Anna Sakowicz, Leonie i Alexander

Tym, co najbardziej mi się spodobało w tej książce to umiejętne operowanie historią. Autorka w niezwykle fajny sposób ukazuje zmiany, jakie zachodzą w społeczeństwie, poddawanym coraz większej indoktrynacji i naciskom ze strony władzy nazistowskiej. Zresztą, opisuje nie tylko zmiany, jakie następują w sylwetce miasta, tutaj chodzi akurat o Stargard, ale i w samych obywatelach Niemiec. Zarówno rodowitych Niemców, jak i tych, którzy tutaj pracują i żyją – Żydów i Polaków. I to zdecydowanie najmocniejsza część tej lektury.

Najpierw obojętność, później strach…

W środku znalazłem kilka naprawdę interesujących i wartych uwagi fragmentów, które warto zapamiętać na dłużej. Mnie najbardziej podobały się przemyślenia jednego z nestorów niemieckich rodów. Nie wdając się w interpretację, pozwolę sobie go we fragmencie przytoczyć:

„Czuł, że idą złe czasy. Patrzył na to, co się działo, i w jego sercu mościł sobie miejsce lęk. Chociaż w Stargard in Pommern zostało już niewielu żydowskich przedsiębiorców, to i tak wzywano ich na gestapo w Stettiin i zmuszano do wyjazdu. Niektórych z nich dobrze znał, wcześniej nawet nie przypuszczał, że mają żydowskie pochodzenie, dla niego zawsze byli Niemcami […] Sam również patrzył na to, co się działo w mieście od lat, i nic nie zrobił, licząc, że to już na pewno ostatni Żyd wyjeżdżający ze Stargardu, potem kolejny ostatni, a nagle przed-, przedostatni, i tak w nieskończoność. Stracił pewność, czy jemu też czasem ktoś nie wygrzebie syjońskiego przodka w drzewie genealogicznym.

Atmosfera strachu była nie do wytrzymania. Dopiero teraz przypomniał sobie o obozie założonym w mieście na początku lat dwudziestych dla Ostjuden. Funkcjonował niedługo, bo zrobił się z tego międzynarodowy skandal. Ze wstydem przyznawał, że nie ma nic przeciwko izolowaniu niemile widzianych cudzoziemców – przecież coś należało z nimi począć. Milczał więc. Potem, gdy bito sklepikarzy, też milczał, bo napastnikami okazywali się nie miejscowi, lecz szczecińscy nacjonaliści. Później się dowiedział, że „nasi” bili w tym czasie Żydów szczecińskich, ale też milczał. Wybrał milczenie jako coś pomiędzy „za” i „przeciw”. Tak było prościej, bo milczenie nie wymagało odwagi, nie wymagało działań ani ryzyka. Wystarczyło przełknąć wszystkie wątpliwości i znaki zapytania, by żyło się łatwiej, ale odnosił wrażenie, że teraz odbijały mu się one czkawką” (s. 159-161).

Dlaczego ten właśnie? Z kilku powodów. Po pierwsze – mówi o zmianach w mentalności. Od obojętności i cichej akceptacji, przez obawy, a w końcu przerażenie i niemożność uczynienia czegokolwiek, bo już za późno. Po drugie – mówi o symptomatycznym strachu, że może i on ma jakieś żydowskie korzenie. Mówi o utracie jakiejkolwiek pewności, poczucia stabilizacji. O utracie przewidywalności przyszłości, nawet tej najbliższej. I być może są to dwa główne powody, dla których Niemcy stali się maszynerią, którą Hitler wykorzystał do walki z całym światem. Oczywiście to pewne uproszczenie, ale warto się nad tym głębiej pochylić.

Bohaterowie

Mniej ciekawy wydał mi się wątek dwóch rodzin – niemieckiej, dobrze uposażonej i wpływowej w Stargardzie, i polskich pracowników w Rajchu. Głównymi bohaterami są trzy postacie – Leonie Kliemke, młoda i zdecydowana kobieta, która wie, czego od życia chce. Jest też Alexander Engel, utalentowany muzyk, obiekt westchnień wielu dam oraz Polka, Urszula, która stała się opiekunką niepełnosprawnego Ericha, będąca ofiarą przemocy domowej. Ich losy, choć w nieoczywisty sposób, przeplatają się. A co z tego wyniknie?

Autorka fajnie opisuje przemiany, jakie dokonują się w tych postaciach. Alexander, boryka się z różnymi trudnościami – tymi emocjonalnymi (nie wie, którą kobietę wybrać), obowiązkiem wobec przyjaciół, rodziny i bezpieczeństwem własnym, a moralnością – wszak nie akceptował poczynań nazistów, ale nie miał środków, aby się temu przeciwstawić. Zresztą, bardzo szybko bojówkarze sympatyzujący z Hitlerem, pokazali, że nie ma dla nich żadnych granic…

Urszula zaś to taka matka-Polka – cicha, litościwa, z sercem na dłoni. Wszystkich lubi, kocha, rozumie i z godnością stara się znosić przeciwności, jakie przynosi jej los. Zwłaszcza ciężką rękę własnego męża, Mariana… Mimo różnych trudności, problemów z rodziną, która została w Polsce, stara się wszystko ogarnąć, by nazbierać pieniądze na spełnienie swego marzenia. Jej ciężka i oddana praca zyskuje szacunek pracodawców i miłość ich niepełnosprawnego synka, który kocha ją bezwarunkowo. Jej relacja z chłopcem jest bardzo wzruszająca i aż szkoda, że… Nie, jednak nie zdradzę.

W środku znajdziemy jeszcze kilka innych ciekawych postaci, których wybory przyjdzie nam obserwować. Oczekiwałbym nieco szerszego rozwinięcia ich wątku, bo wydają się sympatyczne i godne uwagi. Mam tutaj na myśli zwłaszcza siostrę Leonie, Emmę, która jest przeciwniczką systemu nazistowskiego i nie potrafi pogodzić się z tym, co dzieje się w jej ojczyźnie. Być może jest to najodważniejsza postać w tej powieści.

Polityka swoją, życie swoją drogą się toczy

Tym, co również zwraca naszą uwagę jest nieustanna chęć życia. Choć wielka polityka pisze własne scenariusze, a świat zdaje się nie sprzyjać poczynaniom bohaterów, to jednak ci idą dalej. Chowają swą godność w kieszeń i trwają – na przekór światu, który wymaga od nich odgrywania wyreżyserowanej przez kogoś roli. Na przekór historii, na przekór przeciwnościom, które wprawdzie ograniczają możliwość wyborów, ale nie pozbawiają go całkowicie. Ten progres, czasem powolny, nawet ledwo zauważalny, sprawia, że postacie z tej powieści warte są naszej uwagi.

Zresztą ta powieść rozgrywa się na wielu płaszczyznach, nie tylko tych, które już opisałem. Książkę czytało się świetnie, choć wydaje mi się, że tytuł nie do końca oddaje złożoność tej książki. W moim odczuciu Leonie i Alexander nie są najważniejszym wątkiem lektury, przynajmniej nie w tej części. Zdaje się, że rozumiem ten wybór Autorki, i w jakiś sposób domyślam się, co znajdziemy w drugiej odsłonie ich losów. Czy zgadnę? Zapewne wkrótce się przekonamy.

Podsumowanie

Powieść zamyka się na 376 stronach. To ciekawa lektura, choć nie jest ona tak przewidywalna, jak mogłoby się zdawać. Podoba mi się to, że jest w niej wiele nieoczekiwanych momentów – nieraz dramatycznych, ale nie eksponowanych na tyle, by przyćmić główny wątek – to w jaki sposób świat zmienia się pod wpływem brutalnych rządów. Ale to moja subiektywna ocena. Ciekaw jestem waszej opinii. Gorąco polecam tę pozycję.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ryszard Hałas

Comments are closed.