W tej historii nie chodzi tylko o szaleńca z rewolwerem. Dlaczego Guiteau chciał zabić Garfielda? Odpowiedź prowadzi przez toksyczny „spoils system”, starcie o wpływy w Nowym Jorku i mesjanistyczne urojenia drobnego awanturnika. Gdy państwo traktuje urzędy jak łup, zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce „przywracać równowagę” bronią. A potem zostaje tylko długa agonia i kosztowna lekcja dla całej republiki.
2 lipca 1881 roku w waszyngtońskim dworcu Baltimore and Potomac Railroad Station padły strzały. Prezydent James Abram Garfield upadł, a napastnika, Charlesa Juliusa Guiteau, obezwładniono na miejscu. Szkolne skróty mówią o „zawiedzionym petencie”.
To tylko pół prawdy. Kulisy zamachu wyrastają z chorobliwej kultury politycznej lat 60. i 70. XIX wieku, w której system łupów i walka o nominacje federalne zatruwały państwo równie skutecznie jak krążące po korytarzach urzędów koperty z „asesmentem” na kampanie. Zamach nie był więc wyłącznie efektem urojeń jednostki, lecz ubocznym produktem realnych sporów o władzę, wpływy i obsadę urzędów.
W skrócie:
- 2 lipca 1881 na dworcu Baltimore and Potomac w Waszyngtonie James Abram Garfield został postrzelony przez Charlesa Juliusa Guiteau; sprawcę obezwładniono na miejscu. Narracja o „zawiedzionym petencie” upraszcza sprawę.
- Trzonem tła był system łupów: posady za lojalność i „asesmenty” z pensji finansujące kampanie. Próby reform od 1865 roku grzęzły, co psuło państwo i podkręcało walkę frakcyjną.
- Spór o nominacje w Nowym Jorku eksplodował przy wskazaniu Willliama H. Robertsona na Collectora Port of New York. Roscoe Conkling i Thomas C. Platt złożyli mandaty, lecz 18 maja 1881 Senat zatwierdził Robertsona, wzmacniając prezydencki kurs na niezależność.
- Guiteau zbudował sobie mesjanistyczną racjonalizację. Po odmowie stanowiska przez Jamesa G. Blaine’a uznał, że „usunięcie” prezydenta przywróci równowagę frakcyjną i wyniesie Chestera Alana Arthura.
- Zamach poprzedziły trzy nieudane podejścia w czerwcu 1881. Ostatecznie Guiteau kupił na kredyt rewolwer Bulldog, sprawdził więzienie w Waszyngtonie i oddał dwa strzały, mówiąc po zatrzymaniu: Jestem Stalwartem, a Arthur będzie prezydentem.
- Leczenie w Białym Domu prowadzone przez dr. Willarda Blissa odbywało się bez aseptyki, z wielokrotną, niesterylną penetracją rany. Detektor Alexandra Grahama Bella nie pomógł przez błędne założenia; po 79 dniach wyniszczeń i zakażeń Garfield zmarł 19 września 1881.
- Na procesie Guiteau twierdził, że zabiła go „malpractice”, nie kule. 25 stycznia 1882 sąd skazał go na śmierć, a 30 czerwca 1882 wykonano wyrok przez powieszenie.
- Polityczny skutek był przełomowy: Pendleton Civil Service Reform Act z 16 stycznia 1883 zaczął demontaż systemu łupów, wprowadzając konkursy i komisję służby cywilnej. To najtrwalsze dziedzictwo sprawy Garfielda.
Jak „spoils system” stworzył scenę zbrodni
Od czasów Andrew Jacksona amerykańska administracja rosła w tempie, którego nikt nie kontrolował. Tysiące etatów obsadzano w ramach tzw. spoils system, czyli „systemu łupów” – kto wygrał wybory, ten rozdawał stanowiska swoim ludziom. W praktyce oznaczało to klientelizm, w którym kongresmeni i senatorowie rekomendowali kandydatów, a beneficjenci odwdzięczali się pracą polityczną i obowiązkową składką na kampanie swoich patronów. Federalni urzędnicy płacili nawet pięć procent pensji, by utrzymać stanowisko.
Pierwsze próby oczyszczenia tego układu pojawiły się już po wojnie secesyjnej. W grudniu 1865 roku kongresman Thomas Allen Jenckes z Rhode Island przedstawił projekt ustawy o utworzeniu Civil Service Commission, mającej wprowadzić egzaminy i jasne zasady naboru do służby publicznej. Projekt przepadł, ale idea przetrwała. Dopiero w 1871 roku Kongres upoważnił prezydenta Ulyssesa S. Granta do utworzenia pierwszej komisji cywilnej. Eksperyment jednak nie przetrwał — brak poparcia i ogromny opór senatorów sprawił, że Grant zrezygnował z reform.
Hayes, Conkling i starcie o Port of New York
Kolejny prezydent, Rutherford B. Hayes, nie zamierzał odpuścić. Wiedział, że bez ograniczenia patronatu federalny aparat władzy pogrąży się w chaosie. Szybko jednak napotkał na twardy opór: senatora Roscoe Conklinga z Nowego Jorku – niekwestionowanego króla protekcji w swoim stanie. Conkling dysponował własną siecią urzędników, lojalnych wobec niego bardziej niż wobec państwa. Najważniejszym przyczółkiem jego wpływów był Port of New York, gdzie funkcję Collectora – czyli poborcy ceł – pełnił jego zaufany człowiek, Chester Alan Arthur.
Hayes, chcąc oczyścić urząd z nadużyć, odwołał Arthura. Ten gest uznano za wypowiedzenie wojny Conklingowi i całemu stronnictwu tzw. Stalwarts (Niezłomnych). Konflikt był czymś więcej niż personalnym starciem – symbolizował spór o to, czy prezydent ma realną władzę nad administracją, czy tylko podpisuje nominacje przygotowane przez Senat.
Hayes ostatecznie zwyciężył, ale Conkling zachował wpływy w partii. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że kilka lat później jego walka o stanowiska doprowadzi do tragedii i śmierci prezydenta.
Garfield kontra Conkling: stary spór w nowej odsłonie
Kiedy w 1880 roku wybory prezydenckie wygrał James A. Garfield, odziedziczył po Haysie nie tylko urząd, lecz także całą sieć napięć wewnątrz Partii Republikańskiej. Conkling otwarcie wspierał kandydaturę byłego prezydenta Ulyssesa S. Granta, a więc Garfield, wyłoniony jako kandydat kompromisowy, od początku był w jego oczach intruzem.
Nowy prezydent próbował lawirować między frakcjami. Musiał pogodzić twardych Stalwarts, wiernych Conklingowi, i reformatorskich Half-Breeds, których twarzą był James G. Blaine, mianowany przez Garfielda sekretarzem stanu. Jednak równowaga była niemożliwa.
Punkt zapalny przyszedł 22 marca 1881 roku, gdy Garfield – próbując zachować pozory równowagi – nominował pięciu ludzi Stalwarts na różne stanowiska, ale jednocześnie ogłosił kandydaturę Willliama H. Robertsona na stanowisko Collectora Port of New York. Był to bezpośredni cios w Conklinga, bo Robertson należał do jego wewnątrzpartyjnych przeciwników.
Wybuchł skandal. W partyjnych kuluarach mówiono, że Garfield „zdradził własnych”. Sam prezydent zanotował w dzienniku słowa, które dobrze oddają wagę sytuacji: Muszę rozstrzygnąć, czy jestem sekretarzem Senatu, czy egzekutywą rządu. Oznaczało to otwarte wyzwanie wobec zasady senatorial courtesy, czyli niepisanej reguły, że prezydent nie mianuje urzędników w danym stanie bez zgody tamtejszych senatorów. Garfield postanowił tę regułę złamać.
Polityczny konflikt, który doprowadził do tragedii
Kiedy Conkling odmówił rozmów i nie pojawił się na spotkaniu z prezydentem, Garfield nie wycofał nominacji Robertsona. W odpowiedzi Conkling i Thomas C. Platt złożyli mandaty senatorskie, licząc, że stanowy parlament w Albany wybierze ich ponownie i potwierdzi ich polityczną siłę.
Zagrali va banque — i przegrali. 18 maja 1881 roku Senat zatwierdził nominację Robertsona. Garfield odniósł instytucjonalne zwycięstwo, ale atmosfera w partii stała się toksyczna.
Dla Conklinga i jego zwolenników Garfield był uzurpatorem, który zagarnął prerogatywy Senatu. Dla reformatorów – symbolem odnowy. Ale w tle narastała narracja pełna emocji, utrwalana przez prasę, zwłaszcza Frank Leslie’s Illustrated Newspaper i New York Tribune. Tam właśnie po raz pierwszy zaczęto mówić o Garfieldzie jako o prezydencie, który „zdradził Stalwarts” i „zniszczył równowagę w partii”.
To właśnie w tym rozpalonym politycznie świecie pojawił się Charles Julius Guiteau, drobny awanturnik i samozwańczy prorok, który uwierzył, że los nakazuje mu „uratować” Republikę. Jego historia to studium choroby, ale i odbicie patologii systemu, który uczynił z urzędów polityczne trofea.
Dlaczego Guiteau chciał zabić Garfielda? Od mizernych karier do mesjanistycznych urojeń
Charles J. Guiteau urodził się we wrześniu 1841 roku w Illinois. Jego matka zmarła, gdy miał siedem lat, a ojciec, Luther Guiteau, był fanatykiem religijnym, surowym i nieprzewidywalnym. Syn dorastał w atmosferze emocjonalnego chaosu.
W dorosłym życiu Charles próbował wielu zawodów – był prawnikiem, kaznodzieją, publicystą, lecz w każdym przypadku kończyło się to długami, kompromitacją i ucieczką przed wierzycielami. Wreszcie w 1880 roku, gdy Partia Republikańska szykowała się do wyborów, uznał, że jego szansą na sławę i pieniądze będzie polityka.
Guiteau przerobił przygotowaną wcześniej mowę popierającą Ulyssesa Granta na wersję propreezydencką dla Jamesa Garfielda. Wysłał ją do komitetu wyborczego i uzyskał pozwolenie na jej publiczne wygłoszenie. W jego wyobraźni to wystarczyło, by uznać się za jednego z autorów wyborczego sukcesu.
Po zwycięstwie Republikanów Guiteau uznał, że zasługuje na nagrodę w postaci stanowiska konsula w Paryżu. Nie znał języka francuskiego, nie miał dyplomatycznego doświadczenia, ale był przekonany, że Bóg przeznaczył mu tę misję. Gdy kolejni urzędnicy odmawiali mu spotkania z prezydentem, przeniósł swoje nadzieje na sekretarza stanu Jamesa G. Blaine’a. Nachodził go w biurze, czekał w korytarzach, pisał listy, w których nazywał siebie „żarliwym republikaninem i lojalnym Stalwartem”.
Blaine tracił cierpliwość. Gdy wreszcie powiedział mu, że stanowisko w Paryżu „nie wchodzi w grę”, Guiteau poczuł się upokorzony i zdradzony przez własną partię. Zaczął budować paranoiczną wizję, w której prezydent Garfield był wrogiem Stalwarts, a jego usunięcie miało ocalić kraj przed rozłamem. W swoich notatkach pisał: To nie mój czyn, to czyn Boga. On nakazuje mi działać.
Zamach, przygotowania i „boży plan”
W czerwcu 1881 roku Charles J. Guiteau był już przekonany, że działa z boskiego natchnienia. Mówił o sobie jako o „narzędziu Pana”, które ma „uratować Partię Republikańską”. Pisał listy do generałów i duchownych, w których tłumaczył, że usunięcie Garfielda jest konieczne dla dobra kraju. Jego myślenie łączyło obsesję polityczną z religijną egzaltacją i brakiem kontaktu z rzeczywistością.
Guiteau kilkukrotnie planował zamach. Najpierw chciał strzelić do prezydenta w kościele, lecz – jak później mówił – nie potrafił zabić człowieka w domu Bożym. Następnie śledził Garfielda, gdy ten odprowadzał żonę Lukrecję na pociąg. Widząc jej słabość po przebytej chorobie, zrezygnował. Dopiero trzecie podejście okazało się skuteczne.
Prasa doniosła, że 2 lipca 1881 roku Garfield ma wyruszyć z Waszyngtonu do Long Branch w New Jersey, gdzie planował spędzić wakacje. Guiteau uznał, że to „znak”. Pożyczył pieniądze, kupił angielski rewolwer Bulldog kalibru .442, a dzień wcześniej odwiedził więzienie w Waszyngtonie, by zorientować się w jego warunkach – był pewny, że po „bohaterskim czynie” zostanie natychmiast aresztowany.
Strzały w Waszyngtonie
Rankiem 2 lipca 1881 roku na dworcu Baltimore and Potomac Railroad Station panował ruch. Prezydent, w towarzystwie Jamesa G. Blaine’a, przyjechał, by wsiąść do pociągu. Nie miał przy sobie ochrony — ówczesny Secret Service zajmował się tylko fałszerstwami pieniędzy, nie bezpieczeństwem głowy państwa.
Guiteau czekał w poczekalni. Około godziny 9:30, gdy Garfield z Blaine’em przeszli obok, napastnik oddał dwa strzały z bliskiej odległości. Pierwsza kula zadrasnęła ramię prezydenta, druga przebiła żebro, roztrzaskała kręg i ugrzęzła w ciele. Prezydent osunął się na posadzkę. Gdy tłum rzucił się na Guiteau, ten krzyknął: Zrobiłem to! Jestem Stalwartem, a Arthur będzie prezydentem!
Zamachowiec nie próbował uciekać. Zabrano go do aresztu, a zaledwie kilka minut później wieść o ataku obiegła kraj. Dziennik New York Herald pisał: Naród wstrzymał oddech. Po raz pierwszy od Lincolna kula znów dosięgnęła prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Walka o życie – początek 79 dni agonii
Garfield, ciężko ranny, został przewieziony do Białego Domu, który na szybko przystosowano do roli szpitala. Kierownictwo nad leczeniem objął dr Willard Bliss, znany chirurg o trudnym charakterze i wątpliwej reputacji.
W teorii medycyna znała już odkrycia Josepha Listera dotyczące antyseptyki, ale w praktyce amerykańscy lekarze często je ignorowali. Bliss był jednym z nich. Zamiast zdezynfekować narzędzia, wielokrotnie wkładał do rany palce i metalowe sondy, próbując wyczuć tor pocisku. Każda taka próba pogłębiała infekcję.
Garfield znosił potworny ból, otrzymując morfinę i brandy. Lekarze karmili go przez rurkę i doodbytniczo, podając mieszaniny jaj i bulionu. Temperatura ciała sięgała 40°C, a tętno przekraczało 120 uderzeń na minutę.
Mimo to prezydent zachowywał spokój. Według relacji świadków miał powiedzieć: Szansa jeden do stu? To właśnie tę szansę bierzemy.
Niezwykłe eksperymenty i rosnąca desperacja
W upalne lato 1881 roku Biały Dom zamienił się w duszną salę operacyjną. Marynarka wojenna dostarczyła ogromne bloki lodu, które połączono z rurami i wentylatorami — powstał prymitywny system chłodzenia, pierwszy w historii rodzaj klimatyzacji, który obniżał temperaturę pomieszczenia o ok. 10–11°C.
Z pomocą przyjechał też Alexander Graham Bell, wynalazca telefonu. Skonstruował detektor metalu, by odnaleźć kulę w ciele Garfielda. Urządzenie działało, ale dr Bliss uparł się, że pocisk tkwi po prawej stronie ciała, i nie pozwolił przebadać lewej.
Bell zarejestrował sygnał — później okazało się, że to dźwięk metalowego łóżka, a nie kuli. Eksperyment uznano za porażkę, choć w rzeczywistości był to przełomowy krok w kierunku diagnostyki magnetycznej.
Stan prezydenta pogarszał się z dnia na dzień. W sierpniu lekarze stwierdzili liczne ropnie i zakażenie krwi. Ciało chudło dramatycznie – z ponad 95 kilogramów zostało niecałe 60. Każdy ruch wywoływał ból.
„Nie ja go zabiłem, lecz lekarze”
Tymczasem Guiteau w więzieniu nie wykazywał skruchy. Pisał listy do prasy, w których tłumaczył, że nie jest mordercą, lecz „narzędziem boskiej woli”. Twierdził: Zabiłem go dla dobra Republiki. Arthur jest właściwym człowiekiem na to stanowisko.
Gdy Garfield jeszcze żył, Guiteau był przekonany, że zostanie uniewinniony. Po jego śmierci argumentował, że to nie kula go zabiła, tylko błędy lekarzy. W jednym z listów pisał: Generał Garfield zmarł z powodu błędów w leczeniu. Według jego własnych lekarzy nie został śmiertelnie trafiony. To oni powinni dźwigać odium jego śmierci, nie ja.
We wrześniu lekarze zdecydowali o przeniesieniu Garfielda nad morze, do Elberon (Long Branch, New Jersey). Wierzono, że morska bryza przyniesie ulgę.
Podróż odbyła się specjalnym pociągiem, a ostatni odcinek torów ułożono prowizorycznie aż do samej willi. Mimo dramatycznego stanu pacjenta podróż przebiegła bez powikłań. Gdy dotarł, prezydent po raz pierwszy od tygodni spojrzał przez okno i wyszeptał: Dziękuję Bogu, że mogę zobaczyć morze.
To był jego ostatni spokojny dzień. 19 września 1881 roku wieczorem, po ataku bólu w klatce piersiowej i utracie przytomności, James Abram Garfield zmarł. Sekcja zwłok wykazała rozległe ropnie i kanał postrzałowy kończący się po lewej stronie ciała – dokładnie tam, gdzie Bliss nie pozwolił Bellowi szukać kuli.
Co naprawdę zabiło prezydenta Garfielda?
Współczesne badania medyczne wskazują, że prezydent mógłby przeżyć, gdyby zastosowano zasady antyseptyki i odpowiednie leczenie żywieniowe. Niektórzy historycy medycyny twierdzą, że zgon był efektem klasycznej sepsy i wyczerpania organizmu, inni podkreślają możliwość pęknięcia tętniaka rzekomego tętnicy śledzionowej i zapalenia pęcherzyka żółciowego jako źródła infekcji.
Niezależnie od interpretacji jedno jest pewne: kula Guiteau nie była sama w sobie śmiertelna. Zabił go anachroniczny system medyczny i ślepa wiara lekarzy w rutynę. Garfield, człowiek, który chciał oczyścić administrację z patologii, padł ofiarą równie przestarzałych praktyk w medycynie.
Teatralne szaleństwo
Proces Charlesa J. Guiteau rozpoczął się 14 listopada 1881 roku w Waszyngtonie, w atmosferze sensacji i wściekłości opinii publicznej. Gazety codziennie drukowały stenogramy z sali sądowej, a tłumy ustawiały się w kolejkach, by zobaczyć człowieka, który zabił prezydenta.
Guiteau postanowił prowadzić obronę sam. Już w pierwszych dniach wygłosił mowę, która przeszła do historii jako przykład narcystycznego szaleństwa. Krzyczał: To nie ja go zabiłem! To lekarze go zabili! i oskarżał dr. Willarda Blissa o „ignorancję większą niż kula rewolweru”.
Zachowywał się jak aktor. Przerywał świadkom, śpiewał psalmy, cytował Pismo Święte, a nawet flirtował z kobietami obecnymi na sali. Prokuratorzy uznali, że to nie objaw skruchy, lecz próba manipulacji ławą przysięgłych.
„Bóg kazał mi działać”
Guiteau powoływał się na „obronę boskiego rozkazu”. Utrzymywał, że nie kierowała nim osobista nienawiść, ale nakaz Boga: Zrobiłem to, bo Bóg chciał ocalić Republikę i Partię Republikańską. Gdyby Garfield żył, kraj popadłby w chaos.
Biegli psychiatrzy mieli problem z jednoznaczną oceną jego stanu. Część uznała, że cierpiał na paranoję religijną lub syfilis mózgowy, inni, że był w pełni poczytalny, tylko skrajnie egocentryczny. Amerykańskie prawo nie znało wówczas jednolitej definicji niepoczytalności, więc o wyniku procesu decydowało raczej społeczne oczekiwanie kary niż opinia ekspertów.
25 stycznia 1882 roku ława przysięgłych uznała Guiteau za winnego morderstwa pierwszego stopnia. Sąd wymierzył mu karę śmierci przez powieszenie. Ostatnie słowa, jakie miał wypowiedzieć przed egzekucją 30 czerwca 1882 roku, brzmiały: Chcę tylko powiedzieć, że umieram w stanie łaski Bożej i że Bóg wie, iż mój czyn był słuszny.
Egzekucja odbyła się publicznie, a gazety opisały ją w najmniejszych szczegółach. Wśród tłumu nie było współczucia. Zapanowało poczucie ulgi i przekonanie, że sprawiedliwości stało się zadość.
Paradoksalny skutek – narodziny nowoczesnej służby cywilnej
Zamach, który miał rzekomo „uratować Republikę”, przyniósł efekt odwrotny. Śmierć prezydenta Garfielda stała się impulsem do poważnej reformy państwa. Wielu polityków, dziennikarzy i obywateli zaczęło dostrzegać, że spoils system, który uczynił z urzędów narzędzie korupcji i zemsty, był nie tylko niemoralny, ale i niebezpieczny.
Już w październiku 1881 roku powołano National Civil Service Reform League, a działacze, w tym znany reformator George William Curtis, rozpoczęli kampanię społeczną na rzecz zmian. Ich hasło brzmiało: Niech służba publiczna będzie służbą narodu, a nie łupem partii.
Nowy prezydent, Chester Alan Arthur, dawny protegowany Conklinga i symbol patronatu, początkowo był sceptyczny. Ale presja opinii publicznej i pamięć o Garfieldzie zmieniły jego nastawienie. 16 stycznia 1883 roku podpisał ustawę znaną jako Pendleton Civil Service Reform Act.
Ustawa wprowadzała:
- egzaminy konkurencyjne dla kandydatów na urzędników federalnych,
- powołanie Civil Service Commission, niezależnego organu nadzorczego,
- zakaz wymuszania „asesmentów”, czyli składek politycznych od pracowników administracji,
- zasadę, że awanse mają zależeć od kompetencji, a nie od lojalności partyjnej.
Początkowo objęła tylko ok. 10% stanowisk, ale z czasem rozrosła się do większości federalnych etatów. To był koniec systemu łupów i początek nowoczesnej biurokracji w USA.
W paradoksalny sposób Guiteau – człowiek, który chciał utrwalić patronat – przyczynił się do jego zniszczenia.
Reakcja społeczeństwa i pamięć o Garfieldzie
Śmierć Garfielda wstrząsnęła Ameryką. W miastach odbywały się nabożeństwa żałobne, a setki tysięcy ludzi czekały godzinami, by oddać hołd jego trumnie wystawionej w Capitol Rotunda. Kondukt pogrzebowy z Waszyngtonu do Cleveland ciągnął się przez dziewięć stanów, a na każdym przystanku tłumy żegnały prezydenta w milczeniu.
W 1890 roku wzniesiono w Lake View Cemetery w Cleveland monumentalne mauzoleum z sarkofagiem Garfielda. Pomnik ozdobiono napisem: James Abram Garfield — uczciwy obywatel, żołnierz, mąż stanu.
W kolejnych latach powstały też pomniki w Waszyngtonie, Filadelfii i jego rodzinnej Mentor w Ohio.
Pamięć o nim przetrwała jako o człowieku, który wierzył w uczciwą służbę publiczną. Jego imieniem nazwano szkoły, hrabstwa i ulice w kilkunastu stanach. Dla współczesnych był symbolem męczeństwa, a dla historyków – ofiarą epoki, w której republika uczyła się, że państwo nie może być łupem polityków.
Zamach Guiteau i agonia Garfielda były punktem zwrotnym w dziejach Stanów Zjednoczonych. Ujawniły dwa oblicza amerykańskiej demokracji: idealizm i korupcję, postęp i ignorancję.
Garfield zginął przez człowieka, który mylił fanatyzm z patriotyzmem, ale również przez system, który pozwalał takim ludziom wierzyć, że urząd publiczny to prywatna nagroda.
Bibliografia:
- Ackerman K. D., The Garfield Assassination Altered American History, But Is Woefully Forgotten Today, „Smithsonian magazine” [dostęp: 17.09.2025].
- Bartnicki Andrzej, Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki, T. 3: 1848-1917, Warszawa 1995.
- Bellamy J., A Stalwart of Stalwarts: Garfield’s Assassin Sees Deed as a Special Duty, „Prologue Magazine”, 2016, vol. 48, No. 3.
- Brown George Tindall, David E. Shi, Historia Stanów Zjednoczonych, Poznań 2002.
- Doenecke J., James A. Garfield: Life Before the Presidency, Miller Center [dostęp: 17.09.2025].
- James A. Garfield, History.com, [dostęp: 17.09.2025].
- James A. Garfield, National Park Service [dostęp: 17.09.2025].
- Longin Pastusiak, Prezydenci Stanów Zjednoczonych Ameryki, Warszawa 2002
- Longin Pastusiak, Zamachy na prezydentów USA, Warszawa 2010.
- Pastusiak L. , Prezydenci Stanów Zjednoczonych, Warszawa 1999.
- Pendleton Act (1883), National Archives [dostęp: 17.09.2025].
Fot. Karykatura polityczna z 1881 roku z czasopisma Puck, przedstawiająca Guiteau trzymającego pistolet i notatkę z napisem „Biuro albo twoje życie!”