Andrzej Pleszczyński, Bolesław Chrobry
Seria „Poczet Władców Polski” sygnowana przez PIW została zaplanowana jako długodystansowy projekt: kilkadziesiąt tomów, rada naukowa, wyraźna ambicja stworzenia nowego punktu odniesienia dla biografii polskich władców. „Bolesław Chrobry” Andrzeja Pleszczyńskiego od początku ustawia jednak poprzeczkę w sposób nieoczywisty. To nie jest tom, który próbuje imponować narracyjną brawurą. Raczej testuje granice formuły: ile w tej serii ma być klasycznej biografii, a ile analizy źródeł, kontekstów i sporów historiograficznych.
Pisanie o władcy z przełomu X i XI wieku oznacza pracę na materiale fragmentarycznym, często stronniczym i pełnym luk. Ta książka konsekwentnie to ujawnia. Zamiast wygładzać niepewności, autor eksponuje mechanizmy ich powstawania: zależność od przekazów niemieckich, wagę rytuałów i symboli, ciężar późniejszych narracji narosłych wokół początków państwa.
Czytelnik, który sięga po biografię konkretnej postaci, dostaje więc nie tylko opowieść o Chrobrym, ale także uporządkowane wprowadzenie w sposób, w jaki wczesne średniowiecze jest rekonstruowane: z całym bagażem pojęć, interpretacji i cudzych ocen, które trzeba najpierw rozbroić, zanim zacznie się mówić o samym władcy.
Pleszczyński: mediewista od narracji władzy, nie od pomników
Z biogramu autora wynika jasno, gdzie lokują się jego kompetencje: ideologia władzy, kulturowe podstawy narracji historycznej, mechanizmy powstawania stereotypów, zwłaszcza w relacjach polsko-niemieckich i polsko-ruskich. Ten profil nie pozostaje w tle. Organizuje sposób prowadzenia całej książki.
Już w pierwszych fragmentach tomu biografia Chrobrego zostaje osadzona w szerszej refleksji o tym, jak konstruuje się opowieść o początkach państwa. Zamiast dynamicznego wejścia w „życie bohatera”, dostajemy analizę kontekstu, źródeł i późniejszych interpretacji. Autor nie traktuje przekazów jako przezroczystego nośnika faktów. Rozbiera je na czynniki pierwsze, pokazuje ich schematy, retorykę, ograniczenia.
Wprost pojawia się refleksja o historyku jako narratorze. Kimś, kto nie tylko rekonstruuje wydarzenia, lecz także porządkuje je w określony sposób. To sygnał metodologiczny: książka nie zamierza budować pomnika ani powtarzać szkolnego kanonu. Ma być argumentem w dyskusji o tym, jak czytać wczesne średniowiecze.
Najlepiej widać to tam, gdzie analiza źródeł staje się osią narracji. Fragmenty dotyczące przekazów niemieckich, zwłaszcza Thietmara, nie ograniczają się do cytowania i streszczania. Autor wskazuje, jak w kronice działa język wyższości, jak funkcjonują kategorie cywilizacyjne, jak polityczne napięcia wpływają na sposób opisu Chrobrego. Biografia zmienia się wtedy w lekcję krytycznego czytania średniowiecznych tekstów.
To podejście ma wyraźne konsekwencje. Zyskujemy precyzję i intelektualną uczciwość, tracimy dynamikę klasycznej narracji biograficznej. Erudycja jest widoczna, aparat przypisów solidny, argumentacja konsekwentna. Jednocześnie pierwszy tom serii, która zapowiadana jest jako wielkie wydawnicze przedsięwzięcie, działa raczej jak mocny wykład wprowadzający do problematyki władzy w X–XI wieku niż jak książka, która buduje natychmiastowe poczucie czytelniczego „wow”.
Swada, przypis, ostrożność
Książka ma układ chronologiczny z mocnymi blokami tematycznymi: „państwo gnieźnieńskie”, relacja z cesarstwem, wojny z lat 1002–1013 i 1015–1018, schyłek panowania. Jasno widać sposób pracy autora: źródła z epoki pojawiają się jako materiał problemowy, a nie dekoracja. Rozważania o dacie urodzin Chrobrego prowadzone są przez filtr mechanizmów późniejszej opowieści, zwłaszcza schematu „mulier suadens” wokół Dąbrówki i chrztu Mieszka, z pokazaniem, jak łatwo data „967” dopasowuje się do ideologicznej konstrukcji.
Styl jest jednocześnie płynny i kontrolowany: narracja idzie do przodu, a czytelnik widzi, na czym stoją kolejne kroki. Dobre wrażenie robią tzw. „hamulce”: kilka razy pada wyraźne „brak pewności”, „sprawa trudna”, „nie będziemy rozstrzygać”.
Z książki da się bezpiecznie wskazać kilka osi argumentacyjnych. Pierwsza oś dotyczy napięcia między „wiedzą” a „opowieścią”: średniowieczne narracje o początkach Polski działają jak fabuły porządkujące tożsamość, a późne datowania i schematy potrafią przykrywać niepewność materiału.
Druga oś dotyczy języka i kategorii: autor wprost ostrzega przed bezrefleksyjnym przenoszeniem dzisiejszego znaczenia słów na X–XI wiek (warto mieć to na uwadze zwłaszcza, gdy mowa o „państwie”).
Trzecia oś ustawia Chrobrego w relacji z cesarstwem: „przyjaciel i współpracownik cesarza” w jednym z kluczowych rozdziałów jest świadomym przesunięciem akcentów w stronę układów elit i gry o pozycję.
W tle pobrzmiewa też spór o to, jak daleko wolno pójść w rekonstrukcjach, gdy źródła są skąpe.
Tom mocny, seria dopiero do ułożenia
Sam zamysł serii winduje oczekiwania. Czytelnik liczy na tom, który jednocześnie niesie opowieść i domyka redakcyjny standard. Nie można autorowi odmówić lekkości pióra, tła Rzeszy i interpretację niemieckich przekazów. W „Bolesławie Chrobrym” najmocniej pracuje warstwa metodologiczna i kontekstowa.
Jeśli seria PIW ma utrzymać długą perspektywę, przyda się czytelna, powtarzalna obietnica redakcyjna: ile miejsca na biografię osoby, ile na „świat”, ile na spory historiografii, a ile na rekonstrukcję z zaznaczeniem stopnia niepewności. Bez takiej ramy każdy kolejny tom będzie odbierany jako osobny gatunek.
Tom sugeruje, że PIW pozwala autorom na mocne autorskie rozłożenie akcentów w obrębie chronologii. W kolejnych tomach to może zadziałać świetnie, pod warunkiem utrzymania wspólnego standardu: precyzja w nazywaniu hipotez, wyraźne oddzielanie pewników od rekonstrukcji, konsekwencja w sygnalizowaniu luk. Bez tego seria zacznie przypominać antologię bardzo różnych temperamentów, gdzie „wow” zależy od nazwiska na okładce, a nie od marki PIW.
„Bolesław Chrobry” Andrzeja Pleszczyńskiego daje solidny sygnał kompetencji i warsztatowego opanowania materiału. Zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzi krytyka opowieści tworzonych o początkach Polski. Tom pracuje bardziej jako mocna propozycja dyskusji niż jako pewny, równy model dla całego „Pocztu”. Dalsze tomy pokażą, czy PIW zbuduje z tego przewagę: serię, w której autorskość ma przestrzeń, a czytelnik dostaje stały, rozpoznawalny standard prowadzenia biografii.
Wydawnictwo PIW
Ocena recenzenta: 4/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa PIW. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.