Historia husarii dla opornych – Północ kontra Południe

Sprawdzianem jakości husarii, który nastąpił w okresie panowania Zygmunta III Wazy były nie tylko zmagania z wojskami habsburskimi i zbuntowanymi Kozakami. W tych burzliwych czasach schyłku Złotego Wieku Rzeczpospolita zmuszona była prowadzić wojny także na południu i północy. Tam też dała o sobie znać siła „polskiej broni pancernej”, jak nazwał husarię M. Nagielski. Warto przyjrzeć się kilku kampaniom tamtych czasów by dostrzec gdzie szum husarskich skrzydeł był donośniejszy.

Na sam początek takiej analizy warto wspomnieć o wyprawie Jana Zamoyskiego do Mołdawii, celem przywrócenie tam polskiego panowania. Celem wojsk polskich, dowodzonych przez kanclerza wielkiego koronnego osobiście, było całkowite zniszczenie wojsk Michała Walecznego, przy jednoczesnym usunięciu go z tronu. Dowódcy koronni zdecydowani byli wydać wrogowi walną bitwę i cel operacyjny osiągnąć za jednym razem. Nie było to jednak łatwe, gdyż Mołdawianie i Wołosi unikali starcia, ograniczając się tylko do wojny podjazdowej. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy 20 października 1600 roku Zamoyski, zapewne za namową Marka Sobieskiego, zadecydował o ataku na obóz nieprzyjacielski.  Warto zaznaczyć, że hetman wielki dysponował znacznymi siłami, wyliczanymi na ok. 15 tys. żołnierzy. W korpusie tym było 11 chorągwi husarskich (ok. 800 koni)[1].

Z wiadomych przyczyn, nie będziemy omawiać tu całego przebiegu bitwy nad Teleżyną (lub pod Bukową, jak chcą niektórzy) koniecznie jednak musimy wspomnieć o szarżach husarskich, które w tym starciu stanowiły element decydujący. Czołowe uderzenia ciężkich rot Żółkiewskiego, po początkowym sukcesie, zakończyło się porażką. Skrzydlata jazda została odcięta od reszty armii koronnej i zagrożona rozbiciem. Dopiero kolejne szarże ciężkozbrojnych złamały opór jazdy wołoskiej i uratowały chorągwie Żółkiewskiego. Ciekawym epizodem jest tu współpraca husarii, pancernych i kozackiej jazdy rejestrowej w wyprowadzeniu uderzenia przełamującego. Wszystkie te formacje uderzyły wspólnie, czym zmusiły wojska Michała Walecznego do ucieczki. Zapewne laury za to zwycięstwo należą się też Zamoyskiemu, który po raz kolejny udowodnił swe niebywałe zdolności dowódcze.

Kluczowe dla bitwy działania husarii pokazały też, że zdolna jest ona do starcia z każdym przeciwnikiem. Potwierdzona też została główna rola „skrzydlatej jazdy” w polskiej sztuce wojennej.

Wyprawa mołdawska Zamoyskiego nie była jedynym sprawdzianem zdolności husarskich przełomu XVI i XVII stulecia. W tym samym roku, kiedy to szarże jazdy koronnej rozbijały szyki wołoskie i mołdawskie, w Inflantach trwały zmagania chorągwi litewskich ze Szwedami. Udział husarii w tej wojnie możemy datować jednak dopiero od 1601 roku, kiedy to roty husarskie znalazły się w szeregach armii odsieczowej pod buławą hetmana wielkiego litewskiego Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła, która miała uwolnić Kokenhausen od szwedzkiego oblężenia. W dniu 23 czerwca 1601 r. około 1500 husarzy, wspomaganych innymi rodzajami jazdy i pułkami piechoty, w błyskotliwie przeprowadzonym starciu, zmusiło do ucieczki rajtarów przeciwnika i zniszczyło jego piechotę. Za cenę niewysokich strat Radziwiłł oswobodził miasto i zdobył obóz wroga. Pokazał też, że litewska husaria jest równie groźna, co jej koronny odpowiednik. Armia szwedzka zaś, jako kolejna z wielu, przekonała się, że zachodnioeuropejska moda wojskowa nie jest zbyt przydatna w starciu z wojskami Rzeczpospolitej[2].

Nie był to jednak jedyny sukces Litwinów w tej wojnie. Faktem jest, że owoce zwycięstwa spod Kokonhausen zostały zatracone na skutek warcholstwa wodzów i konfliktów między nimi. Zatracono też impet ofensywny i zaprzepaszczono szanse na całkowite zwycięstwo. Dlatego na odbudowanie morale i organizacji armii litewskiej potrzeba było kilku lat! Radziwiłł „Piorun” mimowolnie oddał inicjatywę Szwedom, którzy nie marnując czasu rozpoczęli oblężenie Rygi. Procesy mobilizacyjne w Wielkim Księstwie szły tak powoli, że konieczne były posiłki z Korony. Wyprawa Jana Zamoyskiego i Stanisława Żółkiewskiego miała odmienić losy wojny. Dla naszych rozważań kluczowy jest jednak fakt, że w armii koronnej znalazło się miejsce dla ok. 1.5 tys. husarii koronnej, która miała wspomóc litewskich ciężkozbrojnych. Nadzieję hetman pokładał znów w walnej rozprawie, licząc na przełamujące uderzenia swej broni pancernej. Nadzieje te okazały się jednak płonne. Szwedzi na wieść o możliwym połączeniu wojsk Rzeczpospolitej rozpoczęli odwrót grzebiąc tym szanse rozstrzygnięcia wojny jeszcze w 1601 roku.

Sukcesy jednak przyszły. Przybyłe z Mołdawii kwarciane wojska koronne, zmusiły jesienią 1602 r. do kapitulacji załogę Białego Kamienia. Warto zaznaczyć, że w swym korpusie Zamoyski, będący wodzem naczelnym, posiadał niewielu husarzy, ale ze względu na charakter prowadzonych działań wydaje się to zrozumiałe. Równocześnie także oddział Żółkiewskiego śmiało poczynał sobie w Inflantach, gromiąc jazdę szwedzką pod Kiesią (VI 1602) i rozbijając wiele mniejszych podjazdów nieprzyjacielskich. Nadchodząca zima zmusiła jednak wszystkich dowódców polsko- litewskich do przerwania ofensywy i wycofania się za Dźwinę[3].

Lata 1603- 1604 przyniosły nowe, często niespodziewane rozstrzygnięcia. Swe „wojska pancerne” znakomicie wykorzystywał także Jan Karol Chodkiewicz, nowy wódz w Inflantach . Za ich pomocą zablokował szwedzką załogę Dorpatu (IV 1603 r.) zdobywając tę twierdzę przy jednoczesnym braku artylerii oblężniczej. Niestety z powodu braku środków na kontynuowanie wojny działania wojenne znów uległy zahamowaniu. Dopiero wiosną 1604 r. Chodkiewicz był zdolny do podjęcia kolejnej ofensywy. Po raz kolejny postawił na maksymalne wykorzystanie „skrzydlatej jazdy”, co opłaciło się w stopniu niesłychanym. Pokazała to bitwa pod Białym Kamieniem, jedno z większych starć polowych tej wojny. Siły litewskie rozbiły tam ok. trzykrotnie liczniejszy korpus szwedzki. Kluczem do zwycięstwa znów okazała się szarża jazdy, z większościowym udziałem husarii. Przełamujący cios spadł tym razem na lewe skrzydło wojsk „szwedzkich, co wprowadziło destrukcyjne zamieszanie w ich szeregach i ostatecznie doprowadziło do wielkiego zwycięstwa Chodkiewicza .

Dzieje husarii przełomu XVI i XVII wieku dobitnie pokazały, więc że w strukturze wojskowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, prowadzącej wojny na wszystkich swych granicach jest rozwiązaniem wprost idealnym – uniwersalnym, mobilnym i potężnym. Jako formacja husaria w czasach panowania Zygmunta III Wazy święciła triumfy zarówno na północy, południu, wschodzie jak i zachodzie. Ale największe sukcesy i najbardziej spektakularne szarże miały dopiero nadejść.

ILUSTRACJA: Artystyczna wizja działań koronnej husarii w wojnach ze Szwedami, pędzla Mirosława Szeiba.

Dawid Siuta


[1] Niestety nie jest możliwe obliczenia ilości koni husarskich wojsk prywatnych magnatów koronnych, choć wiemy, że takowe na pewno znajdowały się na polu bitwy.

D. Skorupa, Bitwa pod Bukową 20 października 1600 r., [w:] „Staropolska sztuka wojenna XVI- XVII wiek”, red. M. Nagielski, Warszawa 2002, s. 19- 24.

[2] H. Wisner, Wojsko Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dyplomacja. Varia. Rzeczpospolita Wazów, t. II, Warszawa 2004, 13-17; S. Herbst, Wojna inflancka 1600-1602, Zabrze 2006, 101-103.

[3] H. Wisner, Kircholm 1605, Warszawa 1987, s. 73- 75.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*