Opowieści ludowe Bengalu

Opowieści ludowe Bengalu |Recenzja

Lal Behari Day, Opowieści ludowe Bengalu

Magia i mądrość zamknięte w baśni – tak można by opisać opowieści przekazywane w bengalskich wioskach od pokoleń. Pełne cudowności, przebiegłych demonów, nierozsądnych władców i nieustraszonych bohaterów, prowadzą czytelnika przez świat, w którym los człowieka igra z kaprysami bogów. Książka Opowieści ludowe Bengalu odkrywa przed nami tę niezwykłą krainę, gdzie rzeczywistość splata się z mitologią, a pradawne wierzenia wciąż odbijają się echem w kulturze Indii.

Kto z nas nie uwielbia mądrych opowieści, baśni czy legend, które mają nieść nam jakąś głębszą wiedzę dawnych pokoleń? Od maleńkości – przynajmniej na Zachodzie – towarzyszą nam bajki i baśnie braci Grimm, Hansa Christiana Andersena czy Charlesa Perraulta, o Ezopie nie wspominając. Jednak to tylko część dziedzictwa ludzkości. Równie piękne opowieści są częścią dorobku kulturalnego Indii. Tym razem mówimy mianowicie o opowieściach ludowych Bengalu. Co ciekawe, część z nich została przeniesiona na ekran, i być może ktoś z was co nieco o tym temacie wie. A może nie?

Dla mnie było to odkrycie. Wcześniej nie interesowałem się tą tematyką. Hinduizm zdawał mi się być zbyt skomplikowaną plątaniną w gąszczu indyjskich zwyczajów. Ani system kastowy, ani wierzenia, niejednokrotnie e sobą sprzeczne, zawsze były dla mnie czymś niepojętym i trudnym. Co gorsza, nawet nie podjąłem próby, aby sprawdzić, czy moja opinia jest słuszna. Aż do teraz.

Jak się okazuje, Opowieści ludowe Bengalu wcale nie są tak niedorzeczne, jak mi się wydawało. Wprawdzie różnica kulturalna jest bardzo widoczna, ale gdy tylko zrozumie się w czym rzecz, wszystko nabiera głębszego sensu. To trochę taka mitologia grecka, ale mniej racjonalna, bardziej bajeczna, bardziej romantyczna i ogromnie zagmatwana, jakby ludzki los był zabawką w rękach Boga/bogów.

Co w dżungli piszczy?

Czytając ten zbiór łatwo zauważyć, że opowieści z Bengalu często opowiadają o braminach, niezbyt mądrych królach czy przebiegłych kupcach (jak u nas). Co ciekawe, mimo wielkiej roli, jaką w hinduskiej społeczności odgrywali, i nadal odgrywają bramini, można tutaj znaleźć wiele fragmentów, które wyrażają dosyć pobłażliwe, czy wręcz prześmiewcze podejście do tej grupy ludzi.

Podobnym archetypem zdają się być władcy, którzy podążają za głosem swych pożądliwości, żądzy bogactwa i chuci. Stają się wówczas podatni na wpływ „złej niewiasty”, często wysłanniczki ze świata demonów, siejących śmierć i spustoszenie – nie tylko na lokalnym dworze, ale i w całym państwie. My mężczyźni, zbyt łatwo ulegamy kobiecym wdziękom. I co gorsza – brak nam roztropności. Widać, niezależnie od miejsca na Ziemi i kultury, wszyscy jesteśmy tacy sami.

Jednak najpopularniejszym wątkiem w opowieściach Bengalu, jest chęć posiadania męskiego potomka. To główny cel życia zarówno mężczyzny, jak i kobiety. Przy czym ta ostatnia, nie porodziwszy syna, staje się osobą wyklętą, nie posiadającą żadnej wartości. Podobnie postrzega się kobietę, która mimo małżeństwa, nie zaszła w ciążę. Jest ona rytualnie nieczysta, i przynosi pecha… Dla mnie to dziwne, ale o gustach podobno się nie dyskutuje.

Zaobserwowałem również, że wiele wątków się powtarza. Bardzo często, w trakcie akcji następuje przypomnienie całej dotychczasowej fabuły. Zastanawiam się czemu miało to służyć. Czyżby ówcześni, pierwsi słuchacze opowieści, mieli problemy z koncentracją? A może chodziło o wydłużenie historii – wiecie, taki dawny tasiemiec jak w telenowelach.

„Fakir Ćand”

To opowieść o synu radży, który zakochuje się w „nimfie wodnej”, uwięzionej przez wielkiego węża z magicznym klejnotem (proszę bez niecnych skojarzeń). Udaje mu się to z pomocą swego oddanego przyjaciela, syna ministra. „Pokonują” oni gada, a książę poślubia piękną kobietę, cała trójka zamieszkuje w odmętach zaklętego w wodach jeziora pałacu. Poruszanie się tam umożliwia właśnie zaczarowany klejnot – bez niego nie można opuścić pałacu, lub do niego wrócić.

Po pewnym czasie księżniczka zaczyna odwiedzać brzeg jeziora. Podczas jednej z takich wypraw zostaje porwana, bowiem zakochał się w niej inny książę. Po jakimś czasie syn ministra, wpada  na pomysł jak uwolnić księżniczkę i połączyć tę nieszczęśliwie rozdzieloną parę. I opowieść mogłaby się na tym zakończyć, jednak los płata parze nowego figla.

W czasie podróży powrotnej do własnego państwa, syn ministra staje się świadkiem przepowiedni, sugerującej, iż książę niechybnie zginie. Każde kolejne wydarzenie grozi mu zgubą, ale oddany przyjaciel postanawia uratować księcia. Czyniąc to – kilkukrotnie –  podpadł jednak swemu przyjacielowi, który w końcu zagroził mu śmiercią. Co gorsza, syn ministra nie może niczego wyjaśnić… bowiem zamieni się w kamień. Co też niechybnie staje się rzeczywistością…

Koniec końców wszystko kończy się dobrze. Syn ministra zostaje przywrócony do życia, podobnie jak dziecko księcia i „nimfy”. Słowem – dużo się dzieje. Przyznam, że nie wszystko do końca zrozumiałem. W każdym razie to opowieść o wielkiej przyjaźni i poświęceniu, wykraczającym poza rozsądek i pragmatyzm.

„O chłopcu, którego wykarmiło siedem matek”

W Indiach istnieje wielożeństwo, zwłaszcza wśród ludzi majętnych, rodzin książęcych i królewskich. Pewien radża, miał siedem żon. Co ciekawe, wszystkie w tym samym czasie oczekiwały narodzin potomstwa. Nim jednak nastąpiło rozwiązanie, władca ten spotkał przepiękną kobietę, w której zakochał się bez pamięci. Chcąc zdobyć jej serce, zgodził się spełniać jej coraz bardziej szalone życzenia.

Nie mógł wiedzieć, że robi to wszystko dla demonicy. W wyniku tych wszystkich czynów, szóstka z jego wcześniejszych żon, straciła swe dzieci. Ostał się tylko ostatni chłopiec, który został ocalony przez siedem matek. Gdy nabrał sił, rzucił wyzwanie wstrętnej i przebiegłej demonicy…

Ostatecznie udało mu się uratować swego królewskiego ojca, a zarazem państwo, i pozbyć się z dworu wstrętnego potwora. Zastanawiam się jak wiele jest w stanie zrobić zakochany mężczyzna, aby zatrzymać przy sobie kobietę, nawet jeśli jest na wskroś zła?

Odrobinę informacji o hinduizmie

Książka w ciekawy sposób opowiada o hinduizmie w lokalnej, ludowej odmianie. Dla mnie ciekawym zjawiskiem jest odkrycie, iż hinduizm potrafił scalić, przyswoić i przekształcić idee, które niejednokrotnie są sobie przeciwstawne. I to niezależnie, czy chodzi o bogów, demony, ludzi czy system społeczny.

Ponadto w hinduizmie panuje ogromna doza tolerancji dla cudzych wierzeń i zwyczajów. Być może jest to przyczyna tego, że hinduizm od tysięcy lat jest ciekawą pożywką duchową nie tylko dla mieszkańców Indii, ale i krajów Indochin. Ma w sobie pewien magnetyzm, który potrafi zainspirować ludzi do pokonania własnych ograniczeń. Sprawia, że wierzenia te pozwalają każdego człowiekowi odkrywać inne aspekty filozofii, moralności czy religii, przez co hinduizm wciąż się odnawia, przekształca, choć pozostaje taki sam. Uwielbiam takie paradoksy.

Ten system religijny Indii posiada jeden z najliczniejszych panteonów w dziejach. Biedni wierzą w całą masę przeróżnych bóstw, podczas, gdy bogaci zasadniczo są monoteistami – wierzą w Brahmana, najwyższego boga, przejawiającego się pod postaciami czy też może lepiej to ujmując, emanacjami, wielu bóstw. Największą czcią cieszą się Brahma, Wisznu i Śiwa, łączeni w triadę (trimurti). Ten pierwszy jest twórcą kalpy (okresy w dziejach świata), Wisznu dba o ciągłość w istnieniu wszechświata, zaś Śiwa – niszczy wszystko.

Opowieści ludowe Bengalu – na koniec…

Podsumowując – lektura „Opowieści ludowych Bengalu” warta jest uwagi. Mamy możliwość zapoznania się z kulturą literacką, ale także i ludową Bengalu, a szerzej – również Indii. Dzięki tej książce łatwiej było mi odnaleźć się w tej całej gmatwaninie hinduskich zwyczajów i wierzeń. Wprawdzie nadal nie wszystko byłem w stanie zaakceptować (zwłaszcza systemu kastowego i roli w nim najuboższych), ale hinduizm zyskał bardziej ludzką twarz.

Książka posiada dwadzieścia dwa rozdziały-opowiadania. A całość zajmuje 317 stron tekstu. Trochę szkoda, że w książce zabrakło zdjęć, które pozwoliłyby – moim zdaniem – bardziej uzmysłowić sobie wygląd postaci nadprzyrodzonych – bogów, demonów, duchów itd. Niemniej to ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu.

PS – w opowiastkach tych znalazłem kilka motywów, które są również obecne w naszym zakątku świata. Ciekaw jestem kto z Was też to odkryje.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.