Anna Rybakiewicz, Róża

Róża |Recenzja

Anna Rybakiewicz, Róża

Kilka stron wystarczy, by zorientować się, że powieść nie zamierza niczego ułatwiać czytelnikowi – a przede wszystkim nie zamierza ułatwiać życia Lenie, głównej bohaterce współczesnego wątku. Książka otwiera się dramatyczną, chaotyczną sceną z jej perspektywy, w której gubimy się razem z nią, nie wiedząc jeszcze, co właściwie się wydarzyło. To zapowiedź całej konstrukcji: opowieści rozgrywającej się na dwóch planach czasowych, która konsekwentnie i z wieloma niedowierzeniami po drodze każe czekać na połączenie kropek.

Dwie linie czasu, jedna rana

Akcja książki dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych – w 2003 i 1943 r. Punktem wyjścia staje się gest tak drobny, jak podanie koperty z listami – i jednocześnie tak znaczący, że Tadeusz uznaje, że listy przekreślają 56 lat małżeństwa. To sygnał, że przeszłość nigdy naprawdę nie zostaje zamknięta, tylko czeka na moment, w którym ktoś odważy się ją otworzyć. Wątek wojenny, osadzony w 1943 r. pokazuje nam życie robotników przymusowych wywiezionych na niemiecką wieś, którzy na swojej drodze spotykają bardzo życzliwych sobie gospodarzy Mazurów. Ich losy i wybitnie dobre traktowanie mogą budzić w czytelniku automatyczny sprzeciw, jednak wojna, tak jak życie, nie była czarno-biała i wspomnienia osób pracujących u bauerów mogą się drastycznie różnić. Szczególnie osób, które posiadały przydatny fach lub były przyzwyczajone do pracy na wsi. Powieść nie idzie na łatwiznę czarno-białych podziałów: obok okrucieństwa systemu pojawiają się wspólne wigilijne stoły, wyprawy na pasterkę i codzienne gesty przyzwoitości, które nie unieważniają grozy czasów, ale ją komplikują.

Miłość w cieniu historii

Sercem książki są uczucia rodzące się tam, gdzie prawo i okoliczności robią wszystko, by do nich nie dopuścić. Wątek uczuciowy zawiązuje się pozornie niewinnie — przy trosce, przy zupie ugotowanej z myślą o drugim człowieku — i rozwija się powoli, aż po sceny, które zapadają w pamięć jako jedne z najbardziej szczerych w całej powieści. Równolegle we współczesnej linii pojawia się tajemniczy mężczyzna, którego obecność od razu elektryzuje bohaterkę noszącą bagaż własnej, bolesnej przeszłości. Nie zdradzając zbyt wiele, można powiedzieć, że obie linie czasowe przeplatają się ze sobą znaczeniami: to, co zostaje przemilczane w jednej epoce, wraca i domaga się głosu w drugiej. Rodzinne sekrety, listy, które nie dotarły tam, gdzie powinny, oraz decyzje podejmowane w imię ochrony bliskich budują emocjonalne napięcie bez potrzeby sięgania po tanie efekty.

Język, który drażni – i emocje, które działają

Największym punktem spornym pozostanie warstwa dialogowa: bohaterowie z lat 40. potrafią mówić zaskakująco współczesnym, chwilami wręcz drażniącym językiem, co część czytelników odbierze jako zgrzyt anachronizmu, a innych po prostu wciągnie, bo ułatwi emocjonalną identyfikację z postaciami sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Jednak najważniejsze w powieściach są emocje, a ta powieść zarówno wywołuje te, które chciała jak zachwyt „komedią” romantyczną, która dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych, jak i tych, które zapewne nie chciała – bunt i złość na umniejszenie dramatu polskich robotników przymusowych w III Rzeszy.

To książka, która udowadnia, że historie sprzed dekad wciąż mają siłę rażenia, jeśli tylko potraktować je nie jak lekcję historii, a jak opowieść o ludziach – z ich słabościami, kompromisami i uporem serca, które nie zawsze słucha rozumu. Warto sięgnąć po tę powieść, choć nie każdemu ten ton przypadnie do gustu.

Wydawnictwo Filia

Ocena recenzenta 4/6

Magdalena Kaczmarek

Czytaj również:

Comments are closed.