Henryk Baron – bojowiec, który wybrał śmierć

Jest 15 sierpnia 1906 roku, około godziny 12.00 do VII cyrkułu policji od rana docierają z całego miasta dramatyczne informacje o zamachach. W okolicy uchodzącej za bastion socjalistów także padli już zabici i ranni pośród policjantów i żołnierzy. Niedaleko, przy ulicy Solnej zginęło w krótkim okresie czasu dwóch rewirowych. Jeden z nich został zaczepiony przez wytwornie ubraną kobietę, która zdawała się pytać o godzinę. Gdy rewirowy podszedł, padł przeszyty kilkoma celnymi strzałami. Do poważnego starcia doszło też ledwie godzinę wcześniej przy ulicy Dzikiej. Wysłany do robotniczej dzielnicy patrol policyjno-wojskowy został rozbity przez bojowców PPS. Padło dwóch rosyjskich żołnierzy i dwóch żandarmów. Sprawcy pozostawali nieuchwytni, a działo się to ledwie przed godziną.

Policjanci zaczęli schodzić ze służby do cyrkułów. Właśnie nadeszły rozkazy nakazujące im wycofać się z ulic. Ich rolę miało przejąć zmierzające do miasta wzmocnione siły wojskowe. Na podwórku za cyrkułem pojawił się już pierwszy oddział kozaków.

Nagle dzwoni telefon. Człowiek przedstawiający się jako oficer jednego z oddziałów garnizonu miasta prosi do telefonu komendanta. Ten podchodzi i podnosi słuchawkę. W tym momencie do pokoju telefonicznego wpada bomba. Huk, błysk i dym. Wszystkie regały z aktami, stoły i inne meble idą w drzazgi, okna wypadają z framug. Siła wybuchu odrzuca komendanta na ścianę. Pada nieprzytomny, jednak jego rana nie jest poważna. Przebywający w pokoju dwaj funkcjonariusze i urzędnik również zostają ranni. Po chwili sprzed cyrkułu słychać kolejny wybuch. To bomba rzucona w wartownię, z której wybiegli żandarm i żołnierz. Obaj zostali odrzuceni przez wybuch i ranni. Przez chwilę w cyrkule panuje chaos, jednak kozacy odzyskują zimną krew i wypadają na ulicę Chłodną. Tam jednak zastają uciekający tłum, w którym trudno rozpoznać sprawców. Piątka bojowców Polskiej Partii Socjalistycznej, którzy dokonali ataku, oddala się przez nikogo nie niepokojona.

Około godziny później patrol wojskowy zatrzymuje w pobliżu miejsca zamachu oszołomionego młodego człowieka. Jedzie dorożką zgłową przewiązaną zakrwawioną szmatą. . Żołnierze zabierają go do cyrkułu, gdzie przed przesłuchaniem na wszelki wypadek biją zatrzymanego, co jest typową praktyką. Po pewnym czasie komendant, który zdążył już dojść do siebie,przystępuje do przesłuchania podejrzanego. Ten mówi, że nazywa się Henryk Baron. Jest robotnikiem, a rana na głowie jest wynikiem bójki sprzed kilku dni. Tłumaczy, że przebywał w sąsiedniej piwiarni, gdy znajdujący się tam robotnicy zaczęli śpiewać „Czerwony sztandar” i inne pieśni rewolucyjne. Podszedł więc aby powiedzieć im, że jest to zakazane. Ci zamiast się uspokoić pobili go i wyrzucili na ulicę.

Henryk Baron

Żandarmi dopiero 17 sierpnia odważą się udać pod wskazany adres, kilka domów dalej. Tam dowiedzą się, że wspomniane przez Barona wydarzenie prawdopodobnie miało miejsce. Tłumaczenia młodego robotnika okazują się wiarygodne. Zostaje wypuszczony. Jeden z czołowych bojowców PPS będzie dzięki temu działał jeszcze do stycznia następnego roku, kiedy zostanie ponownie aresztowany. 15 sierpnia udało mu się zabić trzech policjantów, zanim został ranny podczas zamachu bombowego, który przeprowadził.

Henryk Baron urodził się w roku 1887 na warszawskiej robotniczej Woli. Jak później zeznał podczas śledztwa, pierwsze przejawy buntu zaczęły w nim kiełkować podczas nauki w rosyjskiej szkole podstawowej. Sprzeciwiał się rusyfikacji, a także złemu traktowaniu robotników. Po ukończeniu podstawowej edukacji jak zdecydowana większość dzieci z rodzin robotniczych musiał iść do pracy. Został oddany na staż do garbarni. Prawdopodobnie tam zetknął się po raz pierwszy z propagandą i literaturą socjalistyczną.  Jego idolami stali się walczący z bronią w ręku w obronie robotników Stefan Okrzeja i Marcin Kasprzak. Solidaryzował się również ze strajkami zarówno w Królestwie Polskim, jak i samej Rosji. Przystąpił wówczas najpierw do Polskiej Partii Socjalistycznej, a następnie do Organizacji Spiskowo-Bojowej, przyjmując pseudonim „Smukły”. W czerwcu 1906 roku wziął udział w jednym z nieudanych zamachów na generał-gubernatora Gieorgija Skałona. Stał przy jednej z ulic, którą miał przejeżdżać carski dostojnik. Swoim odpowiedzialnym zachowaniem i zimną krwią zwrócił uwagę dowództwa Organizacji Spiskowo-Bojowej. Został później skierowany do innych działań zbrojnych. W lipcu 1906 roku brał udział w kilku atakach na żandarmów zabijając jednego, a ciężko raniąc innego. Uczestniczył również w pogromie sklepów monopolowych. PPS i inne organizacje robotnicze nawoływały do ich bojkotu, ponieważ dochód ze sklepów trafiał do kasy władz. Przyczyniały się one również do rozpijania klasy robotniczej. 17 lipca przeprowadzona została przez bojowców ekspropriacja sklepów monopolowych. Przejmowano pieniądze, które trafiały na fundusz rewolucyjny, a alkohol był niszczony.

W sierpniu 1906 roku Henryk Baron bierze udział w kolejnych strzelaninach, czego kulminacją jest jego czynny udział w tak zwanej „Krwawej Środzie”, zwanej też pogromem policji. PPS aby pokazać, że rewolucja nie została pokonana, na 15 sierpnia 1906 roku przygotowała skoordynowane akcje zbrojne przeciwko policji. W Warszawie oraz innych miastach Królestwa Polskiego od kul zamachowców padło 77 żandarmów, żołnierzy i carskich urzędników. Akcja ta na kilka dni całkowicie sparaliżowała działania policji w Królestwie i zmusiła władze do wysłania na ulice wojska.

Baron ranny podczas Krwawej Środy i zdekonspirowany musiał zawiesić działalność bojową. Na polecenie partii wyjechał do Krakowa. Tam szkolił się w szkole dla bojowców PPS i przygotowywał do powrotu na teren Królestwa Polskiego. Nielegalnie powrócił do Warszawy już w styczniu 1907 roku, mając za zadanie odbudowywać struktury Organizacji Bojowej. Wkrótce jeden z bojowców z piątki bojowej Barona, aresztowany przez ochranę, zdradził i zaczął informować o przebiegu zamachu z 15 sierpnia poprzedniego roku. Władzom pomógł przypadek. Podczas zatrzymania innego członka PPS, który zamieszkał w dawnym mieszkaniu Barona znaleziono tam również młodego bojowca. Początkowo podał on fałszywe dane osobowe, jednak wkrótce wyszło na jaw kim jest. Carskie władze zgromadziły dowody pozwalające na rozpoczęcie procesu.

Proces Henryka Barona odbił się szerokim echem w Królestwie Polskim. Młody bojowiec skonfrontowany ze zdrajcą, który plątał się w zeznaniach i zaczął twierdzić, że go nie poznaje, wykrzyczał mu, że jest odpowiedzialny za wszystkie zamachy, a swoją śmiercią zmyję hańbę zdrady towarzysza. Henryk Baron wykorzystał swoją mowę obrończą do politycznej manifestacji. „Przekonałem się, że nie może być nienawiści pomiędzy narodami, że będą kiedyś wszystkie wolne, w wolnych swych siedzibach, poznałem, żeśmy wszyscy bracia…” odpowiedział pytany o działalność antyrosyjską. Skazany na śmierć nie prosił o złagodzenie wyroku, na co miał szansę ze względu na młody wiek. 9 stycznia 1907 roku został stracony na stokach Cytadeli Aleksandrowskiej (Cytadeli Warszawskiej). Jego ostatnie słowa brzmiały: „Precz z samowładztwem! Niech żyje rewolucja!”.

W dwudziestoleciu międzywojennym Henryk Baron był czczony jako jeden z bohaterów ruchu robotniczego. W rocznicę jego egzekucji organizacje socjalistyczne składały kwiaty na stokach cytadeli. W roku 1930 został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami, a w roku 1938 na budynku przy ulicy Grzybowskiej 58a w Warszawie, gdzie mieszkał, odsłonięta została tablica pamiątkowa.

Piotr Ciszewski

Bibliografia:

Adam Próchnik „Uwięzienie Henryka Barona” w „Kronika ruchu rewolucyjnego w Polsce Nr 2 (10) 1937

Adam Próchnik „Henryk Baron” w „Kronika ruchu rewolucyjnego w Polsce Nr 3  1935

Feliks Tych „Rok 1905”, Warszawa 1990

Gustaw Daniłowski „Henryk Władysław Baron”  lewicowo.pl

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*