Morze przypomina, że rachunków nie umarza. W centrum historii są rodziny, lokalne rytuały pamięci i procedury, które zawiodły, a dopiero później ofiary promu Heweliusz dopisane po latach do oficjalnych list.
Dopiero po 32 latach od katastrofy promu „Jan Heweliusz”, w oficjalnych dokumentach pojawiło się nowe nazwisko – Silvia Eichert, 17-letnia córka austriackiego kierowcy ciężarówki, która zginęła razem z ojcem. Tym samym liczba ofiar tragedii wzrosła do 56. W Szczecinie i Świnoujściu ponownie oddano hołd wszystkim, którzy 14 stycznia 1993 roku zginęli w największej powojennej katastrofie morskiej w historii Polski. Choć od tragedii minęły dekady, wiele jej tajemnic nadal nie zostało wyjaśnionych.
Co roku w rocznicę zatonięcia w Świnoujściu rozlega się dźwięk syren – tradycja trwająca od ponad 30 lat. Prom „Jan Heweliusz” wypłynął właśnie stąd w swój ostatni rejs do szwedzkiego Ystad. Jak przypomniał kapitan Włodzimierz Grycner ze Szczecińskiego Klubu Kapitanów Żeglugi Wielkiej: Wiele wskazywało na to, że „Heweliusz” w ogóle nie powinien wypłynąć. Uszkodzona furta, fatalna pogoda – to była decyzja wbrew rozsądkowi.
Na Bałtyku szalał wtedy huragan, który przekroczył skalę Beauforta. Zawsze mówił, że Bałtyk potrafi być nieprzewidywalny i niebezpieczny, morze, które czasem zaskakuje i niestety zabiera – wspomina Dorota Subicka, córka oficera pożarowego Janusza Subickiego, jednego z członków załogi.
Tamtej nocy morze zabrało 56 osób: 20 członków załogi i 36 pasażerów.
Pechowy statek i mroczne dziedzictwo tragedii
Od swojego pierwszego rejsu w 1977 roku prom „Jan Heweliusz” uchodził za jednostkę pechową. W jego historii odnotowano 26 poważnych awarii: pożary, kolizje, niekontrolowane przechyły. Jak stwierdził kapitan Adam Dziurbacz, przyjaciel jednej z ofiar: Ludzie mówią o pechowym statku, ale to zależy od ludzi – od służb technicznych i armatora, od tego, jak dba się o statek.
Przed feralnym rejsem prom uderzył w nabrzeże w Szwecji, uszkadzając furtę rufową, którą naprawiano w pośpiechu, bez odesłania statku do stoczni. Ta decyzja mogła mieć kluczowe znaczenie dla późniejszej katastrofy.
Dziennikarz Adam Zadworny, autor książki Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku, zwrócił uwagę na milczenie instytucji: Państwo skrywało prawdę dla dobra bandery, dla interesu III RP. Powstało wiele teorii spiskowych, które zastąpiły fakty.
Jedna z tych teorii dotyczyła samej liczby ofiar. Dopiero w 2024 roku, po publikacji książki Zadwornego, w nekrologach po raz pierwszy pojawiło się nazwisko Silvii Eichert – 56. ofiary katastrofy.
Ofiary promu Heweliusz i niewygodna prawda w dokumentach
Jak podkreślił w rozmowie z Polską Agencją Prasową, Adam Zadworny odkrył, że po katastrofie prom zatonął ponownie – w morzu kłamstw. W aktach śledztwa znalazł korespondencję między Ambasadą Austrii w Warszawie a Prokuraturą w Gdańsku, z której wynikało, że Austriacy domagali się informacji o swoich obywatelach zaginionych na pokładzie.
Konfrontując te dokumenty z materiałami Izby Morskiej, Zadworny ustalił, że oficjalna lista ofiar, drukowana co roku 14 stycznia w prasie, jest nieprawdziwa.
Dziennikarz ujawnił też nieznane wątki z historii promu: Nie chodzi tylko o przemyt, kontrolowany przez komunistyczne służby – SB i Wojsk Ochrony Pogranicza. Zaskoczyła mnie liczba półprawd i przekłamań, jakie otaczały ten statek.
Jedna z najbardziej popularnych teorii głosiła, że na pokładzie „Heweliusza” przewożono broń i materiały wybuchowe, dlatego wraku nigdy nie wydobyto. Zadworny temu zaprzecza: Nie było żadnego wybuchu. Katastrofę przeżyło dziewięć osób i wszystkie mówiły o gwałtownym przechyle na lewą burtę, który przewrócił samochody ciężarowe. To doprowadziło do pogłębienia przechyłu i szybkiego zatonięcia statku.
Autor wskazał również na inny mit – o „blindziarzach”, pasażerach na gapę z Rumunii, którzy mieli wykorzystywać polskie promy do nielegalnej ucieczki do Szwecji. Szwedzkie gazety już w 1992 roku alarmowały o tym procederze, a po katastrofie pojawiły się sugestie, że w wagonach mogło ukrywać się więcej ludzi. Zadworny odrzuca tę wersję: Nie znaleziono żadnych ciał ani śladów wskazujących na obecność nielegalnych migrantów. Gdyby tam byli, próbowaliby uciec.
„Heweliusz” to nie tylko historia katastrofy, ale także opowieść o państwie, które odwróciło się od ofiar w imię własnego interesu. Choć pełnej prawdy o przyczynach zatonięcia pewnie nigdy nie poznamy, w swojej książce starałem się do niej zbliżyć – podsumował Zadworny.
Katastrofa promu Jan Heweliusz – dramat w lodowatych wodach Bałtyku
14 stycznia 1993 roku, u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia, zatonął prom MF Jan Heweliusz. Na pokładzie znajdowało się 64 pasażerów i członków załogi z Polski, Austrii, Węgier, Szwecji, Czech i Norwegii. Zginęło 55 osób, w tym dwoje dzieci, a 16 ciał nigdy nie odnaleziono. To jedna z największych tragedii w historii polskiej żeglugi handlowej.
Prom wypłynął z Świnoujścia do Ystad w nocy z 13 na 14 stycznia. Na Bałtyku panował sztorm o sile 12 stopni w skali Beauforta – wiatr osiągał prędkość do 160 km/h, fale sięgały 5 metrów. O godzinie 4.35 kapitan powiadomił nas, że statek ma 30 stopni przechyłu. Dziesięć minut później przechył wynosił już 70 stopni. Ogłoszono alarm szalupowy i załoga opuściła statek – relacjonował kapitan Arkadiusz Janusz, główny nawigator spółki Euroafrica, armatora promu.
Z kolei dr Berent Anders, kierownik niemieckiego centrum ratownictwa morskiego, wspominał: Około 5.00 odebraliśmy sygnały alarmowe. Pierwsza jednostka ruszyła na ratunek o 5.15. Uratowano dziewięć osób. Później nie odnaleziono już nikogo żywego.
Wśród ocalonych znalazło się dziewięciu Polaków, m.in. Janusz Lewandowski, Janusz Lamek, Edward Kurpiel i Bogdan Zakrzewski. Większość pasażerów stanowili kierowcy ciężarówek, którzy spali w kabinach. Nie mieli doświadczenia w takich sytuacjach – wspominał jeden z uratowanych marynarzy.
Ofiary promu Heweliusz i walka o sprawiedliwość
Przyczyny tragedii badały przez sześć lat Izby Morskie w Szczecinie i Gdyni. W końcowym orzeczeniu Odwoławcza Izba Morska w Gdańsku uznała, że prom był niezdatny do żeglugi, a odpowiedzialność ponoszą spółka Euroafrica, Polski Rejestr Statków, Urząd Morski w Szczecinie oraz dowódca jednostki.
Wdowy po marynarzach skierowały sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który w 2005 roku przyznał 11 krewnym ofiar odszkodowanie po 4600 euro. Trybunał orzekł, że Izby Morskie nie działały bezstronnie, a skład orzekający nie był niezależny.
Wrak MF Jan Heweliusz spoczywa na dnie Bałtyku na głębokości 27 metrów. Mimo protestów rodzin ofiar, wrak jest miejscem eksploracji nurków. W 2008 roku podczas jednej z wypraw zginął polski nurek.
Pomniki pamięci – hołd dla tych, którzy nie wrócili
20 lat po tragedii, 13 stycznia 2013 roku, w Szczecinie na Cmentarzu Centralnym odsłonięto pomnik poświęcony ofiarom katastrofy. Monument stanął obok miejsca dedykowanego Tym, którzy nie powrócili z morza.
Pomnik zaprojektowali Sebastian Piechocki i Marcin Wawrzaszek. Przedstawia podwójny poler, element służący do mocowania lin cumowniczych, wyrastający z kamiennego postumentu w kształcie rzymskiej liczby XX – symbolu 20. rocznicy katastrofy oraz połączonych krzyży.
W uroczystościach uczestniczyły rodziny ofiar, przedstawiciele Akademii Morskiej w Szczecinie, Polskiej Żeglugi Morskiej, Euroafrica Linie Żeglugowe i harcerze. Po ceremonii na Cmentarzu Centralnym odbyła się msza w katedrze szczecińskiej oraz koncert Grzegorza Turnaua.
Dzień później w Świnoujściu odsłonięto tablicę upamiętniającą 20. rocznicę katastrofy. O godzinie 12:00 zabrzmiały syreny okrętowe i kuranty, a w morze zrzucono wieńce. Tradycja ta trwa do dziś – każdego roku 14 stycznia załogi statków oddają hołd, a w miejscu tragedii wyją syreny.
Lista ofiar i ocalonych – ludzie, których imiona pozostają na morzu
Na liście ofiar widnieją nazwiska marynarzy i pasażerów z sześciu krajów, w tym Andrzej Ułasiewicz, Marek Behrendt, Janusz Subicki, Ingvar Andersson, Karol Eichert i jego córka Silvia Eichert.
Dziewięciu osobom udało się przeżyć: m.in. Januszowi Lewandowskiemu, Mariuszowi Schwebsowi, Edwardowi Kurpielowi i Bogdanowi Zakrzewskiemu.
Władze polskie uhonorowały także bohaterów akcji ratowniczej. Prezydent Lech Wałęsa odznaczył obywateli Niemiec medalami Za Ofiarność i Odwagę, a trzy lata później prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznał takie same odznaczenia dwóm obywatelom Danii.
Tragedia „Heweliusza” wciąż budzi emocje i pytania. Wielu badaczy i dziennikarzy wraca do tematu, wskazując na zaniechania i błędy systemowe. Kapitan Marek Błuś z Akademii Morskiej w Gdyni twierdził, że prom mógł być wykorzystywany do przemytu broni, a zaangażowanie Wojskowych Służb Informacyjnych w śledztwo miało ukryć ten fakt.
W 2025 roku Polskie Radio powróciło do sprawy w audiodokumencie Heweliusz. Prawdziwa historia, publikując nieznane wcześniej nagrania z archiwów.
Katastrofa promu „Jan Heweliusz” pozostaje symbolem morskiej tragedii, w której techniczne błędy, ludzkie decyzje i polityczne interesy splotły się w dramatyczną całość. Dla rodzin ofiar to jednak przede wszystkim pamięć o ludziach, którzy nie wrócili z morza – i o morzu, które wciąż milczy.
Bibliografia:
- Adam Zadworny: oficjalna liczba ofiar katastrofy promu Jan Heweliusz jest nieprawdziwa, PAP [29.10.2025].
- Gonciarz-Gołębiewska Magdalena, Nowe nazwisko na liście ofiar katastrofy promu Jan Heweliusz. 32. rocznica tragedii [WIDEO, ZDJĘCIA], TVP Szczecin [dostęp: 02.11.2025].
- Katastrofa promu Jan Heweliusz. Śmierć w lodowatych falach Bałtyku, polskieradio.pl [dostęp: 02.11.2025].
- Nowe tropy w sprawie „Heweliusza”. Śledztwo Polskiego Radia, polskieradio.pl [dostęp: 02.11.2025].
- Podcast „Heweliusz” – Dwójka [online], polskieradio.pl [dostęp: 02.11.2025].
- Zadworny Adam, Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku, Wołowiec 2024.
Fot. Pomnik Ofiar Katastrofy Promu „Jan Heweliusz” na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, CC0