Baśka Murmańska. Niezwykła niedźwiedzica Wojska Polskiego

Baśka Murmańska. Niezwykła niedźwiedzica Wojska Polskiego |Recenzja

Tomasz Specyał, Baśka Murmańska. Niezwykła niedźwiedzica Wojska Polskiego

Polska niedźwiedzica na dalekiej Północy brzmi jak anegdota z kroniki ciekawostek, ale tutaj staje się punktem wyjścia do mocnej opowieści o froncie, głodzie i ludzkiej potrzebie czułości. W książce Baśka Murmańska. Niezwykła niedźwiedzica Wojska Polskiego Tomasz Specyał rozbiera na części pierwsze ładną legendę o „maskotce” i pokazuje kulisy życia Murmańczyków – żołnierzy, którzy walczyli z bolszewikami „na końcu świata”. Zamiast kolejnego wzruszającego obrazka dostajemy książkę, w której za każdym zdjęciem i anegdotą stoi konkretny kontekst historyczny, a pytanie o to, kto tu jest naprawdę „dziki”, wcale nie jest retoryczne.

Baśka Murmańska. Niezwykła niedźwiedzica Wojska Polskiego nie jest książką o zwierzęciu. Tak naprawdę to historia o ludziach wrzuconych w wojnę, o tym, jak działa pamięć i co robimy z własnymi legendami. Tomasz Specyał sięga po epizod, który większość kojarzy – jeśli w ogóle – z krótkiej ciekawostki: gdzieś na dalekiej Północy, w śniegu, biedzie i zamieszaniu po rewolucji, polscy żołnierze przygarniają małą białą niedźwiedzicę.

Z biegiem czasu Baśka przestaje być tylko „maskotką” od poprawiania nastroju, a zaczyna pełnić rolę żywego sztandaru – znaku rozpoznawczego Murmańczyków, ich uporu, poczucia humoru i tęsknoty za krajem. Autor łapie tę „ładną” opowiastkę i wciąga ją w konkretny, twardy kontekst historyczny, zamiast sprzedawać ją jako kolejną patriotyczną bajkę o dzielnym miśku.

Osią narracji są losy Murmańczyków – polskich oddziałów walczących w latach 1918–1919 u boku Ententy na północy Rosji, w rejonie Murmańska i Archangielska. Zanim jednak na horyzoncie pojawi się Baśka, czytelnik dostaje szerokie tło: drogę polskich żołnierzy przez fronty pierwszej wojny i rewolucję, kulisy formowania jednostki „na końcu świata”, codzienność w mrozie, improwizowane transporty, gry mocarstw nad głowami zwykłych ludzi.

To nie jest ukryte – już spis treści uczciwie uprzedza, że biała bohaterka wejdzie na scenę dopiero mniej więcej w połowie, po rozdziałach o „krucjacie”, misji Hallera i samym Murmaniu. Specyał najpierw buduje scenografię, dopiero potem wypuszcza na nią niedźwiedzicę.

Kiedy Baśka wreszcie wchodzi do gry, ton książki wyraźnie się ociepla. Autor pokazuje, jak została znaleziona i przygarnięta, jak w ekspresowym tempie przeszła drogę od „dziwnej ciekawostki” do „córki regimentu”, jak uczyła się ordynku, salutowania i maszerowania przy orkiestrze. Nie ma tu jednak baśniowej ściemy – opowieść jest podparta wspomnieniami, listami, relacjami oraz tekstami Eugeniusza Małaczewskiego, wyraźnie odróżnionymi w układzie graficznym od zasadniczej narracji. Czytelnik widzi więc, gdzie mówi źródło, a gdzie współczesny historyk próbuje to wszystko poukładać.

Baśka razem z żołnierzami jedzie do Szkocji, potem do Polski, pojawia się na defiladzie w Warszawie, ma swój moment przy Marszałku, a jej historia kończy się brutalnie i kompletnie bez patosu. Specyał nie zamiata pod dywan puenty, w której nie ma nic z heroizmu: zwykły wypadek, ludzka głupota i chciwość, a potem wypchane ciało najpierw wożone na zjazdy weteranów, a później eksponowane w muzeum. Na końcu zostaje niewygodne pytanie: kto tu był „dziki”, a kto cywilizowany już tylko z nazwy.

Sam autor to historyk i popularyzator z dorobkiem zarówno „twardych” publikacji, jak i książek balansujących między historią a opowieścią. W Baśce widać to doświadczenie od razu: z jednej strony klasyczny, warsztatowy porządek (źródła, przypisy, bibliografia, mapy), z drugiej – świadomość, że suchy wykład nie wystarczy, żeby czytelnikowi naprawdę zależało na losie oddziału z dalekiego Murmańska.

Specyał pisze „klasycznie”, ale nie topornie. Chronologia jest przejrzysta, rozdziały prowadzą od szerokiego planu ku coraz bardziej konkretnym epizodom. Nie ma formalnych fajerwerków, za to są momenty, w których język staje się wyraźnie miększy: zwłaszcza wtedy, gdy na pierwszym planie jest Baśka. Autor pozwala sobie wtedy na więcej literackich detali – spojrzenia, gesty, fakturę futra, napięcie i rozładowanie emocji wśród żołnierzy.

Jednocześnie autor pilnuje się, żeby nie utonąć w sentymentalizmie. Regularnie przypomina, że mówimy o froncie: jest zimno, brudno, ludzie giną, a Baśka nie jest zabawą w maskotkę na tle ładnych pejzaży, tylko elementem wojennej rzeczywistości. Narracja ma przez to dwa tempa.

Tam, gdzie chodzi o działania Murmańczyków, jesteśmy bliżej klasycznej historii wojskowej i politycznej: operacje, rozkazy, relacje z aliantami, chaos rosyjskiej wojny domowej. Tam, gdzie główną rolę gra Baśka, tekst przechodzi na tryb „bliżej ludzi”: więcej scen, anegdot, krótkich dialogów czy drobnych sytuacji z obozowego życia.

Dużo roboty robią wplecione relacje uczestników i bogaty materiał ilustracyjny – zdjęcia z Murmańska, fotografie oddziału, ujęcia Baśki z żołnierzami, z Piłsudskim, a także późniejsze formy upamiętnienia, jak figury niedźwiedzicy w Twierdzy Modlin. Dzięki temu całość działa trochę jak album z komentarzem, a nie tylko jak „tekst z obrazkami”.

Specyał gra na kilka poziomów. Najpierw próbuje przywrócić pamięć o samych Murmańczykach – formacji, która w PRL została wypchnięta na bok, bo walczyła przeciw bolszewikom, i która do dziś przegrywa rozpoznawalność z legionami czy Błękitną Armią. Do tego dochodzi chęć uporządkowania historii Baśki: odcedzenia tego, co wymyśliła wyobraźnia Małaczewskiego i późniejsze legendy, od tego, co naprawdę da się udokumentować.

Wreszcie autor wyraźnie pokazuje, że relacja człowiek–zwierzę nie jest tu tylko wzruszającą ciekawostką, którą można dorzucić do zbioru „militarnych anegdotek”. Baśka działa jak lustro: odbijają się w niej emocje żołnierzy, ich głód normalności, potrzeba czułości, symboli i poczucia, że nie są tylko trybami w wielkiej maszynie wojny.

Materiał źródłowy jest obszerny, porządnie udokumentowany, oparty na polskich i zagranicznych opracowaniach i wspomnieniach. Wrażenie jest takie, że po takiej robocie trudno będzie komuś napisać coś znacząco nowego o Baśce bez wchodzenia w szczegóły archeologicznego poziomu. W warstwie „mitycznej” też jest nieźle: Specyał pokazuje, jak krok po kroku budowała się legenda niedźwiedzicy, co przyszło z poetyckiej fantazji Małaczewskiego, a co wynikało z konkretnych przeżyć żołnierzy. Efekt jest taki, że Baśka nie traci uroku – przeciwnie, staje się bardziej prawdopodobna i przez to bliższa.

Czytelnik nastawiony na „wojenną historię niedźwiedzicy” może być zaskoczony, że zanim na dobre wejdzie ona do książki, trzeba przebrnąć przez kilkadziesiąt stron solidnego tła historycznego. Z perspektywy historyka to plus: wiemy, gdzie jesteśmy, z kim, przeciw komu i po co. Ale ktoś, kto chciał „czytać o miśku”, może mieć momenty znużenia. Książka jest mocno „źródłowa” – tam, gdzie wchodzą dłuższe cytaty z relacji i dokumentów, tempo siada. Jedni uznają to za zaletę, bo czują, że obcują z „żywym” materiałem, inni będą mieć poczucie, że narracja chwilami się rwie.

Za to po stronie plusów jest bardzo sprawnie poprowadzona warstwa emocjonalna, która nie kłóci się z rzetelnością. Finał Baśki nie jest zagrany jak filmowy melodramat, a i tak zostaje w głowie – także dlatego, że autor jasno pokazuje, kto tu był dla zwierzęcia realnym zagrożeniem. Książka dobrze działa również jako opowieść o pamięci: od żywego zwierzęcia, przez wypchaną strażniczkę sztandarów, aż po współczesne figury i rekonstrukcje widzimy, jak historia jest przerabiana, wygładzana, przenoszona w kolejne dekoracje.

Baśka Murmańska to porządnie udźwignięta próba połączenia solidnej historii wojskowo-politycznej z poruszającą opowieścią o zwierzęciu, które stało się symbolem. Jeśli ktoś szuka tylko „słodkiej” książki o niedźwiedzicy i nie ma cierpliwości do realiów frontu, może się odbić. Ale czytelnik, który lubi, kiedy za legendą stoi ciężka praca w archiwach, porządne źródła, zdjęcia i konsekwentnie poprowadzona narracja, dostanie to, co obiecuje podtytuł: historię naprawdę niezwykłej niedźwiedzicy Wojska Polskiego, a nie tylko ładną opowiastkę do opowiadania przy ognisku.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.


Comments are closed.