Historia husarii dla opornych – skrzydła w tureckiej nawałnicy

Sukcesy husarii pierwszych dwóch dekad XVII stulecia stworzyły obraz niemalże niezwyciężonej jazdy, która kopytami swych koni i ostrzami kopii roznosi szyki wroga. Kiedy jednak nad południową granicę Rzeczpospolitej nadeszła potężna nawałnica turecka przekonanie o niezwyciężoności husarii chwilowo zachwiało się w posadach.  Jednak niedługo później formacja ta po raz kolejny dała dowód swej świetności.

Wojna z Imperium Osmańskim, która toczyła  się na przestrzeni lat 1620- 1621 nie rozpoczęła się zbyt  korzystnie dla strony polskiej, ostatecznie  zapisała się w chwalebnej karcie historii oręża polskiego. Powody – choć prozaiczne – doprowadziły do krwawej wojny, która stronę koronno- litewską kosztowała utratę dwóch najwybitniejszych hetmanów I ćwierci XVII stulecia.

Gdy w roku 1619 stało się jasne, że wiosną roku następnego inwazja turecka jest nieunikniona, król zwołał pospolite ruszenie na marzec 1620 r. Kiedy zaś Turcy rozpoczęli zbieranie sił nad Dniestrem, Zygmunt III wydał siłom koronnym rozkaz wkroczenia do Mołdawii i marszu na miejsce koncentracji wroga, by rozbić jego siły jeszcze przed osiągnięciem przez nie gotowości. Hetman wielki koronny  Stanisław Żółkiewski zadecydował jednak o schronieniu się w warownym obozie pod Cecorą, by wzorem Zamoyskiego sprzed 25 lat, stoczyć bitwę obronno- zaczepną. Siły, jakie prowadził nie były zbyt wielkie, choć później zostały wzmocnione jeszcze przez poczty magnackie i lisowczyków.

Niestety problemem tej armii była niska dyscyplina, co było charakterystyczną cechą polskiego wojska tamtego okresu. Dodatkowo Żółkiewski, mimo stosowanych przezeń drakońskich kar, nijak nie potrafił jej utrzymać. Kiedy w końcu doszło do tureckiego oblężenia polskiego obozu, Polacy bronili się bohatersko. Jednak niesubordynacja magnatów kresowych i ich osobiste animozje względem hetmana doprowadziły do odwrotu. Z braku innego wyjścia zdecydowano się na marsz pod osłoną warownego taboru.  Mimo, że Turcy zrezygnowali z pościgu, Tatarzy szczegółowo obserwowali ruch polskiego obozu.

Początkowo nawet ten manewr przebiegał niezwykle szczęśliwie dla sił polskich. Niestety do tragedii doszło na brzegach Dniestru. Tam odwrót zamienił się w chaotyczną ucieczką a „ściany” taborów uległy rozerwaniu, przez totalny chaos, jaki zapanował polskich oddziałach. Na to tylko czekali Tatarzy! Szybkim uderzeniem zamienili starcie w krwawą rzeź. Żółkiewski, który odmówił ucieczki, padł na polu bitwy a wielu jego świetnych żołnierzy dostało się do niewoli. W jasyr trafili min. Stanisław Koniecpolski- hetman polny koronny i zięć Żółkiewskiego, syn hetmana wielkiego- Jan, a także wielu rotmistrzów jak Mikołaj Struś, Samuel Korecki i Marcin Kazanowski.  

Koronna część Rzeczpospolitej Obojga Narodów została bez armii i bez wodzów, którzy mogliby ją poprowadzić. Była całkowicie bezbronna!

Koniecznie w tym miejscu wspomnieć musimy o udziale husarii w kampanii cecorskiej. Prócz wspomnianego już pospolitego ruszenia, które dodajmy zbierało się nad wyraz wolno, Korona wystawiła na tę wojnę bardzo skromne siły. Jeszcze nim Żółkiewski wkroczył do Mołdawii jego siły liczyły niewiele ponad 7 tys. żołnierzy. Należy jednak zaznaczyć, że była to liczebność już po posiłkach ze strony zaciągów magnackich, Kozaków Zaporoskich
i lisowczyków. W armii tej można było spotkać ok. 400 husarzy.

Niestety nawet oni nie mogli wpłynąć na przebieg operacji. Walka w warownym taborze i na jego przedpolach ograniczała ich możliwości taktyczne. Niestety brakowało im także dyscypliny. Była to jedna z pierwszych bitew, która całkowicie złamała morale ciężkozbrojnych jeźdźców i skłoniła ich do ucieczki, o czym możemy się przekonać czytając relacje uczestników obrony obozu taboru.

Klęska cecorska wywarła wielkie  wrażenie na szlachcie Rzeczpospolitej. Nawet mieszczanie warszawscy rozpoczęli sypanie wałów, spodziewając się rychłej inwazji. Sejm, zwołany przez króla na listopad 1620, także obradował pod presją wydarzeń na południowym- wschodzie. Panowie bracia obficie sypnęli groszem i uchwalili wielkie zaciągi. Dodatkowo szlachta zgodziła się na pospolite ruszenie. Rzeczywisty wysiłek zbrojny Rzeczpospolitej był ogromny! Na kampanię 1621 r. zaciągnięto około 80 tys. żołnierzy, przy czym armia koronna została odbudowana od podstaw. Siły zbrojne oddano pod buławę hetmanowi wielkiemu litewskiemu Janowi Karolowi Chodkiewiczowi. Sejm liczył także na czynną pomoc Kozaków, którzy dowodzeni przez Piotra Konaszewicza- Sahajdacznego, mieli połączyć się z armią Chodkiewicza na południu kraju, gdyż właśnie tam zamierzano zatrzymać wroga.

Wysiłek mobilizacyjny, na jaki zdobyła się szlachta był wręcz monstrualny. Pobór podatków uchwalonych przez sejm miał zapewnić zaciąg 65 tys. żołnierzy. Rzeczywisty stan sił był o wiele niższy, ale i tak prezentował się imponująco. Według różnych szacunków, pod Chocimiem, hetman wielki litewski dysponował 25- 35 tys. żołnierzy kwarcianych. Mógł też liczyć na duży korpus posiłkowy Kozaków Doroszenki i czynne wsparcie lisowczyków. Razem mógł przeciwstawić Turkom 45- 50 tys. armię. Te same szacunki podają liczbę  żołnierzy wroga na ok. 100- 120 tys. ludzi. Przewaga liczebna wroga była, zatem wyraźna.

Szczegółowy opis tej kampanii i obrony warownego obozy pod Chocimiem, którego podjęły się polsko- litewskie siły pod buławą Chodkiewicza nie jest przedmiotem naszych dzisiejszych rozważań. Zainteresowanych odsyłam do setek, stron napisanych na ten temat. Nas interesuje przede wszystkim udział husarii koronnej w kampanii tureckiej 1621 roku.

Według przytaczanych już szacunków historyków polskich zaciąg husarski pod Chocimiem miał wynosić ponad 8500 porcji żołdu, a co w rzeczywistości dawało ok. 7400- 7600 husarzy zaciągu narodowego, zgrupowanych w 50 rotach. Całkiem prawdopodobne jest, że w obozie znajdowały się chorągwie prywatne magnatów i urzędników koronnych. „Skrzydlatych jeźdźców” było w obozie dużo!  Mimo ich pozornej nieprzydatności w odpieraniu szturmów wodzowie wojsk koronnych zdecydowali się na taką ich ilość. Wydarzenia bitwy pod Chocimiem pokazały dlaczego tak było.

W krytycznych momentach obrony wałów pod Chocimiem, Chodkiewicz wyprowadzał ataki husarskie, które łamały szyki nacierających janczarów i spahisów, przeganiając wroga z przedpola obozu. Przykładem niech stanie się potyczka z dnia 7 września 1621 r., kiedy to 700 jeźdźców przepędziło spod wałów ok. 10 tys. oddział nacierających. Husaria nie raz jeszcze doprowadziła swych przeciwników do łez. Prócz tego zabójcze kontrataki wszystkich formacji jezdnych, skutecznie osłabiały ducha atakujących Turków. Współdziałanie wszystkich koronno- litewsko- ukraińskich rodzajów broni doprowadziło do chwalebnego zakończenia bitwy. Mimo, że nie została ona wygrana, kończący ją pokój był najlepszym możliwym rozwiązaniem. Niestety starcie to kosztowało życie wielu dzielnych „obrońców Rzeczpospolitej” w tym hetmana Jana Karola Chodkiewicza.  

Zażegnywał jednak śmiertelne niebezpieczeństwo na południowej granicy państwa. Niestety właśnie tedy, kiedy żołnierze gasili pożar na granicy południowej, prawdziwa pożoga wybuchła na północy!

ILUSTRACJA: obraz autorstwa Juliusza Kossaka, przedstawiający epizod bitwy pod Chocimiem (wikimedia commons)

 
Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*