Historia husarii dla opornych – O Gdańsk, Kijów i Smoleńsk

Wojna polsko- szwedzka pokazała, że epoka ciężkozbrojnej jazdy wcale się nie zakończyła. Wprost przeciwnie, staropolskie „wojska pancerne”, niczym czołgi miały jeszcze zdecydować o losach niejednej bitwy i wojny. Najpierw jednak trzeba było uratować Rzeczpospolitą przed polowaniem Lwa Północy.

Kiedy w listopadzie koniec 1626 roku doszło do zmiany dowództwa armii koronnej na Północy, sytuacja nieco się poprawiła. Przybyły z Ukrainy hetman polny Stanisław Koniecpolski, kto wie czy nie taki sam geniusz pola walki jak król szwedzki. Przyprowadził też zaprawionych w boju żołnierzy. Tchnął, więc nieco świeżości w pułki królewskie. Mimo panującej zimy nie przerwał działań wojennych. Co prawda zrezygnował z oblegania i zdobywania zamków oraz miast, obsadzonych przez Szwedów (wyjątkiem jest Puck, który był oblegany przez siły hetmańskie, nie został jednak zdobyty), jednak ciągle niepokoił wroga podjazdami a zagonami lekkokonnymi przecinał jego szlaki komunikacyjno- zaopatrzeniowe.  Tak dotrwał do wiosny. Wtedy dopiero podjął próby stoczenia walnej bitwy i rozbicia sił nieprzyjaciela.

Jedną z głównych ról powierzył w tej „sztuce” właśnie husarii. Pod Bożepolem (2 IV 1627 r.) doszło do pierwszej, niestety nieudanej próby. Dziesięć dni później dowódcy szwedzcy dali się jednak zaskoczyć. Choć główne ich siły broniły się zza murów miejskich Czarnego, rajtarzy na przedpolach nie sprostali szarży husarskiej. Blokada Szwedów, którą zarządził Koniecpolski zakończyła się ich całkowitą kapitulacją.

Kolejny raz husaria pokazała swą przydatność w walkach polowych, czym obalała mity o popadnięciu w głęboki kryzys. Warto także dodać, że „skrzydlaci jeźdźcy” z powodzeniem brali udział także w obronie pozycji pod Tczewem. Wniosek? Husarze niewątpliwie byli żołnierzami prawie uniwersalnymi. Pod buławą tak umiejętnego, jak Koniecpolski dowódcy, husarze mogli przełamywać szyk wroga szarżą, wziąć udział w pościgu jak jazda lekka, eskortować tabory jak Kozacy, a spieszeni walczyć nawet, jako całkiem nieźle funkcjonująca piechota. Najskuteczniejsi byli jednak konno, na ubitej ziemi i w otwartym polu. Przykładem niech będzie bitwa pod Trzcianą (25 VI 1629 r.), gdy szarżujące roty husarii koronnej kilkukrotnie rozbijały oddziały jazdy szwedzkiej .

Działania wojenne lat 20. nie zakończyły kariery husarii w wojsko polskim. Po śmierci króla Zygmunta III Wazy na tronie Rzeczpospolitej zasiadł jego najstarszy syn Władysław, panując jako Władysław IV. Choć nie prowadził on aż tak wielu wojen, zadbał o reformę armii koronnej i litewskiej. Reformy militarne jego czasów pozwoliły mu oprzeć się w pełni na armii regularnej, bez konieczności odwoływania się do usług pospolitego ruszenia, którego jakość budziła politowanie i śmiech u niejednego wodza. Dodatkowo to właśnie za jego czasów wyodrębniono dwa systemy zaciągów wojsk kwarcianych, co przyczyniło się do ulepszeń organizacyjnych i administracyjnych w wojsku.

Reformy te nie ominęły husarii, która jako najbardziej szlachecki typ jazdy stała się odtąd autoramentem narodowym. Wahania jej liczebności trwały nadal, ale generalnie nie były tak duże, choć tendencje zniżkowe zarysowywały się coraz mocniej. Nadal stanowiła ona 40-50 % zaciągów jazdy koronnej. Podobne proporcje utrzymywały się w szeregach armii litewskiej.

Pierwszy bardziej znaczący udział w wojnach Władysława IV, husaria odegrała już w 1632 roku. Na planowaną wyprawę pod Smoleńsk planowano komput w wysokości 3200 koni, co stanowiło niewiele ponad 40% planowanej jazdy. Warto zwrócić tu uwagę na fakt, że na wyprawę tę planowano zaciągnąć ponad 12 tys. piechoty i ok. 3 tys. dragonów. Było to pewnego rodzaju novum w polskiej sztuce wojennej, a nade wszystko na pewno było to spowodowane potrzebami wojny, która miała opierać się głównie na oblężeniach. Jednostki ciężkozbrojnej jazdy były jednak pod Smoleńskiem niezbędne. Perfekcyjnie spełniły swą rolę polegającą na blokadzie szlaków zaopatrzenia i kontrolowani dróg komunikacyjnych. Osłaniały również siły oblężnicze rozbijając podjazdy i patrole wroga oraz przeciwdziałając ewentualnym próbom odsieczy.

Husaria odgrywała też znaczącą rolę w planowanej wojnie za Szwecją (1635 r.), wojnie z wojskami Abaza Paszy, pacyfikacji powstań kozackich (1635, 1637, 1638 r.) i ochronie pogranicza przed najazdami tatarskimi. Szczególną uwagę należy jednak zwrócić na front ukraiński, gdzie ciężkozbrojni święcili niebywałe sukcesy, co poświadcza ich ciągle wysoką formę. Podczas bitwy pod Kumejkami, w przebiegu powstania Pawluka (1637 r.) szarża „skrzydlatej jazdy” rozerwała tabor kozacki, czym ułatwiła zadanie jeździe pancernej i piechocie. Można, zatem stwierdzić, że to jedno uderzenia przełamujące zakończyło bitwę, a może i nawet całe powstanie! Upadek? Dowody pokazują, że wcale nie!

Kolejny, choć nieznaczny spadek liczby zaciągów ciężkozbrojnych, przyniosła pierwsza połowa lat czterdziestych. W bitwie pod Ochmatowem (1644 r.), gdzie hetman Koniecpolski rozbił potężny oddział Ordy Tuhaj- Beja, w szeregach armii koronnej stanęło już tylko 1100 koni husarskich, przy czym wiemy, że był to cały komput narodowy. Dla porównania warto odnotować, że w bitwie tej znajdował się zaciąg 1300 pancernych i 1200 dragonów.

Husaria wchodziła jednak w skład ogromnych sił prywatnych, które wzmocniły korpus Koniecpolskiego.  Bitwy lat 30. i 40. XVII stulecia pokazały, że armia korona i litewska doskonale radziła sobie w starciu z Tatarami i Kozakami, walczącymi oddzielnie. Niestety kolejne powstanie kozackie (1648 r.) pokazało, iż połączone siły wroga górują nad polską sztuką wojenną. Choć czynników decydujących o klęskach, było wtedy o wiele więcej.

ILUSTRACJA: Husarz w ataku – fragment obrazu Józefa Brandta.

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*