Rzymskie getto, czyli jak papież odizolował najstarszą społeczność żydowską Europy

Rzymskie getto, czyli jak papież odizolował najstarszą społeczność żydowską Europy

W 1555 roku papież Paweł IV zdecydował o zamknięciu rzymskich Żydów w wydzielonej części miasta. Rzymskie getto miało odseparować ich od chrześcijańskich mieszkańców Wiecznego Miasta, a wprowadzonym ograniczeniom towarzyszyły zakazy dotyczące kontaktów społecznych, zatrudnienia oraz nakaz oznaczania stroju. Decyzja papieża radykalnie zmieniła życie społeczności, której obecność w Rzymie sięgała II wieku p.n.e.

Społeczność żydowska była obecna w Rzymie na długo przed pojawieniem się tam pierwszych chrześcijan. Jej sytuacja zmieniała się wraz z polityką kolejnych papieży: Żydzi podlegali podatkom i innym ograniczeniom, ale jednocześnie żydowscy uczeni i artyści służyli papieżom jako lekarze i muzycy. W 1555 roku Paweł IV zerwał z wcześniejszą polityką i nakazał odizolowanie rzymskich Żydów od pozostałych mieszkańców miasta. Był to element szerszej wizji Rzymu jako uniwersalnej stolicy chrześcijaństwa, której sakralna tożsamość miała stanowić fundament papieskiej władzy.

Wchodząc w XVIII wieku na Piazza Giudea, zwanym też Giudia, mieszkańcy Rzymu napotykali ponure świadectwo działalności papieskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie była nim drewniana szubienica czekająca na pętlę kata na środku placu, lecz potężne wrota, które pozwalały przejść przez nadszarpnięty zębem czasu mur. Ta skonstruowana z grubego drewna, gęsto nabijana żelaznymi ćwiekami brama niemal trzykrotnej wysokości dorosłego człowieka na rycinie Giuseppego Vasiego z 1752 roku została przedstawiona jako otwarta, a świat za nią rozmywał się w plamie niewyraźnych kresek.

W rzeczywistości jednak wrota te ryglowano co wieczór i od zachodu do wschodu słońca pozostawały zamknięte, a ci, którzy mieszkali za bramą, na noc stawali się więźniami. Mogło to być śmiertelnie niebezpieczne. Otoczona murami dzielnica, położona w odległości kilkuminutowego spaceru od brzegów Tybru, była często zalewana brudną, mętną wodą. Na ulicach, po których pływały butwiejące meble, szerzyły się epidemie. Tętniące życiem miasto za bramą niemal w ogóle nie reagowało. Większość Rzymian uważała, że dramat rozgrywający się na Piazza Giudea dokonywał się w imię wyższej sprawiedliwości. Mieszkali tam bowiem Żydzi, karani i izolowani ze względu na bezpieczeństwo chrześcijańskiego Rzymu, a przede wszystkim, jak głosił Kościół, dla dobra ich własnych zbłąkanych dusz.

W czasach, gdy Vasi uwieczniał plac, wspomniana brama była jedną z kilku prowadzących do rzymskiego getta, choć gdy ono powstawało w 1555 roku, planowano tylko jedno wyjście. Czternastego lipca tego roku w Bazylice św. Marka na Piazza Venezia – niedaleko Kapitolu, gdzie od VIII wieku p.n.e. senat obwieszał surowe prawa – odczytano bullę papieską, precyzującą związane z placem plany. Społeczność żydowską wiązała z Wiecznym Miastem niezwykle długa historia. Jej początki na rzymskiej ziemi sięgały wojennych zawirowań w II wieku p.n.e., co czyniło z niej najstarszą diasporę żydowską w całej Europie. Mimo to w 1555 roku, po ponad siedemnastu wiekach zgodnego współistnienia, Paweł IV (1555–1559) jednym dekretem drastycznie odmienił życie i status rzymskich Żydów na kolejne trzysta lat.

Papież uznał, że rzymskich Żydów należy zepchnąć na margines społeczeństwa. Chodziło nie tylko o karę, ale przede wszystkim o bezwzględne odcięcie ich od chrześcijan. Wyznawców judaizmu traktowano niczym zarazę, która zagrażała katolickiemu Rzymowi. Przy tym potężnym przedsięwzięciu posłużono się nie tylko wysokimi murami, ale i surowymi ograniczeniami: Żydom pod żadnym pozorem nie wolno było „bawić się, biesiadować ani bratać” z chrześcijanami, a żydowscy lekarze stracili prawo do ratowania życia chrześcijanom.

Nowa hierarchia nie budziła wątpliwości, ale papież chciał określić każdy jej szczegół: Żydom nie wolno było zatrudniać chrześcijańskiej służby, a żaden z nich nie mógł stać w hierarchii wyżej niż chrześcijanin – nawet jeśli ten był zwykłym ulicznym żebrakiem. Aby zapewnić całkowitą separację, papież nakazał Żydom ujawnianie swojej tożsamości. Gdy szli przez miasto, miały ich wyróżniać jaskrawożółte symbole: mężczyzn obowiązywały żółte czapki, kobiety natomiast musiały przypinać do ubrań żółte chusteczki i dbać o to, by narzucony znak przypadkiem się nie oderwał.

Tekst jest fragmentem książki Rzym miasto Boga. Opowieść o świętości i władzy, która czeka na Ciebie tutaj:

Powody zastosowanych środków zostały wyłożone bez ogródek już w pierwszym wersie bulli Pawła IV: dopóki Żydzi odrzucali Jezusa Chrystusa i trwali w swojej wierze, stanowili zagrożenie dla czystości Rzymu. Paweł IV uznał, że „całkowicie absurdalną i niewłaściwą jest sytuacja, gdy chrześcijańska pobożność pozwala Żydom na dostęp do naszego społeczeństwa, a nawet na wspólne życie wśród nas”. Narzucając te zasady, liczył, że zamknięci w getcie rzymscy Żydzi pod wpływem trudnych warunków skruszeją, nawrócą się i „poruszeni dobrocią Stolicy Apostolskiej […], w końcu uznają swoje błędy”.

Na głębszą refleksję zabrakło czasu – niemal 3 tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci z dnia na dzień stłoczono w dzielnicy w kształcie trapezu o powierzchni zaledwie kilku hektarów w rejonie Sant’Angelo, odciętej od zachodu rwącym nurtem Tybru. Barierę wzniesiono błyskawicznie; w ciągu zaledwie dwóch miesięcy Żydzi z Rzymu zostali całkowicie odizolowani od reszty świata. Tam gdzie granicę getta wyznaczały ściany kamienic, zamurowywano okna, a wszelkie szczeliny między budynkami uzupełniano nowym murem.

Wewnątrz tej enklawy dwie główne ulice przecinało zaledwie kilka ciasnych uliczek. Z biegiem lat sytuacja nieco się poprawiła, ale ludziom przebywającym w getcie zmiany nie przyniosły prawdziwej ulgi. W 1589 roku Sykstus V (1585–1590) powiększył nieco terytorium getta, włączając w jego granice brzegi Tybru. Od 1593 roku dzielnicę zaopatrywała w wodę fontanna na Piazza Giudia, dzięki czemu rzymscy Żydzi nie byli już skazani na zanieczyszczoną rzekę. Z czasem, wobec potężnego przeludnienia, kamienice zaczęły piąć się w górę, a budowane między wyższymi piętrami drewniane pomosty i kładki zapewniły mieszkańcom drogę ucieczki przed brudem i niebezpieczeństwem w przypadku powodzi.

Rzymskie getto nie było pierwszą tego typu enklawą na świecie. Sam termin „getto” narodził się najprawdopodobniej w innym miejscu. Przyjmuje się, że słowo wywodzi się z Wenecji, gdzie w 1516 roku społeczność żydowską zamknięto na terenie sąsiadującym z dawną odlewnią, zwaną po wenecku gheto. Wenecjanie zdecydowali się na ten krok, gdy w ogarniętych wojnami Włoszech na początku XVI stulecia liczebność Żydów w mieście nad laguną gwałtownie wzrosła. Z jednej strony trzeba było zapewnić schronienie ludności, która z czasem stała się kluczowym filarem weneckiej infrastruktury i gospodarki. Z drugiej jednak − wielu mieszkańców republiki żywiło do Żydów głęboką nienawiść i wysuwało pod ich adresem najbardziej absurdalne zarzuty.

Twierdzono, na przykład, że bezczeszczą oni katolickie tabernakula, używając ich jako toalet, oraz profanują konsekrowany chleb, otaczany przez chrześcijan czcią jako Ciało Chrystusa. Histeria sięgnęła zenitu, gdy weneckich Żydów oskarżono o „mordowanie niemowląt w kołyskach”, by rzekomo „móc zanurzyć ręce i pić niewinną krew”. Te powszechne zarzuty skrupulatnie odnotował w swoim pamiętniku na początku XVI wieku wenecki patrycjusz Girolamo Priuli. Nawet on przyznawał, że „mieszkańcy Wenecji straszliwie na tych Żydów utyskują”, choć nie potrafiliby już się bez nich obejść13. W tych realiach utworzenie getta okazało się praktycznym kompromisem: Żydzi mogli pozostać w mieście, ale odizolowano ich w ściśle kontrolowanej strefie.

W Rzymie sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej. Liczna społeczność żydowska była tu obecna na długo przed pojawieniem się pierwszych chrześcijan. Diaspora ta znacznie powiększyła się u progu nowożytności, zwłaszcza po 1492 roku, kiedy to hiszpańscy monarchowie – Ferdynand i Izabela, zwani Królami Katolickimi – wypędzili ze swoich ziem wszystkich Żydów, którzy odmówili przejścia na chrześcijaństwo. Patrząc na sprawę powierzchownie, mogło się wydawać, że Rzym pójdzie w ślady hiszpańskiej Korony.

Papieże wprawdzie tolerowali obecność wyznawców judaizmu, jednak skrajny antysemityzm przejawiał się w mieście choćby w popularnych tradycjach karnawałowych, jak nagie biegi Żydów po Via Lata, do których ich zmuszano. W dodatku Aleksander VI (1492–1503), który zasiadał na tronie Piotrowym w czasie hiszpańskich czystek, nie dość, że był Hiszpanem, to jeszcze pochodził z dziedzicznego terytorium króla Ferdynanda, Aragonii. Jako papież, który nadał hiszpańskim władcom tytuł „Królów Katolickich”, teoretycznie powinien wydać podobny dekret. Tymczasem Aleksander VI nie zmienił swojej polityki i nie wygnał Żydów z Rzymu.

Nie powstrzymywała go jednak miłość do rzymskiej diaspory, lecz chęć zamanifestowania własnej supremacji i pełnej niezależności od hiszpańskiej Korony. To Rzym miał wyznaczać uniwersalne standardy dla całego świata chrześcijańskiego, bez względu na to, jak gorliwą wiarą szczycili się władcy Hiszpanii.

Decyzja Aleksandra VI sprawiła, że Rzym i Państwo Kościelne stały się schronieniem dla większości żydowskich uchodźców z Półwyspu Iberyjskiego. Papieska stolica nie była dla nich, co prawda, przystanią całkiem bezpieczną, ale zasiedziała od pokoleń w Rzymie diaspora żydowska raczej zgodnie współżyła z resztą mieszkańców, choć spokój regularnie zakłócały antysemickie incydenty. Podobnie jak wiele innych grup w Wiecznym Mieście, tutejsi Żydzi umocnili swoją pozycję ekonomiczną i społeczną po powrocie papieża Marcina V (1417–1431), mimo że rozwój utrudniały im wygórowane podatki i dziesięciny nakładane przez niektórych następców tego papieża.

Co ciekawe, żydowscy uczeni i artyści służyli papieżom jako lekarze i muzycy. Na ironię losu zakrawa to, że antyżydowska polityka Pawła IV wypływała z tych samych pobudek co wcześniejsza tolerancja Aleksandra VI – była po części wyrazem buntu przeciwko hiszpańskiej władzy świeckiej. Paweł IV wręcz nienawidził Hiszpanów, którzy zdominowali jego rodzinny Neapol i nieustannie nękali go podczas wojen włoskich. Wzorem Aleksandra odmówił ślepego naśladowania hiszpańskich władców i wypędzenia Żydów z Rzymu. Zmusił ich jednak do życia w ciasnym, nędznym getcie.

Radykalny krok Pawła IV, polegający na całkowitym odcięciu społeczności żydowskiej od reszty mieszkańców, stanowił kwintesencję wizji, jaką realizowano w Rzymie w drugiej połowie XVI stulecia. W tym okresie kolejni biskupi Rzymu zaczęli bowiem kreować miasto na uniwersalną stolicę chrześcijaństwa z większą determinacją i rozmachem niż kiedykolwiek wcześniej. Sakralna tożsamość Wiecznego Miasta stanowiła teraz absolutny fundament władzy papieskiej, z którą musiały się liczyć najróżniejsze, często zwalczające się, monarchie Europy.

Niektórzy głęboko wierzyli, że papiestwo na powrót uczyniło z Rzymu serce cywilizowanego świata. Inni z kolei, jak choćby protestanccy reformatorzy, w osobie papieża widzieli jedynie haniebną skazę na wizerunku miasta. Przywołując dawne, jadowite zarzuty Petrarki wobec Awinionu, opisywali Rzym jako siedlisko zepsucia i zła. Jednak nawet ta zajadła krytyka papieży i ich miasta jest dowodem na to, że stanowił potężną siłę, z którą liczyły się całe rzesze ludzi. Najważniejsze znaczenie miasto miało dla samego papieża. Był on przecież władcą bez armii, bez gwarantowanych bogactw, a jego autorytet nie wynikał ze szlachectwa krwi, lecz wyłącznie z tego, że zasiadał na tronie Piotrowym. Dbając o to, by Rzym pozostał miastem na wskroś chrześcijańskim, chronił w istocie fundament własnej uniwersalnej władzy.


Tekst jest fragmentem książki Rzym miasto Boga. Opowieść o świętości i władzy, Jessica Warnberg, Wydawnictwo Znak.

fot. Via Rua w rzymskim getcie, akwarela Ettore Roeslera Franza, ok. 1880

Comments are closed.