Faktycznie, firma, zgodnie z relacją anonimowego korespondenta, przeniosła się „tylko o drzwi jedne”. Wspólnicy zajmowali nieduży boutique zlokalizowany w centralnej części kamienicy. Pod tym samym numerem, po sąsiedzku, znajdowały się słynne w całym Paryżu punkt dystrybucji herbaty – Compagnie Anglaise des Thés – i apteka doktora Robertsa. Nad wejściem wisiał szyld – „horloger”. Witrynę chroniła biała markiza z napisem „Czapek et Cie”. Wystawa przykuwała wzrok licznych (wszak było to centrum miasta) przechodniów. Jak czytamy:
Zaczynamy postrzegać nasze zegarki jako piękne ozdoby, do czego Czapek w dużej mierze się przyczynił. Liczni spacerowicze oraz szykowne damy przechadzające się po Tuileriach zatrzymują się każdego dnia przed domem numer 23 na Place Vendôme, aby podziwiać wystawę wspaniałych i pełnych uroku zegarków. Jedne z nich ozdobione są przepysznie koronami i monogramami księcia, którego pan Czapek jest oficjalnym dostawcą; inne otoczone rubinami i diamentami; jeszcze inne przypominają subtelne miniatury, wysadzane perłami, kamieniami, oprawionymi w złocie i emaliowane. Wszystko, co stanowi dopełnienie zegarka – łańcuszki czy dewizki, współgra z przepychem owego „klejnociku” i z powszechnie znaną doskonałością mechanizmu wewnętrznego instrumentu.
Butik przy Place Vendôme urządzony był ze smakiem, w stylu Napoleona III. Wchodzącego do salonu klienta witała przeszklona, misternie zdobiona lada z ciemnego drewna. W jej wnętrzu prezentowały się dziesiątki złotych, srebrnych i emaliowanych czasomierzy. Wzdłuż ścian stały komody, obok nich ustawiono krzesła, na których goście mogli odpocząć, czekając na swoją kolej. Z boku migotał płomień w niewielkim kominku, a na jego marmurowym gzymsie spoczywał brązowy zegar. Za nim wisiało duże lustro w ciemnej, złoconej ramie. Po przeciwnej stronie znajdował się jeden z opisanych wcześniej regulatorów wyprodukowanych w atelier Czapka. Zegarki prezentowano i wystawiano odpowiednie rachunki przy biurku obitym niebieskim aksamitem. Całość z kolei oświetlał piękny pięcioramienny żyrandol gazowy. W głębi mieścił się niewielki dębowy warsztat, gdzie naprawiano zegarki, wyceniano koszty i prowadzono serwis. Obok stał sejf, w którym przechowywano papiery wartościowe i droższe czasomierze. Na piętrze znajdowało się małe mieszkanie dla pracownika. Czynsz za ten lokal wynosił 1375 franków kwartalnie.
Boutique spółki przy Place Vendôme, podobnie jak ten w Warszawie, pełnił jednak niemal wyłącznie funkcję handlową. Gros produkcji w dalszym ciągu odbywało się w Szwajcarii, w warsztatach genewskich grawerów i emalierów.
* * *
Wróćmy jeszcze do związków spółki z rodziną cesarską. Te, jak się okazuje, były żywe oraz trwałe. Wiele zegarków wyprodukowanych przez Czapek et Cie zostało przez członków rodziny Bonapartów podarowanych przyjaciołom jako wyraz wdzięczności za wierną służbę z okazji świąt czy różnego rodzaju rodzinnych uroczystości. Fakt ten oczywiście starano się wykorzystywać marketingowo:
Najbardziej pożądanym świecidełkiem wśród młodych jest zegarek! A jeśli pochodzi od Czapka, zegarmistrza z Genewy, cieszącego się wielką renomą w Paryżu, radość i duma właściciela są tym większe. Czapek jest nadwornym dostawcą Jego Cesarskiej Wysokości księcia Napoleona. To właśnie od niego pochodzą niemal wszystkie cenne zegarki, które Jego Cesarska Wysokość rozdaje w Nowy Rok.
Sporo zegarków ozdabiano monogramem księcia Napoleona Hieronima Plon-Plona, to jest wielką literą „N” (od jego imienia) zwieńczoną cesarską koroną. Czasem mylnie interpretuje się go jako monogram samego cesarza Napoleona III. Ten był jednak zupełnie inny. Godny uwagi jest również zegarek, którego dekiel ozdobiono wykonanym w emalii portretem ojca księcia Plon-Plona – księcia Hieronima. Czasomierz ten książę Hieronim Bonaparte podarował swojemu adiutantowi – generałowi Étienne’owi Philippe’owi Damasowi. Bardzo podobny, zamówiony prawdopodobnie w tym samym czasie (sugeruje to numer seryjny), książę sprezentował chrześniaczce – Mathilde de Plancy, córce Auguste’a Godarda d’Aucoura de Plancy’ego.
Do naszych czasów przetrwał również zegarek o numerze 5340, ozdobiony portretem księcia Plon-Plona. Trudno o nim nie wspomnieć. Wizerunek księcia wykonano techniką „en grisaille”, czyli monochromatycznym malarstwem, w którym dzięki zastosowaniu różnych odcieni szarości malunek sprawia wrażenie trójwymiarowości. Zegarek ten wyposażono też w niezwykle rzadkie komplikacje. Najbardziej imponującą z nich jest bez wątpienia tak zwany diablotine – funkcja umożliwiająca pomiar z dokładnością co do ¼ sekundy! Czasomierz posiada ponadto wskazanie dnia tygodnia, datownik oraz chronograf.
Brak źródeł i dokumentacji sprawił, że wokół niektórych zegarków wyprodukowanych w polskich atelier zaczęły narastać opowieści. Jedne z nich wydają się wiarygodne, inne – wręcz fantastyczne. Zamieszania przysporzył wspomniany już monogram księcia Napoleona Hieronima Plon-Plona – litera „N”. Jeden z zegarków ozdobionych tym właśnie monogramem, wyprodukowany przez firmę Czapek, stał się bohaterem sprawy, o której rozpisywała się przedwojenna prasa… kanadyjska i amerykańska.
* * *
Na przełomie XIX i XX wieku wielu Europejczyków opuszczało kontynent w poszukiwaniu szczęścia w Stanach Zjednoczonych – lepszej pracy, kariery i nowego początku. Większość z nich nie mogła pozwolić sobie na zabranie całego dobytku. Ograniczano się często do jednej walizki oraz kilku najcenniejszych pamiątek. Tak było również w przypadku niejakiego Johna Heinze’a z Albertson w Ontario, rzekomego prawnuka pruskiego oficera – uczestnika wojen napoleońskich. W zabranym przez niego kufrze znalazło się jednak miejsce na rodzinną relikwię – zegarek. Jak donosił „The Buffalo Times” w 1935 roku:
Hamilton, N.Y. – zegarek niezwykłej urody, ozdobiony napoleońskim godłem – koroną nad inicjałem „N” – trafił w ręce P. Howarda Williamsa, znanego jubilera z tego miasta. Czasomierz, mający ponad sto dwadzieścia pięć lat, Williams nabył od Pana Johna Heinze’a z Albertson, sędziwego mężczyzny z Prus. Heinze twierdzi, że zegarek był darem samego Napoleona, ofiarowanym jego dziadkowi w podzięce za przysługę wyświadczoną w dniach poprzedzających słynną bitwę pod Waterloo. Pan Andre Chetter, Szwajcar i absolwent szkoły zegarmistrzowskiej w Bienne, potwierdził autentyczność wieku zegarka. Dom zegarmistrzowski Czapek et Cie w Genewie nie zdołał wprawdzie odnaleźć wzmianek o tym egzemplarzu, ponieważ ich archiwa sięgają jedynie stu lat wstecz, jednak potwierdzono, że wykonanie odpowiada epoce napoleońskiej. Chetter ocenia, że wartość tej niezwykłej pamiątki sięga kilku tysięcy dolarów. Jak dodaje, żaden inny znany czasomierz z napoleońskim emblematem nie znajduje się w najznamienitszych kolekcjach Europy. Williams planuje sprzedać zegarek, dzieląc się zyskiem z poprzednim właścicielem, który przed laty odmówił jego naprawy, gdy dowiedział się, że koszt wyniósłby dwanaście dolarów. Choć czasomierz nakręca się kluczykiem, jego smukłość i precyzja nie ustępują współczesnym wyrobom. Ręcznie wykonane dzieło stanowi świadectwo kunsztu dawnych mistrzów genewskiej szkoły zegarmistrzowskiej.
Trudno dziś brać za dobrą monetę opowieść o cesarskim darze przekazanym pruskiemu oficerowi przez samego Napoleona. Zegarek, o którym mowa, nie mógł należeć do tej epoki – dom zegarmistrzowski Czapek powstał bowiem blisko pół wieku po klęsce pod Waterloo. Monogram widniejący na kopercie, jak wspominaliśmy wcześniej, należał nie do cesarza Napoleona Bonapartego, lecz do jego bratanka, księcia Napoleona Hieronima, nazywanego Plon-Plonem. Wprawdzie również Napoleona – ale zgoła nie cesarza.
Tekst jest fragmentem książki Patek, Czapek i inni, która czeka na Ciebie tutaj:
Równie mało prawdopodobne wydaje się, by w latach trzydziestych XX wieku ktokolwiek mógł nawiązać kontakt z firmą Czapek w sprawie autentyczności zegarka – przedsiębiorstwo to zakończyło działalność wiele dekad wcześniej. Cała historia wygląda więc na klasyczny przykład handlowej fantazji podlanej legendą i nadzieją na szybki zysk. Dolar w tamtych czasach miał przecież znacznie większą wartość niż dziś, a hochsztaplerstwo bywało na porządku dziennym, szczególnie w świecie kolekcjonerów i handlarzy pamiątek „z duszą”. Trzeba przyznać, że Howard Williams okazał się w tym względzie człowiekiem skutecznym. Już dwa lata później jeden z kanadyjskich dzienników donosił:
Napoleoński zegarek pokazany w Calgary! Rzadka napoleońska pamiątka – piękny zegarek, który był darem cesarza dla pruskiego oficera w Dreźnie, w Saksonii, w czasie gdy Napoleon prowadził swoją armię na Moskwę – jest od dziś prezentowany w mieście dla zainteresowanych mieszkańców Calgary. Zegarek został niedawno odkryty w posiadaniu Johna Heinze’a z Albertson, niedaleko Hamilton w prowincji Ontario. Pan Heinze jest praprawnukiem pruskiego oficera, który otrzymał zegarek od Napoleona w podzięce za służbę w 1812 roku. Rodzina przechowywała go od tamtej pory jako cenną pamiątkę rodzinną. Koperta zegarka, smukła niczym we współczesnych czasomierzach, wykonana jest z 18-karatowego złota. Jej tylna część, ozdobiona precyzyjnym giloszowaniem, nosi bogato zdobiony herb i koronę z napisem „N” pod cesarskim emblematem Napoleona. To znakomity przykład szwajcarskiego rzemiosła – każda część została wykonana ręcznie, piłowana i kształtowana przez wykwalifikowanych rzemieślników. Eksperci od zegarmistrzostwa ustalili, że zegarek powstał przed 1812 rokiem i nie ma wątpliwości, że został zrobiony na zamówienie zamożnego patrona. Mimo że posiada mechaniczne regulacje, zegarek wciąż chodzi idealnie. Ma stary typ mechanizmu i przesuwny regulator. Składa się ze stalowej osi zwieńczonej rubinowymi łożyskami. Choć wykonany 125 lat temu, jest on tak cienki, że przypomina współczesne zegarki. Zegarek nosi znak wytwórcy – firmy Czapek z Genewy – jednak nazwa ta została zmieniona ponad 100 lat temu i nie ma zapisów o transakcjach sprzed tego okresu. Eksperci wysunęli dwie teorie: że zegarek mógł należeć do jednego z ulubionych oficerów Napoleona lub nawet do samego cesarza. Zegarek jest teraz prezentowany w sklepie jubilerskim Harry’ego Jacques’a przy First Street West, w ozdobnym pudełku z aksamitu i złotymi okuciami.
Historia z panem Heinze’em była więc mistyfikacją. Można przypuszczać, że powstała z inspiracji samego Williamsa. Mało przekonujące są też wzmianki o rzekomych specjalistach – rzeczoznawcach. Wydaje się wszak nie do pomyślenia, aby doświadczony muzealnik, jubiler czy zegarmistrz uwierzył w istnienie na początku XIX wieku czasomierza z mechanizmem typowym dla zegarków powstających dopiero ponad pół wieku później.
Tekst jest fragmentem książki Patek, Czapek i inni. Polacy, którzy nakręcali genewskie zegarmistrzostwo, Beniamin Czapla, Wydawnictwo Iskry.
Fot. Zegarek Franciszka Czapka, ok. 1850
