Autorka słynnego fanpage „Historyczne bzdury” tym razem zabiera nas na podróż do średniowiecza. Książka ta obala mity, które zdążyły powstać w kulturze popularnej w bardzo precyzyjny sposób, a jednocześnie niepozbawiony lekkości i humoru.
Rzetelność bez zadęcia
To rzadki przypadek, gdy popularnonaukowa historia nie idzie na skróty i nie kokietuje czytelnika sensacją. Autor rozprawia się z mitem Wielkiej Lechii nie przez ironię, tylko przez argumenty – i to jest najmocniejsza strona książki: naukowa rzetelność podana językiem, który nie wymaga dyplomu z mediewistyki. Widać to choćby w wątku reakcji pogańskiej – kościół ucierpiał nie dlatego, że był znienawidzonym najeźdźcą duchowym, ale dlatego, że ściągał podatki, a to zawsze budziło większy gniew niż teologia. Taki przyziemny, ekonomiczny trop jest tu bardziej przekonujący niż niejedna legenda o walce dobra ze złem.
Ciało, choroba i brud
Środkowa część książki to fascynująca wycieczka po medycynie i higienie średniowiecza. Autor pokazuje, jak bardzo ówcześni medycy byli zapatrzeni w antyk, jak ziołolecznictwo łączyło się z obserwacją kliniczną na długo przed nowoczesną nauką, i jak szkoła w Salerno robiła coś niezwykłego – traktowała problemy kobiece jako temat medyczny, a nie wstydliwy margines. Dżuma jako codzienny lęk, zdrowe zęby jako przywilej biedy bez dostępu do cukru – te detale budują obraz świata dużo bardziej wiarygodny niż podręcznikowe uproszczenia. Rozdział o łaźniach – popularnych, ale też podejrzewanych o grzech, bez luster, z golonym owłosieniem – dobrze pokazuje, jak blisko siebie były w średniowieczu czystość i wstyd.
Rzeczy, których nigdy nie było
Najlepszy fragment to jednak „niebyty” – papieżyca Joanna, Bolesław zapomniany, bitwa na Psim Polu, prawo pierwszej nocy, pasy cnoty, klątwa Jagiellończyka. Autor rozbraja te legendy jedna po drugiej, nie odbierając im uroku, tylko pokazując, skąd się wzięły i komu były potrzebne. Podobnie z Grunwaldem – książka nie burzy mitu narodowego, tylko prostuje okoliczności bitwy i jej skutki, co czyta się jak detektywistyczne śledztwo, nie polemikę.
Całość zamyka się w portrecie epoki, która kochała kolor, rozrywkę i piłkę nożną równie mocno jak lęk przed zarazą i grzechem. To średniowiecze bez kurzu – rzetelne, ale żywe.
Wydawnictwo Sploty
Ocena recenzenta 6/6
Magdalena Kaczmarek