Historia husarii dla opornych – Część 7 – W starciu z Lwem Północy

Europa płonęła! Tereny Rzeszy Niemieckiej pustoszyła wojna trzydziestoletnia, a najstraszniej poczynały sobie tam wojska szwedzkie pod dowództwem Lwa Północy, prawdziwego geniusza pola walki Gustawa II Adolfa. Nim jednak król Szwecji stał się postrachem Habsburgów i wszystkich Niemców musiał zapolować nad południowymi brzegami Bałtyku. I tutaj Lew starł się polsko-litewskim Orłem. I omal na jego skrzydłach nie połamał sobie zębów.

Zamieszanie wojenne na południu Korony postanowił wykorzystać król Szwecji Gustaw II Adolf, który wraz ze swą armią uderzył na Inflanty. Z uwagi na brak regularnych sił pochód Skandynawów był dość łatwy. We wrześniu 1621 roku zdobyto Rygę, zaciekle bronioną wcześniej przez piechotę kwarcianą i milicje miejską. Reszta sił litewskich pod buławą hetmana polnego Krzysztofa II Radziwiłła była zbyt słaba by przeprowadzić skuteczną ofensywę. Nie niepokojony przeciwnik kontynuował marsz w głąb terytorium Rzeczpospolitej. Bez trudu zdobył także stolicę Kurlandii Mitawę.

Warto jednak zaznaczyć, że obawa przed polsko-litewską jazdą, szczególnie tą „skrzydlatą” była wśród Szwedów wielka. Maszerując przez Inflanty wybierali tereny bagniste lub lasy by uniemożliwić natarcie szarżą polskiej husarii. Pamięć o Kircholmie i Kłuszynie była wciąż żywa w żołnierzach „Trzech Koron”.

Dowodzący inwazją król Gustaw Adolf starał się maksymalnie wykorzystać sytuację i jak najszybciej zająć kluczowe zamki. Dlatego właśnie skierował kolejne uderzenia na Dyneburg i Kokenhausen. Zostały one poprzedzone przez podjazdy dość dużych zagonów kawaleryjskich (ok. 850 rajtarów i kirasjerów wysłanych pod Kokenhausen). Na ich drodze stanął oddział jazdy litewskiej Aleksandra Gosiewskiego (600 koni, w tym 3 chorągwie husarskie- ok. 300 koni) wspomagany przez maleńki oddział piechoty wybranieckiej i niemieckiej. Potyczka nad jeziorem Kropimojza zakończyła się zwycięstwem Litwinów, choć Szwedzi stawiali mężny opór. W zamian za szarże husarii „odwdzięczali się” szarżami kirasjerów, którzy jednak nie potrafili w pełni skopiować taktyki walki polskich jeźdźców i załamywali się w ogniu piechoty oraz pod szablami husarzy i petyhorców. Choć straty były odczuwalne i uszczupliły i tak już niewielkie siły referendarza litewskiego, bitwa zatrzymała na jakiś czas posunięcia wroga. Udowodniła nadto po raz kolejny, że polsko-litewska jazda może stawić czoła jednostkom cięższym od siebie (szwedzcy kirasjerzy) a taktyka uderzeń przełamujących sprawdza się w wypadku husarii doskonale.

Gustaw Adolf wyniósł jednak ważną naukę ze starć z siłami Rzeczpospolitej. Jego, ciągle reformujące się, wojsko zdolne już było stawić czoła „skrzydlatym jeźdźcom”. Zjawisko to po raz pierwszy uwidoczniło się w bitwie pod Mitawą (1-3 VIII 1622 r.) gdzie na przeciwko 5500 piechoty, 400 dragonów, 1000 rajtarów i kirasjerów szwedzkich stanęło ok.. 3500 jazdy i 1000 piechoty litewskiej pod buławą Radziwiłła. Szybko wyprowadzone przez hetmana polnego szarże husarskie nie przyniosły spodziewanego efektu. Nie rozbiły, a tym bardziej nie zniszczyły kompanii wrogiej piechoty. Co prawda siły litewskie odnosiły sukcesy, ale po raz kolejny nie zostało ono należycie wykorzystane przez polityków i wodzów. Fakt, faktem, że było to także spowodowane żałośnie niskim stanem dyscypliny w szeregach wojska. Raczej pewne jest, zatem że właśnie z powodów dyscyplinarnych husarze kilku chorągwi odmówili szarży, która mogłaby zakończyć bitwę.

Po za tym pułki Gustawa Adolfa walczyły głównie zza przeszkód terenowych czy fortyfikacji polowych, co również uniemożliwiało zakończenie bitwy jednym, przełamującym uderzeniem. Upaść, więc musi argument wysuwany w historiografii a mówiący, że to siła ognia szwedzkiej piechoty zniechęcała do walki jazdę.

Na skutek patowej sytuacji, potyczka stała się ciągiem walk pozycyjnych. W braku nadziei na ostateczne rozstrzygnięcie, obie strony zawarły siedmiomiesięczny rozejm. Okres pozornego pokoju wykorzystali hetmani litewscy na reorganizację swej armii. Również dowódcy koronni podejmowali podobne działania, licząc się z koniecznością rychłego starcia z Gustawem Adolfem. Z braku środków na bardziej zaawansowane reformy, Dwór i hetmani sięgnęli po najprostsze środki – zwiększyli ilość zaciągów cudzoziemskich, szczególnie dragonów, rajtarów i strzelców pieszych. Wskutek tego miały znacząco obniżyć się zaciągi jazdy narodowej, w tym husarii. Jednak nawet ta swoista rewolucja nie była w stanie zniwelować przewagi technicznej, jaką posiadali Szwedzi, a którą pokazali już w 1626 roku.

Zwykło się patrzyć w historiografii wojskowej na rok 1626, jako na pierwsze porażki husarii w polu. Dopatrywano się w tym też znaczącego obniżenia wartości bojowej ciężkiej jazdy a niektórzy posuwali się już nawet do całkowitej deprecjacji tej formacji. Jednak ostatnie badania pokazały, że problemem wojsk polskich w tej wojnie nie była husaria, lecz raczej żałosna dyscyplina a niekiedy jeszcze brak umiejętności wojskowych dowódców. Inną równie ważną przyczyną porażek polowych husarii, był brak wsparcia jej szarż przez inne rodzaje wojsk. Przy biernej postawie piechoty czy artylerii żadna kawaleria nie pokona przeciwnika, walczącego zza fortyfikacji! Właśnie takie były skutki nieudanej szarży „skrzydlatej jazdy” pod Gniewem, choć cała bitwa- warto to podkreślić- nie została rozstrzygnięta. Polacy i Litwini nie osiągnęli celu, jakim było zniszczenie sił przeciwnika. Modyfikując plan wojenny Zygmunt III opuścił z armią pole bitwy i pomaszerował pod Gdańsk, osłaniając go od Szwedów.

Należy jednak zwrócić uwagę na inny ważny czynnik zaobserwowany wtedy, a mianowicie spadek liczby etatów husarskich w II dekadzie XVII stulecia. Niektórzy badacze również odczytują to, jako skutek spadku wartości bojowej ciężkozbrojnych. Najnowsze badania pokazują jednak, że proces ten spowodowany był raczej czynnikami gospodarczo- ekonomicznymi i nie miał żadnych ukrytych przyczyn ani skutków.

Słowem podsumowania – czym więc spowodowane były niepowodzenia bitew, w których do walki rzucano husarię? Niekoniecznie upadkiem wartości bojowej tej formacji, ale raczej słabą koordynacją działań taktycznych przez dowódców, którzy nie potrafili na czas wesprzeć szarż husarskich, uderzeniem jazdy pancernej czy natarciem piechoty. Taka koordynacja byłaby majstersztykiem sztuki wojennej!

ILUSTRACJA: Fragment obrazu Józefa Brandta „Potyczka ze Szwedami” (wikimedia commons).

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*