Tego dnia 1573 roku urodził się Henry Wriothesley, brytyjski arystokrata, 3. hrabia Southampton, mecenas Williama Shakespeare’a
Pełen urody arystokrata, żołnierz i polityk, ale przede wszystkim człowiek, bez którego Shakespeare mógłby pozostać jedynie aktorem z prowincji. Henry Wriothesley – 3. hrabia Southampton – był patronem, przyjacielem i być może literacką inspiracją autora Sonetów. To on otworzył przed poetą drzwi do elżbietańskich elit, a jego nazwisko na zawsze wpisało się w historię literatury.
6 października 1573 urodził się Henry Wriothesley, 3. hrabia Southampton, jeden z najważniejszych mecenasów epoki elżbietańskiej i bliski protektor Williama Shakespeare’a. Jego życie łączyło się zarówno z wielką polityką, jak i światem sztuki. Wriothesley od młodych lat wyróżniał się urodą, inteligencją i żywym temperamentem, a jego nazwisko na zawsze wpisało się w dzieje literatury dzięki roli, jaką odegrał w karierze największego dramatopisarza Anglii.
Był jedynym synem Henry’ego Wriothesleya, 2. hrabiego Southampton, i Mary Browne, córki 1. wicehrabiego Montagu. Wychowywał się w kręgu arystokratycznych rodzin blisko związanych z dworem królowej Elżbiety I. Po śmierci ojca, gdy miał zaledwie osiem lat, odziedziczył tytuł i ogromne dobra ziemskie, a jego przyszłość stała się przedmiotem interesów możnych patronów politycznych, w tym samego lorda Burghleya, głównego doradcy królowej.
Od najmłodszych lat kształcił się na najwyższym poziomie. Studiował w St John’s College w Cambridge, gdzie w wieku 16 lat uzyskał tytuł magistra. Następnie został wpisany do Towarzystwa Prawniczego Gray’s Inn, jednego z czterech słynnych londyńskich Inns of Court, przygotowujących młodych arystokratów do kariery publicznej. Już wtedy łączył naukę z zamiłowaniem do literatury i sztuki.
Początek relacji z Shakespeare’em
Lata 90. XVI wieku były przełomowe. W tym okresie na londyńskiej scenie literackiej pojawił się William Shakespeare, który dopiero zaczynał budować swoją pozycję. Gdy w 1593 roku teatr został zamknięty z powodu zarazy, dramatopisarz zdecydował się opublikować pierwszy poemat narracyjny. Zadedykował go hrabiemu Southampton – i tym samym rozpoczął jedną z najbardziej fascynujących relacji mecenas–artysta w dziejach Europy.
Poemat Wenus i Adonis (1593) stał się bestsellerem epoki. Wydanie opatrzone dedykacją dla Henry’ego Wriothesleya wskazywało, że młody arystokrata wspierał finansowo publikację i pomagał w dystrybucji dzieła. Rok później Shakespeare poszedł za ciosem i wydał Gwałt na Lukrecji (1594), również dedykowany temu samemu patronowi. Tym razem jednak słowa poety były znacznie bardziej osobiste i pełne emocji:
Miłość, którą dedykuję Waszej Lordowskiej Mości, jest nieskończona… To, co uczyniłem, jest twoje. To, co mam zrobić, jest twoje. Będąc częścią wszystkiego, co mam, poświęciłem twoje.
W epoce elżbietańskiej podobne dedykacje były często przesadzone, gdyż autorzy starali się w ten sposób zaskarbić sobie względy bogatych mecenasów. Jednak w przypadku Shakespeare’a i Wriothesleya język ten do dziś budzi pytania badaczy – czy była to jedynie konwencja literacka, czy też wyraz szczerej bliskości?
Henry Wriothesley jako „Piękna Młodość” z sonetów Shakespeare’a
Od XIX wieku wśród badaczy literatury narastała hipoteza, że Henry Wriothesley był adresatem tzw. „sonetów do Pięknej Młodości”, czyli pierwszej części słynnego cyklu poetyckiego Shakespeare’a. Wiersze te opisywały młodzieńca pełnego urody, wdzięku i talentu, którego autor zachęcał, by ożenił się i pozostawił potomstwo, a jednocześnie obdarzał go niezwykle osobistymi, pełnymi emocji wyznaniami.
Wielu uczonych wskazywało, że inicjały „W.H.”, które pojawiły się w dedykacji sonetów, mogły być odwróceniem rzeczywistych inicjałów hrabiego Southampton – „H.W.”. Wydawca mógł celowo zamienić kolejność liter, aby zataić prawdziwą tożsamość młodzieńca. Takie rozwiązanie wydawało się logiczne, ponieważ relacja między arystokratą a poetą mogła budzić kontrowersje w konserwatywnej Anglii końca XVI wieku.
Nie brakowało jednak innych interpretacji. Część historyków uznawała, że „Pan W.H.” oznaczał Williama Herveya, pasierba matki hrabiego. Inni doszukiwali się w tej postaci nie konkretnej osoby, lecz symbolicznej figury idealnej młodości. Mimo to, argumenty wskazujące na Henry’ego Wriothesleya pozostawały szczególnie silne: jego wiek, uroda i pozycja społeczna doskonale pasowały do sylwetki bohatera sonetów.
Niektórzy krytycy literaccy posuwali się dalej, sugerując, że Shakespeare mógł darzyć swojego patrona nie tylko przyjaźnią, lecz także głębszym uczuciem. Sensualność i intymność niektórych sonetów wzmacniały to przekonanie. Z drugiej strony inni badacze, jak Park Honan, podkreślali, że choć Wriothesley mógł być inspiracją, nie ma realnych przesłanek, by utożsamiać go wprost z „rozpustnym” i „zdradliwym” młodzieńcem przedstawianym w poezji.
Hipoteza ta, mimo braku ostatecznych dowodów, pozostawała jedną z najbardziej fascynujących zagadek w historii literatury. To właśnie dzięki niej nazwisko Henry Wriothesley na zawsze związało się z twórczością Shakespeare’a, nadając jej aurę tajemniczości i romantycznego napięcia.
Henry Wriothesley i legenda o tysiącu funtów
Z osobą Henry’ego Wriothesleya wiązała się także słynna anegdota, która przez stulecia rozbudzała wyobraźnię miłośników Shakespeare’a. Już w XVII wieku biograf poety, Nicholas Rowe, powołując się na świadectwo dramaturga Williama Davenanta, twierdził, że hrabia Southampton miał podarować dramatopisarzowi zawrotną sumę 1000 funtów. Według tej opowieści pieniądze miały umożliwić mu „dokonanie zakupu”, co interpretowano jako inwestycję w jego karierę, a nawet jako wsparcie przy nabyciu udziałów w teatrze.
Warto podkreślić, że kwota ta była wówczas astronomiczna. Dla porównania – roczne dochody wielu średnich arystokratów wynosiły kilkaset funtów, a Shakespeare w pierwszych latach działalności teatralnej nie mógł liczyć na takie zasoby. Nic dziwnego, że opowieść o hojności hrabiego stała się popularnym elementem legendy o relacji obu mężczyzn.
Historycy, w tym Park Honan, określali jednak tę historię mianem mitu. Brakowało jakiejkolwiek dokumentacji finansowej, która potwierdzałaby transfer tak wielkiej sumy. Sam fakt, że anegdota pojawiła się dopiero po śmierci obu zainteresowanych, budził uzasadnione wątpliwości. Bardziej prawdopodobne wydawało się, że hrabia wspierał Shakespeare’a na bardziej typowe sposoby – finansując druk utworów, organizując patronat literacki czy zapraszając poetę na dworskie uroczystości.
Niezależnie od tego, czy legenda była prawdziwa, czy nie, miała ogromne znaczenie w kształtowaniu wizerunku hrabiego Southampton jako idealnego mecenasa sztuki. Pokazywała go jako arystokratę, który nie tylko interesował się literaturą, lecz także miał odwagę inwestować w młode talenty. W epoce, gdy twórczość literacka była silnie zależna od wsparcia możnych, to właśnie tacy protektorzy decydowali, czy pisarz pozostanie w cieniu, czy zyska rozgłos.
Dzięki tej legendzie Henry Wriothesley na trwałe zapisał się nie tylko w historii politycznej Anglii, lecz także w wyobraźni literackiej – jako patron, bez którego Shakespeare być może nigdy nie osiągnąłby takiej pozycji.
Henry Wriothesley między teatrem a polityką
Relacja Henry’ego Wriothesleya z teatrem nie ograniczała się do roli mecenasa Shakespeare’a. Hrabia był aktywnym uczestnikiem życia literackiego i artystycznego epoki, a jego nazwisko pojawiało się wielokrotnie w dedykacjach różnych pisarzy. W latach 90. XVI wieku swoje utwory kierowali do niego m.in. Thomas Nashe, Barnabe Barnes, Gervase Markham czy John Florio. Ten ostatni, autor słynnego słownika włosko-angielskiego, chwalił hrabiego za doskonałą znajomość włoskiego, podkreślając, że Southampton był tak biegły w tym języku, iż nie musiał odbywać zagranicznych podróży, aby go udoskonalić.
Najbardziej spektakularny moment, łączący literaturę z polityką, miał jednak miejsce w 1601 roku, tuż przed wybuchem buntu Roberta Devereux, 2. hrabiego Essex. To właśnie wtedy, na prośbę Wriothesleya i jego stronnictwa, zespół Lord Chamberlain’s Men, do którego należał Shakespeare, wystawił w Globe dramat Ryszard II. Sztuka opowiadała o obaleniu prawowitego monarchy przez ambitnego pretendenta – temat, który w kontekście planowanego powstania zyskiwał wyjątkowo niebezpieczne znaczenie.
Choć trudno ustalić, czy przedstawienie rzeczywiście miało zmobilizować londyńską publiczność do wsparcia rebeliantów, fakt wystawienia Ryszarda II w tym momencie nie był przypadkowy. Sam hrabia Southampton znalazł się w centrum spisku. Po stłumieniu buntu został skazany na śmierć, jednak wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie. To właśnie wtedy los protektora i przyjaciela Shakespeare’a zawisł na włosku.
Wydarzenia te pokazują, że Henry Wriothesley nie był wyłącznie pasywnym mecenasem sztuki. Teatr stanowił dla niego narzędzie polityczne, a literatura i scena elżbietańska były ściśle splecione z grą o władzę. Dzięki temu jego biografia odsłania, jak blisko powiązane były kultura i polityka w Anglii przełomu XVI i XVII wieku.
Henry Wriothesley pod panowaniem Jakuba I
Po śmierci królowej Elżbiety I w 1603 roku i wstąpieniu na tron Jakuba I Stuarta los hrabiego Southampton uległ całkowitej zmianie. Nowy monarcha, chcąc zjednać sobie dawnych stronników Essexu, okazał Henry’emu Wriothesleyowi łaskę i uwolnił go z więzienia. Wkrótce potem hrabia odzyskał swoją pozycję na dworze i stał się jedną z ważniejszych postaci nowej elity politycznej.
Jakub I hojnie obdarzał go zaszczytami i zadaniami. Wriothesley uczestniczył w organizacji uroczystości państwowych, m.in. wielkiego bankietu w Pałacu Whitehall, który świętował podpisanie traktatu pokojowego z Hiszpanią. Hrabia brał udział również w polityce zagranicznej, a z czasem stał się jednym z najbardziej zaangażowanych arystokratów we wspieranie przedsięwzięć kolonialnych i gospodarczych.
Jednocześnie nie porzucił zainteresowania sztuką. W 1605 roku gościł w swoim londyńskim pałacu zespół aktorów kierowany przez Richarda Burbage’a, w którego skład wchodził także William Shakespeare. Wystawiono wówczas komedię Stracone zachody miłości (Love’s Labour’s Lost), co pokazuje, że hrabia nadal był aktywnym protektorem teatru. Jego dom pozostawał miejscem spotkań intelektualistów i artystów epoki.
Wriothesley interesował się także nowoczesnymi formami inwestycji. Wspierał Kompanię Wirgińską i Kompanię Wschodnioindyjską, finansował hutnictwo i handel zamorski. Był jednym z arystokratów, którzy dostrzegali, że przyszłość Anglii leżała nie tylko w polityce dworskiej, lecz także w ekspansji kolonialnej.
Dzięki temu jego postać wyrastała ponad przeciętnego mecenasa sztuki – łączył on działalność polityczną, gospodarczą i kulturalną. Mimo to w literaturze zapisał się przede wszystkim jako protektor Shakespeare’a, człowiek, który umożliwił poecie rozwój twórczości w kluczowych latach kariery.
Dziedzictwo Henry’ego Wriothesleya
Śmierć Henry’ego Wriothesleya nastąpiła 10 listopada 1624 roku w Bergen-op-Zoom, gdzie brał udział w walkach przeciwko Hiszpanom. Kilka dni wcześniej zmarł jego syn James, co uczyniło ten finał szczególnie tragicznym. Ich szczątki sprowadzono do Anglii i pochowano w rodzinnej kaplicy w Titchfield, w hrabstwie Hampshire.
Pamięć o hrabim Southampton nie ograniczała się jednak do jego dokonań wojskowych i politycznych. Dla historii literatury pozostał przede wszystkim patronem i protektorem Shakespeare’a. To dzięki niemu poeta mógł w kluczowych latach 90. XVI wieku publikować swoje utwory i zdobywać rozgłos. Dedykacje poematów Wenus i Adonis oraz Gwałt na Lukrecji na zawsze połączyły ich nazwiska, a hipoteza o „Pięknej Młodości” nadała relacji obu mężczyzn aurę tajemnicy.
Wriothesley był także mecenasem innych artystów: wspierał George’a Chapmana, Samuela Daniela, Thomasa Heywooda czy kompozytora Alfonso Ferrabosco. Dzięki jego protekcji rozwijały się zarówno poezja, jak i teatr, a także muzyka i literatura humanistyczna.
Dziedzictwo hrabiego przetrwało także w kontekście kolonialnym. Jako członek rady Kompanii Wirgińskiej współtworzył fundamenty angielskiej obecności w Ameryce Północnej. Nazwy takie jak Southampton County w Wirginii przypominają o jego roli w dziejach ekspansji zamorskiej Anglii.
Ostatecznie jednak w powszechnej świadomości zapisał się jako mecenas Shakespeare’a – człowiek, bez którego wsparcia twórczość dramatopisarza mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Jego życie pokazuje, jak ogromne znaczenie miały więzi między artystą a patronem w epoce elżbietańskiej, oraz jak z pozoru prywatna relacja mogła zaważyć na historii światowej literatury.