Historia husarii dla opornych – Część 17 – „I wtedy przybyła skrzydlata husaria”!

W latach osiemdziesiątych XVII stulecia na południowym- wschodzie Europy szykowała się kolejna burza, która miała wstrząsnąć „Starym Kontynentem” już w niedalekiej przyszłości. W dziesięć lat po Chocimiu a w siedem po rozejmie w Żurawnie husaria znów miała stanąć do walki! I choć wojna nie dotyczyła Rzeczpospolitej wprost husarskie kopie połamały się na cudzej ziemi także w obronie ojczyzny.  

Druga część tytułu coś Wam przypomina? Macie rację! Dlatego znalazła się w cudzysłowie, ponieważ prawem cytatu jest to fragment utworu pewnego znanego, szwedzkiego zespołu muzycznego, który opiewa właśnie działania husarii. I choć przodkowie muzyków nieraz musieli czmychać przed kopiami polski, ciężkiej konnicy, mam wrażenie, że dziś w XXI stuleciu bardziej spopularyzowali tę formację niż wszystkie polskie portale historyczne razem wzięte. Ale tyle mojej własnej dygresji. Do rzeczy. Co w kolejnym odcinku mini cyklu?

Rok 1683 przyniósł kolejną wojnę w historii Porty otomańskiej. Tym razem jej aspiracje skierowały się przeciw Cesarstwu. Już w lipcu pod murami Wiednia stanęła wielka armia muzułmańska, dodatkowo wsparta przez siły tatarskie i powstańców węgierskich. Jej liczebność do dziś jest przedmiotem badań, ale i sporów historyków. Rozbieżności te zamykają się w granicach 150- 300 tys., choć ustalenia polskich historyków bliższe są raczej tej niższej wartości.

Jakkolwiek było rzeczywiście załoga Wiednia była zbyt słaba by sama obronić miasto. Cała armia cesarska nie dysponowała wówczas wystarczającymi siłami by wygrać tę wojnę. Dlatego Leopold I negocjował ze swymi sojusznikami posiłki i odsiecz dla stolicy. Elektorzy bawarski oraz saski i niektórzy książęta Rzeszy zadeklarowali wsparcie. Podobnie poczynił Jan III Sobieski, wypełniając tym swe sojusznicze zobowiązania wobec Cesarstwa.

Koncentracja sił koronnych i litewskich miała nastąpić w pierwszych dniach sierpnia pod Krakowem. Z różnych przyczyn pod Wawel spóźnili się Litwini, którzy nie wyruszyli z Janem III do Austrii i nie wzięli udziału w bitwie o jej stolicę. Siły koronne, jakie udało się zebrać na wyprawę wiedeńską szacuje się na ok. 11 tys żołnierzy piechoty (dragonia + piechota polska + pułki węgierski i janczarskie + obsługa dział) i ok. 10 tys jazdy (husaria + pancerni + jazda lekka + arkebuzeria). Szczególnie duży był w tej armii udział husarii, która przecież raczej stanowiła już z roku na rok coraz mniejszy odsetek wojsk. Pod Wiedeń ruszyły 23 roty „skrzydlatej jazdy” w sile nieco ponad 2500 koni. Wyraźnie, widać, zatem, że husaria przeżywała swój renesans. Niestety okazał się on również „babim latem”. 

Armia odsieczowa została podzielona na trzy korpusy, które w odstępach kilku dni wyruszały z Krakowa. Tak oto pierwszy 11 sierpnia wymaszerował hetman polny Mikołaj Hieronim Sieniawski. Jego jazda lekka i średnia ruszyła w kierunku Moraw, osłaniając siły koronne od ataków tureckich ze Słowacji. 13 sierpnia ruszył korpus hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego, który udał się w kierunku Śląska, prowadząc wszystkie tabory. Królewska kolumna udała się w drogę 15 sierpnia, idąc w ślad za Jabłonowskim. Warto zaznaczyć, że siły, które zebrał Jan III na wyprawę wiedeńską były maksymalnymi możliwościami ówczesnej Korony. W kraju pozostawił, bowiem król tylko skromne 3000 piechoty i załogi większych miast i twierdz. Podkreśla to też, na jaki wysiłek i poświęcenie zdobyła się Rzeczpospolita aby wypełnić traktat sojuszniczy z Cesarzem.

Już 3 września armia koronna stanęła u brzegów Dunaju pod Tulln. Jej dowódcy natomiast stawili się tego dnia na naradzie wojennej w zamku Stettelsdorf, gdzie po raz pierwszy spotkali się prawie wszyscy wodzowie i prominentni oficerowie armii sojuszniczych. Dowodzenie oddano Sobieskiemu, choć stało się to po wielu sporach i kłótniach.

Opracowano też ostatecznie plan bitwy, który zakładał nowatorskie, choć trudne jej rozstrzygnięcie. Naczelny Wódz zaakceptował plan uderzenia na linii Dunaju, ale zmodyfikował go o swe własne postulaty. Jako weteran walk z Turcją i Tatarami zdecydował o wykorzystaniu w walce zmasowanego uderzenia jazdy, celem rozbicia sił wroga. Do zadania tego planował użyć całości swej husarii, wiedząc że pod Żurawnem stała się ona potężną bronią psychologiczną. Terenem do kluczowej szarży miały stać się zbocza podwiedeńskiego wzgórza Kahlenberg. Należało jednak wpierw przeprawić się przez poprzecinany wąwozami i rzeczkami płaskowyż, zwany Lasem Wiedeńskim. Było to pierwsze z wielu wyzwań, stojących przed wojskami koalicyjnymi. Było to trudne, ale wykonalne. Podczas gdy oddziały cesarskie, rozpoczęły marsz na linii Dunaju, dywizje niemieckie i polskie przedzierały się przez gęsty las. Największą trudność sprawiał transport armat jednak i z tym sobie poradzono. Morale żołnierzy i ich determinacja były bardzo wysokie. 11 września, późnym popołudniem wszystkie siły odsieczowe były już na wzgórzu. Batalię wyznaczono na dzień następny, choć już w nocy prowadzono wzmożony ostrzał artyleryjski, głównie z pozycji niemieckich. Piechota cesarska równolegle prowadziła działania zmierzające do przygotowania terenu pod przełamującą szarżę.

Siły pod buławą Sobieskiego liczyły mniej więcej 37 tys. piechoty, 30 tys. jazdy i 152 działa. Turcy do bitwy mogli wystawić mniej więcej równe siły. Bitwa rozpoczęła się w niedzielny poranek 12 września 1683 roku od starcia piechoty i dragonii niemieckiej z tureckimi oddziałami wysuniętymi na północ od pierścienia oblężenia. Godzinę po pierwszych potyczkach książę Karol Lotaryński, dowodzący siłami cesarskimi, zaatakował Turków na lewym skrzydle sił koalicji. Mniej więcej w tym samym czasie ostrzał pozycji wroga rozpoczęły działa ulokowane na Kahlenbergu, w tym i polskie armaty gen. Marcina Kątskiego. Powoli acz sukcesywnie w przód przesuwała się również piechota książąt Rzeszy. Dawało także efekty uderzenie polskich piechurów i dragonów.  W początkowej fazie bitwy nie użyto, jeszcze jazdy. Wyznaczono jej przecież inne zadanie. Zdarzyły się jednak nieliczne wyjątki. Niech za przykład posłuży użycie kirasjerów przez elektora saskiego Jana Jerzego III w celu ratowania natarcia austriackiej piechoty.

Po dziesięciogodzinnym ostrzale armatnim i wielu natarciach piechoty można było rozpocząć kluczową fazę. Stanowiąca prawe skrzydło armii sprzymierzonych polska armia, poczęła formować szyki kawalerii, czym dała znak do podobnego działania reszcie wojsk. Rozpoznanie terenowe przeprowadziły dwie roty husarskie. Udowodniło ono, że szarża nie jest jeszcze możliwa z uwagi na wielość przeszkód jak i ustawienie wroga. Kiedy jednak do walki skierowano kombinowane oddziały na całym froncie, defensywa turecka poczęła pękać.

Widząc to Jan III nakazał szarżę przełamującą, która okazała się być największą historii ludzkości. W jednym momencie do ataku ruszyło ponad 20 tys. jeźdźców. Naszą uwagę jednak skupimy na polskiej husarii, która uderzała na wrogie pozycje w pierwszym szeregu. Około dwu i pół tysięczna rzesza skrzydlatych i zabójczo groźnych jeźdźców uderzyła w pozycje jazdy tureckiej wręcz niszcząc wszystko, co stanęło im na drodze. W zaciekłej szarży nie zwalniali tempa aż dotarli do obozu wielkiego wezyra, dowodzącego oblężeniem.

Husaria w tamtym momencie udowodniła, że doskonale walczy nie tylko w galopie. Pokazała to, gdy rozbiła kontrataki tureckie, mimo iż wytraciła już impet pierwotnego uderzenia. Na pozostałej długości frontu szarża ciężkich i lekkich brygad jazdy także się powiodła. Osłabiona i rozbita armia Kary Mustafy wycofała się w ostatniej chwili, co uchroniło ją przed całkowitym zniszczeniem. Po prawie 12 godzinach walk, bitwa została przez siły europejskie wygrana i to za cenę niewysokich strat, miasto zaś było wolne!

Jak ocenić udział husarii w batalii wiedeńskiej? 23 chorągwie ciężkiej, polskiej jazdy odegrało znaczącą rolę w finalnej rozgrywce, jednak nie możemy przeceniać ich udziału. Cała armia odsieczowa wygrała tę bitwę a wszystkie jednostki należy równo docenić. Faktem jest jednak, że kawaleria koronna pokazała swą klasę i wysoką jakość po raz kolejny, wprawiając w zdumienie większość chrześcijańskiego świata. Uczynili to swa wspaniałą postawą, wielką odwagą i nadzwyczaj pięknym wyglądem! Niestety był to ostatni chwalebny rozdział w prawie dwustu letniej historii tej formacji.

I na koniec mała ciekawostka! Jak pewnie większość z Was wie, kampania antyturecka roku 1683 nie zakończyła się w dniu 12 września. Po zwycięstwie wiedeńskim rozpoczął się pościg za uchodzącą armia Kara Mustafy, w którym wzięły też udział wojska koronne m.in. husaria. Rysą na legendzie tej jazdy stała się wtedy pierwsza bitwa pod Parkanami, kiedy to szarża nawet nie doszła do skutku z powodu ucieczki reszty oddziałów. W drugim starciu na tym samym polu było już lepiej i ataki husarskie znacząco przyczyniły się do rozbicia armii tureckiej.

ILUSTRACJA: Fragment obrazu Mirosława Szeiba ukazujący chorągiew husarską w ataku.

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*