Borys Tynka, Sekrety Czarnobyla
Borys Tynka w książce Sekrety Czarnobyla zaprasza nas do zwiedzania Czarnobyla i jego okolic. Kto z nas, no może poza młodszą częścią naszego społeczeństwa, nie pamięta tych strasznych chwil, gdy nad głowami komunistycznego świata zawisł złowrogi napromieniowany pył. Płyn Lugola lub roztwór jodu miały nas chronić przed cichą zagładą. Moi rodzice, w wyniku braku informacji o katastrofie, chodzili ze mną na świeżym powietrzu. Wynik – problemy z silną astmą (tak przynajmniej sugerowała Pani lekarka). Jestem jedną z ofiar katastrofy, która miała miejsce blisko 40 lat temu.
Autor oprowadza nas nie tylko po samej elektrowni, ale pokazuje nam również dzieje najbliższej okolicy – na przykład wymarły Prypeć. Przekazuje nam również wiedzę o radzieckim programie jądrowym. Informacji jest naprawdę sporo, ale wszystko zostało podane w przystępnej formie, więc łatwo jest to wszystko pochłonąć. Co więcej, w publikacji zamieszczono wiele ciekawych zdjęć, które nadają książce większego waloru. Momentami można poczuć się tak, jakby się było na miejscu.
Katastrofa, która nadal trwa
Mnie bardzo spodobała się wizyta w czarnobylskim reaktorze. Czytelnik ma możliwość zapoznania się nie tylko z jego budową (poprzez schematy), ale i zrozumienia w jaki sposób uzyskiwano energię atomową, a także poznanie podstawowych praw fizycznych związanych z tą tematyką. Gdyby nauczyciel fizyki tak samo ciekawie opisywał tę kwestię, kto wie, czy nie byłbym dziś jednym z naukowców zajmujących się tą dziedziną nauki.
Autor opisał również niedawną katastrofę reaktora w japońskiej Fukushimie, oraz to, co wydarzyło się w Hiroszimie. Ciekawie czyta się również o ludziach, którzy nadal strzegą powłoki reaktora. Bo nie wiem czy macie świadomość – sarkofag, którym nakryto reaktor – pęka, zaczyna przeciekać. Tylko od rzetelnej pracy tych „niemych” bohaterów, mamy szansę zmniejszenia ryzyka, że historia z napromieniowaniem się nie powtórzy. Przy okazji – to, co dzieje się w reaktorze, jest pożywką dla wielu teorii spiskowych. Mówi się o wynaturzonych stworzeniach, nawet ludziach-zombie, którzy żyją w środku.
Lubomirska – legenda salonów
Trochę mi szkoda, że nie rozwinięto rozdziału o księżnej Rozalii Lubomirskiej, która była XVIII-wieczną właścicielką terenów, na których w przyszłości powstać miała Czarnobylska Elektrownia Jądrowa. Ta piękna Polka – o czym możecie się przekonać spoglądając na reprodukcję – była dosyć ciekawą osobowością, mimowolną uczestniczką rewolucji francuskiej i jej ofiarą. I muszę przyznać – nie dziwię się, że wzbudzała takie pożądanie… Była naprawdę olśniewająca. Ale wróćmy do samej katastrofy, bo stanowi oni najważniejszą część książki.
Katastrofa w Czarnobylu
26 kwietnia 1986 roku w elektrowni atomowej w Czarnobylu miała miejsce jedna z największych katastrof związanych z wykorzystaniem energii jądrowej. W wyniku wybuchu i jego konsekwencji, w przeciągu pierwszych trzech miesięcy od katastrofy zmarło 28 osób, ponad 200 przebywało w szpitalach walcząc ze skutkami choroby popromiennej.
Chmura radioaktywnych związków rozprzestrzeniła się nie tylko nad Ukrainą, ale i Polską oraz krajami skandynawskimi. Po kilku dniach swym zasięgiem objęła znaczną część Europy Środkowo-Wschodniej, a później – sporą część azjatyckiej części Związku Sowieckiego oraz kraje Bliskiego Wschodu.
Katastrofa była wynikiem całego ogromu błędów – głównie z powodu eksperymentu, który zmniejszył wydajność reaktora w 4 bloku do 7% zwykłej mocy. Aparatura i maszyneria nie były przygotowane na takie zdarzenia, w wyniku czego doszło do dwóch eksplozji. Reaktor zaczął płonąć, a do atmosfery uwolniło się promieniowanie radioaktywne przewyższające 40-krotnie promieniowanie towarzyszące wybuchowi bomby atomowej w Hiroszimie.
„Szalona” cisza
Władze radzieckie z Michaiłem Gorbaczowem na czele, od razu zdecydowały się zatuszować całą sprawę. Gdyby nie czuła aparatura skandynawskich czujników, kto wie, czy dowiedzielibyśmy się czegokolwiek. Rosjanie blisko dwa dni zwlekali z podaniem do wiadomości o katastrofie, i tylko szantaż ze strony Szwedów zmusił komunistycznych dostojników do przyznania się do winy. Jednak nie podano rzeczywistych rozmiarów zdarzenia.
Co ciekawe, komunistyczne władze w Polsce, z informacją o katastrofie zwlekały jeszcze kilkanaście dodatkowych godzin. W konsekwencji utrzymywania tajemnicy, polskie społeczeństwo sprzeciwiło się wykorzystaniu energii atomowej w naszym kraju. Cisza informacyjna przyczyniła się więc do zaniechania budowy polskich elektrowni jądrowych w Żarnowcu i Klempiczu oraz wystawienia sporej części społeczeństwa na negatywne skutki promieniowania, czego i ja jestem przykładem.
Liczby
Ile jest ofiar tego wydarzenia? Najpewniej nigdy nie poznamy dokładnej liczby, a szacunki – zawsze są zaniżone. Jednak to, co dobre w całej tej sytuacji to powrót dzikich zwierząt do opuszczonej strefy skażenia. Dzięki katastrofie przyroda miała okazję się odrodzić i uczyniła to w wyjątkowo sprawny sposób.
Jednak ostatnimi czasy opuszczone okolice Czarnobyla stały się również atrakcją turystyczną. Mimo promieniowania, ludzie zaczynają tutaj zaglądać, by poczuć namiastkę czasów późnego komunizmu. Miasto widmo zaczyna więc ożywać. I pal licho, że promieniowanie nadal grozi zdrowiu i życiu śmiałków.
Katastrofa jak gra…
O Czarnobylu powstało kilka książek, między innymi „Piknik na skraju drogi” braci Strugackich czy film Andrieja Tarkowskiego pod tytułem „S.T.A.L.K.E.R.”. Czarnobyl stał się również miejscem akcji jednej ze współczesnych gier komputerowych. Chodzi o grę S.T.A.L.K.E.R. (w trzech odsłonach – Cień Czarnobyla, Czyste Niebo oraz Zew Prypeci). Tak więc, choć – póki co – tereny wokół Czarnobyla są zakazane dla ludzi, to sama elektrownia żyje w popkulturowej świadomości.
Sekrety Czarnobyla – podsumowanie
Książkę czyta się szybko, sprawnie. Choć miejscami znajdziemy mnóstwo informacji, to publikacja nie jest nimi przeładowana. Wszystko opisane jest ciekawie i z umiarem. Bardzo podobają mi się te fragmenty, które opisują rozbudowę i funkcjonowanie radzieckiego systemu energetyki jądrowej. Dotychczas nie miałem okazji z takimi informacjami się spotkać, więc wszystko było dla mnie nowe i świeże. Zresztą to kolejna inspirująca publikacja Księżego Młyna. Z nieukrywanym oczekiwaniem czekam na kolejne. Tę – polecam każdemu. Naprawdę warto.
Wydawnictwo Księży Młyn
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Księży Młyn. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.