Skąd się bierze bieda? Czy kryzysy są nieuniknione? Dlaczego jedni mają wszystko, a inni walczą o przetrwanie? Na te i wiele innych pytań odpowiada Niall Kishtainy w błyskotliwej książce Krótka historia ekonomii, która trafia do sprzedaży już 20 sierpnia. W poniższym fragmencie autor w przystępny sposób wyjaśnia podstawy ekonomii i pokazuje, jak wielkie znaczenie dla twojego życia ma to, gdzie i kiedy się urodziłeś. To lektura, która otwiera oczy i zmusza do przemyśleń nad siłami kształtującymi nasz świat…
Możesz się uważać za szczęściarza, bo… trzymasz tę książkę w rękach! Najwyraźniej mogłeś sobie na nią pozwolić lub stać było na to osobę, od której ją dostałeś. Gdybyś pochodził z ubogiego kraju, musiałbyś utrzymać rodzinę za kilka dolarów dziennie. Większość pieniędzy wydawałbyś wówczas na jedzenie i tym samym nigdy byś Krótkiej historii ekonomii nie kupił.
Jeśli nawet wszedłbyś w jej posiadanie, uznałbyś ją za bezużyteczną, gdyż nie potrafiłbyś czytać. W Burkina Faso, biednym państewku leżącym w Afryce Zachodniej, litery zna mniej niż połowa obywateli, w tym zaledwie jedna trzecia kobiet. Dwunastoletnie dziewczynki nie uczą się algebry ani języków obcych, bo całymi dniami noszą wodę wiadrami do domu. Tak więc, nawet jeśli nie uważasz się za człowieka majętnego, nie zapominaj, że dla wielu osób żyjących na naszej planecie możliwość kupienia i przeczytania książki jest równie abstrakcyjna jak lot na Księżyc.
Ludzie, których na myśl o tak głębokich podziałach zżera ciekawość bądź też ogarnia wściekłość, często zaczynają interesować się ekonomią. W końcu jest to nauka o tym, jak społeczeństwa wykorzystują posiadane zasoby: ziemię, surowce, ludzi oraz maszyny niezbędne do produkcji rozmaitych dóbr, takich jak choćby chleb czy buty.
Ekonomia tłumaczy również, dlaczego nie należy mówić mieszkańcom Burkina Faso, że przyczyną ich biedy jest lenistwo (nawet jeśli bywa to prawdą). Wielu z nich naprawdę ciężko pracuje, ale urodzili się w kraju, którego gospodarka nie sprawdza się jako producent dóbr. Dlaczego Brytyjczycy mają piękne domy, książki i nauczycieli gotowych uczyć ich dzieci, a mieszkańcy Burkina Faso mogą tylko o tym pomarzyć? To oczywiście niezwykle trudne pytanie i jeszcze nikt nie udzielił na nie pełnej odpowiedzi. Ekonomiści przynajmniej próbują.
Istnieje jednak ważniejszy powód, by zainteresować się tą dziedziną nauki i poszukać własnego spojrzenia na gospodarkę. Gospodarka decyduje bowiem o ludzkim życiu. Maluch urodzony w bogatym kraju niemal na pewno dożyje swoich piątych urodzin. Śmierć dziecka jest tam zjawiskiem rzadkim i szokującym. Tymczasem w najbiedniejszych częściach świata ponad dziesięć procent szkrabów umiera przedwcześnie, głównie z powodu głodu i braku leków. Osoby nastoletnie mogą się uważać za szczęściarzy. Bądź co bądź przeżyły dzieciństwo!
Samo słowo „ekonomia” brzmi nieprzyjemnie i kojarzy się z nudnymi statystykami. W rzeczywistości nauka ta stara się ułatwić ludziom życie oraz pomóc im w zachowaniu zdrowia i zdobyciu wykształcenia. Bada powody, dla których niektóre jednostki osiągają to, czego potrzebują, a innym się to nie udaje. Jeśli zdołamy kiedyś odpowiedzieć na tych kilka podstawowych pytań, będziemy mogli pomóc wszystkim ludziom na świecie.
Dzisiaj ekonomiści w sposób nietypowy myślą o zasobach – czyli na przykład o cegłach potrzebnych do wybudowania szkoły, lekach niezbędnych do leczenia czy książkach, po które ludzie chętnie sięgają. Nazywają je bowiem dobrami rzadkimi. W latach trzydziestych XX wieku brytyjski ekonomista Lionel Robbins wręcz zdefiniował ekonomię jako naukę o takich właśnie dobrach! I nie chodzi tu wyłącznie o diamenty czy białe pawie, które rzeczywiście rzadko się spotyka, ale również o długopisy czy książki.
A więc przedmioty, które można znaleźć w każdym domu lub sklepie! Są rzadkie, bo występują w ograniczonych ilościach, a przecież potrzeby ludzkie wydają się nieograniczone. Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy codziennie kupować nowe pisaki. Nie możemy jednak, gdyż trzeba za nie zapłacić. Musimy tym samym dokonywać wyborów.
Zastanówmy się przez chwilę nad kosztami. Nie zawsze wyraża się je w funtach czy dolarach, choć pieniądze niewątpliwie są do ich określenia ważne. Wyobraźmy sobie młodego człowieka, który zastanawia się, jaki wydział uniwersytecki wybrać. Ma do wyboru historię i geografię, ale nie może studiować obu kierunków jednocześnie.
Ostatecznie decyduje się na historię. Kosztem dokonanego wyboru jest więc to, z czego zrezygnował: szansa poznania pustyń, lodowców i stolic. Jaki jest koszt nowego szpitala? Najłatwiej dodać do siebie ceny cegieł i stali, którą zużyto na budowie. Jeśli jednak zastanowimy się nad tym, z czego zrezygnowaliśmy, podejmując decyzję o budowie szpitala, dojdziemy do wniosku, że kosztem jest również stacja kolejowa, którą mogliśmy wybudować.
Ekonomiści nazwaliby ją kosztem alternatywnym bądź kosztem utraconych korzyści. Łatwo o nim zapomnieć. Zjawiska ograniczoności dóbr i kosztów alternatywnych stanowią tymczasem podstawę ważnej prawdy ekonomicznej: zawsze dokonuje się jakiegoś wyboru. Chociażby pomiędzy szpitalem, stacją kolejową, centrum handlowym i stadionem piłkarskim.
Ekonomia analizuje, w jaki sposób należy wykorzystywać dobra rzadkie do zaspokajania potrzeb. Ale nie tylko. Bada również alternatywy, przed którymi stają ludzie w różnych częściach świata. Mieszkańcy ubogich krajów są w trudnej sytuacji, przykładowo muszą wybierać pomiędzy posiłkiem dla dziecka a antybiotykiem dla babci. W państwach takich jak USA czy Szwecja podobne decyzje podejmuje się niezwykle rzadko.
Częściej wybiera się między nowym zegarkiem a nowoczesnym iPadem. Oczywiście kraje bogate też mają swoje problemy. Niekiedy bankrutują działające w nich firmy, ludzie tracą pracę i nie mają za co kupić swoim dzieciom ubrań. Z reguły jednak nie muszą się martwić o życie swoich bliskich. Dlatego centralnym pytaniem ekonomii pozostaje, w jaki sposób społeczeństwa mogą ograniczać skutki niedoborów – i dlaczego nie wszystkie robią to równie skutecznie.
Próba udzielenia odpowiedzi wymaga czegoś więcej niż świadomości istnienia kosztów alternatywnych, czyli umiejętności wybrania pomiędzy nowym szpitalem a boiskiem piłkarskim czy między iPadem a zegarkiem. Niezbędna jest również znajomość zasad funkcjonowania gospodarki. Poznanie dorobku najbardziej znanych ekonomistów to dobry sposób na wgryzienie się w problem. Ich dorobek stanowi jednocześnie doskonały przykład niezwykłego zróżnicowania teorii naukowych.
Ekonomiści przyglądają się gospodarkom. Patrzą, jak zużywa się surowce, produkuje nowe towary i decyduje, kto co dostanie. Przykładowo producent kupuje materiały i zatrudnia pracowników do szycia T-shirtów. Konsument – czyli ty lub ja – odwiedza sklepy i kupuje koszulki (a więc konsumuje je). Oczywiście pod warunkiem, że ma pieniądze i chce je wydać. Nabywa również usługi, czyli towary, które nie są fizycznymi przedmiotami (patrz: strzyżenie).
Podobnie jak większość konsumentów jest jednocześnie pracownikiem i w ten sposób zarabia na życie. Razem z firmami i sobie podobnymi ludźmi stanowi podstawę każdej gospodarki. Jednak na to, w jaki sposób wykorzystywane są surowce, wpływają również banki i giełdy tworzące systemy finansowe. Te pierwsze pożyczają pieniądze firmom i w ten sposób finansują je. Przecież kiedy bank udzieli producentowi koszulek kredytu na budowę nowej fabryki, ten nabędzie cement i wykorzysta do wzniesienia zakładu, a nie mostu!
Dodatkowo firmy sprzedają swoje akcje (lub udziały) na giełdach i w ten sposób zdobywają pieniądze na inwestycje. Jeśli kupiłeś akcje Toshiby, posiadasz niewielką część tego przedsiębiorstwa i zyskujesz, jeśli wiedzie mu się dobrze. Częścią gospodarki są również rządy. One także mają wpływ na to, w jaki sposób wykorzystuje się surowce – chociażby wydając pieniądze na nowe elektrownie czy autostrady.
W następnym rozdziale poznamy starożytnych Greków, pierwszych ludzi, którzy zaczęli stawiać pytania ekonomiczne. Słowo „ekonomia” pochodzi zresztą od greckiego oikonomía i oznacza naukę o tym, jak gospodarstwa domowe zarządzają swoimi środkami. Dziś ekonomiści skupiają się na firmach i całych gałęziach gospodarki, ale gospodarstwa domowe nadal są dla nich ważne. W końcu to zwykli ludzie kupują towary i tworzą siłę roboczą.
Ekonomia jest więc de facto nauką o ich zachowaniach w gospodarce – chociażby o tym, w jaki sposób wydadzą dwadzieścia funtów, które dostali na urodziny. I dlaczego decydują się na pracę za określone wynagrodzenie albo czemu jedni przezornie oszczędzają, a inni marnują kasę na plastikowe pałace dla swoich psów! Ekonomiści próbują odpowiadać na takie pytania w sposób naukowy. Tobie słowo „nauka” kojarzy się pewnie z cieczami bulgoczącymi w probówkach oraz równaniami zapisanymi na tablicy? Nie widzisz jej związku z ludźmi umierającymi z głodu?
A jednak ekonomiści pracują w podobny sposób co naukowcy badający tor lotu rakiety. Fizycy szukają bowiem praw fizyki, czyli zasad wynikania jednego zjawiska z drugiego, i starają się za ich pomocą ustalić, w jaki sposób ciężar rakiety wpłynie na jej zasięg czy pułap. Ekonomiści z kolei szukają praw ekonomicznych, które pozwolą im na przykład ustalić zależność pomiędzy wielkością populacji a ilością dostępnego jedzenia. To tak zwana ekonomia pozytywna. Prawa nie są przecież dobre ani złe. Po prostu opisują rzeczywistość.
Pewnie uważasz, że ekonomia nie powinna się ograniczać do opisu zastanej rzeczywistości. Masz rację. Przypomnij sobie afrykańskie dzieci, które nie dożywają piątego roku życia. Czy wystarczy odnotować ich sytuację i na tym zakończyć pracę? Oczywiście nie! Gdyby naukowcy nie dokonywali oceny zjawiska, byliby ludźmi bez serca! Zajmuje się tym kolejna gałąź ekonomii – ekonomia normatywna. Próbuje ona ustalić, czy dane zjawisko gospodarcze jest dobre czy złe dla społeczeństwa. Jeśli supermarket wyrzuca jedzenie nadające się do spożycia, to je marnuje. Z kolei różnica dochodów między bogatymi i biednymi jest po prostu niesprawiedliwa.
Kiedy dokona się szczegółowej obserwacji i mądrej oceny danego zjawiska, można dzięki prawom ekonomicznym rozpocząć proces zmian i stworzyć bogatsze, uczciwsze społeczeństwo, w którym więcej osób może cieszyć się życiem na odpowiednim poziomie. Jak powiedział kiedyś brytyjski ekonomista Alfred Marshall, ekonomiści potrzebują „chłodnych głów i gorących serc”. Powinni opisywać świat jak naukowcy, ale robić to z szacunkiem dla ludzkiego cierpienia i próbować zmienić rzeczywistość na lepsze.
Tekst jest fragmentem książki Krótka historia ekonomii N. Kishtainy, Wydawnictwo RM.