokrzywdzeni. Kiedy po ich interwencji ponownie podłączano elektryczność, okazywało się, że ktoś znowu nie płaci. Dostawca tracił cierpliwość i wyłączał prąd na zawsze. Taki stan rzeczy skłóca sąsiadów. Odpowiedzialność zbiorowa przyśpiesza wyludnianie się głubinki” (s. 53)

Jeśli to was jeszcze nie przekonało, to może informacja o tym, żeby uzyskać pomoc medyczną, trzeba dzwonić za granicę, dopełni obrazu rosyjskiej prowincji – „Brak zasięgu to prawdziwa zmora prowincji. Dotkliwie daje się we znaki, gdy trzeba wezwać pomoc medyczną. W 2021 roku korespondentka Radia Swoboda dotarła do wiosek na północy Rosji, w których karetkę wzywało się, telefonując do estońskich służb. Krajowy numer 112 bywał niedostępny, ale z estońskimi operatorem dawało się połączyć i poprosić, aby przełączył do Rosji lub sprowadził pomoc” (s. 54).

Sankcje

Po rosyjskim ataku na Ukrainę, Rosja została obłożona różnego typu sankcjami. O ile na początku państwo radziło sobie nawet dosyć dobrze, to po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie, wszystko się zmieniło.

Zniknęło większość zagranicznych firm i koncernów (w tym MacDonald’s). Na rosyjskie firmy i banki nałożono ograniczenia,  a także utrudniono dostęp do technologii, które mogłyby być wykorzystywane w przemyśle wojskowym. Mimo to, większość Rosjan stara się nie dostrzegać ograniczeń, narastającej biedy i kłopotów. Dla nich ważniejsze są problemy natury bardziej osobistej, takie jak ten cytowany poniżej.

„Niedziałający Netflix sprawił, że więcej osób oglądało telewizję serwującą coraz bardziej radykalne treści. Młodzi mężczyźni nie mogli przeboleć, że z Rosją przestała współpracować firma Match Group. Tinder nie działał. Nie wiedzieli, jak bez niego umawiać się na seks i poznawać dziewczyny. Zrezygnowani pytali, co mają robić w wolnym czasie. Ogarnięci szałem propagandyści krzyczeli, że skoro tak bardzo im się nudzi, powinni jechać na front” (s. 105)

Oczywiście Rosjanie są narodem pragmatycznym, który ma świetny dorobek w omijaniu różnego rodzaju ograniczeń. Można pokusić się o opinię, że nic nie zmieniło się od czasów Stalina, ale śmiało można byłoby sięgnąć i do wcześniejszych dziejów Rosji. „Fakt, że Rosja aktywnie poszukuje sposobów na obchodzenie sankcji, absolutnie nie oznacza, że te nie działają. Wręcz przeciwnie. Są jak kij wepchnięty w szprychy wojennej machiny. Spowalniają, psują i wywołują komplikacje. Sprawiają, że jest trudniej, drożej i dłużej, co bezpośrednio przekłada się na osłabienie zdolności militarnych. Na skutki niektórych sankcji trzeba jeszcze poczekać” (s. 108).

Ideologia

Jakby nie było źle, w Rosji i tak będzie dobrze. Autorka w świetny sposób kreśli nam mentalność przeciętnego Rosjanina, i to nie zależnie od jego korzeni, wykształcenia czy statusu majątkowego. W Rosji patriotyzm jest obowiązkowy, a w przypadku, gdy wszystkie niezależne media przestały istnieć, dominuje jeden przekaz – taki, jaki jest odpowiedni dla tych, co siedzą na Kremlu. Nic więc dziwnego, że Rosjanie są wręcz fanatycznymi patriotami, dla których istnieje tylko jedna prawda – czarno-biała, niepodważalna, arbitralna.

„Na wyniki tego typu badań wpływa rosyjska mentalność. W społecznym odczuciu narzekanie na rezultaty zachodnich sankcji uważane jest za brak patriotyzmu. Z tej przyczyny około 80% społeczeństwa, kochające ojczyznę i wodza, musi znosić trudy, a przede wszystkim zaprzeczać ich istnieniu” (s. 110).

Zresztą taki stan umysłu sięga do samych korzeni. Rosjanie przecież sami śmieją się, że „Rosja graniczy z tym, kim sama chce”. Nas może to śmieszy, ale nie powinno. Mnie kojarzy się to bowiem z tym, co działo się w starożytnej Sparcie – państwie zmilitaryzowanym, w zasadzie jednomyślnym, pozbawionym hamulców, ekspansywnym i konsekwentnie konserwatywnym. Z tym, że Rosja ma zdecydowanie większe możliwości i nie szanuje żadnych praw sąsiadów. Bo Rosja jest tak wielka, że wszystko może – jak głosi ludowa propaganda.

„Prawie dwieście lat temu, to jest w latach trzydziestych XIX wieku, położono fundamenty pod popularne dziś narracje. Wówczas pojawili się myśliciele podkreślający silna odrębność Rosji od Zachodu. Chwalono słowianofilstwo. Kreślono scenariusze przyszłości opartej na religii prawosławnej oraz kulturowej wspólnocie Słowian. Do głosu doszedł również mesjanizm, głoszący, że Rosja jest zbawicielką ludzkości, spełniającą niezwykle ważną misje dziejową, arką ocalenia – katechonem chroniącym świat przed nadejściem Antychrysta. Doceniono list, który w XVI wieku napisał mnich Filoteusz z Pskowa. Twierdził on, że Moskwa to Trzeci Rzym (po właściwym Rzymie i Bizancjum). Czwartego Rzymu już nie będzie. Najważniejszy przekaz głosił, że Rosja nie jest krajem, ale cywilizacją” (s. 113)

Podsumowanie

Książka Alice Lugen jest porażająca. Mógłbym o przeczytanych tutaj faktach dyskutować bez końca. Zresztą widać to, po nieco dłużącej się recenzji. Przyznam się do tego, że bawiłem się przednio, ale wnioski mam nietęgie. Bo nawet jeśli sam Putin wkrótce odejdzie, to co już działał, wróży całemu światu ogromne problemy. Rosja to nie Rzym, nie upadnie, gdy społeczeństwo jest zdeterminowane do tego, by na przekór wszystkiemu, stawiać czoła wszystkiemu.

Nie chciałbym straszyć, ale Rosjanie nie są jak zwykli ludzie – to jednostki potrafiące egzystować w każdych warunkach, przy najmniejszym możliwym wysiłku intelektualnym, fizycznym… Do tego są wręcz fanatycznie przywiązani do „Matuszki Rosji”, jaka by ona nie była.

Z publikacji dowiecie się wielu ciekawych, czasem wręcz kosmicznych prawd o Rosji. Jest naprawdę ciekawie, choć czuć wstręt do tego, o czym się czyta. Jeśli ktoś jeszcze się łudzi, co do intencji Rosji, musi sięgnąć po tę pozycję. Bez niej „liźnięcie” rosyjskiego ducha jest niemożliwe. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Czarne
Ryszard Hałas

Comments are closed.