Pojawiali się nie tylko w glorii odkrywców, lecz także w cieniu spisków, bitew i zdrad. Gdzieś pomiędzy złotem, cukrem, niewolnikami a ambicjami imperiów rozgrywały się dzieje kolonialnej Brazylii — opowieść o ukrytych mapach, zaskakujących sojuszach i Polakach, którzy zapisali się w tej historii ostrzem rapiera i kartografią oceanu.
Czy Brazylia stała się istotnym elementem walki Hiszpanii i Portugalii o władanie nad całym Nowym Światem? Czy papież został zmanipulowany przez Portugalczyków, kiedy w 1494 roku wydawał słynny wyrok w Tordesillas o podziale terytoriów pomiędzy te dwa kraje. A także jak w Brazylii znaleźli się Holendrzy, a głównym ich wojownikiem przez pewien czas był polski szlachcić?
Oficjalna historia mówi, że Pedro Alvares Cabral 9 marca 1500 roku wypłynął z Portugalii na czele wyprawy sfinansowanej przez króla Manuela I, a złożonej z 13 okrętów i 1500 członków załogi. Żegnany był z wielką pompą, przez króla, szlachtę i duchowieństwo. Flotylla Cabrala miała podążać do Indii drogą wyznaczoną rok wcześniej przez Vasco da Gamę, trasą wokół Afryki.
Wyprawa Cabrala
8 lipca 1497 r. Vasco da Gama wyruszył do Indii, na czele czterech okrętów, z załogą liczącą łącznie 170 ludzi, w dużej mierze złożoną z „ochotników” zebranych w lizbońskich więzieniach. 20 maja 1498 r. dopłynął do portu Kalikat w Indiach, wytyczając tym samym, jako pierwszy Europejczyk, morską drogę do Azji. Rok później powrócił do Lizbony, z zaledwie 55 ludźmi, za to z ogromnym ładunkiem drogich przypraw i tkanin. Podobno koszt wyprawy zwrócił się nawet sześćdziesięciokrotnie.
Nic dziwnego, że już po roku jego śladem Portugalczycy wysłali o wiele większą wyprawę z Pedro Alvaresem Cabralem na czele. Pochodził on z bardzo wpływowej rodziny szlacheckiej i otrzymał najlepszą z możliwych edukację. Już od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie morzem i podróżami, co skierowało go na drogę kariery żeglarza i odkrywcy. Jego wyprawa po pięciu dniach dotarła do Wysp Kanaryjskich, po czym ruszyła do Wysp Zielonego Przylądka, do których dopłynęła 22 marca. Równik przekroczyła 9 kwietnia. Wtedy zaczął się najbardziej tajemniczy etap wyprawy.
Według oficjalnej narracji przeciwne wiatry wiejące wzdłuż brzegów Afryki zepchnęły jego flotę daleko na zachód. We flocie Cabrala jednym ze statków dowodził Bartolomeu Dias (Diaz), słynny z dopłynięcia do rogu Afryki czyli Przylądka Dobrej Nadziei. Dias podczas swojej podróży w 1488 roku, na wysokości dzisiejszego wybrzeża Namibii oddalił się od brzegu i pożeglował półwiatrem na południowy zachód.
Na szerokości geograficznej 40˚S natrafił na sprzyjające wiatry zachodnie, które poniosły go na wschód od przylądków Dobrej Nadziei i Igielnego, gdzie linia wybrzeża afrykańskiego zaczęła skręcać na północ. Pomimo dłuższej drogi, taka nawigacja skróciła czas podróży. Portugalscy żeglarze taką strategię nawigacyjną nazwali volta del mar. Niektórzy historycy sugerują, że to właśnie obserwacje wiatrów i prądów morskich w trakcie wyprawy Diasa wykorzystane zostały przez Vasco da Gamę w jego podróży do Indii, a następnie zastosował ją Cabral.
Faktem jest że 22 kwietnia 1500 roku z okrętów Cabrala dostrzeżono górę, która do dnia dzisiejszego nosi nazwę Monte Pascal, a następnego dnia przybiły do lądu w okolicach dzisiejszego Porto Seguro (Bezpieczny Port) na południu stanu Bahia.
Kolejne dni pobytu na brazylijskiej ziemi Cabral i jego załoga spędzili na gromadzeniu zapasów na dalszą podróż, na kontaktach z tubylcami oraz na … budowie kilkumetrowego krzyża z drewna. Stąd też nazwanie wyspy (odkrywcy uważali przyszłą Brazylię właśnie za dużą wyspę leżącą na szlaku prowadzącym do wysp Moluków) Ilha da Vera Cruz – Wyspa Świętego Krzyża, przemianowaną potem na Ziemię Św. Krzyża.
Po dziewięciu dniach Cabral odpłynął by kontynuować podróż do Indii. Jeden statek zawrócił jednak do Lizbony, aby dostarczyć królowi Manuelowi list kronikarza wyprawy Pero Vaz de Caminhii oraz oficjalnie poinformować o odkryciu nowych ziem. Caminhia pisał o kontaktach z tubylcami, a także o nadziejach na znalezienie złota.
Płynąc do Indii flotylla Cabrala w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei napotkała burzę, w której utraciła cztery statki, w tym ten dowodzony przez Bartolomeu Diasa (Nomen omen Dias przylądek nazwał Cabo Tormentoso czyli Przylądek Burz, a nazwę zmienił Jan II, po udanym rejsie Vasco da Gamy i otwarciu drogi na wschód – Cabo de Bõa Esperança). Ponadto inny okręt wyprawy, dowodzony przez Diogo Diasa zgubił drogę, a prądy morskie zniosły go w stronę dzisiejszego Madagaskaru. Dias, który przypadkowo odkrył tę wyspę, nazwał ją Wyspą Świętego Wawrzyńca.
Do Indii Cabral dotarł w sierpniu 1500 roku. Chciał założyć stałą faktorię handlową w Kalikacie, jednak został zaatakowany przez muzułmańskich kupców. W walkach zginęło wielu ludzi Cabrala, on sam z pozostałymi schronił się na okrętach, po czym w odwecie przez dwa dni ostrzeliwał osadę z dział okrętowych. Następnie udał się do faktorii w Koczinie.
Tam przyjęto go ciepło, jako niespodziewanego sprzymierzeńca, przeciw kupcom arabskim z Kalikaty. Nic więc dziwnego że Cabral mógł załadować na swoje statki około 2000 kwintali pieprzu, ponad 600 cynamonu, 400 imbiru oraz około 3000 kwintali innych przypraw korzennych i drewna sandałowego.
Do Portugalii powrócił 23 czerwca z czterema ocalałymi okrętami. Pomimo tego wyprawa, dzięki przywiezionym towarom, zwróciła się ośmiokrotnie.
Teorie spiskowe czy skrywana prawda?
Zdaniem niektórych badaczy Portugalia wiedziała o istnieniu lądu na zachód od Afryki i zmiana kursu przez Cabrala nie była przypadkowa. O nieprzypadkowości odkrycia Brazylii przez Cabrala świadczyć ma między innymi zawarty na kilka lat przed wyprawą Cabrala wspominany już traktat z Tordesillas. W nim bowiem Portugalczycy i Hiszpanie dzielili świat na strefy wpływów.
Portugalczykom miało bardzo zależeć na rozgraniczeniu, które zahaczałoby o Brazylię. O jej istnieniu nie mieli natomiast pojęcia Hiszpanie, którzy zgodzili się na przesunięcie granicy do 1184 mil (370 lig) na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Według wiedzy Hiszpanów, ta linia nie zagrażała ich interesom w Ameryce, gdyż przebiegała daleko od odkrytych przez Kolumba Kuby czy Haiti. Tym samym Portugalczycy mieli zagwarantować sobie Brazylię kilka lat przed jej oficjalnym odkryciem.
Wśród potencjalnych odkrywców wymienia się Pero Vaz da Cunhę i João Fernandesa de Andrade (1487), Francuza Jeana Cousina (1488 – stan Maranhão i ujście Amazonki) i inne francuskie wyprawy, które jednak zakończyły się zatonięciem u wybrzeży Brazylii w 1491 r. Kilka lat przed Cabralem, do Brazylii miały rzekomo docierać również inne portugalskie ekspedycje pod wodzą João Coelho da Porta da Cruz (1493-4) i Duarte Pacheco Pereiry (1498 – Maranhão i Pará).
Ile w tym prawdy trudno powiedzieć. Sprawę utrudnia praktyka portugalskich królów utajniania wyników odkryć żeglarzy w portugalskiej służbie, ich opisów linii brzegowej, ujść rzek, prądów morskich i przeważających wiatrów. W 1504 roku wychodzi wręcz rozporządzenie zabraniające nanoszenia na mapy morskie obszarów położonych na południe od Wyspy Książecej i Wyspy Świętego Tomasza. W 1501 roku Angelo Trevisano, sekretarz ambasady, pisze do Wenecji, że król Portugalii grozi najwyższą karą każdemu, kto wywiózł by mapy z królestwa.
Z tego między innymi powodu właściwie nie znamy map portugalskich z XV wieku. Czasem znajdowane są ich resztki, jak mapa wybrzeży Afryki po rzekę Jumbas (na północ od Gambii) przechowywana w Modenie. Są natomiast kopie portugalskich map wykonane przez cudzoziemców, zapewne wykupione przez tych ostatnich od stróżów portugalskich tajemnic.
Złoto otwiera różne drzwi. Tu ciekawostka, w 1500 roku, w chwili odkrywania Brazylii, mestre João (João Faras lub João Emeneslau) – fizyk, astronom i chirurg królewski floty Pedro Cabrala, pisze, że stara mapa należąca do do niejakiego Pedro Vas Bisagudo prawidłowo określała położenie „odkrytego” lądu (za Morskie dzieje Portugalczyków Jose Gentil Da Silva). Sugeruje to, że Portugalczycy jednak wiedzieli wcześniej o lądzie na Zachodnim Atlantyku.
Na koniec tych dywagacji informacja o polskim udziale w odkryciu Brazylii, konkretnie polskiego Żyda Kacpra z Poznania. Nie znamy jego rodowego nazwiska, w przekazach występuje jako Gaspar da India lub Gaspar da Gama. Urodził się ok. 1450 r. i prawdopodobnie wskutek prześladowań Żydów wraz z rodzicami opuścił Poznań. Osiadł początkowo w Aleksandrii, lecz w latach 1470-80 udał się przez Persję do Indii, gdzie pod imieniem Mehmet przebywał wiele lat w okolicach Goa.
Kiedy we wrześniu 1498 r. do wyspy Angediva (na południe od Goa) na zachodnim wybrzeżu Indii przybyła słynna wyprawa Vasco da Gamy, po różnych perypetiach przeszedł na służbę portugalską i wyjechał do Lizbony. Tam przyjął chrzest i imię Gaspar, a od ojca chrzestnego Vasco da Gamy nowe nazwisko. Jako wybitny znawca Indii, został podobno uszlachcony przez króla. W 1500 r. brał udział w wyprawie Pedro Alvareza Cabrala i Bartolomeo Diaza do Indii, i to jako nawigator jednego ze statków, można go więc uważać za współodkrywcę Brazylii.
Co odważniejsi polscy popularyzatorzy historii sugerują nawet, że to Gaspar podpowiedział Cabralowi odważną drogę na zachód – dalej niż płynęli inni żeglarze. Nie ma na to jednak twardych dowodów. Wiemy, że Gaspar da Gama ponownie wyruszył do Indii w kolejnej wyprawie Vasco da Gamy w 1502 r., Portugalczycy dotarli wówczas m.in. na Cejlon, Jawę, Sumatrę i Moluki. W latach 1505-10 był w służbie wicekrólów Indii. Potem jego ślad ginie – nie znamy dalszych losów Gaspara (Kacpra).
Dzieje kolonialnej Brazylii: historia cukrem i rapierem pisana
Ekspansja Portugalii w Ameryce Południowej ostatecznie miała długofalowe konsekwencje, polityczne, ale i gospodarcze. Początkowo nic tego nie zapowiadało, bo odkrywcy nowego lądu, chociaż wysłali dwie kolejne wyprawy do Ziemii Św. Krzyża w 1501 i 1503 r., to niepowodzenie w znalezieniu złota lub srebra spowodowało, że przede wszystkim dbali o lukratywny handel z Indiami. W 1503 r. Koczin znalazł się pod okupacją portugalską, stając się pierwszą europejską kolonią w Indiach i do 1530 pozostał stolicą portugalskich posiadłości w Indiach.
Tymczasem nowo odkryta ziemia okazała się obfita w pau-brasil czyli inaczej brazylijskie drewno, od którego później odziedziczyła swoją nazwę. Portugalczycy rozpoczęli intensywną eksploatację surowca, który okazał się między innymi świetnym materiałem do barwienia tkanin – poszukiwanym i drogim. Na rozkaz króla Jana III rozpoczęła się kolonizacja Brazylia wokół 15 capitanias hereditarias (dziedzicznych kolonii kapitańskich).
Początkowo Portugalczycy zakładali jedynie faktorie dla robotników ścinających drzewa pau-brasil, dopiero w 1532 r. założono stałą osadę i rozpoczęto właściwą kolonizację oraz ekspansję w głąb kontynentu. Martim Alfonso de Sousa patrolował wybrzeża Brazylii by odganiać ewentualnych intruzów, również chętnych pozyskać cenne drewno.
Powstają pierwsze miasta: Sao Vicente oraz Sao Paulo. W 1549 roku do Brazylii zostaje wysłany pierwszy gubernator generalny – Tome de Sousa, który ma zmienić organizację kolonii. Zakłada stolicę w Salwador, jednocześnie do Brazylii przybywają pierwsi Jezuici. Lata 1565-1567 można uznać za finał szerokiej akcji kolonizacyjnej, a gubernator Mem de Sa w końcu zwycięża i wypędza kolonizatorów francuskich. W marcu 1567 zakłada Rio de Janeiro.
Ten rozwój portugalskiej kolonii coraz bardziej związany był już z inną monokulturą – uprawą trzciny cukrowej. Kiedy rozpoczęła się epoka wielkich odkryć geograficznych, na portugalskiej Maderze i hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich funkcjonowały już cukrownie dostarczające całkiem pokaźnych zysków. Popyt na cukier był ogromny, coraz większy, więc plantacje zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Szybko zorientowano się, że to prawdziwa żyła złota i w 1516 roku portugalski król Manuel I Szczęśliwy zdecydował się rozwinąć produkcję cukru w swoich zamorskich posiadłościach.
Pierwsze cukrownie w Brazylii, w których przetwarzano trzcinę cukrową, powstały na południu tego kraju, jednak główny ośrodek cukrownictwa powstał w północno-wschodniej części kraju, w ówczesnej prowincji Pernambuco, gdzie panowały najlepsze warunki klimatyczne dla trzciny. Tamtejszy naturalny port, otrzymał nazwę Povo dos Arrecifes (Wioska Raf), zmienioną potem na Recife. To właśnie tam spławiano rzeką towar z plantacji i eksportowano do Europy.
Plantacje potrzebowały jednak licznej, taniej siły roboczej, co spowodowało ogromny popyt na niewolników – murzynów sprowadzanych z Afryki. Kupowano ich od arabskich kupców, urządzano formalne polowania w portugalskich posiadłościach w Afryce.
Chociaż Recife zostało dwukrotnie splądrowane — w roku 1561 przez francuskich piratów, a w 1595 przez angielskiego kupca, a właściwie pirata, sir (!) Jamesa Lancastera, to handel kwitł. Niestety, w wyniku unii personalnej Hiszpanii i Portugalii w 1580 roku pod berłem króla hiszpańskiego Filipa II, Portugalia w „niechcianym prezencie ślubnym” otrzymała też wszystkich hiszpańskich wrogów, w tym najzagorzalszych Holendrów, toczących z Hiszpanią wojnę osiemdziesięcioletnią (1568–1648).
Unia iberyjska zawarta z Portugalią w 1581 roku pozwoliła Hiszpanii przejąć kontrolę nad zamorskimi posiadłościami w Brazylii. Tymczasem Niderlandy, prowadzące do tej pory z Portugalczykami handel wymienny na dużą skalę, ale znajdujące się w stanie wojny z Hiszpanią, utraciły ważne źródło zysków. Podczas rozejmu (1609-1621) import brazylijskiego cukru rozkwitł na nowo i osiągnął wymiar ponad 25 tys. ton. Wybuch wojny trzydziestoletniej znów wstrzymał handel. Holenderska Kompania Zachodnioindyjska w obawie o swoje zyski (holenderskich kupców) postanowiła zbrojnie zdobyć tereny Portugalczyków.
Flota i armia dowodzona przez Jacoba Willeksena po jednodniowym ataku na słabsze siły Portugalii zajęła 10 maja 1624 roku Bahię czyli dzisiejszy Salvador. Rok później, musieli się poddać wobec oporu portugalsko-brazylijskich oddziałów i płynącej z Hiszpanii odsieczy.
Dzieje kolonialnej Brazylii i Polacy. Na pomoc Holendrom
Dla podboju chociaż części Brazylii, Holenderska Kompania Zachodnioindyjska potrzebowała wielkich pieniędzy. Te, w postaci złota i srebra, zagrabiono Hiszpanom w 1628 roku, po zwycięskiej bitwie flot w okolicach Kuby. Tym razem ogromna flota z Niderlandów dysponująca 77 okrętami, 7000 ludzi i 170 działami wyruszyła na Pernambuko, prywatną, mniej odporną na ataki „prywatną” kapitanię, będącą jednocześnie największym producentem cukru trzcinowego na świecie.
Na jednym z tych okrętów płynął konkistador z Polski – szlachcic Krzysztof Arciszewski, który w listopadzie 1629 roku zaciągnął się do wojsk holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej. Podpisał trzyletni kontrakt, otrzymał stopień kapitana, lecz chyba nie bardzo cieszyła go perspektywa zdobywania kolonii w Brazylii, gdyż pisał o podjęciu parszywej decyzji.
Urodzony w 1592 roku w wielkopolskim Rogalinie syn znanego arianina Eliasza Arciszewskiego, karierę wojskową (nie wszyscy polscy arianie nosili drewniane szable) rozpoczął w 1619 roku na dworze hetmana Krzysztofa Radziwiłła na Litwie. W jego armii odbył kampanię inflancką przeciw Szwedom w latach 1621-1622. Niestety, kiedy wrócił do domu wdał się w awanturę z wrogiem rodziny i za współudział w zabójstwie został skazany na infamię i banicję.
Musiał zdobyć zaufanie u Radziwiłła, bo ten pomógł Arciszewskiemu i wysłał go do Holandii, gdzie miał poszerzać wiedzę wojskową. W kolejnych latach studiował inżynierię wojskową i artylerię. W międzyczasie uczestniczył w wojnie trzydziestoletniej, biorąc udział w oblężeniu hugenockiej twierdzy La Rochelle. Następnie wrócił do Holandii, przeszedł na kalwinizm i w połowie lutego 1630 roku z ekspedycją admirała Hendricka Lonoque dotarł do przybrzeżnej Olindy, stolicy kapitanii Pernambuco, gdzie flota rozpoczęła ostrzał z okrętowych dział.
Podobno to za jego podpowiedzią zaprzestano mało skutecznego bombardowania z morza i Holendrzy wysadzili desant na wybrzeżu. Szybko zdobyli Olindę, a już na początku marca zajęli dwa pobliskie forty – San Jorge i San Francisco, a także port Recife. Zwycięstwa te zapoczątkowały 24-letnią okupację północno-wschodniej części Brazylii przez Holandię, nazywając zdobyte ziemie nową Holandią.
Arciszewski brał udział w wielu bitwach i potyczkach. Szturmował twierdze Olinda i Recife. Pod jego dowództwem holenderski desant zajął oddaloną o ok. 25 km na północ przybrzeżną wyspę Ilha de Itamaracá. W kwietniu 1631 roku Polak zaproponował budowę fortu Oranje na przylegającej do Itamaracá wysepce, nad którego garnizonem i artylerią objął dowodzenie. Za swoje działania został awansowany do stopnia majora.
W marcu 1633 r. Arciszewski powrócił do Niderlandów. Tam polskiego szlachcica awansowano do stopnia pułkownika, a także przyznano mu stanowisko zastępcy naczelnego wodza sił lądowych w Brazylii. W lipcu 1634 roku wypłynął z czterema okrętami do Ameryki Południowej. Został zastępcą Sigismunda von Schkoppego (niektóre polskie opracowania uznają go za zniemczonego Polaka – Zygmunta Szkopa, chociaż raczej pochodził z osiadłej na Śląsku rodziny niemieckiej).
W październiku 1634 roku Arciszewski zdobył twierdzę Forte do Rio Cunhaú, a w grudniu wraz ze Schkoppem i zebranymi z twierdz holenderskimi oddziałami (4 tysięcy żołnierzy i 42 okręty) opanował lub zmusił do kapitulacji trzy forty strzegące Parahyby od strony wybrzeża oraz samą Parahybę (obecnie João Pessoa, stolica stanu Paraíba).
W czerwcu 1635 roku Arciszewski, stojąc na czele zaledwie 800 żołnierzy, zmusił do kapitulacji – po trzymiesięcznym oblężeniu, garnizon twierdzy Arraial Velho do Bom Jesus (zwanej również Castello Real) koło Recifu i Olindy, a następnie opanował rozległe obszary z plantacjami i latyfundiami na południe od Parahyby oraz zdobył twierdzę Porto Calvo.
Krzysztof Arciszewski zawsze stał na czele wojsk, wskutek czego pewnego razu omal nie dostał się do portugalskiej niewoli, a innym razem został postrzelony w ramię. W styczniu 1636 roku pułkownik Arciszewski pobił w bitwie między Camarigibi i Porto Calvo przysłaną z Europy portugalsko-hiszpańską odsiecz ponad 1000 żołnierzy pod wodzą Luisa de Roxasa y Borgii.
Warto tutaj wspomnieć, że dla Holendrów Brazylię zdobywał przynajmniej jeszcze jeden Polak – urodzony w 1603 roku, najprawdopodobniej w Zycku Polskim nad Wisłą koło Płocka, Władysław Konstanty Wituski. Do Brazylii dotarł na jednym z czterech statków przydzielonych Arciszewskiemu w czasie jego drugiej podróży do Ameryki. Wituski brał udział w kampaniach Arciszewskiego – w zdobyciu Parahyby, a także w oblężeniu Arraial. W trakcie pobytu w Brazylii został awansowany do stopnia kapitana i dowodził kompanią piechoty w sile 148 ludzi, a służbę zakończył w styczniu 1636 roku.
W uznaniu zasług Arciszewskiego Stany Generalne mianowały go wicegubernatorem Brazylii, zaś Holenderska Kompania Zachodnioindyjska wybiła srebrny medal na jego cześć, na którego awersie umieszczono przedstawienia dwóch wiktorii Arciszewskiego – zwycięskiego oblężenia Arraial Velho do Bom Jesus oraz pobicia wojsk Roxasa y Borgii – a na rewersie łaciński tekst: Rycerzowi wielce szlachetnemu znajomością sztuki wojennej i innych nauk Krzysztofowi z Arciszewa Arciszewskiemu na pamiątkę działań wykonywanych przez trzy lata z osobliwą roztropnością, męstwem i szczęściem w Brazylii, Towarzystwo Amerykańskie zostawić chciało ten dowód swojej wdzięczności i jego męstwa, w roku od narodzenia Chrystusa 1637.
Niestety w 1636 roku holenderskie Stany Generalne wybrały na urząd generalnego gubernatora Nowej Holandii Mauritza Johana von Nassau-Siegen, który do Recife dopłynął w styczniu 1637 roku. W tym samym jeszcze roku Nassau-Siegen ze Schkoppem i Arciszewskim ponownie zdobyli Porto Calvo.
Współpraca obu sławnych wodzów od początku nie układała się dobrze. Niestety Arciszewski miał zupełnie inną od księcia Nassau wizję kierowania działaniami zbrojnymi, budowania fortyfikacji a nawet rozwoju kolonii. Jako były arianin był podatny na krzywdy dziejące się w zdobywanej kolonii. Nie znajdując zrozumienia u gubernatora słał listy ze skargami do Holandii. Dowiedział się o tym gubernator, który pochodził z bardzo szanowanego w Niderlandach rodu. A że był gubernatorem to po prostu wsadził Polaka na statek do Holandii z oskarżeniem o knowania a nawet zdradę.
Nie mogąc znaleźć potwierdzenia swoich racji u holenderskich władz, bo nikt nie chciał się narażać na wojnę z potomkiem m.in. brata Wilhelma I Orańskiego, w obronie co prawda zasłużonego, ale bez koneksji w Holandii Polaka. Zniechęcony, wręcz zgorzkniały Arciszewski, zapewne dodatkowo po otrzymaniu kolejnego zaproszenia od króla Władysława IV w końcu wraca do Rzeczypospolite, gdzie w 1646 roku obejmuje funkcję armatnego, czyli dowódcy polskiej artylerii zobowiązanego też do organizacji i rozwoju tego boga wojny w naszym kraju.
Od wypędzenia Holendrów po niepodległość
Wyjazd Arciszewskiego zbiegł się z początkiem niepowodzeń Holendrów w Brazylii – a może był tego skutkiem! Klęski następowały prawie jedna po drugiej. Ironia losu spowodowała, że John Maurice z Nassau został pozbawiony stanowiska gubernatora Nowej Holandii w 1644 roku – podobno z powodu nadmiernych wydatków i podejrzeń o korupcję.
Co gorzej dla Holendrów, w 1645 roku większość holenderskiej Brazylii zbuntowała się pod przywództwem właściciela ziemskiego Joao Fernandesa Vieiry. Siły Holendrów zostały pokonane w bitwie pod Tabocas, a w ich rękach pozostały praktycznie tylko ufortyfikowane obrzeża nadmorskich miast, ale i tak niektóre musieli opuścić (np. Sao Luís) bo nie mieli sił do obrony. Druga bitwa pod Guarapas w 1649 oraz zdobycie Recife w 1654 roku zakończyły obecność Holandii w Brazyli.
Cesarstwo Brazylii powstało 7 września 1822 roku, kiedy brazylijscy przywódcy – José Bonifácio de Andrada i inni, po kosztownym sporze, przekonali Piotra – brazylijskiego księcia regenta (późniejszego cesarza Piotra I), który był synem ówczesnego króla Portugalii Jana VI, aby ogłosił niezależność Brazylii od Portugalii.
Bibliografia:
- Da Silva J. G., Morskie dzieje Portugalczyków, Gdańsk 1987.
- Davies N., Na krańce świata, Kraków 2017.
- De Oliveira Marques A. H., Historia Portugalii, Warszawa 1987.
- Olszewicz B., Gaspar da Gama. Żyd poznański w Indiach XV w., Poznań 1931.
- Pertek J., Polacy na szlakach morskich świata, Gdańsk 1957.
- Słabczyński W., Polscy podróżnicy i odkrywcy, Warszawa 1988.
Fot. Obraz Bitwa pod Guararapes, Victor Meirelles, 1879, Museu Nacional de Belas Artes, Rio de Janeiro
Ryszard Nowosadzki